poniedziałek, 28 listopada 2016

Kryształowa pułapka 2/2 (1714)






















Niczym kwiat paproci zafascynował mnie ten kryształ! Oczu
i myśli od niego nie mogłem oderwać. Im dłużej mu się przyglądałem
tym bardziej podnosił mi ciśnienie. I powtórzyła się sytuacja
z poprzednich dni, na melodię "a co by było gdybym":
  • oświetlił go tak, albo zupełnie inaczej
  • dał za nim tło takie lub całkiem inne
  • odbił światło od tego a potem dopiero skierował na... .






















Przyjemność była niesłychana a rezultaty (zdobywane w pełnym
gorączkowej aktywności zapale)
wciąż pobudzały do nowych
poszukiwań.






















Poprzedniego dnia myślałem, że już więcej się nie da wymyślić.
A tu proszę! Wystarczyło przespać się z tematem i...






















...no właśnie: dziś pokazuję rezultaty tego spania i niespania.
 - Z przyjemnością!






















PS. Kartka musi być cały czas pod ręką. Rano, wieczór ,
we dnie i w nocy. Nigdy nie wiadomo kiedy pomysł zupełnie
nowy wpadnie do głowy!

























niedziela, 27 listopada 2016

Kryształowa pułapka 1/2 (1713)
















Spotykaliśmy się przypadkowo raz, drugi i trzeci.
- Ach, to pan w szkle pracuje? ...jakie to interesujące!
- Ciekawe jak by takie szkło należało sportretować?
- Uch, to chyba zbyt trudne dla mnie... .






















"Ten kto potrafi zapanować nad światłem w studio - ten będzie 
radził sobie w plenerze, na imprezie i w ogóle w świetle zastanym."
















Kiedy otrzymałem potwierdzenie możliwej "sesji szklanej" na rodzinę
blady strach padł, albowiem szkło jest tłukliwe i bardzo łatwo skaleczyć
można się. Obawy - muszę przyznać były uzasadnione - ale nic takiego
się nie wydarzyło.
















Całość wyszła wręcz przeciwnie! Okazało się, że fotografowanie
szkła to niekończąca się frajda.


















A co by było gdybym światło dał z tej strony a z tamtej je wyciszył?
Z czego by tu gobosa zrobić? Ten żubr coś mi za mało szklany wydaje
się! Jak by to go jeszcze bardziej szklanym przedstawić?

















Co warto a co nie warto wyszopować w takiej bryłce kryształu?
Pęcherzyki usunąć czy nie? No trochę to trzeba zostawić, żeby
wewnętrzną strukturę szkła pokazać... .
















Za oknem było szaro, buro i ponuro, a u mnie światło, światło
i światło! Tu odbite, tam wyciszone, a tutaj skoncentrowane... .






















I te sztuczki, które trzeba było wymyślać, by osiągnąć zamierzony
efekt! Był więc namiot bezcieniowy, klasyczny i własnmózgowo
wymyślony,  było więc i fotografowanie w wannie, które daje
miękkie pięknie otulające światło.


















Było jeszcze sporo sztuczek wymyślonych, a po każdym odkryciu
ciągle jeszcze odnosiłem wrażenie (i trwa ono nadal) że tak naprawdę 
to jestem na początku drogi w rozumieniu i odkrywaniu
tajemnic światła... . 






















Zapraszam do eksperymentów ze światłem! Jest z tego nie tylko
sporo uciechy, ale i wiele można się nauczyć... .






















I jest to łatwiejsze niż się niektórym wydaje!






















Po prostu kiedyś trzeba zacząć.
- Ruszajmy w drogę do odkrywania tajemnic światła.
Najlepiej od razu.


















W tym zajmowaniu się światłem jest jeszcze jeden wielki pożytek:
bure dni - nawet nie wiadomo kiedy - przeminą.























A nam zostanie w pamięci dobrze spędzony czas i potwierdzenie
tegoż w postaci zdjęć do których zawsze można powrócić.


c.d.n.

sobota, 26 listopada 2016

Nowe życie (1712)
















A gdyby tak w bańce po mleku szczelinę zrobić, na zielono pomalować
i napis wyraźny dać to...
















...to bańka dostałaby nowe życie! Już nie zgnije pod płotem,
rdzewieć zapomniana w szopie nie będzie: w nowej roli wystąpi.
















A gdyby tak dorobiwszy się domu (a było to w latach 70-tych
ubiegłego stulecia) ozdobić go odłamkami ceramiki, szkła lub
luster... . 
















...wtedy to dawne "włocławki" - a teraz potłuczone skorupy
dostałyby szansę wystąpić w nowej roli, jako ozdoba. Odrzućmy
(co przyznaję trudne jest!) rozważania estetyczne: ważne, że to
co przed chwilą zużyte było i bezużyteczne ma teraz nowy sens.
















Podobna sytuacja jest z oponami. Komuś gdzieś tam starej opony
wyrzucić było żal. A zdarzyło się akurat, że dopadła tego kogoś
pilnie potrzeba piękna. Do Muzeum Narodowego daleko, a ze
sztuką chce się mieć kontakt teraz - zaraz - natychmiast.
















I tak powstał OPON-ART, który falami zalewa miasteczka i wsie.
















Dla nabrania oddechu wobec natłoku tego nowego kierunku
w sztuce ludowej (?) beczka w nowej roli: wędzarnia. To znany
i powszechny sposób na zagospodarowanie blaszanki do nowej
roli.
















Przyglądając się pozostałym OPON-ART'om można sobie kiwać
głową, wydziwiać i tak dalej. Nie zmienia to jednak faktu: stare
przedmioty dostały nowe życie.






















Mając za sobą tak wiele dramatycznych przykładów drugiego życia
przedmiotów na zakończenie coś bardziej pogodnego i prośba.
















Jeśli ktokolwiek - gdziekolwiek zobaczy przedmiot, który dostał
nowe życie to za informację o tym / zdjęcie tegoż obiektu wdzięczny
będzie Wasz obserwatortorunski@gmail.com.

piątek, 25 listopada 2016

Londyn - 07/07 - Limuzyny i Tutivillus! (1711)
















Trzeba przyznać, że strona angielska się postarała! Kiedy podstawiono
limuzyny - zwykle użytkowane przez członków korpusu dyplomatycznego
i przeznaczone tylko dla niego - byliśmy na początku onieśmieleni,
ale potem to już było nam po prostu przyjemnie.






















No cóż nieczęsto ma się za kierowcę dżentelmena w dyskretnym
służbowym uniformie.... . I  te jego białe rękawiczki z jagnięcej skóry!























Ogółem na każdym kroku cieszyło nas, że docenili gości z Polski,
zapewnili luksusy i pełne bezpieczeństwo nad którym czuwali
niezawodni i niezmiennie sympatyczni Bobies.

Tak, Wasz przedstawiciel "Obserwatora Toruńskiego" nie miał
oporów i z przyjemnością rozdawał im autografy.






















Z grzeczności skorzystaliśmy jeszcze z możliwości odwiedzenia
paru powszechnie znanych turystycznie obiektów.
























Te ostanie punkty do zwiedzania oglądaliśmy wiedząc,
że na końcu czeka nas atrakcja nad atrakcjami: sam ON
czyli TUTIVILLUS!

















Podsumujmy sobie naszą skromną wiedzę na temat Tutivillusa.

Na razie wiemy, że:
a) zaglądając przez ramię skrybom i drukarzom powodował błędy
    a i do dzisiaj w składzie DTP potrafi nawet blogerom namieszać
b) znajdując się w pobliżu ambony spisywał grzechy wiernych
    plotkujących, nieuważnych czy błądzących myślami podczas kazania
c) usadowiony w okolicach prezbiterium wskazywał duchownym
    na konieczność odpowiednio nabożnego prowadzenia modłów.

Co do ostatniego, otóż mamrotanie godzinek czy nieprzykładanie
się do śpiewów liturgicznych traktowane było dawniej jako grzech
porównywalny z niestarannym przepisywaniem świętych ksiąg!
Wszak wspomniany powyżej Tutivillus Chełmiński (pod postacią
szkaradnika) widoczny jest tylko dla osób znajdujących się na
chórze zakonnym... .
















Kiedy więc na zakończenie pobytu dowiedzieliśmy się że
londyńscy anglikanie też swojego Tutivillusa mają - radość
Waszego przedstawiciela nie miała granic!
















Zaproszenie wystosowane przez The Royal Foundation of St Katharine
przyjęte zostało z wdzięcznością.

 




















Stowarzyszenie to od XII wieku prowadzi działalność charytatywną
i społeczną użyczając swoim członkom a także osobom postronnym
posiadane możliwości. Można skorzystać z kawiarni czy nawet wynająć
elegancki pokój. Renomowane biura podróży i systemy rezerwacji
piszą obszernie na temat oferty.
















W pełnej skupienia atmosferze jest tutaj gdzie przenocować,
i co zjeść, tu można w ekskluzywnym towarzystwie uspokoić
myśli czy nawiązać wartościowe kontakty towarzyskie.




























Warto dodać, że Fundacja mimo iż jest organizacją o charakterze
religijnym to nie podlega - jak to jest w zwyczaju - biskupowi
lecz bezpośrednio Królowej! I tym także członkowie Stowarzyszenia
szczycą się już od 1147 roku.
















I z tego właśnie okresu pochodzą elementy wyposażenia kaplicy
uratowane z pożogi wojennej . A wśród nich są sedilla czyli miejsca
do siedzenia dla celebransów znajdujące się w prezbiterium,
tuż za ołtarzem.






















I to właśnie POD jednym z nich - już na koniec ekskluzywnego
oprowadzania nas po Fundacji -
został nam pokazany Tutivillus!
















Ten typ siedzenia znany jest z toruńskich stalli. To misericordia
czyli podnoszone siedzenie umożliwiające wsparcie się o nie
stojąc podczas wielogodzinnych modlitw.
















I to właśnie pod głównym siedzeniem ukryty został Tutivillus!
Obecność jego w tym miejscu przypominać miała (i ma!), że
prowadzący modły winien dochować wszelkiej staranności.
...albowiem każde jego przewinienie zostanie dostrzeżone!
















Dziękując Pani Przewodnik.za oprowadzanie po obiektach
i pomieszczeniach Fundacji żegnaliśmy się wdzięczni za okazaną
serdeczność i profesjonalizm podczas promowania tego niezwykłego
miejsca.


*     *     *


...i tym wspaniałym akcentem ostatni dzień zwiedzania wspaniałości
Londynu - jak i cały tu pobyt - został zakończony!














Powrót minął jakoś tak w międzyczasie. Nocny przejazd na lotnisko,
odprawa nie została nawet w pamięci i... już! A potem już tylko
audiobook i Steve Jobs na uszach.
- W chwilę potem Bydgoszcz.














Dobrze jest być w domu.
...bo przecież Bydgoszcz to to samo co Toruń.
- Tyle, że Bydgoszcz.

Podziel się