Pewnego razu (kiedy jeszcze mieszkałem w Londynie) otrzymałem zaproszenie na uroczyste śniadanie z okazji otwarcia Reading Room w British Museum. Śmietanka towarzyska była poruszona! Otrzymanie tego zaproszenia przyrównano do nobilitacji mojej skromnej osoby za osiągnięcia zawodowe. Jestem przecież tylko inżynierem który projektuje i (co równie ważne!) obsługuje maszyny parowe, głównie lokomotywy.
Być w tym miejscu i o tym czasie to był szczyt wytworności i elegancji! Po trzygodzinnej biesiadzie oraz licznych toastach (mój mentor sir Isambard Kingdom Brunel też przemawiał!) przeszliśmy do sali Reading Room.
Podano tam zgodnie z indywidualnymi życzeniami gości foliały, książki i czasopisma.
Zażyczyłem sobie najnowszy numer The Ilustrated London Advertiser, gdzie zwróciło moją uwagę pewne ogłoszenie zamieszczone (o dziwo!) po polsku!
Otóż pewien inżynier i naukowiec usilnie poszukiwał specjalisty teoretycznego (ale i praktyka!) od najnowszych maszyn parowych. Ponieważ miałem za sobą podróż do Ameryki (gdzie w Shenectady niedaleko New Yorku) zgłębiałem tajniki konstrukcji Big Boy'a teżjże l e g e n d a r n e j lokomotywy amerykańskiej...
...i miałem za sobą paroletnią pracę w biurze konstrukcyjnym Warsztatatów Naprawczych Warszawsko-Wiedeńskiej Kolei Żelaznej zainteresowało mnie to ogłoszenie.
Tam też nie tylko od strony rysunków technicznych ale i od kanałów rewizyjnych i stanowisk montażowo - naprawczych miałem możliwość zgłębienia niemieckich konstrukcji lokomotyw parowych.
Mając takie doświadczenia śmiało się zgłosiłem, mimo iż w lotniczych urządzeniach to niespecjalnie byłem biegły. Co tu dużo mówić: nie wiedziałem o nich nic!
Spotkanie z kapitanem Leonem Anastazym Wierzbickim było krótkie, konkretne i... nad wyraz serdeczne! Tym sposobem zacząłem się szkolić do tego eksperymentalnego lotu.
No nie powiem, że wszystko wychodziło mi łatwo, ale czyniłem na tyle zauważalne postępy, że kapitan Wierzbicki szkolenie to skrócił.
I wreszcie nastał ten dzień, kiedy to po ostatecznych przeglądach technicznych załadowaniu paliwa i żywności samolot wystartował!
Na pokładzie było tylko nas dwóch.
Kapitan pilotował maszynę coś często spoglądając na swój chronometr. I wtedy zdarzyła się katastrofa!
Nagle ciśnienie na manometrach skoczyło pod sufit! To nie powinno się zdarzyć. Samolot zamiast miarowego dudnienia wynikającego z pracy parowego silnika i szumu śmigieł wpadł w jakieś turbulencje o gwałtownych drganiach i huku o niespotykanej sile!
Mimo wszystko wylądowaliśmy szczęśliwie. Tylko gdzie jesteśmy? - zapytałem. Zabłądziliśmy! - odpowiedział kapitan. ...ale spokojnie TEST SIĘ POWIÓDŁ! - Trzeba tylko odszukać drogę powrotną na Ziemię... . Teraz dopiero zabaczyłem co skrywała jego skrzynka którą zawsze miał przy sobie. To jest sumator lampowy i służy do... . I tu nastąpiły objaśnienia z których wynikało, że jest to maszyna matematyczna służąca do wszelkiego rodzaju obliczeń.
Póki co - kapitan powiedział: Dajmy sobie trochę luzu i odpocznijmy. Mamy czas. I zaczął opowiadać o tym co to są rzeczywistości równoległe, czarne i białe dziury oraz jak można podróżować w czasie i przestrzeni. Celem naszej wyprawy było więc przemierzenie tunelem czasoprzestrzennym tej samej drogi co ISTOTY OBCE. Jak powszechnie wiadomo, ONI aż nazbyt często odwiedzają naszą Ziemię - co jest faktem bezspornym i naukowo udowodnionym.
Być w tym miejscu i o tym czasie to był szczyt wytworności i elegancji! Po trzygodzinnej biesiadzie oraz licznych toastach (mój mentor sir Isambard Kingdom Brunel też przemawiał!) przeszliśmy do sali Reading Room.
Podano tam zgodnie z indywidualnymi życzeniami gości foliały, książki i czasopisma.
Zażyczyłem sobie najnowszy numer The Ilustrated London Advertiser, gdzie zwróciło moją uwagę pewne ogłoszenie zamieszczone (o dziwo!) po polsku!
Otóż pewien inżynier i naukowiec usilnie poszukiwał specjalisty teoretycznego (ale i praktyka!) od najnowszych maszyn parowych. Ponieważ miałem za sobą podróż do Ameryki (gdzie w Shenectady niedaleko New Yorku) zgłębiałem tajniki konstrukcji Big Boy'a teżjże l e g e n d a r n e j lokomotywy amerykańskiej...
...i miałem za sobą paroletnią pracę w biurze konstrukcyjnym Warsztatatów Naprawczych Warszawsko-Wiedeńskiej Kolei Żelaznej zainteresowało mnie to ogłoszenie.
Tam też nie tylko od strony rysunków technicznych ale i od kanałów rewizyjnych i stanowisk montażowo - naprawczych miałem możliwość zgłębienia niemieckich konstrukcji lokomotyw parowych.
Mając takie doświadczenia śmiało się zgłosiłem, mimo iż w lotniczych urządzeniach to niespecjalnie byłem biegły. Co tu dużo mówić: nie wiedziałem o nich nic!
Spotkanie z kapitanem Leonem Anastazym Wierzbickim było krótkie, konkretne i... nad wyraz serdeczne! Tym sposobem zacząłem się szkolić do tego eksperymentalnego lotu.
No nie powiem, że wszystko wychodziło mi łatwo, ale czyniłem na tyle zauważalne postępy, że kapitan Wierzbicki szkolenie to skrócił.
I wreszcie nastał ten dzień, kiedy to po ostatecznych przeglądach technicznych załadowaniu paliwa i żywności samolot wystartował!
Na pokładzie było tylko nas dwóch.
Kapitan pilotował maszynę coś często spoglądając na swój chronometr. I wtedy zdarzyła się katastrofa!
Nagle ciśnienie na manometrach skoczyło pod sufit! To nie powinno się zdarzyć. Samolot zamiast miarowego dudnienia wynikającego z pracy parowego silnika i szumu śmigieł wpadł w jakieś turbulencje o gwałtownych drganiach i huku o niespotykanej sile!
Miałem za sobą wylatane dobrych kilkaset godzin i niespotykany dotąd widok trzaskających manometrów na dobre mnie przeraził.
Kapitan na moje wołanie poprzez rurę głosową odpowiadał tylko: Spokojnie, spokojnie, szok zaraz przejdzie... . I rzeczywiście, po chwili wszystko ucichło.
Za oknem pojawił się nowy, zupełnie NOWY ŚWIAT.
W chwilę potem prowadzona pewną ręką kapitana Wierzbickiego maszyna z łoskotem osiadła na powierzchni nieznanej planety.
Póki co - kapitan powiedział: Dajmy sobie trochę luzu i odpocznijmy. Mamy czas. I zaczął opowiadać o tym co to są rzeczywistości równoległe, czarne i białe dziury oraz jak można podróżować w czasie i przestrzeni. Celem naszej wyprawy było więc przemierzenie tunelem czasoprzestrzennym tej samej drogi co ISTOTY OBCE. Jak powszechnie wiadomo, ONI aż nazbyt często odwiedzają naszą Ziemię - co jest faktem bezspornym i naukowo udowodnionym.
A skąd się o tym dowiedział? Otóż trafił kiedyś do klasztoru św. Katarzyny na Górze Synaj. Warto wiedzieć, że tamtejsza biblioteka jest najstarszą nieprzerwanie działającą (od założenia w VI wieku) aż do dziś. W tymże klasztorze badał zwoje papirusów egipskich oraz pewne tajemnicze palimpsety. Spotkał tam Bibliotekarza, który naprowadził go na temat możliwych podróży galaktycznych.
Przy pomocy swojego wynalazku jakim był jego abakus oraz szeregu przystawek do niego, po serii długotrwałych i skomplikowanych obliczeń udało mu się stosunkowo precyzyjnie ustalić położenie właściwych portali czasowo - przestrzennych oraz ich dostępności z dokładnością do kilkunastu sekund.
Jednakże wskutek błędnego założenia (setne a nie dziesiąte części sekundy!) trafiliśmy pod nieco zmieniony adres. Teraz wystarczy wprowadzić poprawki i z powrotem wrócimy na Ziemię. Aby to wszystko obliczyć z poprawką na cofnięcie się w czasie (żebyśmy już nie musieli drugi raz odbywać podróży pod zmieniony adres) potrzeba nam nieco czasu i odpoczynku.
Na takie dictum zostawiłem Kapitana z jego niesamowitymi urządzeniami udając się na krótki spacerek po okolicy.
- Było się czemu dziwować!
Przy pomocy swojego wynalazku jakim był jego abakus oraz szeregu przystawek do niego, po serii długotrwałych i skomplikowanych obliczeń udało mu się stosunkowo precyzyjnie ustalić położenie właściwych portali czasowo - przestrzennych oraz ich dostępności z dokładnością do kilkunastu sekund.
Jednakże wskutek błędnego założenia (setne a nie dziesiąte części sekundy!) trafiliśmy pod nieco zmieniony adres. Teraz wystarczy wprowadzić poprawki i z powrotem wrócimy na Ziemię. Aby to wszystko obliczyć z poprawką na cofnięcie się w czasie (żebyśmy już nie musieli drugi raz odbywać podróży pod zmieniony adres) potrzeba nam nieco czasu i odpoczynku.
Na takie dictum zostawiłem Kapitana z jego niesamowitymi urządzeniami udając się na krótki spacerek po okolicy.
- Było się czemu dziwować!
UWAGA! Nie otrzymałem upoważnienia aby opublikować więcej obrazów z tego spaceru.
Jeden znak od Kapitana i już wiedziałem, że wszystko jest OK! Pozostało jeszcze tylko wydostać się z Nowego Świata i szczęśliwie powrócić na Ziemię.
Czy były kłopoty gdy wracaliśmy? OCZYWIŚCIE, ŻE BYŁY, ale... najważniejsze, że powrót zakończył się szczęśliwie.
Do dziś łezka mi się w oku kręci na wspomnienie tej przygody!
Po tych przełomowych dla mnie wydarzeniach tak się zakochałem w samolotach parowych, że dość szybko (w indywidualnym trybie i z czerwoną odznaką!) ukończyłem państwowy kurs pilotażu na samoloty parowe.
- No i zacząłem już samodzielnie latać!
- No i zacząłem już samodzielnie latać!
A na czym latałem? Na wszystkim co było dla mnie dostępne! ...a za punkt honoru przyjmowałem, żeby od razu nie zasiadać za sterami. Naukę latania na danej maszynie z a w s z e zaczynałem terminując jako palacz pokładowy. Nie chwaląc się... . Dzięki temu zyskiwałem dogłębną wiedzę o danym aeroplanie a w środowisku awiatorów prawdziwy szacunek i uznanie dla moich wysiłków.
Z rozrzewnieniem wspominam giganta AG - 1903, któremu już chyba żaden inny powietrzny statek parowy nie dorówna pod względem stabilności lotu czy komfortu podczas przelotów do Ameryki. Nie to, żebym go faworyzował (co mu się zresztą należy!), bo przecież innym maszynom też niewiele do wspomnianej doskonałości brakowało.
Francuska elegancja i łatwość pilotażu takiego AETHERa na zawsze pozostanie w mojej wdzięcznej pamięci.
Nigdy też nie zapomnę dowodzenia przelotami potężnym samolotem transportowym w służbie Jej Królewskiej Mości.
- Tak było... .
I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od zaproszenia na pewne eleganckie wydarzenie... . Tam wtedy przeczytałem pamiętną gazetę z ogłoszeniem które zmieniło moje życie.
TAK, tą gazetą mam do dziś i jest to najlepszy dowód na to, że wszystko co tutaj pokazałem było i jest naprawdziwszą prawdą.
PS. Proszę mnie nie pytać czy jeszcze kiedykolwiek trafiłem do Nowego Świata.
- To jest moja tajemnica i niech tak pozostanie.
- Tak było... .
I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od zaproszenia na pewne eleganckie wydarzenie... . Tam wtedy przeczytałem pamiętną gazetę z ogłoszeniem które zmieniło moje życie.
TAK, tą gazetą mam do dziś i jest to najlepszy dowód na to, że wszystko co tutaj pokazałem było i jest naprawdziwszą prawdą.
...a gdyby komuś tego wiarygodnego świadectwa było mało to dodatkowym dowodem jest moja (bogato ilustrowana) książka która się niedawno ukazała w imponującym nakładzie 32,5 tys. egzemplarzy! W przypadku kłopotów z jej zdobyciem zawsze można się ze mną skontaktować pod toruńskim adresem gdzie od dłuższego czasu mieszkam. Może będę mógł pomóc.
- To jest moja tajemnica i niech tak pozostanie.


































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz