piątek, 27 marca 2015

Przez mękę do Włęcza 1/2 (1535)

Kilka razy do roku zadaję sobie niewinne pytanie
zawczasu udzielając także sobie pozytywnej odpowiedzi.
A pytanie to brzmi: Czyż człowiek w kwiecie wieku
który poczuł moc nadzwyczajną nie ma prawa jej 
wykorzystać w słusznej sprawie?!






















Tym razem pretekstem stało się sprzyjające oczko
pogodowe oraz nowooddana w naszym miasteczku ścieżka
rowerowa. Dokładniej to ona została zbudowana poza
miastem na trasie Toruń - Osiek ponoć już w zeszłym roku.

Fakt byłby niegodny uwagi zagranicznych i miejscowych
Obserwatorów gdyby nie to co słonko widziało i poza
ścieżką. Trasa przedłużona o 7 km zaprowadziła mnie
do owianej mitami miejscowości Włęcz.

Ta nieistniejąca już dzisiaj wieś, wsławiona jest posiadaniem
legendarnej już chaty, w której a to "Dziady" odprawiane są,
a to "Herodalia" czy też uroczyste "Marzanny topienie"... .

Opis dojazdu do Włęcza brzmi.

Od Złotorii przyzwoita ścieżka asfaltowa powoli zmienia się
w "jakąś". Oznacza to miejscami gładką, choć mocno pylącą
powierzchnię od czasu jesiennego wybudowania znacznie już
zniszczoną. Widać wyraźnie ślady nieprawidłowego jej używania.
A to odciski traktorowych kół, a to ślady końskich kopyt
aż nadto odczuwalne na kierownicy mego jednośladu są... .
- Pozdrawia się okoliczne stadniny koni.

Ponoć nowatorski rodzaj nawierzchni został wymyślony przez
lokalne nadleśnictwo jako cóś co ekologiczniejsze jest od asfaltu... .
No i tym sposobem szykuje się never ending story z utrzymaniem
przy życiu tego cudu techniki drogowej.

Mimo zastrzeżeń natury (póki co estetycznej) trasa Toruń - Osiek
mimo jej pozimowego zapiaszczenia lada jak przejezdna jest,
chociaż zdumienie może budzić sposób jej oznakowania.
- Znakom zakazu proszę przyjrzeć się.

Równolegle do szosy idąca ścieżka również i dlatego nie może się
nawet równać do przepięknej trasy unisławskiej. Tamta idąc dawnym
śladem kolejowym po zniwelowanym terenie wśród pól z dala od
aut wszelkich wśród ptaków ona świergotu bieży.... .

Wracając do obecnej - już bez wybrzydzania - docenimy nawet jej
niedoskonałość na pozostałych do Włęcza 7 kilometrach. Połowę
z tej odległości zajmuje droga czołgowa. Wyłożona płytami po
których tylko (dawno nie widzianymi tu) czołgami wygodnie
jeździć jest.

Pozostałe 3 km to droga gruntowa, która dzieli się na trzy kategorie:
piaszczysta, bardzo piaszczysta i niemożliwie piaszczysta. Miejscami
szkoda tracić sił i lepiej jest na piechotę brnąć po kolana w piasku.

Trudy dojazdu osładza nam widok wspomnianej na początku chaty
włęczowskiej czyli kantorówki. Onaż na wzgórku siłami zapaleńców
przy życiu utrzymywana jest. Ktoś dał płachtę na dach, kilku zaparło
się i ogrodziło, a jeszcze inni robią dobrą robotę parę razy do roku
ożywiając ją ludowymi wydarzeniami.

Szkoda, że nasze Muzeum Etnograficzne z takim zapałem budujące
zespół staro / nowych obiektów olenderskich nic do niej nie ma... .
- Na polityce się nie znam, ale jakaś luka tu mi się widzi.

Acha i jeszcze zespół do MET należących a pięknie na rozstajach
usytuowanych chat w Złotorii mi się przypomina. Ponoć raz do roku
ożywiane one są, na codzień będąc zamkniętymi na głucho przed turystami.
I miejscowymi też. Martwy ten zespół chat zda mi się.
- Pewnie z nimi się-nic-więcej-nie-da- się tak jak to we Włęczu.

Patrząc na to niewykorzystane dobro widzę siebie samego w biało
płóciennym odzieniu jak tam pomieszkuję w złotoryjskich chatach,
a w łapciach i krajką przepasany, wyplataniem koszy się zajmujący.
Na dodatek mógłbym oporządzając krowy i owce (jak to się robi?!)
grać na fujarce i z lipy cuda kozikiem wyrzynać, lub z gliny
 - świętym nie będąc - garnki lepić... .

Oderwawszy się nieco od ziemi obiecuję:
a) więcej zimnego mleka prosto z lodówki nie pić (a dobre ono
    takie lodowate jest!)
b) kaszel wyleczyć cierpliwością, gorącym mlekiem z miodem
    oraz polopiryną.


*     *     *

Summa summarum: trasę osiecką polecam, z zastrzeżeniem, że
przedłużenie jej do Włęcza jest dla mocno zdeterminowanych lub
nieroztropnych. Do tej ostatniej kategorii zaliczamy i tych pierwszych,
bo kto przy zdrowych zmysłach by przez takie piachy brnął, żeby jakąś
tam starą chatę zobaczyć!?

PS. Czy aby na pewno wszyscy już posiali rzeżuchę?








































czwartek, 26 marca 2015

Zagadka nr 9 (1534)

Dla miłośników i znawców Torunia pytanie:
Gdzie znajduje się to urocze miejsce?

Dla ułatwienia dodaję, że obiekty stoją naprzeciwko siebie.

















Na pocieszenie jest fragment wiosny.


środa, 25 marca 2015

Dwa miasta graniczne (1533)

Jak wszystkim wiadomo Toruń to miasto twierdza. 
Co więcej, to doskonały przykład na miasto graniczne
które w swoim graniczeniu trwa i trwa. Sięgając do
najbliższego przykładu wskazuję na niegdysiejszą granicę
prusko - rosyjską a obecnie kujawsko - pomorską.

O tym graniczeniu przypomniałem sobie ostatnio za sprawą
odezwania się mego dobrego znajomego z Rosji. Tenże informatyk
(normalny człowiek a nie żaden watnik!) i jednocześnie pisarz s-f
do niedawna ciężko pracował w Tajlandii.
















Klimat tam ciepły, ludzie życzliwi a żyje się im i turystom za półdarmo,
bo wszystko pod tymi palmami jest tanie albo jeszcze tańsze. Nawet
Internet, który pozwala zdalnie pracować. Po co więc wielkie miasto
Moskwa gdzie chociaż płace znośne to polityka niemiło buzuje i gdzie
ogólnie zimno jest?

Wiosna jednak nastała więc onże druh wrócił w rodzinne strony swe.

















Zażywając ciepła rodzinnego przysłał mi zdjęcia z miasta granicznego
Orenburg. Granica tam przebiega jako i u nas na rzece. Tam oni mają
Ural, który to strumyk od naszej dumnej Wisły dwa razy z okładem
dłuższy jest. ...i pewnie nieco szerszy, chociaż kudy mu do urody
naszej pięknej Wisły!

A granica w tym mieście nie byle jaka! Orenburg leży dokładnie pomiędzy
Europą i Azją. Na dowód tego w samym centrum ichniego grodu stoi
odnośny obelisk.
















Mając na uwadze wszystkie różnice kulturowe tak jak u nas pod
Kopernikiem i tam Młode Pary przychodzą się fotografować.
















Żeby było bardziej symbolicznie kolega kiedyś mieszkał w Azji
a pracował za rzeką czyli w Europie :-) Przyglądając się Młodym bliżej...






















...zwróciłem uwagę na cośkolwiek znajomą postać z krawata pana Młodego.






















Taaaa, wszyscy lubimy się pośmiać, chcemy kochać i żyć w spokoju.
- Słuchając pomruków ze wschodu miejemy nadzieję, że rozsądek zwycięży... .
M i e j m y  nadzieję.

PS. Tak, znam ten artykuł.

Podziel się