Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pączki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pączki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 kwietnia 2017

Inny świat (1785)

Zaledwie 6 godzin jazdy... .


Nagły przeskok w inną rzeczywistość, przestawienie się na inne obroty, czas na refleksję, rozmowę, pobycie ze sobą. ...a czas tak szybko płynie!
- ON jest z nami w serdecznej pamięci.


Wśród rytuałów nie zabrakło i samowaru. Zwykle nieużywany - kto by tam na co dzień i od małego święta zawracał sobie nim głowę! - tą razą rozpalony został nie bez kłopotów.
...ale dało się!


Godnie podkreślił ważność spotkania.




Sok prosto od domowej brzozy okazał się prawie nie do odróżnienia od wody prosto ze studni. No, może troszkę bardziej słodki.


A noc? No cóż tam jeszcze bywają prawdziwie gwiaździste noce.



piątek, 8 lutego 2013

Ściśle tajne "Pączki Obserwatora" 2/2 (1150)

Uwagi produkcyjne

Twaróg przepuściłem dwa razy przez maszynkę do mięsa. Ten drugi raz to pewnie niepotrzebnie, bo
kręcenie szło mi wyjątkowo opornie - jakbym butapren przez maszynkę przeciskał.

Mąkę wzięto pszenną, co potem okazało się prawdą. Gradacja nieważna.

Zagniatać ciasto ręcznie! Żaden robot nie da rady tej glumzy wyrobić. I przy wyrabianiu cierpliwym
trzeba być a nie prędkim. Jak uznamy, że jest dobrze wyrobione to miesić jeszcze z 10 minut. Proszę
tej ostatniej uwagi nie słuchać! Zbyt długie zagniatanie wywoła tekst: pewnie długo zagniatałeś 
to ciasto skoro pączki takie twardawe... . Wiem co piszę, bo przed chwilą to usłyszałem.

Według Pani w Sklepie (której porady zasięgałem) "głęboki tłuszcz" to dwie kostki smalcu. Okazało
się, że poprawnie to powinien być olej. Ponoć chudszy onże tłuszcz z roślin jest.

Po upieczeniu warto, aby wyroby najpierw obciekały na jednym talerzyku (wyłożyć ręcznikami 
papierowymi!) zanim przełoży się je na drugi, gdzie zostaną tryumfalnie posypane cukrem pudrem.
Robiąc zdjęcia o tym cukrze zapomniałem.

Usłyszawszy fanfary po tak bohaterskim czynie cały dom należy starannie wywietrzyć! Jak długo jednak
byśmy przestrzeni domowych nie napowietrzali i tak będzie jechało smalcem. I żadne czary z paleniem
świec czy kadzidełek nie pomogą!

Uwaga! Za chwilę będzie wiadomo dlaczego kobietom nie wolno mówić nic na temat tej notki. Pod
żadnym pozorem nie wolno przyznać się, że robienie pączków zajęło 5 godzin. Kobiety po takim
oświadczeniu będą się śmiały długo i serdecznie!  

A może właśnie dlatego warto? W końcu - niechaj chociaż komuś to nasze niezdrowe kalorycznie 
działanie śmiechem pójdzie na zdrowie. W końcu na co dzień nie ma zbyt wielu powodów do śmiechu.

Jeśli w ciągu najbliższych paru dni ktoś spróbuje poczęstować mnie pączkiem to go uprzejmie zamorduję.


czwartek, 7 lutego 2013

Ściśle tajne "Pączki Obserwatora" 1/2 (1149)

Dzisiejszą informację proszę traktować jako poufną. Powiedziałbym nawet tajną,  a nawet ściśle tajną. 
Osobami upoważnionymi do zapoznania się z nią są tylko i wyłącznie Mężczyźni różnego stopnia rozwoju
kulinarnego. Natomiast Kobietom - niezależnie od koloru oczu - zabrania się czytania poniższego ściśle
tajnego oraz bardzo konfidencjonalnego tekstu.

Przyczyny powyższego zastrzeżenia zostaną uroczyście ujawnione w odpowiednim miejscu i momencie.

*   *   *
Szanowni Panowie (teraz kiedy jesteśmy sami i nikt nam nie patrzy na ręce!), mimo zaklinania się, 
że już nigdy będziemy jednak PIEKLI PĄCZKI. Wbrew PTK (Powszechnym Twierdzeniom Kobiet), 
że zadanie to jest jakoby tylko dla Nich zastrzeżone. Otóż nic bardziej błędnego! Jak świadczy obrazek
poniżej Zwykły Mężczyzna - wbrew niesprawiedliwym a PTK - jest w stanie samodzielnie dokonać
mężnego tego czynu! I żaden Anek tego nie zmieni! (Patrz dyskusja po wyżej wskazanym hiperłączu!).

Jednakże dzisiejsza historia wypiekania pączków bez Kobiet tak całkiem odbyć się nie może.

W życiu bym nie wpadł na ten doniosły z naukowego punktu widzenia fakt (że Mężczyzna może sam 
zrobić pączki) gdyby nie mieszkająca w sąsiednim mieście latorośl żeńska. Ona miła osoba elektronicznie
poprosiła mnie żebym przesłał jej przepis na pączki, "ten co Mama ma w tym brązowym zeszycie".

Warto przy okazji wiedzieć, że u nas w domu wszystkie przepisy są "w tym brązowym zeszycie"!
Gdybym kiedyś wpadł na głupi pomysł, aby je przepisać do bazy danych gdzie można by je sortować,
dobierać i wybierać po dowolnych elementach to i tak nikt by z tego nie korzystał, ponieważ siła ludzkich
przyzwyczajeń jest ważniejsza od jakiegoś tak zbioru zer i jedynek w jakimś tam komputerze... .

Z tego też powodu wiadomy zeszyt odszukano, przepis przepisano i wysłano. Nie chcąc przydawać temu
faktowi nadmiernej wagi nadmienia się jedynie dla celów kronikarskich, że w poszukiwaniu tego jednego,
jedynego przepisu musiałem się przedrzeć przez wkładki, zakładki i notatki. Sporządzone odręcznie,
wydrukowane jeszcze na mechanicznej maszynie do pisania (Tak tak! I taką się kiedyś posługiwano!)
oraz papierki wydarte żywcem z czasopism. Starannie więc oglądałem, odwracałem i wpatrywałem się
w te wszystkie karteczki duże i małe, które  łączyła jedna wspaniała cecha: zawierały jakiś przepis.

W końcu sposób na wyrabianie pączków znaleziono i wysłano najszybciej jak tylko było to możliwe. 
I wtedy to - właśnie wtedy! - zadumałem się tak: A co ja mam z tego, że działam tak perfekcyjnie?!
Dozgonna wdzięczność córki była oczywista, co potwierdzono słowy: "Dzięki Tato za  błyskawiczne 
przesłanie przepisu, bo dzięki Tobie na pewno zdążę, chociaż goście już na wycieraczce... ".

Aby więc ten tytaniczny trud był bardziej opłacalny postanowiłem, że przy okazji i ja zrobię pączki!
I to się już po kilku bolesnych godzinach pracy w kuchni udało.
- A oto przepis wraz niezbędnymi komentarzami.

PĄCZKI "OBSERWATORA"
0,5 kg twarogu (zemleć albo zmielić)
0,5 kg mąki (ale jakiej?)
0,5 kostki masła
2 jaja
0,5 szklanki cukru
1 łyżeczka sody
szczypta proszku do pieczenia

  • Masło i żółtka utrzeć - dodać ser - mąkę i pianę.
  • Zagnieść ciasto i rozwałkować na grubość 0,5 cm.
  • Wykrawać szklanką kółka a kieliszkiem środkowe dziurki
  • Smażyć na głębokim tłuszczu
 














(Ciąg dalszy nieuchronnie nastąpi)

niedziela, 19 lutego 2012

Coś jak pączki (828)

Jestem człowiekiem odważnym a w Internecie jest wszystko.



Mając to w pamięci postanowiłem, że zrobię Rodzinie niespodziankę.
Wykonam pączki - tak postanowiłem.
W końcu Tłusty Czwartek do czegoś zobowiązuje,

Nie, ja się nie skarżę na to, że zaczyn mi chyłkiem prawie cały wykipiał!
- Za blisko kaloryfera stał czy co?
Na jajka złego słowa też nie rzeknę!
Świeżutkie, sam na targu kupowałem.
Tylko te żółtka są śliskie bardzo przy tym oddzielaniu.... .
Na szczęście od czego łyżka cedzakowa.

Nawet na mąkę ani mru, mru!
Trochę się porozsypywała, ale jak trzy razy taką przesiewać
(aby dobrze napowietrzona była) to coś tam poza obręb się
na podłogę zdarzyć może trochę.

Tylko z tym lepieniem to już mi nie wychodziło. A próbowałem różnie,
żeby na końcu kulka ze szczyptą powideł w środku się zrobiła.
- A uparcie nie chciała.



Po wrzuceniu do wrzątku (2+1 = smalec i olej) całkiem się rozwijała
ta planowana kulka. Bulgot się z niej robił i pryskało jak z lokomotywy!

No to zacząłem robić te niby kulki bez nadzienia. Chytrze pomyślałem,
że jak się mi tak uparcie rozwijają to - pies z nimi tańcował - powidłami dopiero
po upieczeniu się wyrób piekarniczy ładnie ozdobi. No i będzie dobrze!
Tym sposobem wychodziło mi to.



Sprawa jednak nie dawała mi spokoju, bo jakże to tak pączki i bez nadzienia?!
Pomny swych wcześniejszych doświadczeń kulinarnych polepiłem je więc na taki
oto - z innej rzeczywistości znajomy - kształt.



- A co, że on jakby z nieco innej bajki?
No cóż - zawsze sobie ceniłem twórcze podejście do życia!



Drugi raz to się jednak za pączki nie wezmę.

I wcale mi nie chodzi o te sześć godzin stania przy garach.
Tak, teraz dopiero wiem, że to bomba kaloryczna, która o bajpasy przyprawić może!
Mimo, że pewną ilość brandy do ciasta dodałem, aby te pączki zaimpregnować
by tłuszczu jak smoki nie spożywały.
...ale i tak swoje wypiły!



Wieczorkiem pogadałem z wątrobą i ostatecznie przekonała mnie, że się już
nigdy więcej za pączki nie wezmę!
- Zrobię makaron!

P.S. Z całego wydarzenia została mi (prawie) zastygła maź smalcowo-olejowa.
I dręczy mnie pytanie: czy jak wsypię do niej ziaren pszenicy i nakrojonych jabłek
to dokarmianym tą ingrediencją ptaszkom to zaszkodzi bardzo. tylko troszkę
czy całkiem nie?

Podziel się