Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Etnograficzne, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Etnograficzne, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 sierpnia 2017

W poszukiwaniu Kosznajdrów 1/2 (1894)

- A w Silnie byłeś?!
Od takich właśnie pytań zaczynały się wielokrotnie moje wędrówki po regionie Borów Tucholskich.

- A co tam ciekawego?
- Tam jest pewna stara chata, będąca pozostałością po Kosznajdrach.

- Po kim?!
Po Kosznajdrach! Poczytaj sobie na tablicach to będziesz wiedział. W skrócie: to byli Niemcy-katolicy sprowadzeni przez Krzyżaków z regionu Osnabrück jeszcze w średniowieczu.

W tamtym czasie tereny w trójkącie: Chojnice, Tuchola i Sępólno Krajeńskie były słabo zamieszkałe i na roli nie było komu pracować. W tej nieobecności miejscowej ludności pruskiej Krzyżacy mieli zresztą swój okrutny udział... .

Osadzeni tu Kosznajdrzy przetrwali różne zawieruchy wojenne, aż do zaczadzenia się faszyzmem włącznie. Po upadku III Rzeszy ci co ocaleli wyjechali do Niemiec.

No i teraz jest kłopot, bo z jednej strony to byli sąsiedzi, niekiedy - mimo rywalizacji narodowościowej - bardzo DOBRZY SĄSIEDZI. Zamożni, doskonale zorganizowani, dający przykład jak zachować swoją tożsamość w obliczu zmian dziejowych.

...a z drugiej strony to - mniej lub bardziej gorliwi - wyznawcy Adolfa aż do aktywnego udziału w zbrodniczym Selbschutzu włącznie.

Przypominam: Selbschutz to były paramilitarne bojówki tworzone na bazie niemieckich organizacji mniejszościowych wrogie polskiej państwowości w czasach II Rzeczpospolitej. Na początku II wojny wsławili się szczególnie także wskazując swoich sąsiadów (...).

W ten sposób niektórzy Kosznajdrzy sami roztrwonili niemały kapitał życzliwości nagromadzony w poprzednich wiekach.

Zaintrygowany tematem zbadać chciałem osobiście jak się sprawy mają na miejscu. Chatę i teren wokół niej znaleziono dobrze utrzymanymi.


Niestety była zamknięta. Osoba kluczowa okazała się być na urlopie a pozostali z powodu braku prądu w zarządzającym nią Wiejskim Domu Kultury oddelegowani zostali do usuwania skutków nawałnicy.

Upewniony wielkim napisem na Wiejskim Domu Kultury w Silnie, że jestem we właściwym miejscu (KOSZNAJDERIA - FENOMEN TOŻSAMOŚCI) zadzwoniłem do Kogo Trzeba i dowiedziałem się, że:

- oprócz tego co widać na zewnątrz na temat Kosznajdrów nic więcej nie mamy
- posiadane zbiory etnograficzne związane z Kosznajdrami - już jakiś czas temu - zostały przekazane do Muzeum w Chojnicach.



Decyzja była prosta: jedziemy do Chojnic!

piątek, 18 października 2013

"Pieśń o Toruniu" czyli skończone harce (1347)






















Nie znałem Go prawie wcale.
Mieszkał w dalekim - wtedy dla mnie prawie mitycznym - Toruniu. Miał senatorską siwiznę i budził
tak mimowolny szacunek, że będąc już w tym czasie młodzieńcem kilkunastoletnim na wezwanie:
- Przywitaj się proszę z Wujkiem! - pocałowałem go w rękę... . Do dzisiaj jeszcze czuję jak pieką mnie
policzki, gdy licznie zgromadzona podczas uroczystości rodzinnej familia wybuchnęła śmiechem na taki
lapsus.

Na dobrą sprawę i dzisiaj nie wiem nic specjalnie wielkiego na Jego temat. Klemens Carnot-Krajewski
był etnografem. Swoją pracę doktorską pisał pod kierunkiem legendarnej prof. Marii Znamierowskiej-
Prüfferowej - tej samej która założyła nasze Muzeum Etnograficzne. Poza tym wiem, że uczył także na
Uniwersytecie Mikołaja Kopernika (bodajże) architektury oraz to, że świetnie rysował. Tak jak cała
rodzina Krajewskich był muzykalny, grał na skrzypcach i komponował. Jego naukowy dorobek
gdzieś przepadł rozproszony albo, zestarzał się budząc jedynie zainteresowanie historyków.

On sam ciężko przeszedł czasy wojenne, nie podpisał III grupy narodowościowej za co trafił do obozu
pracy Schichau Verft / Danzig. Z tego też okresu pochodzi "Pieśń o Toruniu", jeden z niewielu dowodów
na to, że ktoś taki jak Klemens Carnot - Krajewski w ogóle istniał.

Do dzisiaj budzi moje przyjemne zdziwienie fakt, że gdy zapytałem znajomego nauczyciela muzyki,
czy zna "Pieśń o Toruniu" usłyszałem odpowiedź:

- Czy chodzi ci o ten  utwór (wyjął go ze stosu nut leżących na fortepianie) którego uczę młodzież
w klasach VI - VIII?



* * *

Jak mówi Pan Tarey: "Wszystko płynie!", a ja za nim dodaję precyzując:  
wszystko się zmienia szczególnie w realu do którego teraz przechodzę bardziej.

Od dzisiaj "Obserwator Toruński" zaprzestał swojej działalności.
Dziękuję Wszystkim, którzy tu bywali!
- Do zobaczenia w prawdziwym życiu.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Tango etnograficzne (940)

(...)

Po licznych próbach i ćwiczeniach wybrano się do Muzeum Etnograficznego.
- Tango to przecież taniec ludowy.



Trochę przygotowań i...



....ostatni instruktaż.



"Tango to jedyny w swoim rodzaju taniec, nieporównywany z jakimkolwiek
na świecie, pociągający i budzący wiele namiętności."



Tango alternatywne, salon, fantasia. milonguera czy nuevo to tylko niektóre
sposoby uprawiania tej dziedziny tańca.



Warto wiedzieć, że w tangu - w jego naturalnej postaci - nie ma z góry
ustalonej choreografii, brak jest kroku podstawowego. Jego znajomość zaś
przyrównuje się do znajomości języka obcego. Kto opanuje sztukę tańczenia
tango będzie potrafił zatańczyć z każdym partnerem / partnerką na świecie.




"Olbrzymią rolę w kształtowaniu się tanga odegrali imigranci z Europy.
Przypisywana
im jest rola wręcz twórców tanga rozwijającego się na bazie
kultury argentyńskiej.
W istocie, w melodii tanga zauważamy charakterystyczne
dźwięki hiszpańskiej
habanery, walca, słyszalne są w nim polki i mazurki."

piątek, 27 marca 2015

Przez mękę do Włęcza 1/2 (1535)

Kilka razy do roku zadaję sobie niewinne pytanie
zawczasu udzielając także sobie pozytywnej odpowiedzi.
A pytanie to brzmi: Czyż człowiek w kwiecie wieku
który poczuł moc nadzwyczajną nie ma prawa jej 
wykorzystać w słusznej sprawie?!






















Tym razem pretekstem stało się sprzyjające oczko
pogodowe oraz nowooddana w naszym miasteczku ścieżka
rowerowa. Dokładniej to ona została zbudowana poza
miastem na trasie Toruń - Osiek ponoć już w zeszłym roku.

Fakt byłby niegodny uwagi zagranicznych i miejscowych
Obserwatorów gdyby nie to co słonko widziało i poza
ścieżką. Trasa przedłużona o 7 km zaprowadziła mnie
do owianej mitami miejscowości Włęcz.

Ta nieistniejąca już dzisiaj wieś, wsławiona jest posiadaniem
legendarnej już chaty, w której a to "Dziady" odprawiane są,
a to "Herodalia" czy też uroczyste "Marzanny topienie"... .

Opis dojazdu do Włęcza brzmi.

Od Złotorii przyzwoita ścieżka asfaltowa powoli zmienia się
w "jakąś". Oznacza to miejscami gładką, choć mocno pylącą
powierzchnię od czasu jesiennego wybudowania znacznie już
zniszczoną. Widać wyraźnie ślady nieprawidłowego jej używania.
A to odciski traktorowych kół, a to ślady końskich kopyt
aż nadto odczuwalne na kierownicy mego jednośladu są... .
- Pozdrawia się okoliczne stadniny koni.

Ponoć nowatorski rodzaj nawierzchni został wymyślony przez
lokalne nadleśnictwo jako cóś co ekologiczniejsze jest od asfaltu... .
No i tym sposobem szykuje się never ending story z utrzymaniem
przy życiu tego cudu techniki drogowej.

Mimo zastrzeżeń natury (póki co estetycznej) trasa Toruń - Osiek
mimo jej pozimowego zapiaszczenia lada jak przejezdna jest,
chociaż zdumienie może budzić sposób jej oznakowania.
- Znakom zakazu proszę przyjrzeć się.

Równolegle do szosy idąca ścieżka również i dlatego nie może się
nawet równać do przepięknej trasy unisławskiej. Tamta idąc dawnym
śladem kolejowym po zniwelowanym terenie wśród pól z dala od
aut wszelkich wśród ptaków ona świergotu bieży.... .

Wracając do obecnej - już bez wybrzydzania - docenimy nawet jej
niedoskonałość na pozostałych do Włęcza 7 kilometrach. Połowę
z tej odległości zajmuje droga czołgowa. Wyłożona płytami po
których tylko (dawno nie widzianymi tu) czołgami wygodnie
jeździć jest.

Pozostałe 3 km to droga gruntowa, która dzieli się na trzy kategorie:
piaszczysta, bardzo piaszczysta i niemożliwie piaszczysta. Miejscami
szkoda tracić sił i lepiej jest na piechotę brnąć po kolana w piasku.

Trudy dojazdu osładza nam widok wspomnianej na początku chaty
włęczowskiej czyli kantorówki. Onaż na wzgórku siłami zapaleńców
przy życiu utrzymywana jest. Ktoś dał płachtę na dach, kilku zaparło
się i ogrodziło, a jeszcze inni robią dobrą robotę parę razy do roku
ożywiając ją ludowymi wydarzeniami.

Szkoda, że nasze Muzeum Etnograficzne z takim zapałem budujące
zespół staro / nowych obiektów olenderskich nic do niej nie ma... .
- Na polityce się nie znam, ale jakaś luka tu mi się widzi.

Acha i jeszcze zespół do MET należących a pięknie na rozstajach
usytuowanych chat w Złotorii mi się przypomina. Ponoć raz do roku
ożywiane one są, na codzień będąc zamkniętymi na głucho przed turystami.
I miejscowymi też. Martwy ten zespół chat zda mi się.
- Pewnie z nimi się-nic-więcej-nie-da- się tak jak to we Włęczu.

Patrząc na to niewykorzystane dobro widzę siebie samego w biało
płóciennym odzieniu jak tam pomieszkuję w złotoryjskich chatach,
a w łapciach i krajką przepasany, wyplataniem koszy się zajmujący.
Na dodatek mógłbym oporządzając krowy i owce (jak to się robi?!)
grać na fujarce i z lipy cuda kozikiem wyrzynać, lub z gliny
 - świętym nie będąc - garnki lepić... .

Oderwawszy się nieco od ziemi obiecuję:
a) więcej zimnego mleka prosto z lodówki nie pić (a dobre ono
    takie lodowate jest!)
b) kaszel wyleczyć cierpliwością, gorącym mlekiem z miodem
    oraz polopiryną.


*     *     *

Summa summarum: trasę osiecką polecam, z zastrzeżeniem, że
przedłużenie jej do Włęcza jest dla mocno zdeterminowanych lub
nieroztropnych. Do tej ostatniej kategorii zaliczamy i tych pierwszych,
bo kto przy zdrowych zmysłach by przez takie piachy brnął, żeby jakąś
tam starą chatę zobaczyć!?

PS. Czy aby na pewno wszyscy już posiali rzeżuchę?








































środa, 14 stycznia 2015

Czwarty król 2/2 (1483)

A dlaczegóż to tak wielkim oburzeniem pałam na to
urzędnicze wydarzenie? Ciśnienie podnosi mi fakt, że
od podstaw tworzy się jakieś pseudo tradycyjne
widowiska mając do dyspozycji piękne tradycyjne wzory
do naśladowania i twórczego rozwijania.

W takim kształcie to sobie największe miasto w regionie
czy Chełmża może imprezy organizować a nie dumne miasto
Toruń osobiste Muzeum Etnograficzne posiadające.
- Na zakończenie jeremiady pytam się uprzejmie: kto ma 
stosowne wzory regionowi dawać jak nie miasto Toruń?!

A w "Etnomuzeum" specjaliści od tradycji siedzą i - na szczęscie -
robią swoje wiedząc, że to się na coś zda!
- Im by oddać imprezę w arendę.

Myślę, że to grono jest w stanie wymyślić coś co będzie
twórczym połączeniem pięknych polskich tradycji bożonaro-
dzeniowych adoptowanych do współczesności.

Niechby więc nawet i te europejskie akcenta były! Toć się przed
nimi całkowicie nie bronię, tyle że proporcje - mocium panie -
proporcje zachowanymi winne być! Jako człowiek wierzący
jestem głęboko przekonany, że środowisko etnomuzealników
potrafi zrobić imprezę po której piękny hyr po Polsce pójdzie!

I wtedy nawet "Rzepa" obrażona na Toruń o naszym mieście
napisze! To jest sprawa z zeszłego roku gdy ogólnopolskie media
za "Rzplitą" wkopały się polegając na dostarczonych informacjach
z których niejasno wynikło że "żywe zwierzaki u nas w orszaku 
będą szły". A faktycznie to plastikowe one jak zawsze były.

*    *    *
A co z tytułowym czwartym królem? Otóż jednogłośnie
przyznaję ten tytuł twórcy wczorajszo-dzisiejszej fotogalerii.
sigisfoto to ten który się był poświęcił i uwiecznił Wydarzenie to.
- A reszta niech będzie obrazami do oglądania.
W skupieniu.


Uwaga! Jedno ze zdjęć szczególnie wysoko sobie cenię.
Proszę nie informować mnie o które z nich chodzi.
- Przecież to widać!












Podziel się