Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 sierpnia 2016

Piernikowe szaleństwo 1/2 (1661)






















Jako człowiek powszechnie znany z przesadnie wyważonych poglądów
(he! he!) a co najmniej z ich stonowanego wyrażania (hi! hi!) tym razem
sobie pofolguję za wszystkie czasy. W Toruniu odbyło się "Święto
Toruńskiego Piernika"
. I to jak! Z przytupem, muzycznie, z pokazami
i otwartym dla szerokich rzesz Muzeum Toruńskiego Piernika
działającym w ramach MO*.






















Nie pałając szczególną miłością do władz miasta naszego (jako i do
firmy piernikarskiej "Kopernik" czy nawet Muzeum Okręgowego)
muszę przed nimi kornie schylić czoła i sprawiedliwie rzec: 
wymieniona trójca dała czadu!























Wyglądało to jakby organizatorzy się spięli i postanowili udowodnić,
że Toruń nie tylko Bella SkyWay'em stoi! ...a piernikami, piernikami
przede wszystkim. I trzeba przyznać, że impreza choć jednodniowa
przyciągnęła tysięczne (nie przesadzam!) rzesze uczestników.
- Teza szczegółowo udowodniona zostanie jutro.























Wydarzenie przewalało się po mieście nieogarnionymi tłumami,
ale dzisiaj niech szanowne oczy Obserwatorów spoczną tylko
na wspomnianym Muzeum. Dla rzetelności należy dodać, że muzeów
poświęconych piernikom to mamy w naszem miasteczku kilka,
ale dziś my tylko o jednym, najbardziej oficjalnym, tym co na ulicy
Strumykowej ciekawe i rzetelnie wyeksponowane zbiory pokazuje.




















Co mnie w nim zachwyciło? Ano nie tylko rozdawnictwo katarzynek
skutecznie zapychających dzieciakom rozgadane dzioby a starym dziury
w uzębieniu. To muzeum jest po prostu  c i e k a w i e  urządzone.
Przy całym (uzasadnionym!) krytycyzmie dla Muzeum Okręgowego
(oni nadal właściwie nie promują donatywy) ta oto
wielosalowa +
ekspozycja robi wrażenie. A jakie?
- No cóż: osobiście sprawdzić trzeba!
















Uwaga! Zaprasza się mieszkańców całej kuli ziemskiej do oglądania
zbiorów pokazywanych w Muzeum Toruńskiego Piernika oprócz
niektórych miast w Polsce takich jak: Wrocław, Gdańsk czy nie
przymierzając Legnica.
















Otóż okazuje się, że nie tylko w Toruniu dawniej pierniki wypiekano!
Ten oburzający mnie fakt (odbierający unikalność pod tym względem
Toruniowi!)
został rzetelnie  - i z naukową dokładnością - w ekspozycjach
zobrazowany. No i w związku  z tym jest obawa, że mieszkańcy tych
miast mogą wyciągnąć swe niegodne ręce po liczne artefakty właśnie
z tych miast pochodzące.






















A może właśnie dlatego, mieszkańcy tych miast powinni
te nasze zbiory sobie nieroszczeniowo a z zazdrością
pooglądać?!
- I  t y l k o  pooglądać.






















To samo (choć w innym zakresie) dotyczy mieszkańców miasta
Tallina z dalekiej Estonii udowadniając (znaną z dawna w Toruniu
tezę)
, że piernik dziełem nawet współczesnej sztuki może być.
- A może!







































Podczas odwiedzania Muzeum Toruńskiego Piernika mieszczącego
się przy ul. Strumykowej proszę zwrócić uwagę na chlebek piernikowy.
Ten skromny wypiek przypomina nam, że dawniej używano tego pieczywa
w wojsku. Doskonale zachowujący świeżość, nieczerstwiejący znakomicie
nadawał się dla armii ochoczo maszerujących po Toruniu i jego bliższych
i dalszych okolicach.
















Nie wyczerpując tematu zachęcam do odwiedzenia tej placówki lojalnie
uprzedzając, że manekiny tam eksponowane mają tak niepowtarzalną +
urodę, że mogą się w nocy ciężkim koszmarem przyśnić.
















Informując zaledwie o skrawku ekspozycji zachęcam do przyjrzenia
się temu jak powstawały naprawdę dawne pierniki. Otóż każdy
(powtarzam każdy!)
piernikarz musiał być snycerzem, czyli mistrzem
w posługiwaniu się dłutkami. Każdemu zapewne jest wiadomo,
że wzory pierników mogły zmieniać się z dnia na dzień.
















Wielkie święto kościelne, niespodziewany przyjazd króla czy hojne
zamówienie lokalnego patrycjusza obligowały do natychmiastowego
przygotowania nowej, tematycznie zgodnej z zamówieniem formy.


















Muzeum jest miejscami interaktywne, ma ciekawie urządzony dział
poświęcony OK (Okres Komuny) i pokazuje jeszcze parę innych
tematów. No, ale nie mogę o wszystkim rozgłaszać - niech i coś dla
odkrywania przez Was pozostanie.






















Do zobaczenia na ul. Strumykowej w Toruniu!






















________________________________________
*MO - Muzeum Okręgowe w Toruniu

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Diabeł w świątyni (1556)

Tak jak co roku (od iluś lat!) się pojechało do Chełmna.

Miasto czekało by je odwiedzić, ale jako, że byłem nie-sam odwiedzono tylko KLASZTOR. A on co roku piękniejszy, przez to, że z każdymi odwiedzinami to ta - to druga część w nim świeżo odrestaurowana, aż serce cieszy się.


Czas spędzony w tym niezwykłym miejscu był jak zwykle prawdziwym przeżyciem. Mimo iż byłem tu tyle razy atmosfera niezwykłości miejsca towarzyszy mi za każdym pobytem, co było i teraz.
- Czy pisałem już kiedyś, że chełmiński klasztor to MIEJSCE PRAWDZIWEJ MOCY?
- Jeśli nie, to teraz tak piszę: TAK.



Po chwilach ciszy i skupienia, po uporządkowaniu myśli wrócono do rzeczywistości, czyli do oprowadzania i robienia zdjęć. Najpierw o tym pierwszym.

Za każdym razem gdy jestem w pobliżu klasztoru i widzę wałęsających się bezcelowo :-) turystów co to by radzi wejść do klasztoru, ale nie wiedzą jak - biorę ich (zwykle z początku opornych) na przewodnicki hol. No i pokazuję im niezwykłości i cuda klasztornych miejsc.

Jest dziedziniec, wirydarz, przejście krzyżackie, Baszta Mestwina, Kalwaria, skarbiec (jeśli siostra przewodniczka była w pobliżu) i przy odrobinie szczęścia nawet taras widokowy z "najpiękniejszym widokiem na świecie".

Tenże widok takim jest z uwagi, że idąc klasztornymi korytarzami, widząc grubaśne mury, będąc przytłoczonym przez niskie mocarne sklepienia na tymże tarasie naraz... ta-dam! - Widok na dolinę Wisły. Panorama to obszerna, rozległa i bezkresna! Przez kontrast więc ten widok z konieczności staje się najpiękniejszym :-) - I nikomu niech nie przeszkadza niestosowny wtręt w krajobrazie jakim jest papiernia w Świeciu ze swymi kominami.

A więc: oprowadzanie tak zwykle wygląda. teraz jednak przed Klasztorem nikogo nie było. Aby tradycji stało się zadość widząc w kościele nieco zagubionych (?) turystów z Gdańska mimo początkowej rezerwy (przyzwyczajony do tego jestem!) zacząłem Ich oprowadzać.

Słabo jakoś mi to z początku szło. Sympatyczna Rodzina składająca się z pięciu osób była jak to zwykle bywa nieco wycofana i nieufna na temat: czego ten gość może od nas chcieć? Szybko przekonali się żem niegroźny i (mimo widocznego u nich zmęczenia) dali się poprowadzić po różnych miejscach ozdobionych słowem wiązanym jak na przewodnika przystało.

Nie obyło się oczywiście bez prezentacji Chrystusa Chełmińskiego i opowieści o marnej doli naszego Chrystusa od Panny Marii zawłaszczonego przez MO.
- Chodzi oczywiście o Muzeum Okręgowe w Toruniu.

Spotkanie z Gdańszczanami zakończyło w miłej atmosferze  paroma zdjęciami, których i tak nie pokażę, co zrozumiałe: prywatna sesja to była. Natomiast pokażę co innego, znacznie bardziej ekscytującego od najsympatyczniejszej nawet a nieznanej Rodziny.
- O dzięki Wam za cierpliwość z jaką znosiliście moje tyrady :-)

Otóż program fotograficzny jaki sobie założyłem na tą wizytę w Klasztorze brzmiał: szczegół, szczegół się liczy! W stosownej chwili przypięto więc nieco dłuższy niż zwykły spacer-zoom - bialutki jak śnieg mały tele 70-200 mając nadzieję na dostrzeżenie nim pięknych obrazów w szczegółach.
- I nie zawiodłem się!

Piękny, uduchowiony obraz Matki z Dzieciątkiem widziany przez mnie tyle razy tym razem pozwolił mi dodatkowo odczuć świętość miejsca. Słodkie putta, skrzydlate bobaski i oranamenta im w barokowym przepychu towarzyszące stanowiły dopełnienie tej skromnej sesji zdjęciowej.



No i w pewnym momencie stało się, czasu zaczęło brakować, zmęczenie bieżącymi wydarzeniami dało się naraz odczuć spadając ciężarem na me wątłe barki... . W takim to stanie - stojąc o obrębie prezbiterium - wykonałem dwa ostatnie
zdjęcia sklepienia: plan ogólny tegoż i centralny jego szczegół.

*     *     *
Po przyjeździe do domu chciwy przegląd zdjęć! Nic to, że w rawach, zamydlone i wypłowiałe bezkontrastowo, trzeba było od zaraz zobaczyć co udało się na matrycy utrwalić... .

Doszedłem do ostatnich dwóch zdjęć i... nie uwierzyłem własnym oczom! Maszkara jakaś niczym diabeł w świątyni na sklepieniu sfotografowany został! Długo woziłem się z tematem szukając uzasadnienia dla tego stwora wywalającego jęzor, aż w końcu
bezsennej nocy (na ranem to było, nad ranem!) oświeciło mnie: przecież to TUTIVILLUS.


Mimo iż nie mam potwierdzenia autorytetów* jestem więcej jak pewien (o ile się nie mylę) że to właśnie ten który w świątyniach wiernym liczy grzechy. Diabeł specjalny i tylko do tego celu przeznaczony.

*   *   *

Jeśli ktoś chce więcej opowieści o Tutivillusie to można mnie zachęcić wskazując gdzie w waszych świątyniach umieszczony jest wasz Tutivillus.

* Wiadomość z ostatniej chwili: "Tutivillus, postać znana w ikonografii
od XII w. To był właściwie diabeł spisujący codzienne grzeszki śmiertelników. Różnie go przedstawiano - diabeł z rogami, brzydal, pokracznik-człowiek, Żyd itp. W kościele był na zwornikach, kapitelach, a także maskował otwory wentylacyjne. Najprawdopodobniejsze wyjaśnienie (wysokiego umiejscowienia), że ma wszystko na oku... .

poniedziałek, 29 października 2012

Królewskie miasto Gdańsk 3/3 (1048)




Snując się po królewskim mieście, zanurzony w turystów tłum
szukałem podobieństw i różnic.




















Z tego co widzę, ludzi twórczo niezadowolonych z życia i wam - o gdańszczanie - nie brakuje!
- Do zobaczenia w przyszłym roku!





niedziela, 28 października 2012

Królewskie miasto Gdańsk 2/3 (1047)



Mamy więc sobotni przyjazd prowincjusza do Gdańska.
Buro, nieco wilgotno jest i z lekka chłodnawo, ale ciekawie.
Szeroko otwartymi oczętami przyglądam się miastu.
















I naprawdę nie dziwię się średniowiecznym torunianom, że stąd inspiracje czerpali! I samemu z dobrych
wzorów tu zastanych by się chciało skorzystać. Po takim przygotowaniu mocno postanawiam sobie, aby
następne 365 dni prywatnie ogłosić "Rokiem Gdańska".
























...bo teraz dojazd do miasta wzorcowego jest krótkotrwały (zaledwie 2,5 godziny), a atrakcji co niemiara!






















Jeszcze tylko załatwić sobie odpowiednio wcześniej lokalnego przewodnika (na zasadzie Ty mi tajemnice
Gdańska - a ja Ci niezwykły Toruń pokażę) nieco bolesny problem pogody starannym wyborem terminu
 zminimalizować i... nuże w miasto się zanurzać! A póki co koniec wyprawy.






















Tuż przed odjazdem z Gdańska jeszcze rejestruję pomnik przypominający wojnę, o której zresztą
prawie każdy krok po mieście przypomina... .




Podziel się