sobota, 17 października 2026

Ciechocinek czyli zaprzepaszczona szansa (2436)

Bardzo mi się chciało do tego całego Ciechocinka! Lubim po prostu to miasteczko. A ponieważ pogoda sprzyjała to i się... pojechało.

Miało się przecież we wdzięcznej pamięci ostatni tam pobyt przy okazji wracania z Raciążka. Ten przypadkowo przez mnie odkryty - nie wszystkim znany - piękny Pałacyk Dyrekcji zachwycił mnie! (Ciekawe czy - dawno temu odwiedzony - Park Miniatur ze Szkła jeszcze istnieje?) 

Pokrzepiony wspomnieniami dotarłem na miejsce gdzie jak wiadomo najważniejsze są tężnie. Był więc i spacer wzdłuż nich, ale... . 

...nie one jednak były celem głównym!

Do Warzelni Soli mi się chciało mając w pamięci złożoną obietnicę.

Od tego miejsca ( od tego momentu!) przygotowany na ucztę dla fotograficznego oka  z w o l n i ł e m . Oczy więc stały się szeroko otwarte, oddech wyregulowany a rower przypięty... . 

Jeszcze przed wejściem zapamiętano to nazwisko: Konstanty, Leon Wolicki. Bez niego nie byłoby dzisiejszego Ciechocinka.

Od pierwszych minut pobytu w Muzeum ZACHWYCIŁO MNIE OŚWIETLENIE całego obiektu i poszczególnych eksponatów. 

Jako fotografik stwierdzam rzecz bezdyskusyjną: rzadko się zdarza aby w muzeach było tak  p i ę k n e  i łagodne oświetlenie.

Przechodząc od eksponatu do eksponatu po prostu cieszyłem się z tego światła. 

Przyglądałem się więc artefaktom próbując dociec ich znaczenia, zastosowania i działania.

Wezwania z białej kartki posłuchano!

Zachwyciła mnie też ta stylowa reklama!

I tym sposobem coraz bardziej zbliżano się do właściwego celu odwiedzin tego obiektu.



...ale jeszcze wcześniej był widok - pełnej staroświeckiego uroku - makiety tężni...





...i wreszcie (jako świeżo upieczony ampullofilista) mogłem zająć się tematem głównym który mnie do Warzelni Soli sprowadził: butelki. Słowa butelkofil nie akceptuję z uwagi na niestosowne skojarzenia które mogłyby się pojawić :-)

No, zachciało mi się udokumentować co ciekawsze historyczne egzemplarze. Jakieś tam nalepki, jakieś obcojęzyczne wytłoczenia na szkle... . Takie niby drobiazgi poprzez które można jednak zbliżyć się do historii w konkretny sposób.
- A co zastałem?

Akurat te eksponaty upchnięto bez żadnego ładu i składu bez nawet najmniejszej szansy na zrobienie przyzwoitych zdjęć!

Odczuwszy boleśnie ten fakt rozejrzałem się po całości i... . No niby wszystko jest na miejscu, ale STATYCZNE. Uświadomiłem sobie, że - nie uchybiając schludności całej ekspozycji - całość zieje po prostu NUDĄ. 

Odnoszę wrażenie, że decydenci organizujący to muzeum wyszli z założenia, że nie trzeba się starać, bo zwiedzający i tak przyjdą, bo niby co można jeszcze robić w Ciechocinku oprócz zabiegów leczniczych, spacerów i pobytów w lokalach... .

A to Muzeum aż prosi się aby ożywić to obecnie strupieszałe wystawiennictwo niegodnie wzorujące się na prowincjonalnym, zapyziałym miejscu z XIX wieku.

Czy ci co decydują o kształcie tego Muzeum byli kiedykolwiek w - obecnie remontowanym - toruńskim MŁYNIE WIEDZY? A może któryś z nich zna słowo interaktywność? Nie, nie domagam się aby ekspozycja była na miarę przepychu ekspozycyjnego Muzeum Kolei Parowej w Swindon (miasto stowarzyszone z Toruniem). 
- Niemniej jednak mogłyby tu być figury woskowe też :-)

W sytuacji gdy obecnie i przez małe miasteczka przepływa rzeka pieniędzy z ogólnie dostępnych grantów odpada argument, że "nas na to nie stać"... . 

Z żalem - z prawdziwym żalem - wyjeżdżałem z Ciechocinka boleśnie przekonany o tym, że Uzdrowisko upojone sukcesem we właściwym dla siebie zakresie nie postarało się aby wykorzystać swoją szansę promocyjną również i poprzez działalność Muzeum Warzelnictwa Soli.

c.b.d.u.

PS. Uprasza się decydentów o wpisanie do przeglądarki internetowej hasła "Jak można ożywić statyczną ekspozycję muzeum".
- Nie liczę na podziękowania za pomoc :-)

Tego dnia przejechano 59 km, po trasie: https://tiny.pl/gvrcb9vzd

Podziel się