poniedziałek, 17 września 2018

Zagadka nr 11 (2020)

Zrobiło mi się takie oto zdjęcie i... potrzebny jest dla niego tytuł.
- Tym bardziej, że nie wiadomo co to jest :-)

A CO TO JEST?

niedziela, 16 września 2018

LUBOSTROŃ - W samym pałacu 2/2 (2019)

Jako się rzekło jesteśmy 70 km od Torunia, w kujawsko-pomorskim Lubostroniu, gdzie od pałacowego westubulu zwiedzanie rozpoczęto.

Zapoznawszy się z należną czcią z historią obiektu ręcznie skreśloną zanurzyliśmy się w odblaski dawnego arystokratycznego świata.

Warto wiedzieć, że obecnie obiekt pełni rolę pulsującego życiem centrum kulturalnego.  Miarkując skalę można się pokusić o stwierdzenie, że tym dla Bydgoszczy jest Lubostroń czym dla Torunia istnieje dworek w Szafarni

Wprowadzeni w temat przez Pana Przewodnika dalej już na własną rękę zaczęliśmy się zachwycać udostępnionymi nam dobrami.

Po tym zwiedzaniu najbardziej zapadł mi  w pamięć kandelabr z Sali Rotundowej, którego nie dały rady zrabować zwycięskie wojska podczas ostatniej wojny.

Nie zważając na to, czym jest symetria w opinii Juliana T. autor zdjęć uległ poświęceniu i zaległ na podłodze aby dla potomności ten niezwykły obiekt na jeszcze jeden sposób utrwalić.

Tak, w Sali Rotundowej można poczuć dumę i uprzedzenie do minionego świata zaklętego w kolumnach i stiukach... .

W tym miejscu można też zupełnie swobodnie rozpuścić (jak dziadowski bicz) nawet najbardziej dziką wyobraźnię na temat dawnego arystokratycznego życia... .

Jakież tu musiały odbywać się bale!

Jakież to żupany a koafiury na siebie zakładano, aby oszołomić, zastawić się, przyćmić innych a osobiście się pokazać!

W przytulnych, małych pokoikach dookolnych wrażenie to potęgowało się podpierane stosownymi drobiazgami z wyposażenia.






Jako człek bywały w szerokim świecie (hi!hi!) czułem się w miarę swobodnie na pańskich pokojach i nawet kwaśna mina Starszego Pana z Sali Portretowej nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia.

Natomiast ciepła odzież osób portretowanych przypomniała mi uwagę włoskiego przewodnika, że to piękny architektonicznie nad wyraz obiekt jest, ale raczej mało praktyczny.

Duło w nim niemiłosiernie i być może te portrety są mocnym dowodem, że obiekt oparty o perfekcyjny włoski wzorzec - jako i oryginał - ma podobną niedoskonałość.


Ten przerost środków oszałamiających w żadnym wypadku nie przeszkadzał nam w kontemplowaniu odtworzonego z pożogi dziejów jaśnie wielmożnego otoczenia.

W nabożnym skupieniu oglądano imponujące wnętrza, wsłuchując się w odgłosy i kroki dawno minionego czasu... .




Piwnic pałacowych nie pokazuję, bo one zasługują na osobny rozdział czego już mi się nie chce robić. W końcu sami możecie sobie poodkrywać na własny rachunek te piwniczki na wino przypominające katakumby.


Sami  możecie pozachwycać się światłem na korytarzach prowadzących do podziemi.

Osoby z zasobniejszymi portfelami a mające nadzwyczajną okazję zawsze też mogą w pałacu wynająć sobie luksusowy (zapewne) apartament na pięterku, którego nie było dane nam obejrzeć.

W skład oferty - nawet dla osób urodzonych w czworakach - wchodzi także możliwość wykąpania się w hrabiowskiej wannie, którą dla zaostrzenia apetytu wyjątkowo pokazuję.

Odjeżdżaliśmy stamtąd pełni wrażeń, mając szczerą nadzieję, że epopeja własnościowa tytanicznym wysiłkiem zostanie rozwiązana w możliwie najlepszy sposób.
- Ot, koronny dowód na to, że człek lubi się czasami oddać marzeniom.

PS. Warto zapamiętać: LUBOSTROŃ - Miejsce do którego się wraca!


sobota, 15 września 2018

LUBOSTROŃ - Dookoła pałacu 1/2 (2018)

Ten Lubostroń już za mną nie tyle, że chodził co wręcz biegał!

Co raz to:
- wyskakiwał w telewizyjnym okienku (coś ważnego tam trwa!),
- migał na komputerze (smth  interesującego się tam dzieje!),
- zjawiał się w myślach (a może by tam...?).

Aż wreszcie cierpliwość się wyczerpała i powiedziano basta: JEDZIEMY!

Przyciągała nas do tego pałacu i parku jego legenda o włoskiej pyszności obiektu rodem z Veneto, gdzie pan Andrzej Palladio po raz pierwszy willę taką sobie postawił. I stoi onaż do dziś w pustaci rozległej a na niepozornym pagórku.
- Było się tam, widziało się ją, to się wie.

Zajechawszy do Lubego Ustronia (w skrócie Lubostroń) wielkopański nastrój nam się udzielił tak bardzo, że zdecydowaliśmy się na rzecz niesłychaną! Pokonując wrodzone skąpstwo daliśmy się fachowo (za śmiesznie małą opłatą!) przewieźć bryczką po parku.
- Sympatycznemu Panu który powoził zaprzęgiem dwukonnym dziękujemy za bezpieczną podróż.

Spacerowano także po jaśniepańsku  zachwycając się i smucąc jednocześnie urodą parku w stylu angielskim zmasakrowaną przez huragany w zeszłym roku.

W wyniku pamiętnych dwóch nawałnic padło wtedy 40 procent z kilkudziesięciohektarowego drzewostanu...

...w tym 20 pomników przyrody!

Mając w pamięci kruchość rzeczywistości i posługując się informacjami z plotkarskich w swej naturze mediów spieszmy się oglądać ten pałac, bo nie wiadomo jak długo będzie dostępny dla szerokiej publiczności.

A dostępność tegoż obiektu może upaść na twarz przed majestatem Potomka za pomocą prawnych sztuczek.  Otóż całkowicie rodowity australijczyk będący potomkiem Skórzewskich - po wyremontowaniu rezydencji - przypomniał sobie, że to jest jego własność i rad by ją ochoczo odzyskać.

Jak na razie trwające od wielu lat sądowe rozstrzygnięcia wahają się raz w jedną to w drugą stronę i nieznany jest wynik ostateczny. Z mieszanymi uczuciami śledzę tą batalię zachęcając do patrzenia na ręce decydentom.

W medialnej wrzawie argumentów za i przeciw sprywatyzowaniu rezydencji stoją różne argumenta. Święte Prawo Własności betonowo trwa po stronie prawników uzbrojonych po zęby w swoje zawiłe i pokrętne tłumaczenia.

Wymachuje ono hałaśliwie mocno wypłowiałym sztandarem jakoby patriotyzmu byłych posiadaczy ziemskich co przypomina mi dwie sprawy.

Pierwsza prowadzi do znanego powiedzenia, że jak coś za dużo o patriotyzmie jest gadane to oznacza, że kraść będą... . Pewnie cytat brutalnie  nieprecyzyjny i rażąco niesprawiedliwy, ale zdaniem homo sovieticus czy innych bardziej prawdziwych patriotów (?!) trafiający jednak w samo sedno.

Druga z nich to niedawna historia "Damy z łasiczką" i sprawa błyskawicznego transferu (według niektórych nadgorliwie szybko przekazanej za nią "arystokratom" kasy) na Maltę... .  A miały one pokaźne fundusze zasilić magnacką fundację zostając w Polsce i jej pośrednio służyć co ponoć gwarantowało uroczyście dane verbum nobile... .

Warto zapamiętać  tym czartoryskim patryjotom ten szlachetny czyn, którego dokonano w biały dzień! Takie rzeczy robi się nawet za mniejsze sumy niż 100 mln ojro.

Po takich myślach dłuższy spacer po parku pozwolił nam jako tako dojść do siebie.


A przy okazji, jakoś zabrakło nam czasu aby rozwikłać zagadkę: czym są takie oto ogrodowe postumenta z których jeden tu pokazujemy?


Patrząc na przepyszne platany i zaglądając w różne pałacowe zakamarki próbowałem sobie wyobrazić jak mógł ten zespół obiektów wyglądać w chwili jego największej świetności.
- No, na pewno nie tak jak wolno stojący budynek gdzieś tam  w wielohektarowym parku!

Przecież w początkach drugiej wojny światowej do podstawionego przez Niemców pociągu załadowano 6 (słownie: sześć) wagonów pałacowego wyposażenia... .
- Ciekawe co się z nim stało?

Nie wiem i nie mnie dźwigać ciężar rozstrzygnięcia czy pałac i park powinny wrócić do Potomka czy nadal ten zabytkowy zespół służyć Społeczeństwu ma.

Podziel się