czwartek, 19 maja 2022
Dzień 10: Pieńsk - Łęknica: 50 km (2254)
czwartek, 6 sierpnia 2020
Północna Droga Jakubowa - Dzień 05_STUDZIENNICZNA - OGRODNIKI, SEJNY_72 km (2164)
Piotr jako esteta umieścił się dalej, ale z pięknym widokiem na zatokę i łabędzie. Nie miałem tak pięknego widoku, ale od swojego stołu do domku na wodzie miałem całe trzy metry bliżej.
- Zawszeć to mniej chodzenia... .
Przyjęliśmy zasadę, że co aktualny danego dnia "kierownik" postanowi to należy się do tego zastosować. Dla mnie one wszystkie kanały wyglądały jednakowo, ale pewnie to był wynik braku wrażliwości spowodowany zmęczeniem.
Tylko te 51 schodów! Po zakwaterowaniu kiedy wiedzieliśmy już, że nie ma prądu był krótki odpoczynek niedaleko kościoła nad rzeczką. Okazało się, że przeszła wyjątkowo gwałtowna burza i całe Sejny nie mają elektryczności.
W nocy włącznik światła zostawiłem otwarty i zapalona żarówka obudziła mnie natychmiast. Mogłem więc podładować swój akumulator w rowerze i komórce. Do rana się na pewno nie naładował do pełna, ale dobra chociaż i taka ilość prądu.
Autor:
Obserwator Toruński
o
18:25
0
komentarze
Etykiety: elektryczność, granica, Hołny Mejera, Mikaszówka, rower, Sejny
wtorek, 23 lipca 2013
Balansując na granicy 2/2 (1298)
Żar lal się z nieba, a on ciężko dysząc leżał w rozwidleniu gałęzi z natężeniem obserwując jak stado gazel
- gdzieś tam w dolinie - wolno skubiąc trawę zmierzało do rzeki. Oblizał się. Właściwie to nie chciało
mu się ruszać z miejsca. Czuł się syty, ale świadomość, że jutro przyjdzie znowu głodować popchnęła go
do czynu.
Powolutku wstał, wyprężył się i wyginając się na wszystkie strony sprawdził sprężystość zastanych ścięgien
i mięśni. Bezgłośnie zeskoczył z drzewa i kryjąc się wśród wysokich traw ostrożnie zaczął schodzić w dolinę.
- Polowanie się zaczęło.
* * *
Do wody się nie zbliżamy, granicę przekraczamy po porządku, albowiem (w pełnym brzemieniu):
"Ordnung muss sein, sagte Hans, da brachten sie ihn in das Spinnhaus." W naszym wypadku chodziło
o Młyn na szczęście chodziło o młyn i tylko o Młyn. Jeden z drugim zresztą.
A potem zobaczono dowód braku szacunku dla tych co odeszli, a którym kamienne znaki pod nimi
pochowania lokalna władza odebrała i w kąt odrzuciła.
- Plac zabaw chcą sobie zrobić zapominając o szacunku dla szczególnego miejsca?
I jeszcze była opowieść o balonie, los którego mógłby posłużyć za kanwę niezłego dreszczowca!
...ale o tym niech opowiada ktoś godniejszy ode mnie: sam Organizator wyprawy.
I jeszcze w międzyczasie poszła dysputa o herbie co to mógłby herbem Lubicza być (a nie jest!), o domku
mauretańskim Pana Cygana, którego nie zalecało się fotografować oraz o planach Sympatycznego Pana
Dewelopera, który z Młynem Pruskim to (pewnie już niedługo) zrobi ho! ho! a nawet lofty.
Łącząc się w nadziei na dobry los Młyna Pruskiego w Lubiczu Dolnym - zanim to się jednak stanie -
chętnie pomyszkowałbym w jego środku. Rad bym posłuchać odległego szumu maszyn młyńskich dawno
wyprutych z szacownych murów. Chciałoby się spojrzeć z góry na przegrodę rzeczną i pochodzić za
cieniem Pana Dyrektora, który w imieniu akcyonaryuszy interesu owego doglądywał na miejscu pomieszkując.
Tych opowieści zresztą było więcej, ale któż by je tam wszystkie spamiętał?!
- Niechaj więc (ku naszej uciesze!) obrazki same pokazują co mają do powiedzenia.










Autor:
Obserwator Toruński
o
06:32
0
komentarze
Etykiety: Anna Zglińska, Drwęca, granica, Lubicz, Młyn żydowski, Niemiecki młyn, NOWOŚCI, rajd transgraniczny, Szymon Spandowski
Podziel się
