Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złotoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złotoria. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2026

Dzikowo, jezioro (2412)

A-a-aa-by dojechać do Dzikowa to trzeba przejechać obok Malowanej Chatki w której jeszcze nie byłem, a którą solennie obiecuję sobie odwiedzić kiedyś. Nad Drwęcą w Złotorii ona Chatka jest.

Po moście na rzece tej nie przejedziemy, bo urzędnicy nadal (ponoć intensywnie) przekładają papiery z jednego biurka na drugie zamiast przeprowadzić remont tego zabytku.

Nasłuch donosi, że podobno, że już wkrótce zaczną coś tam coś i już za parę lat skończy się to papierów przekładanie.
- Może wtedy ktoś wpadnie na pomysł, że warto ten most wyremontować?!

Póki co cieszy nas kolejne ładne miejsce do odwiedzenia.

W samym centrum wsi spotykamy dobitnie wyrażoną ciężką historię tego miejsca. Niech nas nie zwiodą ładnie uśmiechnięte głowy! Być może przypominają one co drzewiej robiono z kąśliwymi rowerzystami zakopując niezadowolonych w pobliżu mrowiska... . 

Niezrażeni tym ostrzeżeniem mijamy po lewej stronie  symbola: STRASZLIWY FLISAK wzmacnia drewniany przekaz historyczny swą dramatyczną postacią. 

Na tej urokliwej ławeczce odpoczywamy czując, że rybio nam... . W końcu jesteśmy w delcie Drwęcy i Wisły!

Przejeżdżając obok kościoła w Grabowcu przez najbliższy czas nie patrzymy w prawo. Wiejski sklepik do którego się zajeżdżało na picie i drobne jedzenie został zamknięty. Z żałości go nie pokazuję tak jak i nowowybudowanego dyskonta, który to zamknięcie wymusił.

Szutrową ścieżką poprzez las bieżymy żwawo pomykając.

W samym Dzikowie delektujemy się nową modą która ładnie rozprzestrzenia się na przystankach wiejskich.

Te miejsca często brudne i zaniedbane zyskują kolorowo na wartości. Nadal nie chce się w takim miejscu odpoczywać, ale przynajmniej z daleka jest na co popatrzeć.

Tym sposobem udało się zgrabnie przeoczyć skrót prowadzący nad dzikowskie jezioro. Pojechało się więc dalej aby tuż przed Osiekiem (jadąc po pańsku  a s f a l t ó w k ą ) dotrzeć do tychże rozstajów.

Chwilka konsultacji z wujkiem Guglem (w prawo czy w lewo?) i już za chwilę... jesteśmy na miejscu!

Tablica czarno na białym obiecuje co nas tu czeka i czego się spodziewamy: CISZA PRZYRODNICZA.

Rano się było i zastano to po co przyjechano. Jutro zaczyna się tu sezon. Albo pojutrze. 

Niemniej jednak plaża tu raczej niestrzeżona jest (chyba na pewno, o ile się nie mylę) stąd komunikat: OBYWATELU! JEŚLI JUŻ KONIECZNIE MUSISZ PŁYWAĆ TO PŁYWAJ Z BOJKĄ. 
- Yes, bezpieczeństwo przede wszystkim.



Wracając nasłuchawszy się ciszy jedziemy przez przegapiony wcześniej gruntowy zjazd.

Ze ścieżki rowerowej tych znaków jadąc tam nie zobaczono. No, szansy na to nie było. Tak mi się wydaje, że ze ścieżki to nie.

Na powrocie skuszony reklamą niebacznie posłuchałem wezwania do odwiedzenia czegoś co dumnie nazwano "tarasem widowkowym". (Dziecinnie krótka trasa na dziś to można sobie nieco ją przedłużyć.)

Upiorną betonką tak ulubioną w okolicach tych (patrz droga do Włęcza) docieramy na miejsce by zastać miejsce dobre dla rolników czy strażaków pobierających wodę z Wisły. 

Pewnie nie zdradzam żadnej tajemnicy wojskowej, że to zwykła przeprawa służąca armii.  

Jednoznacznie wskazuje na to drugi zjazd po przeciwnym brzegu naszej ulubionej Wisły.

Dumając tak posnułem się wzdłuż cieku po krzakach, które okazały się nieprzejezdne. No, nie da się wzdłuż Rzeki stąd dojechać do Torunia.



Zobaczywszy ten kościół - wiadomo gdzie - przekazuję informację: tego dnia przejechano dla relaksu 45 km po trasie: https://tiny.pl/zd8fcj2cm 

poniedziałek, 11 maja 2026

Dokumentowanie tras kanonicznych (2391)

Się dzieje na wiosnę tak dużo, że aż... . Mam więcej jeźdźenia niż ochoty i możliwości na rejestrację tegoż. Dlatemu wspominam tylko o najistotniejszych wyjazdach.

23.04. - NA POCZĄTEK BARBARKA,  czyli rowerowa przejażdżka dokumentująca pierwszą trasę kanoniczną.

Zaobserowano tam "kłąb godowy" zaskrońców. Wiadomo co to jest.

28.04. - LAS PIWNICKI INACZEJ. Tym razem coś mnie pokusiło, żeby wjeżdżając od strony parkingu, po skręcie w lewo i przekroczeniu Strugi Łysomickiej pojechać wzdłuż jej biegu.

Najeździć tam się nie da. Ścieżynka jest urokliwie wijąca się, ale za to najeżona korzeniami. To jest trasa którą chyba lepiej przemierzyć spacerkiem. Jest czym się tam zachwycać - jest czym się zmęczyć.

Wracając do Torunia wyjeżdżamy na mocno pylistą ulicę Ugory. Lepiej chyba było pojechać w stronę początku Kon - Tiki... . 

Tutaj, przy tym zbiorniku leśnym  (53.073835, 18.586145) zawsze warto zrobić sobie piknik! Jeśli będzie to o świcie lub wieczorkiem to można natrafić jak sarny i zające przychodzą pić wodę z jeziorka... . 

30.04. JACKA KACZMARSKIEGO ZNAK. Kto Go pamięta? Kim był J.K.?! Znalazłem ten znaczek - jadąc do Dużej Nieszawki. Pełny wykaz sładników trasy znajduje się tutaj: https://szlak.kaczmarskiego.pl/#

To jest część ogólnopolskiego projektu „Jacka Kaczmarskiego Szlak do Źródeł Cywilizacji”. To kulturalna trasa turystyczno - rowerowa (najdłuższa w Polsce!) upamiętniająca właśnie tego barda "Solidarności". Prowadzi od Gdańska, poprzez Bory Tucholskie (Cekcyn!) aż do żródeł w Beskidzie Wyspowym. 

Każdy kilometr tej trasy odpowiada jednemu z 744 utworów, które Jacek Kaczmarski napisał w ciągu swojego życia. Tabliczka z numerem 244 oznacza 244 kilometr szlaku i jest przypisana do wiersza "Wigilia na Syberii".

UWAGA! Przypomina się OW (Osobom Wracającym) z Kujaw, że wjeżdżając do Miasta obowiązkowym punktem jest odwiedzić punkt widokowy na najpiękniejszą wiślaną panoramę w Polsce.

1.05. - PARK LINOWY W ZALESIU. Żeby tam dojechać trzeba minąć pałac w Sławkowie.

Z uwagi na szacowność obiektu w Chełmży zauważamy minimum czyli Bazylikę Konkatedralną pw. Świętej Trójcy.

UWAGA: Nie ma po co jechać na tradycyjną zupę nad jeziorem ponieważ restauracja tuż przy katedrze jest rozpruta remontami czego nie uznano za stosowne dokumentować.

Po dojechaniu do Zalesia (nadjeziornego) okazało się, że zaledwie trzy tygodnie temu ośrodek wzbogacił się o park linowy o trzech stopniach trudności (sic!). 

Rzecz uznano za godną uwagi i propagowania.




UWAGA: Wszystkie zdjęcia dzieci wykonano za zgodą rodziców.


Podobnie jak istniejący na Barbarce park linowy i ten niedługo zacznie cieszyć się popularnością.

6.05. - BIERZGŁOWO I ZAMEK BIERZGŁOWSKI.
 W ramach zaliczania tras kanonicznych (kiedyś opublikuję ich pełniejszy wykaz) odwiedzono Bierzgłowo gdzie w tym kościele jest ten Anioł. 

Drugi temat który przyciąga do Bierzgłowa to wiatrak typu koźlak, o którym RADIO KUROPATWA (jest takie!) pisze tak: https://tiny.pl/gb_z7z6nt 

Wracając z tej wycieczki rzucono okiem na Zamek Bierzgłowski.

UWAGA. Podjęto próbę pojechania na wprost z górki bierzgłowskiej i...? Wycofałem się z tego radosnego pomysłu jak niepyszny. Jakiś sadysta utwardził tę leśną drogę gruzem tylko z grubsza pokruszonym. Nie dało się tamtedy jechać! Wracano więc nieco dłuższą drogą, ale za to cywilizowanym asfaltem przez Przysiek.

Jeszcze tego samego dnia mało było mi jeżdżenia i kopnąłem się za Wisłę do Mennonitów.



Wracając koroną wiślanego wału przeciwpowodziowego zauważono działo wodne zraszające areał. Na Kujawach ten wynalazek jest doskonale znany i aż dziw bierze, że na prawobrzeżnym Pomorzu jest to dziw nad dziwy! 

7.05. - ZAMEK W ZŁOTORII. Przybyłem - zobaczyłem i... zdębiałem! Miejsce zwykle zachaszczone i przesadnie porośnięte drzewami teraz okazało się - ku memu radosnemu zdumieniu - pięknie odkrzaczone!

Te ruiny zostały  n a p r a w d ę  pięknie wyeksponowane.

Jeśli komuś akurat potrzebna jest krótka przejażdżka rowerowa to miejsce to jest doskonałym celem niewymagającej rodzinno - towarzyskiej wycieczki.

Jeśli komuś chce się pojeździć nieco dalej zawsze można rowerowo przemierzyć "szlak zamków okołotoruńskich" czyli: Zamek Dybowski, Zamek Toruński i pokazywany właśnie Zamek Złotoryjski.

PS. O zamku w Dybowie nie wspominam bo choć ma ciekawą historię to dzisiaj jedynym jego śladem materialnym jest parę cegieł schowanych w chaszczach i to na terenie prywatnym.... .

8.05. - Koszmary niedojazd do Józefowa. Zachciało mi się do plaży józefowskiej dojechać no i...? ZONK! Się tego dnia nie dało. Coś z planowaniem nie wyszło i kręciłem się po jakichś nieznanych miejscach aż w końcu odpuściłem i celem został objazd miasta ze szczególnym uwzględnieniem części północnej. 

https://connect.garmin.com/modern/activity/22807812023?share_unique_id=234 

8.05. - Przy Złotej Wyspie.
Rozeżlony - po nieudanych  powyższych 33 km - uzupełniłem ten dzień rowerowy krótką trasą (28km) na polepszenie samopoczucia. I to polepszenie się udało.

To miejsce - dobrze znane jest!

9.05. Józefowo. No co to był za problem z tym dojazdem do plaży w Józefowie?  Ż a d e n !

Napierw była droga do Papowa Toruńskiego. Wielki mam sentyment do drogi tej! A dlaczmu?! DLATEMU.

Się zaplanowało, się pojechało i się dotarło bez problemów. Prawie.

Dojazd (tam przed końcem okazał się nieco piaskowy, ale za to asfaltowy powrót zrekompensował tą zaledwie  kilkukilomentrową niedogodność. Oczywiście dojazd był przez Gostkowo, którego KOŚCIÓŁ tu widać. 

Po minięciu Pałacu Romantycznego w Turznie znaleziono się na dojazdowych piaskach. 

Zachęca się aby osoby które tam trafią aby zeszły z roweru. Po prostu. Trzeba piechotą przemierzyć piaszczystą drogę tą!

W śpiewie ptaków (sic!) - w żab rechocie tam brnie się przez piaski te.
Bo warto.

Po dojechaniu na to prawie puste miejsce (plaża jak plaża!) nastąpiła szybka ewakuacja i powrót do domu tym razem już wypasionymi asfaltami. Na tej cywilizowanej nawierzchni nastrój się poprawił, pewnie dlatego, że - nad jeziorkiem nieobecny - Internet powrócił!

Tyle na dzisiaj zgrubnych opisów tras kanonicznych o których hurtowo wspominam. Mam nadzieję, że kogoś zainspirowano do ruszenia się sprzed telewizora.

PS. Gdyby komuś było potrzebne więcej szczegółów (trudności dojazdowe, szlaki gpx) konkretnej trasy / tras to zapraszam do kontaktu pod wiadomym adresem.

Podziel się