Jeżeli jesień to tylko w Leszczowym Jarze! W gronie rodzinno - towarzyskim wyruszono więc korzystając z wolnej niedzieli i lada jakiej pogody. No, nie była ona aż tak wspaniale fotograficzna jak by się chciało, bo jednak słońca było brak.
Podjeżdżając cichutko a nieśmiało wypowiedziane życzenie (Oj, żeby tak zamkowa kuchnia była czynna, gdyż ciepłą zupę by się zjadło) stało się ciałem - a dokładnie wspomnianą ZUPĄ.
Z zaproszenia więc skorzystano, bo kuchnia pracowała pełną parą z uwagi na jakieś większe wydarzenie na Zamku Bierzgłowskim się odbywające.
Pokrzepieni mogliśmy zmierzać do CELU czyli Jaru w Leszczu.
Rozrzewnieni ostrzeżeniem zwolniliśmy biegu naszych maszyn, żeby jakiemuś rudemu futrzakowi szkoda się nie stała :-)
Chwilkę postaliśmy dziwując się wielce brązowej a mocno podłużnej tabliczce. Ciekawe który to urzędnik wykazał się takim słowotwórstwem. Może jednak nazwa powinna być JAR LESZCZOWY albo chociaż JAR ZAMKOWO - LESZCZOWY skoro już musiałaby być taka napuszona nazwa?!
- Wsparcie od Profesora Bralczyka pilnie potrzebne!
Zaciekawiło nas stanowisko do grania w szachy, ale z uwagi na brak figur podelektowaliśmy się jedynie solidnym wykonaniem szachownicy.
UWAGA. Zdjęć dokumentujących jesień nie zrobiono, bo właściwego światła (ŚWIATŁA!) było dolegliwie brak.
Nawet nie wiedziałem, że w okolicach Zamku Bierzgłowskiego i Jaru Leszczowego istnieje prastary Gród Pippina. Pewnie jednak z uwagi na trudności terenowe (chaszcze i płoty) oraz małą fotogeniczność miejsca i tak bym tam nie dotarł. Niemniej jednak warto wiedzieć, że takie miejsce istnieje.
- Może kiedyś /jakiś operator drona gdzieś/jakoś pokaże to miejsce z lotu ptaszka?!
Tego dnia przejechano 33 km, po trasie: https://tiny.pl/cmcs628n0
Mając przeczucie jednak, że za chwilę będzie jesienna plucha, zimno i wiatr mimo wszystko wybrano się. Nieco zmarznięci dotarliśmy do Zamku Bierzgłowskiego.
Podjeżdżając cichutko a nieśmiało wypowiedziane życzenie (Oj, żeby tak zamkowa kuchnia była czynna, gdyż ciepłą zupę by się zjadło) stało się ciałem - a dokładnie wspomnianą ZUPĄ.
Z zaproszenia więc skorzystano, bo kuchnia pracowała pełną parą z uwagi na jakieś większe wydarzenie na Zamku Bierzgłowskim się odbywające.
Pokrzepieni mogliśmy zmierzać do CELU czyli Jaru w Leszczu.
Rozrzewnieni ostrzeżeniem zwolniliśmy biegu naszych maszyn, żeby jakiemuś rudemu futrzakowi szkoda się nie stała :-)
Chwilkę postaliśmy dziwując się wielce brązowej a mocno podłużnej tabliczce. Ciekawe który to urzędnik wykazał się takim słowotwórstwem. Może jednak nazwa powinna być JAR LESZCZOWY albo chociaż JAR ZAMKOWO - LESZCZOWY skoro już musiałaby być taka napuszona nazwa?!
- Wsparcie od Profesora Bralczyka pilnie potrzebne!
Po dojechaniu do punktu odpoczynkowego zrobiono piknik. Były kanapki, picie napojów ciepłych i tak dalej.
Niech sobie rosną - obejdziemy się bez nich: - padła myśl. Jakoś nie mieliśmy zapotrzebowania na grzybkami zmienioną świadomość. Zaciekawiło nas stanowisko do grania w szachy, ale z uwagi na brak figur podelektowaliśmy się jedynie solidnym wykonaniem szachownicy.
UWAGA. Zdjęć dokumentujących jesień nie zrobiono, bo właściwego światła (ŚWIATŁA!) było dolegliwie brak.
Nawet nie wiedziałem, że w okolicach Zamku Bierzgłowskiego i Jaru Leszczowego istnieje prastary Gród Pippina. Pewnie jednak z uwagi na trudności terenowe (chaszcze i płoty) oraz małą fotogeniczność miejsca i tak bym tam nie dotarł. Niemniej jednak warto wiedzieć, że takie miejsce istnieje.
- Może kiedyś /jakiś operator drona gdzieś/jakoś pokaże to miejsce z lotu ptaszka?!
Tego dnia przejechano 33 km, po trasie: https://tiny.pl/cmcs628n0
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz