poniedziałek, 24 listopada 2014

Konkurs nr 8 (1449)






















Z uwagi na to, że zagadka nr 7 była nieco trudna
(ku mojemu zdziwieniu!) dzisiaj łatwizna:
gdzie, na jakiej ulicy w Toruniu jest ten
najchudszy (?) w mieście dom?

Aby nie było na mnie, że chytrzę dorzucam jeszcze
pozakonkursowe zdjęcie z cyklu "Toruń inaczej".
Na dworzu (albo jak Krakusi wolą) "na polu"
zimno/mokro/buro i ponuro to kawałek
schyłkowego lata się przyda.
- Jak znalazł.

 

piątek, 21 listopada 2014

Winicjusz (1448)

Tak, chyba chodził tymi ścieżkami. Na pewno! Jestem przekonany
że lubił to miejsce. Naprawdę i na pewno tego jednak nie wiem.
No mieszkaliśmy w jednym mieście, no trafialiśmy na siebie... .
Ta pozorna bliskość nie była w stanie przysłonić braku kontaktu.
- Wczoraj Go pożegnałem.
















Wiem na pewno, że zmagał się z Chorobą we wszystkich jej
odmianach. Drugie też wiem na pewno: jak wszyscy w Rodzinie
kochał muzykę
.
















Na zakończenie spotkania dostałem od Niego płytę CD z palącą się
świecą na okładce. Słuchając jej przypominam Go sobie.
- Zostawił ślad, dobry ślad.






















Chropawy blues w Jego wykonaniu przypomina mi,
że nie ma całkiem przegranej sytuacji, że do końca
trzeba, że warto walczyć o siebie.
- I za to przypomnienie jestem Mu wdzięczny.



















































czwartek, 20 listopada 2014

Panocompulsion (1447)
















PANOCOMPULSION - to jednostka chorobowa którą sam
wymyśliłem i której od czasu do czasu ulegam. Polega ona mniej
więcej na tym, że co pewien czas (1, 2, 3, 4) odczuwam fizyczny
przymus robienia panoram.

Dla ścisłości podaję, że chodzi tylko o nasz lokalny 7 cud, czyli
nasze osobiste, najzupełniej własne,   p a n o r a m y  toruńskie.

Trudno mi określić, czy to bardziej o te widoki chodzi czy sam
klimat za Wisłą - dość rzec, że gdy mnie dopadnie to nie ma zmiłuj:
pakuję manatki i pod byle pretekstem zaszywam się w nadbrzeżnych
chaszczach miasta Podgórz.
- Ostatnio z takim oto lewobrzeżnym widzeniem brzegu prawego.



 


PS. Okoliczne koty mnie znają i cierpliwie znoszą obecność
natręta buszującego w zbożu po krzakach... .

Podziel się