niedziela, 31 maja 2020

Podwójnie "Skołowany" - Wyprawa popołudniowa 2/2 (2154)

Poranne małe 80 km (poprzednia notka) nie wystarczyło aby nacieszyć się jazdą na rowerze! Tak więc po powrocie szybki posiłek i... jazda, jazda, jazda!

Zachęceni trudem pewnego pisarza gazetowego dwuosobowo wyruszyliśmy do Parku 1000-lecia aby poszukać potwierdzenia tego, że wielomilionowy remont zieloności i urządzeń parkowych (prawie) dobiegł końca i jest już czym cieszyć oczy swe... .

Rzeczywistość okazała się jakże inna od radosnej twórczości miejskiego propagandysty, który kierując się zapewne (również) dobrymi chęciami władzom miasta wyświadczył niedźwiedzią przysługę prezentując jako rzecz dokonaną to co jest w trakcie stawania się.

A ławeczki i ukończone schody mają dopiero być!

Trawniki pewnie niedługo już się zazielenią.

Niewątpliwie odnowione zostaną kiedyś tablice.

Już (zapewne) niebawem urokliwy zakątek dopracowany zostanie doskonale.

Jestem przekonany, że w dającej się przewidzieć (a nieodległej) przyszłości fosa napełniona wodą będzie po brzegi!

W podsumowaniu: mocno liczę na to, że wszechobecny zapach (są celniejsze a dosadne określenia!) zniknie raz na zawsze pozwalając delektować się urodą parkowej przyrody wszystkim odwiedzającym, nawet tym z prawobrzeża miasta Toruń.

W podsumowaniu dwóch wyjazdów rowerowych 30 maja 2020r. stwierdza się przejechanie ładnych (ogółem) 100 km, którym tak rano jak i po południu towarzyszył naprawdę silny wiatr, w porywach mający cechy huraganu.
- Tak było. 

sobota, 30 maja 2020

Pojedynczo "Skołowany" - Wyprawa poranna 1/2 (2153)

Jeszcze parę dni wcześniej był chytry plan żeby pojechać w TEN dzień do Grudziądza. No jeśli jest TAKA okazja, to przecież trzeba by coś ekstra, specjalnego i tak dalej. Po wystawieniu nosa za próg okazało się, że wicher duje i to niemiłosiernie.

W związku z powyższym mała korekta planu (He! He! O 50 %!) i postanowiono, że trasa wokół Jeziora Chełmżyńskiego to jak na te warunki dobra opcja jest. Tak więc zgodnie z sugestią: WYRUSZYŁEM - ODKRYŁEM I... DZIELĘ SIĘ!

Po drodze (Sławkowo?) zdziwiono się niepomiernie. Do tego autobusu aby oddać honorowo krew czekało kilkanaście osób... .

Rower w plenerze na tle faceliowego pola.

Aby ktoś nie posądził mnie o posiadanie wiedzy na temat tak specjalistycznej (a miododajnej!) rośliny uprzejmie uchylam rąbka tajemnicy, że została ona zidentyfikowana programowo.

Program nazywa się LENS, albo jak kto woli OBIEKTYW. Jak na takie małe coś działa rewelacyjnie! Rozpoznaje budynki, rośliny i coś tam, coś tam jeszcze.

Ponieważ pokazana chata jest doskonale znana "Skołowanym" nie ma potrzeby się o niej rozwodzić.

Dla innych obserwatorów "Obserwatora" informacja na ten temat znajduje się tutaj.

Przejeżdżając przez Zalesie i na pomost nie zajrzeć?! No to się zajrzało - nie po raz pierwszy zresztą.

W końcu piękna Chełmża. Hm! Czy użyto tego słowa mówiąc o każdym jej zakamarku?!

Oj tam, oj tam! Panoramę piękną to miasteczko ma z katedrą w roli głównej. I pomost równie atrakcyjny nawet nocą... . "Skołowani" coś na ten temat wiedzą.




PS. Czujny obserwator "Obserwatora" spoglądając na mapkę niewątpliwie może zauważyć, że powrót najprostszy nie był.... . Przez Barbarkę i Przysiek się mi pojechało, aby (wzorem starożytnych Indian) po własnych śladach do domu nie wracać. 

sobota, 23 maja 2020

Wpadłem w złe towarzystwo (2151)

Zaczęło się banalnie, bo od wspomnianej wcześniej książki.

Potem w pewnym serwisie rowerowym (trzymając się jej atmosfery) oskubali mnie drobni złodziejaszkowie tam pracujący. Sprawa byłaby niegodna uwagi gdyby nie technika jaką tego dokonali.
- Jestem pełen podziwu dla ich umiejętności.

Następnie za podszeptem gazetki - mocno wybiórczej - dałem się skusić na wyroby słowne pewnej Masłowskiej oraz (o zgrozo!) takiejż Blanki.

Tu już była groźniejsza sprawa, bo skończyła się tym, że dopuściłem się 2-krotnie złamania jednej ze swych (zdawałoby się) niezłomnych zasad że, każdą rozpoczętą książkę należy doczytać do końca.

Zaczadziały od tych wydarzeń zrobiłem to co było można: udałem się na pokutną wyprawę rowerową. Ostatecznie przecież w te niegodne relacje wchodziłem z własnej i nieprzymuszonej woli.

Miejscowość nazywa się Obory i położona jest w okolicach Golubia - Dobrzynia, schowana za wieloma pagórkami. No i to właśnie one sprawiły, że po przyjeździe do domu i dnia następnego czułem się jakbym został upgrejdowany do swojej wersji za 32 lata. Wiadomo wszak, że mężczyzna ma lat tyle na ile się czuje.

W ten sposób osobiście a natychmiast osiągnąwszy stulecie cel został osiągnięty: dobiłem się kondycyjnie i wyzerowałem moralnie, ale dzięki temu już - jako nowy ja - mogę zacząć życie od nowa.

Pomijając skutki wizerunkowe (których nie sposób pominąć) sama wyprawa była interesująca już przez fakt, że zapuściłem się na tereny nieznane.

Wyprawa do terra incognita to było jak jazda przez należny mi czyściec. A doświadczyłem tam wszystkiego niedobrego, chociaż sprawiedliwie trzeba dodać, że bez piorunów i śniegu.

Były więc kiepskie nawierzchnie, niebezpieczny ruch drogowy, upiornie przeciwny wiatr i solidny deszcz. Nawet grad mnie surowo potraktował swoimi kulkami.

Właściwie to od samego początku trasy różne okoliczności co raz to dolegliwie szeptały mi do ucha: nie jedź, daj se spokój, po co ci to... . 

Nagroda za to spotkała mnie królewska! Cisza w miejscu docelowym i równie cichutka radość po powrocie.
- Warto wychodzić ze strefy komfortu, warto odkrywać nowe lądy!

PS. Co do wspomnianych żulików ze serwisu rowerowego to z uśmiechem wspominam nie tylko swoją ale i ich naiwność.

Oni jeszcze nie wiedzą, że zła karma wraca i któregoś dnia znajdzie się taki co złapie ich na gorącym uczynku i solidnie zapłaci... .
- Mam nadzieję, że z nawiązką :-) 




wtorek, 12 maja 2020

Książka której nie polecam (2150)

Żeby sobie nie myśleć, że nic tylko a na rowerze jeżdżę! Czasem czytam cokolwiek.

HRABIA to powieść łotrzykowska jest i tylko rano mogę ją czytać. Na noc taka lektura niewskazana! Barwne opisy, dramatyczna i wciągająca akcja koszmarne sny sprowadzają.... .

Pan pisarz (debiutant) solidnie odrobił lekcję przed napisaniem tej powieści. Bogaty pełen niuansów, starannie przeprowadzony  research  przed napisaniem książki zaowocował takimi perełkami z życia przedwojennej ferajny, że sam autor "Złego" by mógł pogratulować! (Cenny jest ten słowniczek zamieszczony na końcu.)

Mimo wszystko nie polecam tej lektury: za ciężkie to klimaty! Niemniej zrozumiem każdego kto czytać się ją odważy.

A tak w ogóle... co się czyta obecnie?!
- Można polecać.

poniedziałek, 11 maja 2020

Tylko dla mięsożerców (2149)

"Daglezjowy Dwór" - miejsce gdzie sarninę, dzika czy innego jelenia można pojeść. Mi wystarczyły własne kanapki plus gulaszowa na dziczyźnie (chyba z własnego chowu). Inni to próbowali rosół z kołdunami... . Co kto woli!

Dojazd "tam" na końcowym odcinku okazał się nieco dolegliwy z uwagi na ciężkie piaski. To była nasza opłata za niewiedzę.

Za to powrót był po królewsku! Okazało się, że nowo wybudowana ścieżka rowerowa luksusowo prowadzi aż pod sam próg.

W samej restauracji (z uwagi na restrykcje) nie można było pojeść, ale to żadna strata. Stół z jadłem i pitłem na zewnątrz przy pięknej pogodzie to sama przyjemność.
- Był odpoczynek.

PS. Wiem, że to trudne dla Was ale... dziękuję moim przyjaciołom weganom, wegetarianom, witarianom oraz freeganom za okazanie zrozumienia i wielkoduszność.

niedziela, 10 maja 2020

Mała setka (2148)

Czasem lubię sobie pojeździć! A jak tego nie zrobić gdy droga przez poligon otwarta, sił nie brakuje a pogoda sprzyja? I nic to mi było, że prom nie pływał a okoliczni posiadacze łodzi przeprawowych byli nieczynni... .








Podziel się