Pokazywanie postów oznaczonych etykietą granica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą granica. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 maja 2022

Dzień 10: Pieńsk - Łęknica: 50 km (2254)

Nocleg na plebani przebiegł jak to opisano wczoraj mimo piguły na sen. Pobudkę o godz.. 5:30 zrobiono planowo, na siłę wybijając się z letargu. Jadąc wzdłuż linii granicznej nie miałem wątpliwości: pilnowana jest znakomicie!

Próbowałem z pamięci odtworzyć coś więcej z tego dnia ale się nie dało: nie pamiętam.


Wiem tylko, że dotarłem do Łęknicy ambitnie realizując plan aby jechać z azymutem na Frankfurt.

czwartek, 6 sierpnia 2020

Północna Droga Jakubowa - Dzień 05_STUDZIENNICZNA - OGRODNIKI, SEJNY_72 km (2164)

Trasa: Studzienniczna - Augustów - Płaska - Paniewo - Śluza Perkuć - Mikaszówka - Strzelcowizna - Frącki - Zaruby - Poćkuny - Dworzysko - Ogrodniki - Sejny

Noc nie była specjalnie dobra. O 2:45 obudził mnie Piotr swoim chrapaniem, niczym stary ułan :-) Faktycznie jego pochrapywanie nie było zbyt głośne, ale ze snu się wybiłem i przez godzinę nie spałem.

A potem pobudka około 5:00. Mając w pamięci źle przespaną noc i wczesne wstanie cały dzień odczuwałem boleśnie. No taki już jest urok podróżowania razem. Mimo wszystko domek na wodzie okazał się miejscem przyjaznym i na miarę możliwości pełnym wypoczynku.

Jeszcze tylko słowo o śniadaniu. Tak wczorajszą kolację jak i dzisiejsze ono zjedliśmy przy osobnych stolikach na pływającym tarasie. W ten sposób ujawniły się osobiste preferencje.

Piotr jako esteta umieścił się dalej, ale z pięknym widokiem na zatokę i łabędzie. Nie miałem tak pięknego widoku, ale od swojego stołu do domku na wodzie miałem całe trzy metry bliżej.
- Zawszeć to mniej chodzenia... .

Przyjrzyjcie się temu gościowi: to jest właśnie cały ten PIOTR!

Potem było już tylko rozliczenie u właścicielki "Zatoki". A pani Justyna? Zapracowana, nostalgiczna, jakby nieobecna, zasmucona nic od nas nie wzięła. Wy pielgrzymi przecież... . A potem o 7:30 już tylko pieczątka w barze i pora ruszać w drogę.

Piotr jako gospodarz dnia (yyyy?!) i w ogóle kierownik wycieczki (tak jakoś naturalnie przejął inicjatywę) przeciągnął nas po wielce interesujących go śluzach i kanałach augustowskich.

Przyjęliśmy zasadę, że co aktualny danego dnia "kierownik" postanowi to należy się do tego zastosować. Dla mnie one wszystkie kanały wyglądały jednakowo, ale pewnie to był wynik braku wrażliwości spowodowany zmęczeniem.


Gdzieś po drodze spotkaliśmy Antoniego Oleksickiego, który na rowerze z Białegostoku dotarł do Santiago de Compostela.











Mikaszówka. Kościół pw. św. Marii Magdaleny.




Na brakach prądowych dotarliśmy do granicy w Ogrodnikach gdzie zaczyna się europejski Szlak Jakubowy dostępny dla nas w tej chwili.

Na granicy spotkaliśmy pograniczników litewskich prosząc o pieczątkę do Paszportu Pielgrzyma. Na taką prośbę zrobili wielkie oczy. Oni nawet karabinów czy innej broni nie mają a co dopiero pieczątka... .

Schengen panie: SCHENGEN! Widać było, że nudzą się jak mopsy. Próbowaliśmy zrobić sobie z nimi zdjęcia a potem już tylko hajda na Sejny! Do miasteczka dotarliśmy na resztkach wszelkich sił. Dolegliwe górki były po drodze.

W miejscowości Hołny Mejera (co za pięknie, egzotycznie i miło brzmiąca wioseczka!) przyjemnie było zobaczyć tą tablicę! Grudziądz to przecież kawałek rodzinnych stron :-)

W Sejnach wzięliśmy udział w końcowym fragmencie czerwcowej mszy świętejZaowocowało to spotkaniem z księdzem proboszczem, który pochodzi ze Zgorzelca. Od niego też otrzymaliśmy luksusowe miejsce wypoczynku na poddaszu. Piotr spał w osobnym pokoju na prawo ja spałem w osobnym pokoju na lewo.

Tylko te 51 schodów! Po zakwaterowaniu kiedy wiedzieliśmy już, że nie ma prądu był krótki odpoczynek niedaleko kościoła nad rzeczką. Okazało się, że przeszła wyjątkowo gwałtowna burza i całe Sejny nie mają elektryczności.
W nocy włącznik światła zostawiłem otwarty i zapalona żarówka obudziła mnie natychmiast. Mogłem więc podładować swój akumulator w rowerze i komórce. Do rana się na pewno nie naładował do pełna, ale dobra chociaż i taka ilość prądu.

wtorek, 23 lipca 2013

Balansując na granicy 2/2 (1298)

Żar lal się z nieba, a on ciężko dysząc leżał w rozwidleniu gałęzi z natężeniem obserwując jak stado gazel
- gdzieś tam w dolinie - wolno skubiąc trawę zmierzało do rzeki. Oblizał się. Właściwie to nie chciało
mu się ruszać z miejsca. Czuł się syty, ale świadomość, że jutro przyjdzie znowu głodować popchnęła go
do czynu.

Powolutku wstał, wyprężył się i wyginając się na wszystkie strony sprawdził sprężystość zastanych ścięgien
i mięśni. Bezgłośnie zeskoczył z drzewa i kryjąc się wśród wysokich traw ostrożnie zaczął schodzić w dolinę.
- Polowanie się zaczęło.

*   *   *

Do wody się nie zbliżamy, granicę przekraczamy po porządku, albowiem (w pełnym brzemieniu):
"Ordnung muss sein, sagte Hans, da brachten sie ihn in das Spinnhaus." W naszym wypadku chodziło
o Młyn na szczęście chodziło o młyn i tylko o Młyn. Jeden z drugim zresztą.

A potem zobaczono dowód braku szacunku dla tych co odeszli, a którym kamienne znaki pod nimi
pochowania lokalna władza odebrała i w kąt odrzuciła.
- Plac zabaw chcą sobie zrobić zapominając o szacunku dla szczególnego miejsca?

I jeszcze była opowieść o balonie, los którego mógłby posłużyć za kanwę niezłego dreszczowca!
...ale o tym niech opowiada ktoś godniejszy ode mnie: sam Organizator wyprawy.

I jeszcze w międzyczasie poszła dysputa o herbie co to mógłby herbem Lubicza być (a nie jest!), o domku
mauretańskim Pana Cygana, którego nie zalecało się fotografować oraz o planach Sympatycznego Pana
Dewelopera, który z Młynem Pruskim to (pewnie już niedługo) zrobi ho! ho! a nawet lofty.

Łącząc się w nadziei na dobry los Młyna Pruskiego w Lubiczu Dolnym - zanim to się jednak stanie -
chętnie pomyszkowałbym w jego środku. Rad bym posłuchać odległego szumu maszyn młyńskich dawno
wyprutych z szacownych murów. Chciałoby się spojrzeć z góry na przegrodę rzeczną i pochodzić za
cieniem Pana Dyrektora, który w imieniu akcyonaryuszy interesu owego doglądywał na miejscu pomieszkując.

Tych opowieści zresztą było więcej, ale któż by je tam wszystkie spamiętał?!
- Niechaj więc (ku naszej uciesze!) obrazki same pokazują co mają do powiedzenia.










































































































Podziel się