A-a-aa-by dojechać do Dzikowa to trzeba przejechać obok Malowanej Chatki w której jeszcze nie byłem, a którą solennie obiecuję sobie odwiedzić kiedyś. Nad Drwęcą w Złotorii ona Chatka jest.
Po moście na rzece tej nie przejedziemy, bo urzędnicy nadal (ponoć intensywnie) przekładają papiery z jednego biurka na drugie zamiast przeprowadzić remont tego zabytku.
Nasłuch donosi, że podobno, że już wkrótce zaczną coś tam coś i już za parę lat skończy się to papierów przekładanie.
- Może wtedy ktoś wpadnie na pomysł, że warto ten most wyremontować?!
Póki co cieszy nas kolejne ładne miejsce do odwiedzenia.
Po moście na rzece tej nie przejedziemy, bo urzędnicy nadal (ponoć intensywnie) przekładają papiery z jednego biurka na drugie zamiast przeprowadzić remont tego zabytku.
Nasłuch donosi, że podobno, że już wkrótce zaczną coś tam coś i już za parę lat skończy się to papierów przekładanie.
- Może wtedy ktoś wpadnie na pomysł, że warto ten most wyremontować?!
Póki co cieszy nas kolejne ładne miejsce do odwiedzenia.
W samym centrum wsi spotykamy dobitnie wyrażoną ciężką historię tego miejsca. Niech nas nie zwiodą ładnie uśmiechnięte głowy! Być może przypominają one co drzewiej robiono z kąśliwymi rowerzystami zakopując niezadowolonych w pobliżu mrowiska... .
Niezrażeni tym ostrzeżeniem mijamy po lewej stronie symbola: STRASZLIWY FLISAK wzmacnia drewniany przekaz historyczny swą dramatyczną postacią.
Na tej urokliwej ławeczce odpoczywamy czując, że rybio nam... . W końcu jesteśmy w delcie Drwęcy i Wisły!
Przejeżdżając obok kościoła w Grabowcu przez najbliższy czas nie patrzymy w prawo. Wiejski sklepik do którego się zajeżdżało na picie i drobne jedzenie został zamknięty. Z żałości go nie pokazuję tak jak i nowowybudowanego dyskonta, który to zamknięcie wymusił.
W samym Dzikowie delektujemy się nową modą która ładnie rozprzestrzenia się na przystankach wiejskich.
Te miejsca często brudne i zaniedbane zyskują kolorowo na wartości. Nadal nie chce się w takim miejscu odpoczywać, ale przynajmniej z daleka jest na co popatrzeć.
Na tej urokliwej ławeczce odpoczywamy czując, że rybio nam... . W końcu jesteśmy w delcie Drwęcy i Wisły!
Przejeżdżając obok kościoła w Grabowcu przez najbliższy czas nie patrzymy w prawo. Wiejski sklepik do którego się zajeżdżało na picie i drobne jedzenie został zamknięty. Z żałości go nie pokazuję tak jak i nowowybudowanego dyskonta, który to zamknięcie wymusił.
Szutrową ścieżką poprzez las bieżymy żwawo pomykając.
W samym Dzikowie delektujemy się nową modą która ładnie rozprzestrzenia się na przystankach wiejskich.
Te miejsca często brudne i zaniedbane zyskują kolorowo na wartości. Nadal nie chce się w takim miejscu odpoczywać, ale przynajmniej z daleka jest na co popatrzeć.
Tym sposobem udało się zgrabnie przeoczyć skrót prowadzący nad dzikowskie jezioro. Pojechało się więc dalej aby tuż przed Osiekiem (jadąc po pańsku a s f a l t ó w k ą ) dotrzeć do tychże rozstajów.
Chwilka konsultacji z wujkiem Guglem (w prawo czy w lewo?) i już za chwilę... jesteśmy na miejscu!
Tablica czarno na białym obiecuje co nas tu czeka i czego się spodziewamy: CISZA PRZYRODNICZA.
Rano się było i zastano to po co przyjechano. Jutro zaczyna się tu sezon. Albo pojutrze.
Niemniej jednak plaża tu raczej niestrzeżona jest (chyba na pewno, o ile się nie mylę) stąd komunikat: OBYWATELU! JEŚLI JUŻ KONIECZNIE MUSISZ PŁYWAĆ TO PŁYWAJ Z BOJKĄ.
- Yes, bezpieczeństwo przede wszystkim.
Wracając nasłuchawszy się ciszy jedziemy przez przegapiony wcześniej gruntowy zjazd.
Ze ścieżki rowerowej tych znaków jadąc tam nie zobaczono. No, szansy na to nie było. Tak mi się wydaje, że ze ścieżki to nie.
Rano się było i zastano to po co przyjechano. Jutro zaczyna się tu sezon. Albo pojutrze.
Niemniej jednak plaża tu raczej niestrzeżona jest (chyba na pewno, o ile się nie mylę) stąd komunikat: OBYWATELU! JEŚLI JUŻ KONIECZNIE MUSISZ PŁYWAĆ TO PŁYWAJ Z BOJKĄ.
- Yes, bezpieczeństwo przede wszystkim.
Wracając nasłuchawszy się ciszy jedziemy przez przegapiony wcześniej gruntowy zjazd.
Ze ścieżki rowerowej tych znaków jadąc tam nie zobaczono. No, szansy na to nie było. Tak mi się wydaje, że ze ścieżki to nie.
Na powrocie skuszony reklamą niebacznie posłuchałem wezwania do odwiedzenia czegoś co dumnie nazwano "tarasem widowkowym". (Dziecinnie krótka trasa na dziś to można sobie nieco ją przedłużyć.)
Upiorną betonką tak ulubioną w okolicach tych (patrz droga do Włęcza) docieramy na miejsce by zastać miejsce dobre dla rolników czy strażaków pobierających wodę z Wisły.
Pewnie nie zdradzam żadnej tajemnicy wojskowej, że to zwykła przeprawa służąca armii.
Jednoznacznie wskazuje na to drugi zjazd po przeciwnym brzegu naszej ulubionej Wisły.
Dumając tak posnułem się wzdłuż cieku po krzakach, które okazały się nieprzejezdne. No, nie da się wzdłuż Rzeki stąd dojechać do Torunia.
Zobaczywszy ten kościół - wiadomo gdzie - przekazuję informację: tego dnia przejechano dla relaksu 45 km po trasie: https://tiny.pl/zd8fcj2cm
Upiorną betonką tak ulubioną w okolicach tych (patrz droga do Włęcza) docieramy na miejsce by zastać miejsce dobre dla rolników czy strażaków pobierających wodę z Wisły.
Pewnie nie zdradzam żadnej tajemnicy wojskowej, że to zwykła przeprawa służąca armii.
Jednoznacznie wskazuje na to drugi zjazd po przeciwnym brzegu naszej ulubionej Wisły.
Dumając tak posnułem się wzdłuż cieku po krzakach, które okazały się nieprzejezdne. No, nie da się wzdłuż Rzeki stąd dojechać do Torunia.
Zobaczywszy ten kościół - wiadomo gdzie - przekazuję informację: tego dnia przejechano dla relaksu 45 km po trasie: https://tiny.pl/zd8fcj2cm


























