sobota, 11 maja 2019

Cztery dni z życia "Skołowanych" (2065)

KTO: Program ABSOLWENT UMK
- Akademicki Klub Rowerowy SKOŁOWANI


CO: Wyprawa rowerowa 15 wspaniałych przez Bory Tucholskie i Kociewie do Torunia.
- Kierownik wycieczki: Lidia Gdaniec.

GDZIE:

Dzień Pierwszy: WIELE (Kalwaria wielewska) - BRUSY-JAGLIE (Chata Kaszubska, Muzeum Józefa Chełmowskiego) - SWORNEGACIE (restauracja "Jeziorna") - FUNKA (Ośrodek "Mikomania")

Dzień drugi: KLOSNOWO (Wyłuszczarnia nasion) - Lasy po katastrofie - Piachy po pachy - FOJUTOWO (akwedukt, wieża widokowa) CEKCYN (Ośrodek turystyczny "Jarzębina")

Dzień trzeci: CEKCYN ("Antrejka" - Galeria Produktów Lokalnych) - WIERZCHLAS (Rezerwat Cisów 1, 2) - RYKOWISKO (restauracja i zderzenie aut) - POLEDNO (festyn w Pałacu) - GRUCZNO - (Stary młyn) -  CHEŁMNO (hotel "Hotelik", nocny spacer po mieście)

Dzień czwarty: CHEŁMNO (Rynek, Klasztor, ul. Dominikańska 40, kościół farny,) - STAROGRÓD - TORUŃ

KIEDY: 01.- 04..maja 2019r.

JAK: Wszystko zostało opisane TUTAJ. Od siebie mogę dodać, że mimo obaw - chociaż pogoda nie rozpieszczała - była to po prostu udana wyprawa.

Osobiście cenię sobie bardzo możliwość bliższego poznania ekipy "Skołowanych"  w innych warunkach niż tylko podczas jednodniowych wycieczek.

Za wspaniały bonus uznaję możliwość doszkolenia się w zakresie rowerowych przejazdów wielodniowych.

We wdzięcznej pamięci zachowuję pyszne spostrzeżenie, które pojawiło się po przyjedzie na miejsce zbiórki pod Halą Bema na widok pewnego gościa z czterema sakwami i piątej na kierownicy.

"A ty jak widzę szafę gdańską wraz ze srebrami rodowymi i całą zawartością zabrałeś... ."
- Faktycznie, na następną taką wyprawę zapakuję się nieco bardziej fast & light :-)


Za drugi wspaniały bonus uznaję możliwość poznania Grudziądzan (Iwono i Piotrze pozdrawiamy Was!), którzy chętnie dzielili się swoją wiedzą podróżniczą pozyskaną na europejskich trasach.
- Dziękujemy!































czwartek, 9 maja 2019

Taniec żurawia (2064)


Zobaczyłem go i aż zagwizdałem z wrażenia.
- A on na to... .

Tańczył i tańczył!

Tak było.

środa, 17 kwietnia 2019

PEŁNA KOMUNA : Przelicznik tarczowy prosty (2063)

Będąc młodym człowiekiem pracowałem w pewnym biurze. Firma nasza - monopolista na rynku napraw samochodów - od zawsze świadczyła usługi według sztywnych cenników. Przez długie czasy obliczanie należności za naprawę - także i przez mnie - było więc proste i nieskomplikowane.
- Wystarczyło dodawać. 

Sytuacja się jednak zmieniła gdy System zaczął upadać i pojawiła się inflacja a potem hiperinflacja. I tutaj nastąpiła bieda dla pospolitego ludu biurowego! Naraz zaczęto wymagać abyśmy przeliczali ceny powiększone początkowo o 15%, 30% a potem o 45%. Dramat narastał i narastał i przy 60% o które należało powiększać należność miarka się przebrała:
- Teraz należało jeszcze mnożyć!

A musisz wiedzieć Drogi Przyjacielu, że opisywany ciąg wypadków dział się w erze przedkalkulatorowej. O komputerach wtedy nikt jeszcze nie słyszał! To znaczy, kalkulatory jako zjawisko były, ale tylko w bankach i innych bogatych firmach. U nas na czterech chłopa z pierwszej zmiany w Dziale Obsługi Klienta tylko dwóch miało do dyspozycji takie oto - dosyć zużyte i wiecznie psujące się - maszynki mechaniczne.


Ponieważ w rachunkach zawsze byłem słaby - aby sobie ułatwić życie - wpadłem na iście szatański w swej prostocie pomysł. Nowatorski taki raczej i bardzo wygodny w stosowaniu. Otóż wymyśliłem papierowy kalkulator mechaniczny. Kiedy po raz pierwszy użyłem go całe biuro się zleciało i nuże szydzić z innowatora!

Urażony w swej dumie wynalazcy zaproponowałem zawody. Sędziowie przydzielili nam po 10 równoważnych zleceń do wyceny i zaczęło się! Nie będę pysznił się tym kto wygrał, bo wiadomo kto zwyciężył! ...no i posypały się zlecenia.

Teraz już wszyscy w biurze zapragnęli korzystać z mojego wynalazku. Ci z pierwszej i drugiej zmiany, ci rozliczający zlecenia gwarancyjne, powypadkowe, kalkulacje wstępne i co tam jeszcze było do obliczania chcieli / chciały i (dzięki mej wytwórczej wspaniałomyślności) i korzystali / korzystały z tego wspaniałego - ułatwiającego życie - wynalazku.

Co jakiś czas tylko zdziwiony klient pytał co to jest za papierowy instrument, którym obliczam mu należność. Wynalazek mój święcił by jeszcze długo swoje tryumfy gdyby nie poniosła mnie fantazja i co tu dużo mówiąc chciwość finansowa.

W związku z zapytaniami przyjaciół zajmujących się obliczeniami z innych stacji naprawy aut coby i im dostarczyć ten papierowy kalkulator, postanowiłem nadać memu wynalazkowi charakter oficjalny i opatentować go firmowo.

Co raz to przecież słyszałem, że jest jakaś kasa na zakładowe usprawnienia i co sprytniejsi z niej niewąsko korzystają. Trzeba było tylko przedstawić wniosek i prototyp, a dalej już miało być pięknie i finansowo na bogato.
- ...ale nie było!

Pamiętam okrągłe oczy kierownika gdy poszedłem do niego z gotowym wnioskiem i nieco sfatygowanym egzemplarzem mego papierowego kalkulatora. W dokumencie stało ładnie napisane, że ubiegam się o premię z tytułu wprowadzenia do praktyki biurowej urządzenia o dumnej nazwie: PRZELICZNIK TARCZOWY, uzupełniony o skromny wyraz PROSTY.


Komuś tam na górze w Dyrekcji chyba się jednak wstyd zrobiło z powodu mego wynalazku. Z wymarzonej premii (i sławy ogólnozakładowego innowatora) nic nie wyszło, bo naraz w biurze pojawiły się kalkulatory... .

I to one sprawiły, że nasze dotąd pełne pomyłek obliczenia naraz stały się prawidłowe a sam proces liczenia okazywał się banalnie prosty. Niemniej jednak do dzisiaj mam do komuny i o to żal.
- O zaprzepaszczoną sławę i niewątpliwie utracone pożytki finansowe.

Rozeźlony tym faktem, być może dlatego (?) przystąpiłem wtedy do pewnego społecznego ruchu, który pogonił kota komunie. ...ale o tym to opowiem już przy innej okazji.

Podziel się