poniedziałek, 20 lutego 2017

Piekarz domowy: 2/2 Chleb nr 160 (1763)

Jak ten czas leci! Nawet się nie obejrzeliśmy a tu już na liczniku chleb nr 160. Przepisu nie zamieszczam, bo jest on wariacją wersji podstawowej, modyfikowanej na oko. Po prostu odchodzimy od mąki pszennej w kierunku bardziej zdrowej mąki orkiszowej z niewielkim dodatkiem jaglanej.


Co by nie powiedzieć... chleb jest smaczny (sic!) a jego widok oczom P.T. Obserwatorów niniejszym z lotu ptaszka (i nie tylko) smakowicie przedkładam.


Nie muszę chyba przekonywać, że jest on smaczny bardzo z:
- górno-podlaskim kindziukiem (co za aromat, co za smak!)
- kiszonym ogórkiem (żywe witaminy na nowalijek przednówku)
- utartymi buraczkami ("kto je buraka nie choruje na raka!)


PS. Ostatnio wieści z Miasta nie przynoszę. Może i coś tam ciekawego w Toruniu się dzieje, alem zbyt zaabsorbowany własnym życiem jest, aby jeszcze interesować się co tam w naszym miasteczku piszczy.


No ujawnię trochę: w marcu wystawa jakaś gdzieś tam kogosiów ma być. Nawet i coś tam swojego zgłosiłem. Może przyjmą.

Największą frajdę sprawiły mi (po raz pierwszy z fotografii własnych zrobione) duże wydruki. Naraz okazało się, ze wybrane zdjęcia w dużym formacie (50 x 70 cm) nadzwyczaj piękne są.
- Łorety-y-y-y! Nawet ktoś tam coś tam kupić chce... . Nie do wiary.

By się przydało, bo skaner pilnie kupić trzeba, a nie mam na to nawet najmniejszej chwili czasu. 

niedziela, 19 lutego 2017

Piekarz domowy: 1/2 Croissanty (1762)


Powiedzieć, że croissanty były smaczne to nic nie powiedzieć!
- Mimo, że nie są słodkie smakują obłędnie.
Po prostu.


Żeby nie było na mnie: te rogaliki wymyśliła i wykonała Lepsza Połowa Mojego Świata.


Niewiedzących uświadamiam, że ciasto robi się tak jak miecz samurajski: poprzez wielokrotne składanie.
- Widziałem jak się je robi to wiem!


sobota, 18 lutego 2017

Sprawozdanie z akcji ratunkowej (1761)


To zdarzyło się dzisiaj, w tych okolicach, gdzie ostatnio się bywało.
- Teraz jednak jestem tylko sprawozdawcą a nie uczestnikiem. 


A historia jest krótka. Dwóch panów wyszło przyrodę fotografować. O ptaki i zwierzęta polne im się rozchodziło.


Urobek fotograficzny z tego dnia był niewielki i zdawało się, że z niczym (prawie) do domu wrócą.


Przepatrywanie okolic Zielonki w końcu dało rezultat! Coś tam pierzastego niemrawo szarpało się w trawie... .

Do myszołowa niełatwo było dojść. W międzyczasie  telefon do Sztabu Kryzysowego i Straży Miejskiej skąd grzecznie odesłano do Gminy.

Dalej już akcja potoczyła się wartko. Dosyć szybko pojawili się dwaj panowie i fachowo się myszołowem zaopiekowali.

W chwili odławiania ten piękny ptak był na tyle słaby, że się nawet nie bronił... . Może kiedyś uda się dopisać do tej historii szczęśliwe zakończenie? Oby.

Łabędziowi się nie powiodło, może więc chociaż jemu?

Podziel się