STELLA POLARIS

List do Anzelma - przyjaciela mego i powiernika - jesienią, Anno Domini 1500 roku 
własną ręką przez mnie napisany

Witaj mi przyjacielu serdeczny i zechciej łaskawie zapoznać się z tym co ciekawego mam Ci do powiedzenia
o mieście w którym przed wielu laty osiadłem.

Mimo upływu czasu - wierz mi - Thorn ciągle mnie oszałamia. Ten gwar, ten zgiełk i ciągle coś nowego
tu się wydarza! Co raz tu coś się dzieje i nie masz sposobu od tego uciec. Toruń (jak mawiają miejscowi)
to wielkie miasto, ale schowane za podwójnym pasem murów już wcale takie się nie wydaje! Może dlatego,
że aż kipi tu od zdarzeń, tak jest przepełnione ruchem, gwarem, zapachami i tym wszystkim co się tutaj
gorączkowo dzieje.

A jak magia tego miejsca się splata, jak wisi niczym niepokój w przedburzowym powietrzu, niechaj
świadczy historyja która się onegdaj mieszkańcom miasta naszego przydarzyła.

Natenczas byłem na targu, tym co to około naszego słynnego mostu, pod murami się znajduje. ...a musisz 
wiedzieć, że w naszym czasie ten most jest jedyną stałą przeprawą na całej długości rzeki z łacińska
Vistulą zwanej. Zaintrygowany wielkim zbiegowiskiem przykazałem służącemu, aby na własne rozumienie
kupował co do domu potrzeba. Samemu zaś zatrzymałem się w wielkiej ciżbie przysłuchując się
oberwańcowi co swoją wymową zgromadził wokół siebie całkiem pokaźny tłumek.

Wyglądał on mi nieszczególnie i snadź kawał drogi miał za sobą, bo sądząc po odzieży mógł z Flandrii albo
innych Niemiec do nas przypłynąć. A przypłynął być może na którymś ze stu statków pod flagą Torunium 
pływających, po całym znanym i nieznanym nam świecie. Człowiek ten mimo iż z cudzoziemska wyglądał
tutejszym językiem władał jednak całkiem nieźle. Widać nie raz w naszych okolicach bywał.

Przy wtórze piszczałki i bębenka, którymi zwoływała publikę jego towarzyszka opowiadał tłumowi
zgromadzonemu pod murami przedziwne historie.

- Mimo iż gadanie jego rozrywki mieszkańcom przyczyniało wielkiej na wszelki wypadek do miasta 
z uwagi na wygląd jego nieszczególny wcale go nie wpuszczono, aby zarazy jakiej na miasto nie 
sprowadził. 
 
A opowiadał on historie ciekawe. Jedna z nich dotyczyła błędnego pół konia – pół rycerza, którzy takimi
się stali, gdy ich wczesnym świtem spadająca z góry brona w murach jakiegoś miasta przepołowiła i która
to posępna postać ponoć krąży od miasta do miasta spokoju i przyjaznego dla siebie miejsca szukając.

Ta historia – nie powiem – zrobiła na słuchaczach pewne wrażenie i jestem pewien, że niejeden wędrowiec
kroku przyspieszy, aby noc go pod murami nie zastała. Zgodnie bowiem z nakazem Rady Starego Miasta,
bramy nasze przed zmrokiem na noc całą są zamykane. Nikt więc o chłodnym poranku z pół-rycerzem
spotkać się nie chce... . Niemniej jednak nie ta opowieść wywarła na słuchaczach największe wrażenie.

Otóż – jak powiadał ten oberwaniec - jest w szerokim świecie znana powszechnie legenda o statku
pełnym głupców. Ponoć ten okręt krąży od portu do portu a z miasta do którego przybije zabiera
wszystkich głupców, szalonych i pomyleńców.

I tak ci wszyscy - co to do zdrowego świata nie przynależą - nie wiadomo skąd popłyną i nie wiadomo
dokąd dotrą na owym korabiu, co to Statkiem Szaleńców się zowie.

Tu muszę jeszcze dodać, iże są tacy co twierdzą, wprost przeciwnie! ...że wiedzą dokąd statek ten zmierza.
Ma to być kraina Naragonią (Narrenschiff) zwana, która w całości ma przynależeć do głupców! Ja w to
wprost uwierzyć nie mogę i myślę, że to pewnie jakiś kolejny niemiecki wymysł... . Ponoć niejaki Brant
Sebastian na ten temat miał cokolwiek pisać... .
- Chociaż z drugiej strony pomysł wydaje się być obiecujący, żeby tak wszystkich głupców w jednej 
krainie osiedlić... . 

A statek szalonych ponoć można rozpoznać, po tym, że one boże stworzenia - niezdrowe na umyśle -
siedzą całymi dniami na pokładzie onego korabia za stołami, a piją i weselą się niepomni tego co ich czeka
na końcu swej drogi. Bawią się i w hulaszczy sposób marnują swoje drogocenne życie, zamiast obracać
je na lepszy pożytek... .
- A statek ten przybywa do każdego portu tylko raz!

I bywa tak, że ludzie w jakimś mieście zmęczeni przykrościami sprawianymi im przez głupców wychodzą
czegoś na nadbrzeże, coś tam wypatrując. I sami nie raz i nie dwa nie wiedzą, że przyszło im wyczekiwać
z nieuświadomioną niecierpliwością onego statku, który ich ma uwolnić od szerzącego się zła.
- A gdy ów korab odpłynie owi nabożni ludzie oddychają z ulgą, bo wielkich im smutków ubyło... .

Nabożni ludzie tutaj mieszkają! A musisz wiedzieć, że tak jest u nas do stopnia niesłychanego! Ledwie parę
dni temu kościelny z katedry świętych Janów świętokradztwo w dobrej wierze popełnione zauważył! Zaiste
dziwnego to grzechu człek może się dopuścić!

A dotyczy ono obrazu przedstawiającego drogę życiową i mękę Chrystusa, Pana naszego.
Wisi on do dziś po lewej stronie dosyć nisko na ścianie prezbiterium, tak aby można było maluczkim o życiu
Pana naszego opowiadać. To udatny malunek "Pasją" zwany - i znacznych rozmiarów! - bo z drobnemi
szczegółami o wszystkim prawi i bardzo pomocny w kościelnych naukach moralnych jest.

A przewina ona ta ponoć się stała, gdy z lekcyonarza ksiądz farosz nasz czcigodny, nauk udzielał
poszczególne momenta z życia Pana naszego dla dobitności na obrazie pokazując. I wtedy to ponoć stać
się miał ten niecny występek, rękoma nabożnego szewca uczyniony.

Otóż człek ten maluczki, tak przejęty był niegodziwością Judasza (zawsze na obrazach w żółtej szacie – 
symbolu zdrady - przedstawianego!) o którym kaznodzieja prawił, że chyłkiem z kieszeni fartucha swego
szydło wyciągnął i niepostrzeżenie Judaszowi oczy ostrym narzędziem wyłupił! Tak to sam w roli kata się
obsadziwszy niezwykłego grzechu ten nabożny człek się dopuścił!

Do dzisiaj każdy kto świątynię naszą odwiedza fakt wykłucia na własne oczy potwierdzić może,
zaświadczając w ten dziwny zaiste sposób, iże szlachetnych w swych zamierzeniach ludzi w naszem mieście
nie brakuje!

Wracając jednak do onego statku głupców. Musisz wiedzieć przyjacielu, że jest jeszcze opowieść o czasie
pobytu załogi owego statku w mieście... . Wtedy to całe szaleństwo zgromadzone dotąd na krypie z połata-
nymi żaglami wychodzi na brzeg weselić się a ucztować, szukając tym sposobem podobnych, aby można
ich ze sobą łacno zabrać... . Miasto w takich momentach przeżywa ciężkie chwile, ale nie masz takiego
burmistrza który by onemu statkowi szaleńców przycumować do miejskiego brzegu zakazał!

Wszystko to znam z opowieści onego obieżyświata, co to pod murami opisywał przybycie do miasta statku
szaleńców. Opowiadacz ów zrobił z tej legendy całą historyę tak zajmującą, iże słuchaczom ze zdumienia
szczęki poopadały i stali go słuchając z tymi rozdziawionymi gębami jakby im tam wrony miały swe gniazda
pozakładać... .

A musisz na dodatek wiedzieć drogi Anzelmie, że jest w dalekich Niderlandach w mieście o nazwie trudnej
do wymówienia pewien malarz Hieronimus van Aiken, Boschem zwany. Ówże to mistrz pędzla znany ze
swej skłonności do malowania dziwacznych, zawsze pełnych symboliki obrazów, tenże statek (do głupców 
przynależący) ponoć bardzo udatnie (ów Bosch!) namalował.
- Sam król hiszpański to malowidło miał od niego kupić... . 

Snać, w tej historyji coś prawdziwego być musi skoro ten temat wielkich malarzów do wysiłku przy pędzlu
zmusza, a wielkich tego świata o utratę znacznych kapitałów przyprawia!

A skoro już o królach mowa, to niech będzie i o naszym królu. Królu dzwonów. To z powodu zawieszenia
króla dzwonów na kościelnej wieży było wtedy w mieście narodu wyjątkowo dużo! Ludzie przybyli do nas
nie tylko z bliskich, ale i najdalszych okolic zwabieni tem, iż na wieży naszego kościoła farnego zawieszanym
miał być dzwon, poświęcany jako „Tuba Dei”.

A było się czemu przyglądać, bo owa - po naszemu - „Trąba Boża” ma samej średnicy zda się 2 i jeszcze
pół metra, a waży prawie 7 tony i pół! I jeszcze napis piękny dookoła ma odznaczony: „Żywych zwołuję, 
zmarłych opłakuję, gromy kruszę”... .

Nie dziw się tedy, że „Trąba Boża” potężnie rankiem na ważne wydarzenie ponuro zadźwięczała! Ludzie
nieodziani w strachu wielkim z domów wybiegali, bo przecież każdemu u nas wiadomo, że nie na płochą
zabawę dzwon dostojnie zwołuje! Tylko królom dzień dobry a „Witaj Królowo” powiada, tylko wielkie
zmiany w państwie i mieście ogłasza! I tak było w istocie, bo historia którą Ci opowiadam ma
niespodziewane, a znaczące zakończenie.

Otóż w parę dni po zawieszeniu dzwonu (gdy jeszcze nie wszyscy ochłonęli po tym wydarzeniu!)
przypłynął z dalekiej Norwegii (kto wie gdzie ten ląd leży?!) dosyć nikczemnie wyglądający statek. I musisz
wiedzieć, że strach i nadzieja padła na miasto, kiedy go zobaczyli, bo wszystko było tak jak w opowieści
onego obieżyświata! I połamane wiosła, i odrapane burty, i połatane żagle, i stoły na statku jedzeniem
nieporządnie wszelkim zastawione... .

- I śpiewy i krzyki. I hałas i zgiełk. I tańce szalone! 
A musisz usłyszeć, jak wczesnym świtem nasz dzwon wspaniały się rozkołysał! Tym mglistym rankiem się
rozdzwonił, gdy do portu kuglarze przybyli. Miasto jeszcze spało, jak straże larum podniosły, że niezwykły
korab się zbliża. Na początku myśleli, że to jakaś rabunkowa wyprawa z pobliskiego Dybowa czy nawet
z konkurencyjnego Gdańska przybywa.

Gdy jednak ten odrapany okręt pod mury podpłynął i hałastra owa z krzykiem a tańcami wysypała się na
brzeg wszyscy łacno zrozumieli, co to za klientela do miasta naszego przybyła... .

A nikt nie miał wątpliwości czy wrzeciądze odmykać i bramy czym prędzej roztwierać! Chociaż niejednemu
kupcowi nie w smak było, że od handlu ludzi będą odwodzić! Niejednemu też surowemu franciszkanowi łza
do oka napływała na wyobrażenie tego do jak sprośnych uciech będą swymi szalonemi postępki lud prosty
namawiać.... . Dobrzy mieszkańcy miasta naszego zacisnęli jednak zęby wiedząc iż nawet największe zło
przemija i warto zapłacić choćby i wielką cenę za miasta oczyszczenie... .

I stało się tak, że wielka trupa wesołków ze „Stella Polaris” (Gwiazda Północy) miastem zawładnęła
całkowicie! Pełno ich było na skwerach i placach! Przed kościołami nawet sztuki swe pokazywali! A kogo
tam nie było!

I ludzie nadmiernie wysokiego wzrostu, tak wielcy że swobodnie do okien kantorów kupieckich na piętrach
zaglądali! I łamacze podków i żonglerzy ogniem... . Tancerki młodziutkie, kabalarki też niczego sobie i nawet
starcy jako wywijacze ognistymi kulami na długich łańcuchach, od kręcenia którymi straszno się publice
robiło! Nawet dzieci całkiem niedorosłe a już zręcznie zaprawione w sztuk pokazywaniu udatnie
występowały... .

Wszyscy oni przeszli przez całe miasto barwnym i zgiełkliwym korowodem! Od Nowego Miasta szli
szeroką ławą. I wyobraź sobie porywali za sobą gapiów wszelkich: nie tylko podrostków i smarkaterię
miasta naszego, ale i obywateli zda się statecznych i do płochej zabawy nieskorych... .

Wszyscy oni szli przyciągani ogłuszającym biciem w bębny, porażająco przenikliwymi trelami piszczałek,
odurzeni dźwiękami blaszanych bębenków. Cała ta muzyka miała tak magiczną moc, iż niejeden urzędnik
magistracki czym prędzej do komory się chował, głowę poduszką nakrywając, aby przedziwnej muzyce nie
ulec i powagi swego urzędu nie naruszyć (jako innym się to zdarzyło!) tańcowaniem nieprzystojnym na
ulicy!

Łamacze podków i żonglerzy wszelkiego wieku i umiejętności - każdy na swój sposób gawiedź zabawiali.
Było więc udatne wymachiwanie zapalonymi pochodniami i przerażające ogniem buchanie! Opętańczej
muzyce towarzyszyły szalone korowody. Kobiety przybyłe razem z kuglarzami na rynku Starego Miasta tak

wytrwale tańczyły, że tłum gapiów dookoła nich ciasno plac wypełniający uległ zbiorowemu zaczadzeniu
i sam się w szalony taniec puścił!

Nie chce Ci się w to uwierzyć?! Na dowód prawdziwości mych słów popatrz na obrazki, które Tobie
przesyłam! Mistrza Hieronima one niegodne, ale jeśli chociaż w jednym z nich znajdziesz coś poruszającego
proszę uczyń mi wielką łaskę i pokaż tą historyjkę znajomym. Niechże i oni się ucieszą!

Każdy przecież z naszych przyjaciół i znajomych ma swoich przyjaciół i znajomych! Zajrzyjmy do ksiąg
adresowych i napiszmy krótko do naszych bliskich.

- Tak i tak, jest sobie taka ucieszna strona gdzie teksty piszą i obrazki pokazują. Droga do niej prosta, bo
nazywa się ona tak samo jak piszący te słowa z dodaniem kropki i liter pl.

Prosząc usilnie o spełnienie mej prośby wiedz jednak, że głównie ku Twojej uciesze historię tę
opowiedziałem! O tym jak było w naszem mieście przez ileś godzin. O tym wydarzeniu, które teraz jeszcze
w parę miesięcy po - pulsu mi przyspiesza - przypominając przybycie do naszego miasta statku.
- Tego koraba, co to nazywają go: Statek Szaleńców.

Tylko tyle i aż tyle zdołałem Ci opowiedzieć! Gdyby moja opowieść zaciekawiła Ciebie szczególnie to
zajrzyj do skryptorium i poszukaj tam p r a w d z i w e j wiedzy!

A znajdziesz ją tu:

http://www.stella-polaris.com/en/ 
http://www.hieronymus-bosch.org/
Michel Foucault „Historia szaleństwa"
Jacques Heers „Święta głupców i karnawały"
http://www.fizyka.umk.pl/~przeciu/mikolaj.htm


Pozdrawiam serdecznie!

Obserwator Toruński

PS. Drogi Przyjacielu! Śpieszę Ci jeszcze donieść, że ostatnimi czasy ludzie na naszym pięknym
      bulwarze nadwiślańskim – sami nie wiedząc dlaczego - znowu wielkimi grupami przesiadują... .
























































































Brak komentarzy:

Podziel się