Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 lipca 2021

5 setka: Chełmno - Szpital i Klasztor (2221)

Aby umknąć z domu na pół dnia to dla nas - ludzi rodzinnych - trzeba mieć powód. Najlepiej ważny bardzo. Otóż szczęśliwie przypomniałem sobie, że w mieście Chełmno od miesiąca czeka w Szpitalu na odebranie pewien ważny dokument.

No więc tak i tak, dokument czeka a benzyny wypalać nie ma po co skoro jest rower. 
- Przejadę się ważną sprawę załatwiając!

Tak to znalazłem się na ścieżce unisławskiej. Wcześniej nie obeszło się bez wyrzekania, że po co, że upał, że spójrz w lustro i kalendarz oraz tak dalej.

Wszystkie te argumenty miały raczej charakter rytualny, bo przecież wiadomo, że do Chełmna to przynajmniej raz do roku trzeba pojechać!
- Tak się przecież dzieje już od niepamiętnych czasów! 

Po niewątpliwie zapchanym weekendzie poniedziałkowa ścieżka była bezludna. Ot wiewiórka przeskakała w poprzek drogi, ot sarenka spojrzała wilgotnym wzrokiem na rowerzystę... . 

Uprawiając swój slow - riding był czas na porozmawianie z lokalsami czy zrobienie jednego i drugiego zdjęcia w Gzinie Górnym.
- I niech pan pamięta, aby w Borównie, przy kapliczce się zatrzymać!


Szalona jest ta górka z Gzina Górnego do Dolnego! A tam już czekał, urokliwy pałacyk Gargamela zachwycając swoją cygańską urodą.


Smutny głos wzywający do naprawy rzeczpospolitej wiejskiej też dało się zauważyć!

O tej przydrożnej kapliczce (Pieta z Borówna) wcześniej wspomnianej w luźnej rozmowie pamiętano! Kto nie zna jeszcze legendy związanej z jej odkopaniem niech to naprawi. 
 
Tym razem górkę w Starogrodzie (Hi! Hi! Ładna mi górka!) pokonywałem dzielnie z (niekiedy) sporym z konieczności stopniem wzmocnienia, ale jednak na własnych pedałach!
- Wspiąłem się na nią rzężąc płucami, ale się dało!

Po takich wrażeniach prosto z Kałdusa widok chełmińskiego kościółka św. Mikołaja przyjęto z pewną ulgą. 

Do samego Szpitala po odbiór kwitu trafiłem pięć minut przed piętnastą... . 
- No miało się to szczęście!

Teraz można już było, zrealizować drugi ważny a stały punkt pobytu w Chełmnie: odwiedzenie Klasztoru na Dominikańskiej 40! 

Pogryzając kanapki i zapijając je "Muszynianką" smutno dumałem wpatrując się w wyraźny napis... . 

Pamiętając tragedię związaną z koronawirusem w Klasztorze byłem pełen zrozumienia jednak nie omieszkałem sprawdzić czy aby na pewno "nie można". 

W końcu mi przecież nie o zwiedzanie chodzi, ja tylko przecież na niedługo, jak co roku od kilkunastu lat... . 

Siostra furtianka popatrzyła na mnie ze zrozumieniem i przejęta argumentem, że tylko TAM i (być może mnie pamiętając) wyraziła zgodę "skoro tylko na niedługo".

Trafiłem TAM, ale z uwagi na cel i przez szacunek dla modlących się sióstr (było wystawienie Sakramentu) we wnętrzu zdjęć nie zrobiono, chociaż pokusa była!

Póki musiał wystarczyć znajomy dziedziniec, znajomy korytarz i...

...można było już wyjść na świat!

A tam piękna perspektywa ulicy Dominikańskiej i (wizytówka Chełmna)  gotycki ratusz w renesansowej szacie... . 


Jeszcze ostatnie spojrzenie na miasto w dole... . 

Jakoś nie miałem ochoty na odwiedzanie nigdy nie widzianych tych akurat fortów. U nas mamy ich pod dostatkiem, a na dodatek takie Muzeum Fortyfikacji toruńskich nadal jeszcze jest nie odwiedzone.  

Nie na wszystko więc zwracając uwagę uprawiano swój slow - riding zatrzymując się w miejscach naprawdę ważnych. 


Powrót ścieżką unisławską był bajkowy! Żar lał się nadal z nieba, ale zielony tunel pozwalał jechać komfortowo.

Świerczynki swoim pięknym punktem odpoczynkowym ogłosiły zbliżający się koniec wyprawy. Po dojechaniu do domu piątka setka w tym sezonie dobiegła końca.  
 
UWAGA. Przejazd tą trasą poleca się także z uwagi na to, iż cały czas jedzie się ścieżkami rowerowymi! 

środa, 10 czerwca 2020

ODKRYWANIE KUJAW: Pieranie 1/2 (2157)

Powziąwszy informację, że w kujawskiej miejscowości PIERANIE znajduje się największa nie tylko w Polsce ale i w Europie drewniana świątynia wybrano się do niej. Wiedziony naukową dociekliwością (Czy prawdą jest jakoby...?) zachciało mi się sprawdzić własnym organizmem prawdziwość powyższego (a zasłyszanego w internetach) stwierdzenia.

Najpierw jednak niech będzie wszystko po kolei, a nie jak w moich ostatnich notkach publikowanych bez ścisłego trzymania się chronologii wydarzeń. Tego dnia pojechano więc bajeczną trasą: Toruń - Mała / Wielka Nieszawka - lasem - lasem - lasem aż... wreszcie do Gniewkowa.

W środku wspomnianego lasu spotkałem dwóch panów na e-bikach, którzy wybili mi z głowy dumę z tytułu moich tzw. sukcesów w długich przejazdach. Przynajmniej jeden z nich dosyć wiarygodnie deklarował przejechanie (prawie) dwukrotności moich dystansów, krócej jeżdżąc, ale za to częściej i bez zimowej przerwy... . Nie było jednak możliwości z nimi porozmawiać, bo muszki meszki atakowały nas tak gęstą chmarą, że czym prędzej oddaliliśmy się w swoje kierunki... .

Dalej już - unikając tranzytowych dróg - opłotkami skierowano się do miejsca docelowego przejeżdżając przez Gąski. Byłem nawet w Szpitalu!



4 km przed celem dopadły nas (rower i mnie) ciężkie piachy. Pojazd mi wierzgał i próbował gwałtownie kłaść się na zapylonej drodze, ale nic to: dalim radę i... dojechano!

Kościół okazał się faktycznie spory, ale - jak potem przekonały mnie internety - wcale takim największym ani w Europie, ani nawet w Polsce nie jest. Taka świątynia w Świdnicy ponoć zaszczytne miano największej w Polsce dzierży niezachwianie. Chociaż niektórzy przebąkują, że kościół w Haczowie to już całkiem najogromniejszy jest.

Myślę, że jakiemuś literatowi czy innemu fantaście zachciało się przydać pięknie a świeżo odnowionej świątyni nieco więcej(nienależnego)blasku... . Ogarnięty nieśmiałością jednak nie zakołatałem do pobliskiej plebanii aby zasięgnąć języka w sprawie tej największości... . Nie dostawszy się do ponoć przepięknie odnowionego wnętrza(freski!)pogalopowano w kierunku domu.


I były znowu piaski i szutry, piachy i żużle, aż wreszcie (już po równej drodze) trafiono do urokliwego Pałacyku w Woli Stanomińskiej. Otoczony parkiem i rechotem żab z miejscowego stawu, pachnący akacjami, promieniował życzliwością właścicielki prowadzącej tam agroturystykę. Stylowe wyposażenie wnętrz, niskie ceny jak i magia miejsca wprost zapraszają tam do pobytu... .
- O klasie miejscówki świadczy fakt, ze plenery malarskie też tam się odbywają.





Przejeżdżając przez Stanomin doświadczono urody Kujaw na różne sposoby. Nie zatrzymując się na dłużej kątem oka zauważono pięknie zachowaną i równie starannie wyeksponowaną starą sikawkę.
-Jest być z czego dumnym stanonimskim strażakom!


A do tego wszechobecne maki czerwieniące się zawsze i wszędzie gdziekolwiek przejeżdżano po całym lewobrzeżu Wisły.

Te maki jestem skłonny uznać za symbol Kujaw w ogóle.

Do Służewa dotarliśmy nieco zmarnowani, ale w pogodnych nastrojach. Po zjedzonym obiadku - składającym się z podgrzanej zupy - w służewskim parku z widokiem na jezioro - morale znacznie się podniosło.

Co prawda - należąca do armii - elektroniczna tablica uprzejmie poinformowała, że przejazd przez poligon jest niemożliwy, ale ... nikt przecież nie zaorał innych dróg do Torunia!




Podziel się