Do Bobrowników - w przeczuciu trudności - jechałem jak na ścięcie. Przewidywano spore laski piaski, szutry nieładne i zaspy piaskowe jak to za Osiekiem, jak to około Włęcza jest. Najpierw jednak była przygoda pierwsza.
W połowie górki co to na odcinku Szpital Dziecięcy a Złotoria (czy tam inny Kaszczorek jest) zatrzymano się gwałtownie. Gorąc dopadł niemożebny. Znaczy się jesienne słoneczko przygrzało i rozdziać się przyszło. Po zjechaniu z góry, po około kilometrowym minięciu ronda - tego co u podnóża góry jest - naraz jakieś niestosowne odczucie lekkości się pojawiło.
W połowie górki co to na odcinku Szpital Dziecięcy a Złotoria (czy tam inny Kaszczorek jest) zatrzymano się gwałtownie. Gorąc dopadł niemożebny. Znaczy się jesienne słoneczko przygrzało i rozdziać się przyszło. Po zjechaniu z góry, po około kilometrowym minięciu ronda - tego co u podnóża góry jest - naraz jakieś niestosowne odczucie lekkości się pojawiło.
- A czemuż to camelbaka plecakowego na mym grzbiecie jest brak?!
I tak pognałem co sił w pedałach pod tą w i e l g a c h n ą górę. Ku mej wielkiej uldze leżał sobie na tej ławce, gdzie go zostawiłem :-)
I tak pognałem co sił w pedałach pod tą w i e l g a c h n ą górę. Ku mej wielkiej uldze leżał sobie na tej ławce, gdzie go zostawiłem :-)
Radość z odzyskania ruchomości przez całą przejażdżkę się przedłużała o napotykane grzyby. Niektóre z nich wyglądające na jadalne nawet zabierałem ze sobą.
Na Tarasie im. Michała Kokota (Lubi się te wycieczki ze "Skołowanymi") wie-e-elka promocja: uruchomiono wiślane pływanie przez oraz wzdłuż i wszerz.
Na Tarasie im. Michała Kokota (Lubi się te wycieczki ze "Skołowanymi") wie-e-elka promocja: uruchomiono wiślane pływanie przez oraz wzdłuż i wszerz.
Krótki telefon do kogoś tam z banera wybił mi z głowy planowany powrót drugim brzegiem Wisły. Łódź kursuje tylko w sezonie i tylko w weekendy a i tylko pod warunkiem, że akurat klientela jest... .
Tego grzyba też nie zerwano.
Chatę Kantora zastałem zamkniętą (jak to w środku tygodnia) prawie całkiem zasłoniętą reklamami sukcesu jakim jest tej Chaty obecne istnienie.
- YES, ten niewątpliwy sukces ma bardzo wielu ojców.
Tego grzyba też nie zerwano.
Chatę Kantora zastałem zamkniętą (jak to w środku tygodnia) prawie całkiem zasłoniętą reklamami sukcesu jakim jest tej Chaty obecne istnienie.
- YES, ten niewątpliwy sukces ma bardzo wielu ojców.
Na poprawienie humoru odnotowano obecność tego oto muchomora. Zrobiono to także z uwagi na pamięć pewnego - kiedyś bliskiego mi przyjaciela, który był się oddalił mentalnie - a który nie wiadomo dlaczego obecnie trujaki tylko fotografuje... .
Te czubajki (Macrolepiota procera) to akurat zerwano i zabrano.
Bobrowniki okazały się miejscem gastronomicznie mało ciekawym. Jakaś osoba damska nastawiła mnie do tego swym stwierdzeniem. Na pytanie: a gdzie by tu jaką zupę zjeść? padła następująca odpowiedź: Panie, u nas to nie ma nic zupełnie! Bobrowniki to chociaż miasto, to ani baru, ani restauracji a nawet kebaba u nas brak!
Po takiej rekomendacji zaprzestałem myślenia o tom, że tu się posilnie odżywię.
Tym sposobem zająłem się tym po co tu przyjechałem ZAMKIEM, a właściwie tym smutnym co z niego zostało.
Mimo dość rozległego obszaru jaki on zajmuje zrobił na mnie przygnębiające wrażenie.
No niby wszędzie i wszystko na jego terenie ogólnie zadbane jest. Żadnych tam śmieci czy krzaczorów w miejscach niewłaściwych. Sama czystość i schludność.
Odniosłem jednak wrażenie, że z każdej tam znajdującej się cegły wyzierał brak pomysłu co z tym zamkiem zrobić... .
Może by pomogła rewitalizacja zamku w stylu Raciążka, który odrasta po latach zapuszczenia?
I tak to smułem się po zamkowych zakamarkach smętnie rozmyślając.
Powrót do domu był prawie radosny! Okazało się, że Bobrowniki i Osiek łączy cywilizowany szlak przeważnie asfaltowy.
Do "Daglezjowego Dworu" nie zaglądano. Późno się zrobiło.
Tego dnia przejechano 102 km po trasie: https://tiny.pl/v_hv69wp6
Bobrowniki okazały się miejscem gastronomicznie mało ciekawym. Jakaś osoba damska nastawiła mnie do tego swym stwierdzeniem. Na pytanie: a gdzie by tu jaką zupę zjeść? padła następująca odpowiedź: Panie, u nas to nie ma nic zupełnie! Bobrowniki to chociaż miasto, to ani baru, ani restauracji a nawet kebaba u nas brak!
Po takiej rekomendacji zaprzestałem myślenia o tom, że tu się posilnie odżywię.
Tym sposobem zająłem się tym po co tu przyjechałem ZAMKIEM, a właściwie tym smutnym co z niego zostało.
Mimo dość rozległego obszaru jaki on zajmuje zrobił na mnie przygnębiające wrażenie.
No niby wszędzie i wszystko na jego terenie ogólnie zadbane jest. Żadnych tam śmieci czy krzaczorów w miejscach niewłaściwych. Sama czystość i schludność.
Odniosłem jednak wrażenie, że z każdej tam znajdującej się cegły wyzierał brak pomysłu co z tym zamkiem zrobić... .
Może by pomogła rewitalizacja zamku w stylu Raciążka, który odrasta po latach zapuszczenia?
I tak to smułem się po zamkowych zakamarkach smętnie rozmyślając.
Powrót do domu był prawie radosny! Okazało się, że Bobrowniki i Osiek łączy cywilizowany szlak przeważnie asfaltowy.
Do "Daglezjowego Dworu" nie zaglądano. Późno się zrobiło.
Tego dnia przejechano 102 km po trasie: https://tiny.pl/v_hv69wp6




























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz