wtorek, 18 stycznia 2011

Muzeum Ikon (466)

Drogi Anzelmie!

Jak już niewątpliwie Ci wiadomo byliśmy tam.



Pogoda fatalna, na dworzu buro i śnieżna chlapa.
Zresztą sam zobacz: wszędzie blaszane niebo!
- ...ale nie to przecież było dla nas najważniejsze!



Klasztor zachwycił strzelistością której z poziomu ziemi (z uwagi na ciasną zabudowę) nie było możliwym pokazać. Pod koniec wojny niemieccy barbarzyńcy zburzyli go do samych fundamentów. Wierz mi, że - mając pod powieką miejsce gdzie kamień na kamieniu ledwie stał - nadal jestem głęboko poruszony widząc z jakim pietyzmem zostało odtworzone - to co miało już nigdy nie istnieć - a "z martwych powstało."



Do samego klasztoru zresztą nie było możliwości wejść, ale i też nie on - mimo swej najważniejszości - nie był naszym celem. A po co tam pojechaliśmy? Sam zobacz, że nie tylko święte obrazy, ale i samego ikonopisa w celi jego zobaczyć można było!



Wszystkie ekspozycje z wielką starannością zorganizowane zostały. Towarzyszący temu pietyzmowi (muzyka, muzyka!) celowy brak światła nastrój miejsca dobrze budujący sprzeciwiał się jednak sporządzaniu obrazków.



Wybacz więc, że z tej mnogości oglądanych skarbów marne jeno szczątki i to w mało dobrym wykonaniu pokazuję i tak poczytując sobie za chwałę, że w ogóle mam co pokazać.







Przyjdzie Ci więc - Drogi Przyjacielu - samemu się do owego miasta wybrać, co z pożytkiem dla Ciebie jedynie stać się może, gdyż zaprawdę powiadam Ci, miejsce to jest niezwykłym!



Aha! I jeszcze zwróć uwagę proszę na skarb prawdziwy tam się znajdujący: malowidła naścienne po 600 lat mające!



Do czego - mam nadzieję namówiwszy Ciebie skutecznie - serdecznie pozdrawiam

Twój stary druh
Obserwator Toruński

PS. A wiedz jeszcze Przyjacielu drogi, że przewodnik oprowadzał nas tam zupełnie niebywały! Starszego Pana windą podwoził a osobiście w każdej sali krzesło mu przystawiał, aby ten utrudzony wiekiem człowiek w pełni mógł delektować się pokazywanymi skarbami.
- I za to niech także wielkie dzięki mu będą!

Podziel się