niedziela, 22 kwietnia 2018

Dzień bażanta (1964)

Trzy razy w tygodniu snując się po toruńskim lewobrzeżu, w okolicach wału p.powodziowego czasami go spotykam.

Trochę więc się znamy, ale w zasadzie to on mnie ignoruje.

Co jakiś czas łypnie okiem raz i drugi! Udaje, że niby, że nie jest zainteresowany portretem! ...ale jednak swoje wiem, że jednak on chciałby by mu ten konterfekt zrobić.

Na bliższą odległość jednak nie dopuszcza!

Żadnego spoufalania się: brzmi przekaz gdy podczas mojego podchodzenia w jego pobliże on oddala się irytująco szybkim truchtem.
- No już taki on jest ten bażant.

sobota, 21 kwietnia 2018

Silva rerum (1963)

I dzisiaj kolejny zapis typu co słonko widziało albo wyrażając się uczenie silva rerum. A w ogóle to lubi się ten dwusłów! Użycie go we wspomnianym kontekście uszlachetnia tenże i dodaje - tak bardzo potrzebnej - mu  powagi.

Wracając z prześwietnego miasta Bydgoszcz (pozdrawiamy przyjaciół ze sklepu e-bików CCR-Sport) patrzono na drogę nie mając nawet ochoty (o zgrozo!) na zajmowanie się mijającymi krajobrazami.

...ale tego wiatraka w Bierzgłowie nie można sobie było odpuścić!

No i na dodatek TA koza! Nie wiem dlaczego, ale odnoszę wrażenie, że te zwierzęta (tak jak i koty!) są mądrzejsze niż zwykło było się to im przyznawać. 

Może mi się zdawało, ale odniosłem wrażenie, że koza ta patrzyła na rowerowego podróżnika jakoś tak... ironicznie.

Ogółem tego dnia zrobiono dokładnie 100,2 km. Wyszło tak samo z siebie! Mapa mówi, że 40 parę kilometrów wystarczy aby dojechać do Torunia... .
- No, ale opłotkami jechano, opłotkami!

sobota, 14 kwietnia 2018

Lubim Podlasie! (1962)

Zupełnie niedawno było się tam, nad Zalewem Siemianówka.

Pomiędzy jednym obficie zastawionym stołem a drugim (trzecim, czwartym i piątym) delektowano się szumem siemianowskich wód.

Pośród wspaniałości przyrodniczych możliwość spotkań z dawno nie widzianymi przyjaciółmi miała jednak dla nas znaczenie pierwszorzędne.

Nasłuchując więc szumów leśnych a świergotów ptasich przepychano się wśród żubrów... . 




...a będąc zanurzonymi w lokalnych klimatach spotkania z ludźmi nawet nam najzupełniej nieznajomymi odbieraliśmy jakoś mocniej niż zwykle.


Stąd gdy prawie pusta ulica, po spotkaniu Go padło standardowe pytanie: Czy mogę...? Twierdząca odpowiedź, trzask migawki i... każdy ruszył w swoją stronę.

Po przyjściu do Domu przypomniałem sobie o tym dzbanku. Są miejsca i przedmioty bardziej niezwykłe od innych.
- I ludzie, ludzie też!



Podziel się