W następną sobotę, czyli 9 czerwca zostaną przeprowadzone tymczasowe prace zabezpieczające
(pokrycie folią dachu) pewien niezwykły obiekt.
- Wolontariusze są pilnie potrzebni!

Ten czekający na zabezpieczenie obiekt to dom kantora - unikalny zabytek kultury olęderskiej
na Kujawach. - Jedyny w swoim rodzaju! - W a r t o _g o_ u r a t o w a ć .
MOŻESZ POMÓC.
Obiekt znajduje się w miejscowości Włęcz, czyli tutaj:
Szczegóły na ten temat można bezpośrednio uzyskać tutaj: projekttaktrzeba@wp.pl
a na bieżąco można śledzić na Facebooku .
poniedziałek, 4 czerwca 2012
TAK TRZEBA (919)
Autor:
Obserwator Toruński
o
05:54
2
komentarze
Etykiety: "Tak Trzeba", Olędrzy, Włęcz
środa, 16 maja 2012
II Rajd Graniczny - Część 2/2 (900)
Piknik "Pod wielkim Dębem" nie trwał przesadnie długo.

Ledwo wchłonięto kanapki a już pojawił się ostatni herbaty łyk.
Jeszcze więc zerknięcie na mapę i... można ruszać!

Żwawy marsz doprowadził nas Polan w pobliże opuszczonego gniazda orła.

Odchodząc spod ptasiego siedliska mamrotałem pod nosem (ale tylko do siebie!)
tak: A po kiego licha przechodziłem na kłopotliwą w warunkach marszowych zmianę
z obiektywu krótszego na dłuższy? (Mrówki próbowały wleźć mi do aparatu!)
- W chwilę potem okazało się, że to działanie miało swój żurawi cel!

Mijane bukoliczne krajobrazy doprowadziły nas do bramy niezwykłego wykwitu
lokalnej myśli architektonicznej. Nie wiem już który, ale chyba Fachowiec
orzekł, że jest to klasyczny przykład podtoruńskiego postmodernizmu leśnego.
- Nic dodać nic ująć.

Odnotowując przejawy dzikiej współczesności byliśmy prawie pełni zrozumienia.
No gdzieś ta ledwo powstająca klasa (bardzo) średnia musi swe pałace stawiać... .
- Tylko dlaczemu w środku lasu?
Jednakże nawet czujne odnotowywanie przejawów rozpasanej teraźniejszości
nie było w stanie sprowadzić nas z dążenia do celu, który wkrótce został osiągnięty.
Oto uroczyście - w blasku licznych fleszy - zamontowano odświeżoną tablicę.
- Tym samym rajd został oficjalnie zakończony.

Niemniej jednak padło sakramentalne pytanie: No, skoro mamy jeszcze sporo
czasu do planowanego zakończenia to może byśmy poszli sobie spacerkiem
do Wisły? - To przecież tylko dwa i pół kilometra... . Bezdrożami.
(...bo tam są takie dwa repery, pruski i rosyjski, a obydwa umieszczone są na wzgórzach, bo
w dolinie (gdzie przez teren zalewowy szła granica) to nie byłoby praktyczne ich umieszczenie.
Oczarowani perspektywą zobaczenia królowej polskich rzek uczestnicy rajdu
- blado, bo blado - ale jednak odpowiedzieli twierdząco. ("..bom turystą się urodził!)
Nie mając lepszego pomysłu również i ja ruszyłem z kopyta. Ogólnie sarkania nie
było, chociaż jakiś bezkondycyjny nieszczęśnik zamamrotał, że "jak ja Go znam
to on nas jak nie przez bagna to przez maliny poprowadzi... . Ale pięknie
to na pewno będzie!"
- I tak właśnie było!

Zobaczyliśmy nawet te dwa słynne repery mimo iż do nich wiodła droga daleka.
- Tyle jeszcze mieliśmy sił!
Oto co potrafi zrobić z ludzi właściwa motywacja uruchomiona przez odpowiedniego
Przewodnika.

Tym sposobem - teraz już ostatecznie - rajd zakończono.

Jeszcze tylko pospieszne a miłe pożegnanie i...
...zostawszy na szosie zorganizowałem sobie szybką burzę we własnym
mózgu: jakby tu wrócić do Górnego Lubicza, gdzie pozostało samotne autko me?
Prosta decyzja: oczywiście, że stopem do Torunia a potem tak samo do Lubicza.
Jeszcze tylko musiałem zdzierżyć wątpiące spojrzenie niektórych uczestników
rajdu (akurat w środku lasu na widok rajdowo wyglądającej osoby ktoś przy niedzieli się
zatrzyma!) i chodu na szosę!
Wiara w szczęśliwą gwiazdę została nagrodzona, bo po paru minutach marszu
uśmiechnięty od ucha do ucha jechałem sobie autostopem dzięki uprzejmości
Dwóch Sympatycznych Panów.
Dostanie się z Szosy Lubickiej do okolic cmentarza w Lubiczu Górnym było fraszką!
Tym razem jechałem jeszcze bardziej eleganckim samochodem.
- Ach, to nie opuszczające mnie wytworne szczęście!
W końcu dumny jak paw zajechałem na własne osiedle. Było za trzy minuty 16-ta.
W samochodowym radiu najbardziej znany Luciano zachęcał mnie bym wrócił do
Sorrento (A czy ja tam kiedy byłem?) a Pan Marek, mój sąsiad a kierownik toruńskiego
oddziału "Nowości" (przytył coś ostatnio!) niedzielnie przedefilował na rowerze
wzdłuż toruńsko-grudziądzkiej trasy rowerowej... .
Reszta niedzieli minęła bez większego wysiłku.
- Hydroterapia wannowa jest dobra!
PS. Dziękuję naszemu Przewodnikowi i organizatorowi rajdu (p. Jan Młynarczyk, patrz tutaj i tutaj)
za możliwość tak szlachetnego przypomnienia sobie do czego służą nogi.
Inne sposoby opisywania Rajdu znajdują się
- "Nieogarek bez piątej klepki"
- "Kamień na kamieniu"
- "Piąta Strona Świata" - Relacja z I Rajdu Granicznego
- "Piąta Strona Świata" - Relacja z II Rajdu Granicznego
- Jacek Melerski - Relacja z I Radu Granicznego
Autor:
Obserwator Toruński
o
05:48
2
komentarze
Etykiety: "Tak Trzeba", Rajd Graniczny, rajd pieszy, Wisła
wtorek, 15 maja 2012
II Rajd Graniczny - Część 1/2 (899)
Ach, cóż to był za rajd!
Start przy cmentarzu w Górnym Lubiczu odbył się punktualnie i bez większych
ceremonii. Wystarczył rzut oka pana Jana Młynarczyka (spiritus movens tego
świetnego przedsięwzięcia) aby upewnić się, że 17 wspaniałych zdecydowanych
jest na wszystko! Nawet na przejście o własnych siłach około 20 km.
- No to poszli!

A głowy wszystkich były spuszczone! A czemuż to!? Śladów przeszłości w ziemi
ukrytych szukano. Idąc wzdłuż rowu granicznego (zygzakiem był kopany!)
każdy punkt przełamania się linii zaznaczano kopczykiem z wstawionym do niego
kamieniem granicznym.

Słuchając Przewodnika patrzyłem na tą ziemię szeroko otwartymi oczami.
Przypomniała mi się postać niezwykłego człowieka jakim jest p. Zbigniew
Nawrocki, były miejski konserwator zabytków naszego królewskiego miasta.
Tak jak On potrafi czytać mury (po sposobie wiązania cegieł w murze potrafi
odtworzyć jego historię!) tak teraz - dzięki Przewodnikowi - ziemia odkrywała
przede mną swoje tajemnice.
- I przy okazji piękne landszafty pokazywały się mi!
Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się, aby omówić jakiś mały pagórek (tu gdzieś musiała
być strażnica rosyjska!), porównywano widoczne punkty orientacyjne z mapami
100-letniej dawności - zadziwiająco aktualnymi do dziś.

Żwawe tempo marszu co raz było przerywane krótkimi objaśnieniami co do mijanych
osobliwości. Najczęściej takich których osoba niezainteresowana tematem (gdyby
nie instruktaż) nigdy by nie zobaczyła.
No i odczytywaliśmy przebieg dawnej granicy śledząc różnice we wzroście drzew,
szukając rowu z jego mocniej wydeptaną ścieżką po lewej stronie. To po rosyjskiej
stronie patrolowano ją tak intensywnie, że ślad dawnych wart niekiedy widoczny
jest jeszcze do dziś... .

Gremialnie zajmując się historią wraz z właścicielem "Piątej Strony Świata"
(redaktor "Nowości" - patrz pyszne zdjęcie złapanego przemytnika, który przebrał się
za wąsatą babę!) natrafiliśmy na bulwersujący temat.

Porzucony w lesie odpad produkcyjny został opisany fotograficznie oraz danymi
z GPS. Miejmy nadzieję, że barbarzyńcy którzy to zrobili zostaną przykładnie ukarani
przez policję.
- I niech "Nowości" w tym dopomogą!
Uczestnicy rajdu porażeni widokiem na chwilę zdekoncentrowali się. I ta właśnie
chwila postoju została przeze mnie chytrze wykorzystana na zrobienie paru
nieoczekiwanych portretów.

Wkrótce nieomylnie a wieloma wskazówkami prowadzeni - w biblijnym
nastroju - przekroczyliśmy rzekę Jordan.

Zrobiło się poważnie, gdy zeszliśmy z ubitego traktu na konwaliowisko.

Wkrótce też niektórzy uczestnicy rajdu mogli przedstawić pozostałym świeżo
odnowione mogiły (patrz: "Tak Trzeba") .

Żywe zainteresowanie wywołał fakt, odnalezienia (przeoczonego podczas renowacji
a wtedy poszukiwanego) fragmentu żeliwnego krzyża.

Przemierzając leśne ostępy w końcu dotarliśmy do miejsca piknikowego "Pod
Wielkim Dębem". Legenda powiada, że rosyjska straż graniczna chowała pod nim
przemytników do których miała prawo strzelać bez ostrzeżenia... .

Odpocznijmy i my pod tym dębem, by jutro doczytać i dooglądać pozostałą choć
nie mniej frapującą część granicznej opowieści.
Autor:
Obserwator Toruński
o
07:42
2
komentarze
Etykiety: "Tak Trzeba", 87-100.pl, granica, rajd
Podziel się

