piątek, 7 maja 2021

Pierwsza setka (2209)

Pierwsza setka?! Dopiero teraz pierwsza setka? TAK, dopiero teraz pierwsza przejechana setka kilometrów w tym roku.

Już wyruszając z miasta - kiedy zobaczyłem ten mural - od razu wiedziałem, że będzie się działo!

Plątając się po obrzeżach Torunia - jakoś tak niechcąco - trafiłem na Ciechocinek i znalazłem się w pobliżu cerkiewki.

A tam zapraszające skinienie głowy księdza przygotowującego świątynię do mającego się odbyć za chwilę nabożeństwa.





Podczas krótkiego zwiedzania znaleziono dla mnie czas na objaśnienia.


Życzliwość i wrażliwość duchownego każe przypomnieć częsty błąd jaki popełniają zwiedzający cerkwie.

Otóż duchowny posługujący w cerkwi to nie jest pop! Tak się nazywa duchownego w Rosji, na Białorusi czy w Ukrainie. W Polsce kościół prawosławny ma w nazwie "Autokefaliczny" co oznacza niezależny. I jest to widoczne także w nazwie duchownego posługującego w cerkwi. To jest KSIĄDZ, po prostu ksiądz.

Warto wiedzieć, że wierni w cerkwi prawosławnej czasem zwracają się do swego ojca duchownego per "batiuszka" ("ojczulek")

Odjeżdżając stamtąd byłem pod wrażeniem niezwykłości (żeby nawet nie powiedzieć egzotyczności) tego sanktuarium. 

Tuż obok znajdująca się Nieszawa zrobiła mi swoim promem psikusa. Dojeżdżając do stacji promowej zobaczyłem, że mój transport rzeczny właśnie umknął na drugi brzeg!

Okazało się, że TAK, prom regulaminowo rusza zawsze o pełnej godzinie z nieszawskiego brzegu. Wyjątek jednak się robi gdyby klientów jest już dostatecznie dużo na tym czy tamtym brzegu :-)

Dla mnie nie było sprawy, bo kwadrans minął szybciej niż zwykle na rozmowach z tuziemcami też oczekującymi na przeprawę.

- Uwaga! Bilety podrożały od poprzedniego roku o 100%! Teraz już nie jeden złoty a całe 2 trzeba wyłożyć za przepłynięcie rz. Wisły.

A potem były drogi różne!

Łoś dumający na skarpie ponad szosą przypomniał mi, że warto by kiedyś na niego fotozapolować. To oburzające, ale umknął mi łobuz zanim zdążyłem zrobić mu jakiś wyraźniejszy portret!

(Niestety zdjęcia podróżne ostatnio tylko komórką robione są!)

Dojazd do Włęcza okazał się jak zwykle nieprosty! Piachy nasączone wodą jednak i tak były lepsze od mąki piaskowej w której zwykle przejeżdża się ten odcinek suchym latem.

Chata kantora (mimo spodziewanego widoku) zaskoczyła mnie jednak poziomem swojej degradacji.

Patrzyłem na nią dogorywającą a po głowie tłukła się klasyczna myśl: "I wśród wielu przyjaciół psy zająca zjadły!"


Na pytanie z bannera więc moja pesymistyczna odpowiedź brzmi:
NIE WARTO.

Tam naprawdę niczego już nie można uratować! Jeżeli podjąć jakieś starania warto by to... jak urządzić uroczysty i godny pogrzeb tej chacie.

Żegnany kałużami powoli wracałem do cywilizacji. Znana do boolu upiorna betonka w końcu doprowadziła mnie asfaltowanej cywilizacji.

W okolicach "Tarasu Widokowego im. Michała Kokota" zdarzyło mi się przemiłe wydarzenie towarzyskie. Niestety milczę zdjęciami na ten temat, nie mając pewności czy wolno mi upubliczniać wizerunki osób tam sympatycznie zgromadzonych :-)
- Kiełbaska była smaczna a chlebek przepyszny!

Nieco zasapany - kątem oka - ledwie zauważyłem most autostradowy. Stamtąd droga już po sznurku doprowadziła mnie do Złotorii.
- Mimo barierkozy lubi się tą osiecką ścieżkę rowerową!



Chciałbym na dłużej zachować w pamięci ten obraz Drwęcy.... . Lubi się (po prostu się lubi!) postać chwilę na mostku tym. 

Ciężkie chmury rozwiały dylemat czy jeszcze pojeździć (pojeździć! pojeździć!) czy też prostą drogą kierować się do domu.

To wracanie nie było zresztą takie proste! Jeszcze trzeba było dla statystyki i szpanu na dzielni dojeździć te parę km do pierwszej w tym roku przejechanej setki :-)


środa, 28 kwietnia 2021

Rosja w Toruniu (2208)

Bez naukowego zadęcia na systematyczność, gradację tematów  czy ich wyczerpujące przedstawienie dziś udowadnia się tezę, że ROSJA (tu i teraz) JEST W TORUNIU.

Na początek cmentarz wojenny mieszczący się tuż za rogatkami Miasta, w gminie Mała Nieszawka. 

Teren nekropolii jest z grubsza zadbany, trawa przystrzyżona, chociaż nieco odświeżenia by się przydało... . 

Dla osób nieznających: czerwona gwiazda czy też sierp i młot jako symbole komunistyczne nie są w Polsce zakazane

Niemniej jednak gdyby je umieścić w kontekście propagującym ustój totalitarny to byłoby to nie tylko naganne, ale i karalne.

Obecność pięcioramiennych gwiazd w tym miejscu nikogo więc nie boli, świadcząc o historii, która wieloma ofiarami przetoczyła się w huku dział, wybuchach bomb (na szczęście) z dala od Torunia.

Liczba poległych w okolicach samego miasta robi wrażenie i trzeba o tym pamiętać, że to z woli polityków zwykli ludzie życiem płacą za zbrodnicze ambicje... . 

Niemniej jednak należy pamiętać, że ktoś tych polityków wybierał tak w Niemczech jak i w Rosji. 
- Tyle o dalszej historii.

Najbardziej widocznym współcześnie symbolem związanym z Rosją (dokładnie to z ZSRR) jest ulica Jurija Gagarina.

Wbrew goebelsowskim twierdzeniom propagandonów rosyjskich zaprzecza to głównej ich tezie (w odniesieniu do Polski), że wszystko co rosyjskie jest z niej rugowane.

Uniwersytet ma się dobrze przy tej ulicy, a sama ulica jest dowartościowana jego obecnością :-)

Przyglądając się uważnie adresowi na Rektoracie UMK czujnie i z nostalgią zauważamy to czego nie zniszczyła tretyńska "reforma" jajecznego obecnie ologowania Uniwersytetu.

Nadal lubimy ten stary znak zachowując jego obecność we wdzięcznej pamięci już by chociaż z uwagi na dwa lata nauki tu spędzone.

Przechodząc do trzeciego tematu jakim są szachy w kontekście rosyjskim odwołuję się do... niczego!

Przecież w Toruniu nie mamy rosyjskich zawodników, tak w mieście jak i w uczelnianym klubie szachowym. 

To zdjęcie pojawiło się pewnie dlatego, że UMK-owskie szachy mają obecnie mocną pozycję w Polsce.

Przywołujemy tylko tą dyscyplinę sportu jako niezwyciężoną w szachach (swego czasu Radziecką Rosję) na arenach międzynarodowych. Co już dawno minęło.

O tym, że Jurij Gagarin jest obecny w życiu nie tylko Uczelni ale i miasta świadczą także oficjalne murale.


Emisja koszulek z muralowymi motywami podkreśla, że są amatorzy i na ten rodzaj twórczości i na tą tematykę.
  
W kontekście rosyjskim o klubie żużlowym "Apator" nie ma co wspominać, chociaż należy go zauważyć. W końcu miasto wydało na ten stadion niewyobrażalną masę pieniędzy, która na dodatek nigdy (ale to przenigdy) nie zwróci się nawet w odniesieniu do kosztów jego użytkowania.

W tym klubie zawodnicy z Rosji rodem jeżdżą od zawsze oraz stale. No, nie ma sezonu aby się bez nich obył.

W sprawie konkretnych przedziałów czasowych dotyczących konkretnych nazwisk niech się wypowie ktoś inny lepiej. Ze mną to można o szachach lub o snookerze porozmawiać.

O tym, że Toruń od zawsze był wielokulturowy świadczy i świątynia Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego w Polsce. 

Do niedawna parafia liczyła około 50 rodzin, ale teraz w związku z masowym napływem imigrantów ze Wschodu pewnie liczy ich zdecydowanie więcej.

Ciekawe jak to wygląda w toruńskich choćby statystykach, ale za każdym razem (sic!) gdy wychodzę z domu to słyszę język rosyjski. Sąsiedzi z osiedla, pani w mięsnym czy studenci na przystanku są tego żywym dowodem.

Następnym przykładem rosyjskiej obecności w Toruniu jest zabytkowa mina. Nie znam dokładnie jej typu, ale niewątpliwie ma proweniencję rosyjską, bo niby jaką mieć miałaby (jak donoszą internety)  skoro pochodzi z 1945 roku... . 

To tylko taki domyślny chichot historii w mieście, które z centralnego miejsca usunęło (i słusznie!) symbol dominacji i panowania mocarstwowej Rosji jakim był obelisk z pobliża Urzędu Miasta i Marszałkowskiego. 

Oj sporo rabanu było po rosyjskiej stronie gdy całość zniesiono a jego szczyt spoczął tam gdzie jest jego miejsce czyli na cmentarzu przy ulicy Grudziądzkiej. (...).

Herb miasta Królewiec z czasów Unii Hanzeatyckiej można znaleźć wśród kilkudziesięciu innych herbów na reprezentacyjnej ulicy naszego miasta: Szerokiej.

Natomiast dzisiejszy Kaliningrad (przed chwilą przywołany jako Królewiec) widnieje na honorowym miejscu ściany Urzędu Miasta. 

O ile wszyscy słyszeli o współpracy Torunia z Getyngą o tyle Kaliningrad w kontekście miast bliźniaczych funkcjonuje tylko jako miejsce gdzie kiedyś urzędnicy tam byli i coś tam podpisali. 

Reprezentacyjne miejsce jakie zajmuje Towarzystwo Współpracy z Miastami Bliźniaczymi nijak ma się do rezultatów jego aktywności.

Jakoś nic nie słyszano o jakiejś tam codziennej współpracy między obydwoma miastami. Jedynym i odosobnionym tego przykładem jest "Rowerowy Toruń" który po cichu się tam w 2019 roku wybrał.

Zdjęcie z napisem МИН НЕТ! proszę od razu uznać za fake newsa! Budynek to powojenny a stojąc bezwstydnie w centrum miasta fatalnie świadczy o wielkim jego Gospodarzu.

Natomiast znajdujący się tuż obok obiekt ma autentyczny (częściowo zachowany) rosyjski napis z okresu zakończenia II wojny światowej.

Czego on dotyczy; co było dolepione do istniejącego tekstu (НАШЕЙ КРАСНОЙ АРМИИ / Naszej Czerwonej Armii) to wie tylko red. Szymon Spandowski z toruńskich "Nowości" oraz LITEROŁAP

A co w notce o wpływach rosyjskich w Toruniu robi (samostijna teraz przecież!) Ukraina.
- Ano ona  (poprzez swoją rosyjskojęzyczność) jest tu!

...i tylko dlatego. Wszak wiadomo powszechnie, że obydwa te kraje obecnie w stanie wojny są.

Nie inaczej jest też z mówiącą także po rosyjsku Gruzją. Było się kiedyś w gruzińskiej restauracji "Za Wisłą" (Kaszczorek) to się wie.

Wspominając dwoma zdjęciami restaurację "List z Kaukazu" już bez żadnych takich tam zachęcam to miejsce do odwiedzenia. 

Sam tam jeszcze nie jadłem, ale warto tam zajrzeć już chociażby ze względu na watykańskie sufity tam się znajdujące!

Wisienką na torcie dzisiejszej notki jest klub o niepowtarzalnej nazwie "Moskwa".  Urokliwe sąsiedztwo "Ministerstwa" dodaje smaczku temu przybytku... . 

Pewnie by się można doszukać jeszcze większej liczby obecności rosyjskiej w Toruniu, ale to jest już temat na prawdziwą dysertację naukową a nie na notkę w skromnym miejscu internetowym.

PS. Nie widzę przeszkód aby wytknąć notce poważne uchybienia, niewspomnienie o czymś ważnym i "takdalej".

Podziel się