piątek, 15 lutego 2019

Cud w synagodze czyli Żydzi w Toruniu (2043)

"Strażnicy" - Książkę napisaną przez Wojciecha Giedrysa - znanego toruńskiego dziennikarza - odebrałem jak uderzenie młotkiem w głowę. Kowalskim.
- No, znaczy się chciałem powiedzieć, że robi mocne wrażenie.

Zaczyna się bezceremonialnie od ostrego seksu po to by w chwilę potem powalić odrażającą sceną kryminalną. W końcu ma to być kryminał chociaż nim ostatecznie nie jest. Seks (tak hetero jak i homo) odgrywa tu rolę tasera boleśnie pobudzającego czytelnika, aby nie zasnął (także) podczas nazbyt długich cytatów z wątku żydowskiego.

...albowiem osią główną wokół której krąży Autor jest majątek pożydowski w Toruniu. Szczególnie ten pozyskany i utrzymywany mniej lub bardziej szemranymi metodami.

Dla mnie - podczas czytania - najważniejszą jednak była skrupulatnie odtwarzana atmosfera poszczególnych etapów rozwijania się akcji w precyzyjnie nazwanych realiach. Bystrzy obserwatorzy życia codziennego Miasta mają sporą uciechę czytając tą książkę. Złoszcząc się i ciesząc na przemian z odmalowywanych portretów notabli, prawdopodobnych sytuacji i po dziennikarsku wiernie odtwarzanych zdarzeń.
- Warsztatu i umiejętności kolekcjonowania faktów Autorowi się gratuluje.

Czy polecam ta książkę? To zależy. Jeśli ktoś ma wrażliwość mamuta i jest odporny na łopatologicznie wykładane tezy to proszę bardzo! Zwykłym ludziom raczej odradzam. Można sobie mocno skaleczyć mózg nurzając się w hiperrealistycznie odmalowanych scenach przemocy czy przygnębiającej atmosferze miasteczka naszego. Jednakże o drastyczność do autora nadrealisty mieć pretensji nie można. Wprost przeciwnie gratuluje się Mu talentu i wiedzy o tym jak krzywdzić.

Czy ta książka jest ważna? Tak, to na pewno jest ważna książka. Wydaje się, że dosyć zręcznie zapełniła kłopotliwą pustkę związaną z Żydami w Toruniu. No niby Zwi Kalishera wszyscy znamy, wiemy gdzie była Wielka Synagoga, gdzie jest cmentarz na Antczaka, ale... . Na tym nasza wiedza się kończy! ...a tu spychaczem przywala się nas faktami (?) które niewygodne a bolesne są. Przypomina się sprawy o których niektórzy woleliby zapomnieć.

A tu mamy poprzez liczne cytaty wrażenie, że to (prawie) praca naukowa. Jednakże tezy (z iście propagandowym zacięciem) hufnalami wbijane do głowy, powinny zostać postawione, udowodnione lub obalone przez naukowców z prawdziwego zdarzenia. Takich którzy nieobciążeni politycznymi zobowiązaniami są.
- A są jeszcze tacy?

To jest książka która boli, a która przypomina, że temat "Żydzi w Toruniu" wymaga rzetelnego opracowania. TAK, wstępem do pokazania skali trudności tematu są "Strażnicy". I w tym należy upatrywać jej kolejną wartość.

Nie wiem (po prostu nie wiem) jak ta przygnębiająca lektura z gatunku political fiction ma się do obiektywnej rzeczywistości, zakładając, że taka akurat w tym temacie może w ogóle zaistnieć... .

Snując własne, oderwane od obiektywizmu dywagacje myślę, że ta książka naprawdę zasługuje na rzetelne recenzje napisane przez OK (Osoby Kompetentne). A tu cisza! Chętnie zapoznam się z innymi, profesjonalnie napisanymi punktami widzenia. "
- Strażnicy"
 Wojciecha Giedrysa zasługują na to.

I jeszcze jeden kamień wrzucam do ogródka: korekta. Nie godzi się, aby w jednej książce znalazło się tyle literówek... . Wszyscy wiemy o czym one świadczą: jeśli w sprawach technicznych nie ma należytej uwagi to co sądzić o treściach merytorycznych? Może i tam poszło się na skróty...?!

PS. Ten kto należy do "Książnicy Kopernikańskiej" to ma dobrze! Co miesiąc odnawiany dostęp do "Legimi" daje możliwość bezpłatnego czytania e-książek! Tak było i w tym przypadku.

A co to za ilustracje do myśli na temat książki z toruńskim wątkiem żydowskim? Otóż... w Toruniu nie ma  m a t e r i a l n i e  tematu stricte żydowskiego! A to co pokazuję to jest synagoga w Nowym Korczynie.

Zachowana jako trwała ruina być może niedługo stanie się realnie istniejącym centrum kultury żydowskiej, tak bogatym w treści i aktywność jak to w Chmielniku.
- Przedwojenne 80% żydowskich mieszkańców miasta zobowiązuje.

Nowy Korczyn ma na to szansę. W tym roku został  m i a s t e m  a politycy zaklinają się, że już niedługo powstanie tam most przez Wisłę. Może wśród  bumu gospodarczego wywołanego tymi dwoma zdarzeniami i cud z synagogą tam się zdarzy?!


środa, 13 lutego 2019

ZALIPIE - Małe jest... PIĘKNE! 2/2 (2042)

Snując się po zakamarkach Zalipia próbowaliśmy nieudolnie odnaleźć zagrodę Tej Od Której Malowanie Się Zaczęło czyli Felicji Curyłowej.

Ostatecznie do Jej zagrody (Oddział Muzeum Okręgowego w Tarnowie) nie udało nam się dotrzeć.


Niemniej jednak po drodze do drugiego punktu zwrotnego w Zalipiu było i tak co oglądać a dokumentować dla potomności.



Koniec końców - wcześniej wyposażeni w wiedzę, że kościół zalipański zamykany jest o zmroku -  w dosłownie ostatniej chwili zdążyliśmy doń.

I to dzięki uprzejmości Pana Kościelnego (DZIĘKUJEMY!) - gdy przyszliśmy to właśnie zaczynał procedurę zamykania świątyni! - możemy zaprosić P.T. Obserwatorów Obserwatora do oglądania tego co słonko widziało i sfotografowało w zalipiańskim kościele.
- Zapraszamy!
















wtorek, 12 lutego 2019

ZALIPIE - Małe jest... PIĘKNE! 1/2 (2041)

Podczas pobytu u wód (siarczkowych, jodkowo-bromkowych) podjęto owe słynne już teraz na cały świat :-) postanowienie o bliższym przyglądaniu się małym ojczyznom.

Z braku odpowiednich okoliczności jeszcze nie były to podróże rowerowe, niemniej jednak z ukierunkowaniem na małe a piękne.

Tak nastawieni - na przedwieczerzu - zajechano do Zalipia. Żeby nie wsiadać od razu na największego konia zaczęto przyglądać się wioseczce od codziennej, przydrożnej a tak bardzo kolorowej strony.

Jak widać od samego początku dzisiejszej relacji  nie ograniczano się do odświętnej  codzienności pokazując miejsce "jakie ono jest naprawdę".

To podejście spowodowane jest także i tym, że mój zagraniczny kolega uskarżał się na nazbyt piękny mój świat jakim go pokazuję.  ...bo ta twoja Polska jest taka ładna, że aż nierzeczywista! Boję się do was przyjechać, aby się nie rozczarować napotkaną Cepeliadą i patiomkinowszczyzną... .

Wśród napotkanych dziwów z przyjemnością odnotowano obecność swojskich opon-artów, o istnieniu których - dokumentując to nadsyłanymi zdjęciami z innych miejsc - można nas informować.

I rozjeżdżano się po wioseczce dokumentując lokalny zapał malarski uzewnętrzniony na wszystkim co się dało.



Rozpadający się (a niezamieszkały chyba dom) przypomniał nam uzyskaną za chwilę informacją, że tradycja malowania obejść ma w Zalipiu już 100 lat!

W końcu dotarto do centralnego punktu Zalipia.



DOM MALAREK okazał się nad wyraz okazały!










No i zaczęło się zwiedzanie zaczynając od wystawy w holu obiektu.

I zobaczono naocznie co to jest styl zalipiański w pełnym rozkwicie!

c.d.n.





















Podziel się