niedziela, 17 czerwca 2018

Za Siedmioma Górami - Radzyń Chełmiński 1/2 (1989)

Wreszcie spełniło się moje marzenie i...

...mogłem pojechać za Siedem Gór!

No to pojechałem... . I okazało się, że to może i nie Tatry czy inne Himalaje, ale pagóry tak wysokie, że zapomniałem używać aparatu. Nawet o walce z wiatrakami zapomniałem.
- Niewiarygodne jest możliwe!

Żar z nieba się lał niemiłosierny, a ja patrzyłem tylko za tym jak pokonać naprawdę spore deniwelacje i dostać się do cywilizacji.
O ROBIENIU ZDJĘĆ NIE MOGŁO BYĆ MOWY.

Każdy kto uważa, się za twardziela i to takiego co zna Ziemię Chełmińską powinien ten teren odwiedzić. Od strony wsi Stanisławki proszę jechać! Rowerami.

Kiedy przez pot zalewający oczy, przez mgłę zmęczenia zobaczyłem w oddali ten staw nasunęła mi się jedynie słuszna myśl: tam na pewno raki zimują... . 

Zachęcam do odwiedzenia tego niezwykłego miejsca oczywiście moim sposobem. Tereny są tak niezwykłe, że... chyba pojadę tam jeszcze raz! Posiadacza drona fotograficznego zabiorę na wspólna wyprawę z większą chęcią.

Kiedy w dalekiej oddali zobaczono znajome mury nastąpiła wielka ulga: wreszcie wiem gdzie jestem.

W miarę zbliżania się do miasteczka uczucie zagubienia mijało, powracała pamięć obrazów dawno niewidzianych... .

Radzyń Chełmiński znany z dzieciństwa powoli swymi gotykami przywracał pamięć o młodych latach.


Na kościele św. Anny odszukałem (teraz zaciekle przez mnie tropione na każdym kościele) ślady po łukach ogniowych.

...i znajdowałem je również tutaj!

Jak już kiedyś obiecywałem, to i teraz też składam obiecankę: kiedyś opowiem skąd się wzięły te ślady  po łukach ogniowych i czym te łuki w ogóle były... . 

Zamek też odwiedzono, bo przecież być w Radzyniu Chełmińskim i Zamku nie odwiedzić?!

Samego wnętrza Zamku nie było ani sił ani czasu penetrować. Ot, tylko krótka rozmowa z Panią Sprzedającą Bilety po niewygórowanej cenie 8 zł.

Trochę wspominków, porównywania tego co było z tym co jest...

...i pora była ruszać w drogę!


Jeszcze tylko ostatni rzut oka na Zamek i... pedały poszły w ruch!

PS. Gdzieś tam po drodze napotkałem Pana Stanisława. Z dumą zaprezentował mi swój pojazd, który jadąc dłuższy czas pod górkę nieco mu się zagrzał.

Chwila rozmowy pełnej wzajemnego zrozumienia (jak to między zmotoryzowanymi) i każdy pojechał w swoim kierunku i własnym tempem.



sobota, 16 czerwca 2018

Nasza mikroskopijna Puszcza Białowieska (1988)

Pierwszy raz trafiłem tam zupełnie przypadkowo. Ot, droga leśna tuż za rogatkami miasta. Skręciłem. Z początku troszkę lasku - troszkę piasku. I naraz drzew przybyło, las zgęstniał a ja znalazłem się na mostku bez barierek (Złomiarze, byliście tu!), nad jakąś rzeczką... .

Stałem na tym mostku wstrzymawszy oddech a wokół mnie było tak jakby czas się zatrzymał parę tysięcy lat temu.

Wijący się strumyk, wielkie kłody powalone wiekiem i burzami sprawiały jakieś nierzeczywiste i aż nazbyt filmowe wrażenie... .

Całość była przedpotopowa i miałem wrażenie, że za chwilę z za pagórka może wyjść dinozaur! Stałem jak urzeczony a dopiero po jakimś czasie potoczek zaszemrał, ptaszki zaćwierkały a czas ruszył do przodu.

Tak się zaczęła moja przygoda z Lasem Piwnickim, naszym mikroskopijnym lasem pierwotnym,  naszą miniaturową Puszczą Białowieską... .

Kto może niech rowerem, kto spacerować woli na palcach nich zagląda do niej! Mimo iż byłem tu tyle razy ciągle jeszcze nadal przewodnik by się przydał, specjalista od lasów dawnych i zwierząt leśnych. Taki który po kniei tej by fachowo oprowadził i jej cuda szczegółowo przybliżył... .

Zaleca się przegladać załączone hiperłącza zwracając uwagę na daty publikacji poszczególnych postów.

- A tak w ogóle to nie tyle treści co zdjęcia i fotografie są w nich ważne!


PS. Podobno w tym Lesie jest gdzieś jakaś tajemnicza mogiła.
- Ktoś wie o niej coś?!

Może wszystko się wyjaśni 8 lipca a może wcześniej?!

czwartek, 14 czerwca 2018

Gotycki feniks czyli Zamek Bierzgłowski (1987)

Do tego miejsca jeździło się jeszcze wtedy gdy ono było w ruinie. Pamiętam aż za dobrze rozpadające się mury, zawalające się dachy i pokrzywy na wysokość rosłego człowieka... . TAK BYŁO.

Obecnie - od iluś już lat - obiekt ma Gospodarza i widoczne to jest na każdym kroku.

Z każdym rokiem coś tam jest wyremontowane, poprawione - coś nowego próbuje dziać się.

Miło przejechać te 15 km wygodną ścieżką rowerową, o której rozpuszczam mocno wiarygodną pogłoskę jakoby była "najpiękniejszą na świecie".

Tą emfazę usprawiedliwi każdy kto choć raz się tą trasą przejechał.  Idąc śladem dawnych torów kolejowych ścieżką tą jedzie się prosto. Wszelkie gwałtowne obniżenia terenu dawno zostały zniwelowane na potrzeby niegdysiejszej kolei.

I w śpiewie ptaszków - z dala od szos - mijamy po kilkadziesiąt (sic!) metrów niekiedy opadające malownicze wąwozy i parowy... .

Zajechawszy na miejsce zamkowe można zajrzeć do kaplicy, w parku posiedzieć, na dziedzińcu pozachwycać się gotykiem który nie tylko w Toruniu "jest na dotyk"... .

Zamek Bierzgłowski zaprasza!




Podziel się