Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mała Nieszawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mała Nieszawka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 września 2023

Prawidłowo do Solca Kujawskiego (2298)

Wiadomo gdzie przekradano się przez DK 10. To miejsce jest w miarę bezpieczne pod warunkiem, że ma się wyostrzony słuch i jest się cierpliwym w odczekaniu aż potok pojazdów z prawej i lewej całkowicie ustanie. 

Przedostawszy się bezpiecznie na drugą stronę tym razem podążono tą oto wąską ścieżynką.

Ten przejazd kolejowy w kierunku Lesiska znajduje się tu: 53.004446797685034, 18.42173187056697.

A potem to już łatwo: Droga pożarowa nr 9.

Skręt na Drogę Pożarową nr 10.

Ostatni odcinek to Droga Pożarowa nr 12. Ot i cała tajemnica dojazdu lasami z Torunia do  Solca Kujawskiego! Ten przejazd kolejowy znajduje się w Przyłubiu - punkcie znaczącym dla całej trasy.

Wpatrywanie się w tą mapę nic nie dało :-)

Swoje wiem, dlatego też mi się nie chciało patrzeć na ten umocowany do nadbrzeża prom "Flisak".

Powrót był jak po sznurku; Droga Pożarowa 12, 10 i nr 9.

Jaki był dojazd od "Olendra" do Torunia nie ma co pokazywać, bo jest to już rzecz powszechnie znana! A wracano pięknie zrobioną ścieżką wzdłuż obydwu Nieszawek.

Całość prawie "prawidłowej trasy" wyglądała tak: 
https://tiny.pl/clrr4.

A dlaczego prawie? W Przyłubiu kombinowałem, żeby zamiast końcowymi asfaltówkami prosto do Wisły i wzdłuż brzegu do celu dotrzeć. Nic z tego nie wyszło oprócz kolejnego doświadczenia nieprzejezdnej drogi w końcowym odcinku :-)

PS. Wpatrując się załączono mapkę z można zauważyć błądzenie w okolicach Zielonej Strugi, co dla mnie  też miało swój urok.

poniedziałek, 4 maja 2020

Tajemnice pana Tadeusza czyli jak powstaje obraz (2147)

Najpierw jest sms od Niego. „Że może byśmy gdzieś. Najlepiej jednak może by do Małej Nieszawki, albo do Chełmna. Ale lepiej na razie do Małej Nieszawki. Mam już zrobioną podmalówkę, jest szkic, ale potrzebuję zrobić coś z kolorami i światłem... .” 

Pan Tadeusz Gapiński rowerem nie jeździ, bo zaburzenia błędnika. Tak więc od początku wiadomo, że jedziemy autem. Wiadomo też, że na zdjęcia a nie na malowanie na płótnie. Plener malarski zajmuje dużo czasu a jak by się było samemu na przyrodzie to jest nawet niebezpieczny. Lepiej jest więc w towarzystwie porobić zdjęcia a potem w zaciszu domowym na ich podstawie malować obrazy.

Czasem tych wyjazdów to i potrzeba dwa / trzy - nie dopatrzy się przecież wszystkiego za pierwszym razem. Na początku jest temat i kompozycja, potem kolory i światło trzeba dopracować. Niekiedy i trzeciego wyjazdu trzeba aby zadbać o szczegóły... .

A w ogóle to technologia powstawania obrazu od początku jest taka. Najpierw muszą przyjść pieniądze aby starczyło na pędzle, płótna, farby, blejtarmy, gruntówkę i co tam jeszcze.

Potem dostać na miejsce się trzeba. Wybór miejsca jest dla mnie sprawą tajemniczą i nic mi do tego. Tym razem to była Topolowa.

Moim zadaniem jest:
a) potwierdzić uzgodniony termin
b) dowieźć na miejsce
c) nie przeszkadzać
d) odwieźć (niekoniecznie do miejsca startu)

A tam, po przyjeździe każdy robi swoje zdjęcia. Priorytet bezwzględny ma aktywność Pana Tadeusza. W końcu to jest Jego plener. Jak On powie delikatnie sugerując, że „tu może byśmy się zatrzymali” to ja wiem, że musimy się zatrzymać i to już, teraz - zaraz - natychmiast!

A tak w ogóle to pan Tadeusz w rozmowie raczej podpowiada, sugeruje i przypuszcza badając reakcje interlokutora gotów w każdej chwili dopasować się do rozmówcy.

Robiąc swoje boczkiem podglądam Go jak wybiera temat zanim podniesie aparat do oka. Jak obchodzi swój przyszły obraz, jak go podpatruje, jak mu się przygląda szukając tego jednego, jedynego ujęcia... . Tym razem chodziło o rzepaki jako istotny element pejzażu.

Czasem trzeba Go wesprzeć odblokowując aparacik, ustawiając coś tam i ogólnie wspierając technicznie. Tak rozumiem swoją rolę.

Rozmowy wielkie między nami nie bywają ze zrozumiałych względów. Jeśli już trzeba wymienić jakieś uwagi to zajmujemy się w nich tylko konkretami. Trzeba gdzieś podjechać, coś ustawić w aparacie, coś tam uzgodnić i co do czegoś się upewnić. (...)

Po plenerze (było i tak tym razem!) aparat oddaje się do fotografa na Łaziennej (Panie Maćku! Pozdrawiamy), a ten robi odbitki w wielkości ciut większej niż pocztówka a mniejsza od A-4.

Tym sposobem – już w zaciszu domowym – można spokojnie malować.




poniedziałek, 12 marca 2018

Pozytywnie "Skołowani" na rybach (1948)

11 marca odbyła się pierwsza w 2018r. wycieczka rowerowa Klubu Absolwentów UMK w Toruniu SKOŁOWANI. pt: "Wiosna nadciąga jedziemy na pstrąga". A jak było? POZYTYWNIE w każdym calu przejechanej drogi.
- Tyle informacji wystarczy do objaśnienia tytułu!

Powyższej opinii nie można mylić z brakiem zmęczenia po wyprawie! :-) Zacznijmy jednak od początku na którym było tak jak być powinno na rozpoczęcie sezonu: ciepło, ciepło i jeszcze raz ciepło. I bez wiatru.

Po drugie niezwykle pozytywnie. Miła niewymuszona atmosfera, wzajemna życzliwość bywalców niejednych szos aż wprost nakłaniały do kontaktów z czego korzystano obficie.

Bezpośrednie zwracanie się do siebie zrobiło na mnie wrażenie! Ta bezpośredniość ma znaczenie w przypadku ludzi posiadających niekiedy wiele tytułów naukowych... .
- Piękne to w praktyce zastosowanie dla słowa skromność. 

Po trzecie uczestnicy wyjątkowo dzielnie znosili wybryki fotograficzne nie wskażę kogo za co onże jest po prostu wdzięczny... . Dzięki łaskawemu przyzwoleniu ogółu mogłem więc zajmować się tak fotograficznym ogółem jak i portretowymi szczegółami wyprawy.

Całość ETAPU PIERWSZEGO (w przesadnej ilości zdjęć) utrwalona dla współczesności i potomności możliwa jest do oglądania tutaj.

Wyprawa miała więc dla nas dwa etapy. Pierwszy, oficjalny polegał na zespołowym dojechaniu do restauracji "Rancho", gdzie każdy na własny rachunek i wedle uznania mógł posilić się rybnie (i nie tylko!).

Dojeżdżaliśmy tam dyskretnie tak dla bezpieczeństwa jak i dla przyjemności jazdy bocznymi uliczkami Podgórza. Dla mnie frajda była tym większa, że pomykaliśmy rejonami na których nie zwykłem byłem bywać.
- Kierowniczce wycieczki (Danuta Burnicka) za takie wytyczenie trasy niech będą dzięki!

Było więc tak, że się do głównego celu dojechało, zjadło i wypiło a odpoczęło. A potem powrót. Główna grupa po objechaniu ul. Topolowej pomknęła do Torunia. Pozostała szóstka natomiast postanowiła na przekór zmęczeniu jeszcze raz poszukać szczęścia i odnaleźć (zapowiadane przecież) NIC czyli ETAP DRUGI w tej notce właśnie foto udokumentowany.

Otóż, legenda  z tych okolic wskazywała na istnienie (nikłych) ruin zamku DYBÓW. (Uwaga nie mylić z Zamkiem Dybowskim, którego imponujące pozostałości znajdują się tuż przy moście drogowym naszego pię-ę-ę-e-knego Miasta.)

Nie natrafiwszy na owe ruiny od strony ul. Topolowej (powszechnie znanej ze swojego ptactwa z żurawiami włącznie!) przy drugim podejściu udało nam się do nich dotrzeć. Wałową trzeba było jechać, ulicą Wałową!

Dojazd do ruin obwieściła nam kultowa stodoła (rozpoczynająca fotograficznie niniejszą notkę), której właściciel Pan Michał (jak i działki na której znajdują się ruiny) udzielił nam życzliwej zgody na udanie się w pobliskie krzaki mieszczące owy  z a m e k .

Teren gabarytami okazał się być mikry, chociaż makro zarośnięty. Zgodnie z zapowiedziami - wcale nie imponujący - dał się poznać jako miejsce, które (nieliczne cegły mając na zielono porośnięte) wystarczy raz odwiedzić i kropka.  ...ale odwiedzić trzeba! Wszak to ZAMEK :-)

Miłym akcentem - po przedarciu się przez krzaki - było znalezienie najprawdziwszej cegły gotyckiej typu "palcówka". Ciekawe czy p. Katarzyna Czaykowska (wielka miłośniczka i zbieraczka średniowiecznych cegieł) jedna z najlepszych przewodniczek po naszym nadmorskim regionie (osoba osobiście mi nie znana a której wiele zawdzięczam!) w tym miejscu kiedykolwiek była?!

Dla niewtajemniczonych dodam, że taka ryflowana cegła (wyrównywana ręką ze śladami palców) to nadwiślańska osobliwość kapitalnie zwiększająca wytrzymałość zbudowanego z niej muru. Może kiedyś jeszcze tam wrócę, aby to ryflowanie lepiej sportretować.

Szczęśliwi po wydostaniu się z zarośli powróciliśmy do najpiękniejszego miasta na ziemi (Drodzy Bydgoszczanie! Trzymajcie się mocno!) dokumentując po wielokroć i w jedynie słuszny sposób ten doniosły fakt.

Cel został osiągnięty - SEZON ROWEROWY 2018 uznaje się za (wyjątkowo udanie)  OTWARTY!

PS. Uprzejmie informuje się wszystkich cyklistów z Torunia i okolic (z ulubioną Bydgoszczą włącznie!), że następna wyprawa Klubu  SKOŁOWANI odbędzie się do jednego z piękniejszych miejsc w naszym regionie:
8 kwietnia - odwiedzimy Zamek Bierzgłowski.

Proszę o zapoznanie się z wszystkimi trzema notkami nie zwracając uwagi na zgryźliwe uwagi autora na temat odbywającej się tam wtedy imprezy.

Niezależnie od miejsca zamieszkania Zamek Bierzgłowski - tak jak Toruń - winno się odwiedzać przynajmniej raz do roku.
- Skorzystajmy (razem ze "Skołowanymi") z nadarzającej sie okazji!

niedziela, 14 stycznia 2018

Po drugiej stronie Rzeki 1/2 (1934)

"Dziś jest to samo co jutro, tyle że dziś!" (Sławomir Mrożek).

Toruń, czyli najpiękniejsze miasto na Ziemi - sądząc po wczorajszej notce - zawsze i wcale takim być w każdej minucie nie musi.

...i korzysta z tego prawa, a protesty bydgoszczan w tej materii na nic się zdadzą!

Wystarczyło tylko przekroczyć Rzekę, aby się o tym przekonać. Ledwie za rogatki mostu wyjechano a tam rozpościera się konkurencja co do TUM (Toruńska Uroda Miejska)  oraz... INNY ŚWIAT!

Nie będę tego opisywał co widać, chociaż i tak niektórzy z Was - Drodzy Obserwatorzy - nie jest w stanie zobaczyć urody tego Innego Świata.
-Na telefonach a tablecikach swych obrazy te oglądacie, ot co!

A co na takim mobilniku można zobaczyć?! Fotografia wielkości kartki kredytowej nic nie znaczy. Daje pojęcie o czym rzecz idzie, ale przyjemności z oglądania w tym mało znaleźć można... .

Stąd, niniejszym uroczyście zaleca się (podpowiada, namawia, nakłania) do oglądania panobserwatorowych obrazów na  d u ż y m  ekranie a w maksymalnym dostępnym rozmiarze. Wtedy dopiero można będzie orzec jak dużo dobrego można znaleźć w nich.
(c.b.d.u.)

PS. Jakby co to można się nie krępować, fotografie na swe tapety pobierać, znajomym przesyłać pojedynczo lub zbiorowo, lajki stawiać gdzie popadnie ku chwale Innego Świata.

Proszę docenić wagę chwili: taki Inny Świat zdarza się raz na jakiś czas. 

No dobra, raz na dwa razy, bo jutro też będzie o szronach.

Aha, byłbym zapomniał! Gratulacje przyjmuję w godzinach od - do.
- Wiadomo gdzie.



















Podziel się