wtorek, 15 października 2019

HISZPANIA: Montserrat 5/8 (2106)

W Hiszpanii są dwa miejsca specjalne: MONTSERRAT i zakończenie Drogi św. Jakuba czyli SANTIAGO DE COMPOSTELA.

W prawosławnej Grabarce byłem. Rowerem także odwiedzono Częstochowę. Santiago dwuśladem to ciągle jeszcze bardziej mgliste marzenie (dziś jeszcze bez realnej szansy na realizację) niż rzeczywistość. ...ale Montserrat okazało się na wyciągnięcie ręki!

To nic, że miejsce położone wysoko w górach, gdzie wąskie serpentyny nie pozwalają czasami minąć się dwóm pojazdom. To nic, że przepaście są tak przepastne jak tylko przepastne przepaście mogą być.
- Nie było chwili wahania gdy ogłoszono zapisy na tą fakultatywną wycieczkę.

W chwilę po ruszeniu autobusu decyzji swej pożałowałem. Natychmiast. Było gorzej niż się spodziewano. Kierowca po górach prowadził autobus żwawiej niż prędko… . Tak mi się zdawało.

Droga piekielnie to wznosiła się to opadała. Intensywne ćwiczenia oddechowe dopiero pozwoliły opanować rosnącą panikę.

N-i-e  l-u-b-i-ę  g-ó-r wszystko we mnie po cichutku wrzeszczało zza zamkniętych powiek. I do tego uszy zatykane od nagłych spadków i wzrostów wysokości. Tak było na początku.

Po pół godziny tego horroru napięcie zelżało. Dotarło do mnie, że kierowca też lubi sobie pożyć i jego szybka jazda wynika ze sprawnego poruszania się w górach. Jak może to jedzie szybciej jak trzeba to zwalnia do bezpiecznej prędkości.

Z czasem oddech się uspokoił i przejrzałem na oczy. Wyobraźnia wspomagana widokami spoza okna oczywiście, że nadal przepowiadała swoje, ale… .

Bezpieczne dotarcie do klasztoru i znowu nagły skok ciśnienia. Trzeba z parkingu koleją zębatą dostać się do samego klasztoru.

Wsiadłem do stalowego pojazdu niczym skazaniec. Zaturkotało i… nie wiadomo kiedy pojazd dotarł na szczyt. Prawie. Sam czubek szczytu znajduje się około 1000 metrów wyżej i można tam kolejką pionową dotrzeć. Mi tam nie było potrzeba się skrabać.
- Do Opactwa przyjechałem, a nie w celach turystycznych! Zobaczyć się z Czarną Madonną miałem zamiar.

Zaskoczyło mnie to miejsce swoim górskim majestatem! (Ludzie! Te góry są przeogromne!) Wstrząśnięty byłem potęgą zespołu klasztornego (To jest całe miasto!) A te wszystkie wrażenia się przekrzykiwały w atmosferze skupienia i oczekiwania na Spotkanie (...).

Pani przewodniczka ostrzegła nas, że aby Ją zobaczyć potrzeba 1,5 godziny stania w kolejce. Daliśmy radę!
- ...i zobaczyłem JĄ z bliska - byłem obok NIEJ. .

Potem jeszcze chwila skupienia / zadumy na dole, przed samym ołtarzem głównym. Nie to, żebym innym grzechy wyliczał, ale widziałem jak niektórzy selfie z Nią sobie robili.
- Tak, wiem! Ludzie są różni i mają różne potrzeby.

Gdyby kogoś interesowała ta wielka druciana głowa stojąca na dziedzińcu to objaśnienie jest proste. Poszła fama, że środek tego placu to “miejsce mocy”. No i przychodzili tacy do chrześcijańskiej świątyni gusła odprawiając a ręce do słońca wznosząc… . No to znalazł się na te kłopotliwe występki artystyczny sposób.

Gdyby ktoś w Montserrat chciał znaleźć polski ślad to na jednym ze zdjęć go znajdzie. Koślawo, bo koślawo ale wspomniana jest tam nasza Częstochowa.
- Można się wpatrywać w zdjęcia również TUTAJ.






















poniedziałek, 14 października 2019

HISZPANIA: Perpignan i Carcassonne 4/8 (2105)

Dziś był wyjazd do pobliskiej Francji. Pierwszy cel to malutkie PERPIGNAN. Miasteczko nieco większe od naszego Grudziądza, tak około 140 tys. mieszkańców. Wyposażone zostało historycznie w twierdzę i zespół miejski wraz z pysznymi kościołami.

Jest tam sporo miejsc do zwiedzenia i obejrzenia. Dla mnie wyróżniło się ono tym, że w jednym z kościołów odnalazłem piękny mechanizm do podnoszenia i opuszczania kościelnego kandelabru! Dawniej jakoś te liczne świece trzeba było zapalać i gasić… .

Pamiętam podniosły ceremoniał z kaplicy klasztornej w Chełmnie gdy Pan Kościelny (mały wtedy byłem!) posługując się długą tyczką z zapalonym knotem na końcu i kapturkiem do ewentualnego gaszenia świec rozświetlanie / zaciemnianie uskuteczniał.

Z Perpignan zapamiętałem także przepych i dostatek bijące z architektury sakralnej.









W Carcassonne okazało się, że oni nasze wróble też mają! A nawet pewien zamek, no zamczysko takie wielkie. Ponoć największe w Europie.

W dziewiętnastowieczu im się ono rozpadało kompletnie i (zanim je całkiem zużyto na budowę miasta) zrekonstruowano ono. Czy w kontekście sposobu rekonstrukcji tej fortecy (zakończenia wież i baszt) tylko mi przychodzi do głowy niestosowne słowo gargamel?!


Obecnie określa się ten zespół jako średniowieczny kompleks urbanistyczny (3 mln turystów rocznie!) odpowiednikiem którego w Polsce jest Chełmno, stolica naszego regionu czyli Ziemi Chełmińskiej.

Nadal nie rozumiem, dlaczego Chełmno - wzorem Torunia i Carcassonne - nie zostało jeszcze wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO… .

Wszak w pełni na to zasługuje. Kto jeszcze w Chełmnie nie był niech się do tego nie przyznaje i czym prędzej nadrobi ten katastrofalny brak w wykształceniu.
















Opuszczając miasto i twierdzę rozczuliłem się nad wyraz na widok najprawdziwszej karuzeli francuskiej!


Można ją zobaczyć także w dodatkowej porcji zdjęć, która znajduje się TU.

Podziel się