Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mgła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mgła. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 stycznia 2018

ŁOMATKO! (1934)

No za co?

...ale dlaczego?!


Co zrobiliśmy nie tak?


PS. Za jaką karę?!

*     *     *
Niedawno kupowałem śledzie. Pani Halinka - przemiła, perfekcyjna sprzedawczyni z osiedlowego sklepiku - po zobaczeniu, że włożyła do foliówki więcej niż pół kilo (a było onych matijasów aż 8 deko więcej!) uprzejmie była zapytała się:
- Może być więcej czy mam odgryźć aby było równo?

niedziela, 2 października 2016

Prowansja brodnicka 2/2 (1685)
















I naraz stało się: KTOŚ wyłączył słońce gwałtownie! Spojrzałem
na to drzewo i od razu zobaczyłem pod nim szubienicę i czarne krzyże
we mgle... .
- Pamiętnik znaleziony w Saragossie?!
















Po tym skojarzeniu już poszłooooo! Latający Holender Leśny,
szpikulec na który nie chcę się domyślać kogo nadziewali i od
której strony (nadziewać będą?) czy wreszcie pajęczyna jedna
z drugą z których nie ma (po prostu nie ma!) możliwości łatwo
się wyplątać... .


























No i na koniec odkrycie! Takich łąk jak tam (chyba) nie spotyka
się w naszych stronach. Domyślam się, że przemysłowe, fabryczne
a postindustrialne i monoroślinne te nasze okołotoruńskie nieużytki są.
- A tutaj bogactwo nad wyraz!

















No to będę szukał ich - tych dzikich łąk kwietnych - w naszych
okolicach! Nie chce mi się wierzyć, żeby te wszystkie ostropesty,
dziewanny, osty, firletki, kocanki czy inne podróżniczki wytrute
zostały i wytępione doszczętnie.
































Wracając do domu dobrze jest mieć jeszcze jeden wielki cel przed sobą!

sobota, 1 października 2016

Prowansja brodnicka 1/2 (1684)
















Jeżeli natura ciągnie wilka do lasu, to co zawlokło mnie w kierunku
znanego jeziora?! Zawodnie licząc, że lawendowe szczęście czyhać
tam na mnie będzie stale i zawsze srodze się zawiodłem!
















...ale choć lawendy tym razem nie było wróciłem z porannej wyprawy
uśmiechnięty czegoś i wewnętrznie rozpogodzony.






piątek, 9 września 2016

Były igrzyska świetlne (1671)
















Oczywiście, że były igrzyska! ...ale nie o te w Rio mi chodzi,
o toruńskich idzie rzecz. No poszło się na to Wydarzenie, no poszło!






















Pod Młynami Wiedzy (d. Richtera) oglądana rzecz się działa. Historię
Torunia nam na murze przedstawiono. Kiedy doszło do Kopernika
pewnie nie byłem odosobniony w tym odczuciu, że... .
- Zażenowanie to właściwe słowo.
















Wyglądało na to, że Mały Kazio dostał od kogoś Painta i projektor.
No i skoro się namęczył to sporej grupie tego wyroba wizualnego
pokazywano.
- Skoro za darmo oglądano*, no to naród oglądał!
















Powtarzam moją ulubioną frazę: Pan Artysta (jeżeli coś umie) może
nie takie fikołki robić! On żyje  z tego, że odstaje od reszty zwykłych
ludzi. Można i trzeba mu płacić jeśli jest zawodowcem. Ten nie był.
- Co zrobić z tymi co zapłacili amatorowi? Co im powiedzieć?!

















Druga część pokazu na Młynach Richtera też była oparta na zasadzie:
pobłyskać, pobłyskać i przestać.





My widze staliśmy na placyku nie wierząc własnym oczom.
- To tak można?!

Ten pokaz pokazał, że TAK..





















Proponuję, aby starzy górale zaczęli już zbierać chrust. Za rok w tym
samym miejscu rozpali się ognisko. Przebierze się ich za starych Indian
a oni niech wokół odtańczą krzesanego pod odpowiednio wydumanym
tytułem.
















Taniej wyjdzie, zapłaci się swoim, a ludzie i tak to kupią!
- Martwię się tylko, czy aby na pewno.






















Jakby co - to do myślenia koncepcyjnego - można obfitymi grantami
speców z UMK napędzić. W tym roku świetną (i świetlną!) promocję
dla Uczelni zrobili. Byłem oczarowany Panią Profesor.
- I za to wszystko - każdemu według zasług - siarczyście dziękuję!

















* Uprzejmie donoszę, że SkyWay kosztował 2,5 mln zł. Nie wiem ile dał Główny
   Sponsor, który przewłaszczył sobie nazwę SkyWay..

poniedziałek, 27 października 2014

Leśna baśń (1432)

Dzieciak patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
Była w nich ufność i oczekiwanie na bajkę.

Nie, nie! Dzisiaj nie będzie bajki! A przynajmniej tej
opowiadanej. Chodźmy do lasu tam dopiero
zobaczysz prawdziwe cuda. I być może dopiero
wtedy uwierzysz tak naprawdę, że są krasnoludki,
że żył był Leśny Rozbójnik a legenda o Latającym
Holendrze jest prawdziwa.

- Latający Holender w lesie?!
A tak, tak! Proszę przyjrzeć się tym obrazkom.


































































































































































Podziel się