Poranny przegląd prasy przyniósł hiobową wieść:
WSZYSTKIE projekty opracowane przez Toruńską Agendę Kulturalną
odpadły ze starań o dofinansowanie z Ministerstwa".
"Największym przegranym jest Toruńska Agenda Kulturalna, która złożyła
wnioski niemal
we wszystkich resortowych konkursach. Eksperci niezwykle
nisko ocenili jej propozycje.
Sztandarową imprezą instytucji kierowanej
przez Krystiana Kubjaczyka jest festiwal światła Bella
Skyway, który w
sierpniu przyciąga na toruńską Starówkę dziesiątki tysięcy widzów. Nawet
to
przedsięwzięcie w ocenie ekspertów nie zasłużyło na dotację - co
więcej, inicjatywa zdobyła
zaledwie 31,80 pkt na 100 możliwych"
piątek, 8 marca 2013
W cholerycznym nastroju (1161)
Autor:
Obserwator Toruński
o
05:36
0
komentarze
Etykiety: Gazeta Wyborcza, TAK, Toruńska Agenda Kulturalna, wiosna
sobota, 9 czerwca 2012
Koniec świata 2/2 (924)
Nasze odwołanie końca świata było naprawdę piękne!
- Niemniej jednak byłoby jeszcze piękniejsze gdyby:
- rozpoczęło się godzinę wcześniej,
- widzów na imprezie było więcej,
- zadbano by przed o promocję wydarzenia po.

O ile dzień dobry wybrano (tranzyt Wenus przed Słońcem i następny dzień wolny) o tyle pora
nieszczególna z uwagi na czarną nockę była. Zrobienie zdjęcia w takich warunkach to zajęcie
hardcorowe tak dla amatorów jak i dla zawodowców. Potężne kontrasty świetlne połączone
z ruchem powodowały, że (nawet dysponując statywem) na zdjęciach zostawały kolorowe mazy
i dramatyczne przepalenia... .

Ignorantem w promocji jest ten co nie potrafi docenić siły nawet amatorskich fotek, które by
mogły zalać krajowe i nie tylko portale z newsami. Przesyłane do rodziny piękne zdjęcia mogłyby
dramatycznie zwiększyć i rozszerzyć w czasie oddziaływanie imprezy.

I nic to by to Miasto nie kosztowało!
I nic to by to Miasto nie kosztowało!
I nic to by to Miasto nie kosztowało!
Wystarczyło tylko, aby impreza rozpoczęła się godzinę wcześniej. Wydarzenie to nic by nie
straciło ze swojego uroku, podczas gdy tabuny fotoamatorów miałyby realną szansę na
uwiecznienie tego niezwykłego wydarzenia.
A tak w ogóle: dlaczego było tak mało widzów?
Jak na klasę wydarzenia ta impreza licznością była mniejsza od tych organizowanych na
Dzień Rodziny w takiej na przykład Płużnicy... . Proszę się skontaktować z tamtejszymi
organizatorami imprez i dowiedzieć się jak oni to robią, że u nich jest zawsze tak dużo ludzi.
- Jestem przekonany, że się podzielą swoimi doświadczeniami.

Przyglądając się i tej imprezie z niepokojem myślę o zbliżającym się Festiwalu Światła -
SkyWay 2012r.
Zgłaszając pro publico bono całą harmonię uwag nie tracę jednak wrażenia ogólnego. To było
ważne wydarzenie i ci co nie byli niech spijają z ust naszych wrażenia, skoro już innym sposobem
nie możemy im tego ruchu, dźwięku, świateł i zaoferowanych barw przekazać... . Póki co więc
sam pławię się w pysznych wspomnieniach z występu francuskiej trupy "France
Express" podczas "Odwołania końca świata" w Toruniu.

...a dlaczemu Francuzi nazwali spektakl "Przeklęte dzwony?" ("Maudits Sonnants")
Na ten temat niech wypowiedzą się Fachowcy: osobiście jestem tylko od obrazków.
- I gadania.

* * *
Umarł Ray Bradbury.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ray_Bradbury
http://www.raybradbury.com/
http://topics.nytimes.com/topics/reference/timestopics/people/b/ray_bradbury/index.html
Autor:
Obserwator Toruński
o
05:08
0
komentarze
Etykiety: koniec świata, TAK, Toruńska Agenda Kulturalna, Tuba Dei
piątek, 8 czerwca 2012
Koniec świata 1/2 (923)
Mieszkańcy Torunia dwa razy uratowali świat.
- Drugi raz nie wszystko się udało.
Kiedy miał nadejść rok 1500 rozpowszechniano - mocno uzasadniając - obawy, że wraz z tą datą
świat się skończy. Postanowiono więc zbudować wielki dzwon, aby ten błagalnie grzmiąc dotarł do
Boga przekonując Go, że jeszcze nie teraz - jeszcze nie tym razem... .
Ten 2 metrowej wysokości olbrzym, wykonany został z miedzi, srebra i złota: waży 7,5 tony.
A serce jego potężne jest: ma 200kg! Nazywa się też odpowiednio dostojnie (Tuba Dei - Głos Boga)
i jest najstarszym gotyckim dzwonem w Polsce. Mimo swych wielkości jest tak czuły, że
nawet trącając go palcem wydaje piękny melodyjny dźwięk... .
Dzwoni do dziś, tylko w najważniejszych dla kościoła, miasta i kraju momentach. Na Boże
Narodzenie, na Wielkanoc, gdy król czy jakiś prezydent do miasta przyjeżdża. Pamiętam,
że kiedy komuna się obaliła szedłem gdzieś gdy nagle Tuba Dei zagrzmiał! Nieznajomi ludzie -
nawet w odległych zakątkach miasta - mówili wtedy do siebie: Słyszy pan? To ON dzwoni!
Pomógł ten dzwon miastu i światu swoim dzwonieniem odwracając w feralnym roku 1500
zbliżający się kataklizm.
Rok 2012 od dawna ogłaszano rokiem końca świata. Odwołując się do świetnej tradycji urządzono
więc dla ludu podniebne granie na wielu dzwonach z teatrem i tańcem połączone. A wszystko
odbyło się na toruńskich błoniach obecnie intensywnie przebudowywanych, co mrok nocy
(impreza zaczęła się o 22-giej) litościwie zasłonił.
Na początek na kurtynie wodnej film pokazywano. Młodzi ludzi mówili o tym co by zrobili gdyby
faktycznie na jutro miał tenże świata koniec się nam przytrafić. I tak z młodzieńczą żarliwością
(to było może naiwne, ale prawdziwe!) przypominano nam o tym, że życie, że miłość, że Rodzina
są najważniejsze.
- Pomysł świetny - wykonanie takie sobie.
Kurtyna wodna jako ekran? Ten pomysł był zadziwiający, gdy go w Toruniu wykorzystano po raz
pierwszy. Teraz to tylko dziwactwo, które ma dodatkowo uzasadnić wysoki koszt przedstawienia.
Najgorszą rzeczą jednak było w tym filmie gadanie. Pierwsze trzy - pięć - siedem - dziesięć
wypowiedzi było szczerych i prawdziwych. Potem już tylko powielano, gadano i paplano. To
naprawdę było nieznośne! Wiara urzędników w magię słowa to jest jakaś choroba toruńska.
- Oni potrafią tym słowotokiem każdą imprezę zgnić i zmurszować!
Świetny koncept na wprowadzenie do zasadniczego seansu, ale zagadany został.. . Widziałem
ludzi którzy z uwagi na późną porę po prostu odchodzili, bo z zamazanych obrazów na kurtynie
wodnej słychać było tylko niekończące się ględzenie... . Nie pierwszy raz ta choroba toruńska
nam się zapleniła.
Chorobliwą jest ta przesadna wiara w słowo gdy na plenerach ruch się liczy, światło jest ważne,
stroje działają... . Literaturę to se można na monitorze uprawiać, a nie w plenerze!

Potem już na szczęście było lepiej, świetniej i fantastyczniej. Naprawdę! Zaserwowano nam
wysokiej wartości przedstawienie o europejskiej klasie, szmycie i polocie.Na ten polot zwracam
uwagę, bo całość odbywała się (również głównie) na wielkim podnoszonym przez dźwig (jakby)
żyrandolu. Artyści tam rozmieszczeni akrobatowali grając na dzwonach, dzwonkach
i dzwoneczkach... . A całość była jak olbrzymia pozytywka, dziwna po francusku - reflektorami
gdzieś tam na wysokościach podświetlana... . Patetyczna bardzo.
- Ognie i dymy były też.
Mając w oczach, uszach i sercu to zapierające dech w piersiach przedstawienie nie sposób dodać
uwagi zasadniczej w sprawie promocji. Jak na spory koszt przedsięwzięcia nie wykorzystano
potężnej siły promocyjnej jaką mogłoby przynieść dla miasta to artystyczne wydarzenie.
Brak choćby newsa w ogólnopolskich mediach (np. "Teleexpress") należy uznać za prawdziwe
amatorstwo. Zajawki tu i ówdzie były, ale publiczne sprawozdania, reportaże ogólnopolskie?
- Ktoś je widział?
Drugim istotnym błędem była jej "niefotografowalność".
To oprócz gadania-gadania-gadania drugi objaw choroby toruńskiej.
- Teoria i praktyka "niefotografowalności" została omówiona tutaj.
Znajdzie się kiedyś człek odważny, aby z tych oczywistości skorzystać?
Autor:
Obserwator Toruński
o
10:56
1 komentarze
Etykiety: koniec świata, TAK, Toruńska Agenda Kulturalna, Tuba Dei
Podziel się



