środa, 23 listopada 2016

Nowe życie (1712)
















A gdyby tak w bańce po mleku szczelinę zrobić, na zielono pomalować
i napis wyraźny dać to...
















...to bańka dostałaby nowe życie! Już nie zgnije pod płotem,
rdzewieć zapomniana w szopie nie będzie: w nowej roli wystąpi.
















A gdyby tak dorobiwszy się domu (a było to w latach 70-tych
ubiegłego stulecia) ozdobić go odłamkami ceramiki, szkła lub
luster... . 
















...wtedy to dawne "włocławki" - a teraz potłuczone skorupy
dostałyby szansę wystąpić w nowej roli, jako ozdoba. Odrzućmy
(co przyznaję trudne jest!) rozważania estetyczne: ważne, że to
co przed chwilą zużyte było i bezużyteczne ma teraz nowy sens.
















Podobna sytuacja jest z oponami. Komuś gdzieś tam starej opony
wyrzucić było żal. A zdarzyło się akurat, że dopadła tego kogoś
pilnie potrzeba piękna. Do Muzeum Narodowego daleko, a ze
sztuką chce się mieć kontakt teraz - zaraz - natychmiast.
















I tak powstał OPON-ART, który falami zalewa miasteczka i wsie.
















Dla nabrania oddechu wobec natłoku tego nowego kierunku
w sztuce ludowej (?) beczka w nowej roli: wędzarnia. To znany
i powszechny sposób na zagospodarowanie blaszanki do nowej
roli.
















Przyglądając się pozostałym OPON-ART'om można sobie kiwać
głową, wydziwiać i tak dalej. Nie zmienia to jednak faktu: stare
przedmioty dostały nowe życie.






















Mając za sobą tak wiele dramatycznych przykładów drugiego życia
przedmiotów na zakończenie coś bardziej pogodnego i prośba.
















Jeśli ktokolwiek - gdziekolwiek zobaczy przedmiot, który dostał
nowe życie to za informację o tym / zdjęcie tegoż obiektu wdzięczny
będzie Wasz obserwatortorunski@gmail.com.

wtorek, 22 listopada 2016

Londyn - 07/07 - Limuzyny i Tutivillus! (1711)
















Trzeba przyznać, że strona angielska się postarała! Kiedy podstawiono
limuzyny - zwykle użytkowane przez członków korpusu dyplomatycznego
i przeznaczone tylko dla niego - byliśmy na początku onieśmieleni,
ale potem to już było nam po prostu przyjemnie.






















No cóż nieczęsto ma się za kierowcę dżentelmena w dyskretnym
służbowym uniformie.... . I  te jego białe rękawiczki z jagnięcej skóry!























Ogółem na każdym kroku cieszyło nas, że docenili gości z Polski,
zapewnili luksusy i pełne bezpieczeństwo nad którym czuwali
niezawodni i niezmiennie sympatyczni Bobies.

Tak, Wasz przedstawiciel "Obserwatora Toruńskiego" nie miał
oporów i z przyjemnością rozdawał im autografy.






















Z grzeczności skorzystaliśmy jeszcze z możliwości odwiedzenia
paru powszechnie znanych turystycznie obiektów.
























Te ostanie punkty do zwiedzania oglądaliśmy wiedząc,
że na końcu czeka nas atrakcja nad atrakcjami: sam ON
czyli TUTIVILLUS!

















Podsumujmy sobie naszą skromną wiedzę na temat Tutivillusa.

Na razie wiemy, że:
a) zaglądając przez ramię skrybom i drukarzom powodował błędy
    a i do dzisiaj w składzie DTP potrafi nawet blogerom namieszać
b) znajdując się w pobliżu ambony spisywał grzechy wiernych
    plotkujących, nieuważnych czy błądzących myślami podczas kazania
c) usadowiony w okolicach prezbiterium wskazywał duchownym
    na konieczność odpowiednio nabożnego prowadzenia modłów.

Co do ostatniego, otóż mamrotanie godzinek czy nieprzykładanie
się do śpiewów liturgicznych traktowane było dawniej jako grzech
porównywalny z niestarannym przepisywaniem świętych ksiąg!
Wszak wspomniany powyżej Tutivillus Chełmiński (pod postacią
szkaradnika) widoczny jest tylko dla osób znajdujących się na
chórze zakonnym... .
















Kiedy więc na zakończenie pobytu dowiedzieliśmy się że
londyńscy anglikanie też swojego Tutivillusa mają - radość
Waszego przedstawiciela nie miała granic!
















Zaproszenie wystosowane przez The Royal Foundation of St Katharine
przyjęte zostało z wdzięcznością.

 




















Stowarzyszenie to od XII wieku prowadzi działalność charytatywną
i społeczną użyczając swoim członkom a także osobom postronnym
posiadane możliwości. Można skorzystać z kawiarni czy nawet wynająć
elegancki pokój. Renomowane biura podróży i systemy rezerwacji
piszą obszernie na temat oferty.
















W pełnej skupienia atmosferze jest tutaj gdzie przenocować,
i co zjeść, tu można w ekskluzywnym towarzystwie uspokoić
myśli czy nawiązać wartościowe kontakty towarzyskie.




























Warto dodać, że Fundacja mimo iż jest organizacją o charakterze
religijnym to nie podlega - jak to jest w zwyczaju - biskupowi
lecz bezpośrednio Królowej! I tym także członkowie Stowarzyszenia
szczycą się już od 1147 roku.
















I z tego właśnie okresu pochodzą elementy wyposażenia kaplicy
uratowane z pożogi wojennej . A wśród nich są sedilla czyli miejsca
do siedzenia dla celebransów znajdujące się w prezbiterium,
tuż za ołtarzem.






















I to właśnie POD jednym z nich - już na koniec ekskluzywnego
oprowadzania nas po Fundacji -
został nam pokazany Tutivillus!
















Ten typ siedzenia znany jest z toruńskich stalli. To misericordia
czyli podnoszone siedzenie umożliwiające wsparcie się o nie
stojąc podczas wielogodzinnych modlitw.
















I to właśnie pod głównym siedzeniem ukryty został Tutivillus!
Obecność jego w tym miejscu przypominać miała (i ma!), że
prowadzący modły winien dochować wszelkiej staranności.
...albowiem każde jego przewinienie zostanie dostrzeżone!
















Dziękując Pani Przewodnik.za oprowadzanie po obiektach
i pomieszczeniach Fundacji żegnaliśmy się wdzięczni za okazaną
serdeczność i profesjonalizm podczas promowania tego niezwykłego
miejsca.


*     *     *


...i tym wspaniałym akcentem ostatni dzień zwiedzania wspaniałości
Londynu - jak i cały tu pobyt - został zakończony!














Powrót minął jakoś tak w międzyczasie. Nocny przejazd na lotnisko,
odprawa nie została nawet w pamięci i... już! A potem już tylko
audiobook i Steve Jobs na uszach.
- W chwilę potem Bydgoszcz.














Dobrze jest być w domu.
...bo przecież Bydgoszcz to to samo co Toruń.
- Tyle, że Bydgoszcz.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Londyn - 6,5/07 - Ichtiander i pingwiny (1710)






















SeaLife a inaczej London Aquarium. Drogie bilety, różnorodność
stworzeń i wielopiętrowy (sic!) zbiornik wodny. Do tego szkielet
wieloryba, setki stworzeń, niemożność robienia przyzwoitych
technicznie zdjęć i cały ten fascynujący świat pod stopami,
obok i nad głową,


















Schowani za pancernymi szybami oglądaliśmy siebie nawzajem... .
To jest jedno z tych miejsc odwiedzenie których zapada w pamięci
na całe życie.
















Przypomniał mi się Ichtiander... . Kto wie kim był, gdzie żył
ten "Diabeł morski"?  Kto go w ogóle dzisiaj pamięta?!

Chwilami miałem wrażenie, że z za wielkiego głazu zaraz wypłynie
On, który mimo upływu dziesiątków lat nadal pozostaje takim
samym bohaterem jakim był dla mnie w młodzieńczej pamięci... .







































Pożegnani przez byłego mieszkańca Galapagos przeszliśmy do
mroźnej krainy pingwinów. A one oprócz tego, że pozowały to
głównie śmigały pod wodą czego żadnym sposobem nie można
było uchwycić... .

























Opuszczaliśmy to miejsce wiedząc, że w snach się wróci tu
jeszcze nie raz.




Podziel się