sobota, 27 czerwca 2026

Na rozgrzewkę: SŁUŻEWO (2405)

No nie mogłem się tej niedzieli z tym Starogrodem doczekać! No to sobie pojechałem do Służewa czyli do odhaczenia była pozycja na Liście Tras Kanonicznych nr 24.

Ponieważ na otwartych terenach słońce prażyło aż z mózgu robiła się galareta  (była patelnia, smażalnia, oraz nad_upał) zastosowano chytrą technikę schładzania się w dostępnych cieniach wszelkich.

Oczywiście wcześniej był krem setka i długi rękaw.

Dawało się jechać gdyby nie ten rozmiękczony mózg: przez niego to na drogi polne byłem wyganiany. Skutecznie. (Ostatni odcinek wzdłuż torów aleksandrowskich był po prostu upiorny!)

Szkoda tylko, że kościół w Służewie był zamknięty na głucho.

Jakoś tak dziwnie nieładnie wyjeżdżałem z Aleksandrowa Kujawskiego co raz to myląc drogę co nieodmiennie skutkowało przebijaniem się przez zaspy piaskowe. 

...ale jakoś tam się do domu dojechało!

Ogółem dziś przejechano 70 km co potwierdzam zapisem TRASna wieczną rzeczy pamiątkę.

OSTRZEŻENIE. Proszę nawet nie próbować jechać tym śladem!

sobota, 20 czerwca 2026

Płużnica (2404)

Pojechałem - dotarłem - wróciłem!

Płużnica - pozycja na Liście Tras Kanonicznych nr 33 została ZALICZONA.

Przejechano 76 km po trasie: https://tiny.pl/7_2vw7k7f 
- Amen

PS. Jutro nigdzie nie pojadę!
- (Chyba) Jutro nigdzie nie pojadę
- (Napewno) Jutro nigdzie nie pojadę
- Jutro (zapewne) nigdzie nie pojadę
- (Myślę, że) Jutro nigdzie nie pojadę... . 
- ...o ile się nie mylę!

piątek, 19 czerwca 2026

Dąbrowa Chełmińska (2403)

Na własne oczy widziałem wielkie miasto w stylu włoskim. Patrzyłem na ledwie widoczne wille patrycjuszy ukryte wśród bluszczu.

Przechadzałem się po mieście pełnym monumentalnych pomników na wielkich placach. Oszałamiały mnie majestatyczne budowle i spiżowe postacie rzymskich bohaterów.

Słyszałem cicho szemrzące marmurowe fontanny przy których przesiadywały setki odpoczywających ludzi.

Wdychałem aromatyczne zapachy ciągnące się od małych kafejek. Mikroskopijne restauracje rodzinne zapraszały na proste, smaczne i niedrogie dania.. . . A wszystko to otulone zapachem kawy i świeżego pieczywa.

Oszołomiony chłonąłem te miejsca pełne cichego gwaru. Duszne zapachy z kwiaciarni konkurowały tam z dyskretnymi, ledwie wyczuwalnymi nutami zapachowymi mijanych dziewczyn... .
- Taki właśnie miałem sen!

Co ciekawe, to zwiedzając jak duch to miasto wiedziałem (no miałem pewność!), że nazywa się ono... Dąbrowa Chełmińska.
- Czy kogoś dziwi, że wreszcie tu przyjechałem?

W realu nie spodziewałem się włoskich widoków, ale kiedy tu już trafiono mimo dysonansu pomiedzy marzeniem sennym a rzeczywistością zauroczyło mnie to miejsce.

Mogę zapewnić: Dąbrowa Chełmińska (to wioseczka!) jest jak mikroskopijne miasteczko. Jest tam wszystko co powinno być: kościół i fontanna, czyściutkie ulice i zadbane domki, a nawet mały zagajniczek rozczulająco zwany laskiem.

Miejscowość jest ekstremalnie zadbana i choć daleka od sennego wzorca godna jest odwiedzenia.
- Cieszę się, że tu byłem.

Ponieważ istnieje rozrzut pomiędzy marzeniem sennym a realem jaki zastałem nie będzie dzisiaj obrazkowego opisu zastanej rzeczywistości. Dla mnie Dąbrowa Chełmińska na zawsze będzie włoskim miasteczkiem z mojego snu.

PS. Przejechano 67 km po następującej trasie: https://tiny.pl/zvdygd05d

czwartek, 18 czerwca 2026

Peregrynacja do czterech świętych (2402)

W związku z wczorajszym potarganiem na dziś zaplanowano trasę lekką, łatwą i przyjemną czyli do 40 km. Prognoza pogody słowa dotrzymała i było jak być powinno: ciepło i słonecznie.

Żeby się zbytnio nie przemęczać postanowiono na wspomaganiu trasę pokonać. I prawie, że tak było. ...ale o tym na końcu. Bo na końcu rowerowego dnia ten ból się pojawił.

Na początek objaśnienie: potoczna nazwa tego wyjątkowego miejsca odnosi się głównie do św. Rozalii. ...ale po stawieniu się na miejsce okazało się, że ta interesująca KAPLICZKA ŚWIĘTEJ ROZALII ma czterech patronów! Stąd tytuł notki.

Odwiedzanie zaczynamy od źródełka znajdującego się naprzeciwko schodów prowadzących do punktu głównego.

Zejście w dół pozwala nam zapoznać się z pompą tłoczącą kiedyś wodę, która teraz okazała się być w stanie nie działającym. Nie zrażeni tym smutnym faktem po zarejestrowaniu obrazków  k o m ó r k ą  (o wstydzie!) udano się do kapliczki.

Skrócony życiorys św. Rozalii przybliżamy tym oto obrazkiem zalecając zapoznanie się z pozostałymi patronami już własnym staraniem.

Z turystycznego punktu widzenia kapliczka też jest przedziwna! Znam takich co nie zauważyli, że obudowuje ona pień drzewa! A wszystko zaczęło się od zarazy.

Według tradycji około lat 1735–1737 wieś Przeczno nawiedziła epidemia, najprawdopodobniej cholery. Zaraza miała być tak groźna, że wymarli wszyscy mieszkańcy. Jedyny człowiek (Józef Szmania) który ją przeżył ukrywał się w lesie szukając ratunku. 

Wtedy to miał doznać objawienia św. Rozalii, patronki chroniącej przed epidemiami. Święta wskazała mu źródło bijące w lesie koło Przeczna i poleciła obmyć się jego wodą. Po wykonaniu polecenia odzyskał zdrowie.

Kiedy Józef Szmania wyrył wizerunek św. Rozalii w drzewie (dąb) zaczęto postrzegać to miejsce jako święte i zaczęto do niego pielgrzymować.

Następnie:
- w 1852 r. pień dębu obudowano kapliczką,
- w 1905 r. kapliczkę odnowiono,
- podczas II wojny światowej została zniszczona,
- w 1979 r. odbudowano ją w obecnej formie wzbogaconej o pozostałych patronów.

Nie wiadomo gdzie faktycznie znajduje się cmentarz poepidemiczny z czasów zarazy, ale obecnie miejsce to jest tak właśnie symbolicznie postrzegane.

Do dziś uroczystości przy kapliczce odbywają się co roku 4 września (wspomnieniew w kościele katolickim  św. Rozalii), albo w najbliższą  niedzielę po tym terminie.

A co z tym się przemęczaniem? Wracając do Torunia powyłamywanymi ścieżkami rowerowymi napadła mnie refleksja: wladze w Przecznie i Pigży (a może nawet i Łubianki gdzie gmina jest?) winny być postawione do kąta. Niech stoją tam i się wstydzą!

Gmina bogata (co widać na każdym kroku) a drogi rowerowe z tymi pozapadanymi płytkami na pośmiech gospodarność władz lokalnych wystawiają. (c.b.d.u.) 

wtorek, 16 czerwca 2026

Pałac w Ostromecku (2401)

Było się dziś w mało reprezentacyjnym Ostromecku. Ot, przejażdżka taka jak jedna z wielu. Nic szczególnego gdyby nie wiatr 18-20 km/h w twarz wiejący. W porywach zdarzało mu się dmuchać do 50 km/h.

Rano (6:30) umiarkowany chłodek, potem robiło się jakby cieplej aleć przecież nie na tyle żeby zdejmować bluzę.

Słońce co jakiś czas wynurzało się spoza burych chmur udając, że jest zainteresowane świeceniem, a nie było.

Pałac okazał się być tu i ówdzie remontowany.

UPRZEJMIE DONOSZĘ KT (Komu Trzeba), że nadal nie ma na jego terenie infrastruktury dla rowerzystów! Brak choćby zwykłej wiaty położonej w ustronnym miejscu coby gości pałacowych nie ranić widokiem kasków czy rowerów. No chciałoby się w kulturalnych warunkach zjeść kanapkę przegryzaną jajkiem na twardo... . 

Były za to maszyny warczące trawę ścinające. W tym upiornym grzechotaniu nie można było odpocząć więc najszybciej jak było można pognałem do domu. 

Jak wróciłem do Torunia to nie wiem, bo trasy powrotnej nie pamiętam chociaż popamiętam tą przejażdżkę na długo. 

Ocknąłem się dopiero na Chełmińskim Przedmieściu ze zdziwieniem zauważając znajome obiekty... . TAK, ten wiaterek dał w kość.

Ogółem to było 77 km po takiej oto trasie: https://tiny.pl/jmg0y7krx.

PS. Zastanawiam się co mną kierowało tuż przezd dojazdem do celu. Mając do wyboru wypasioną ścieżkę rowerową  po lewej pojechałem jednak na prawo. Dzięki takiej decyzji mogłem sobie przez parę km brnąć po piachach. Ogółem jednak nie było źle, bo piachy mokre były i tylko parę razy przepychałem przez nie rower.

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Cztery trasy z WIELKIEJ LISTY (2400)

O tym, że się było w Zamku Bierzgłowskim wypada wspomnieć. Trasa doń z dawna objechana jest po wielokroć i nie byłoby w niej nic ciekawego, gdyby nie to, że tym razem nie była to przejażdżka z LISTY TRAS KANONICZNYCH ale przedsięwzięcie rodzinne.

Przejechano banalne 31 km, ale za to w jak wyśmienitym towarzystwie! Składu osobowego nie pokażę z uwagi na RODO, ale trasę to i owszem: https://tiny.pl/d7wmy-0p1

Druga trasa ze wspomnianej WIELKIEJ LISTY w tym odcinku dotyczy Nawry. Przywitał mnie zachwycający w swej urodzie kościół parafialny pw. Św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Ten widok mnie rozczulił albowiem, odwołuje się on do ważnych dla mnie wspomnień.

Tym razem jednak nie kościół był celem mojegj przejażdżki rowerowej. DO PAŁACU jechałem. Miłościwie nam panujący Marszałek Województwa (niech wychwalany będzie!) postanowił, że w tym miejscu należy utworzyć Muzeum Ziemiaństwa naszego lokalnego.

Proszę  aby nikogo nie zmylił nazbyt frywolny ton wypowiedzi. Piszę serio: przywrócenie do życia tego obiektu przez decyzję marszałka województwa Piotra Całbeckiego to jedno z większych wydarzeń w naszym regionie. Pamiętam przecież boleśnie tego pałacu pożałowania godny stan sprzed wielu lat... . 

Dwa lata temu już krążyły wieści o tym jego odnowieniu ze wspomnianym przeznaczeniem. Na razie dobrze się dzieje, chociaż - mimo widocznie intensywnych prac - słaba jest nadzieja na ukończenie remontu jeszcze w tym roku. O wyposażeniu nie wspominam.

Tego dnia (10 czerwca) przejechano 57 km, następującą trasą https://tiny.pl/mf1gycrhm

Trzecią trasą do opisania na dziś jest ta do Kowalewa Pomorskiego. W tym miasteczku bywa się niekiedy - nigdy nie mając czasu na przyjrzenie się mu. 

A z tym kościołem pw. św. Mikołaja Biskupa związana jest ważna dla mnie historia, którą opisano TUTAJ. Podsumowując Kowalewo: 11 czerwca przejechano 60 km, po trasie https://tiny.pl/tmj-gjyq0

PAŁAC WIERZBICZANY okazał się na moje szczęście niełaskawy. Zamknięta brama nawet mnie nie zmartwiła wszak  miejsce to tylko do zaliczenia mi było potrzebne. 

Ważniejszy był drugi punkt w tej wioseczce: wiejski sklepik.

Proszę pana ja ten sklep od 35 lat prowadzę. Wszyscy u mnie już byli: i zagraniczni goście z Australii i pelgrzymi na Drodze Jakubowej! Kawy panu zrobić? Zrobić, i jeszcze to i tamto oraz szneka proszę!  

Ta czwarta trasa z dzisiaj opisywanych to przejechane 72 km, po następującym śladzie: https://tiny.pl/vf9d7n2_n

W ten sposób nawiązując do LISTY TRAS KANONICZNYCH podsumowuję: na chwilę obecną mam 30 przejechanych tras na 63 zaplanowanych. Całość zajęła 1.260 km udokumentowanych za pomocą śladów gpx made by Garmin. No tyle udało mi się w tym sezonie przejechać. Czy jestem dumny z tego wyniku? NIE, bo przed liczeniem, liczyłem że wyjdzie więcej :-)

Niemniej jednak ducha nie tracę, bo już we wtorek (podobno) otwiera się kolejne okienko pogodowe. (Hurrra!)  A jak zamierzam tenże lufcik okołosłoneczny wykorzystać?! 

O planach się nie mówi: PLANY SIĘ REALIZUJE.
- Opowiem, w swoim czasie opowiem.

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Papowo Biskupie (2399)

Czyhałem na okienko pogodowe i się doczekałem. Trasa byłą planowana od dawna i nareszcie... . o poranku wyruszono w drogę! Dla ciekawskich podaję, że to zdjęcie zrobiono 8 czerwca o godz. 4:53' 37". W obliczu  nadchodzących upałów nagle przypomniano sobie, że dobrze jest wstać skoro świt!

Do Zamku dojazd okazał się bezproblemowy. I była tak, że puste drogi, że niezłe nawierzchnie i sprzyjająca aura.. . Ma się to szczęście!

Dodatkowo jeszcze życzliwość i wskazówki Osoby Lokalnej pomogły mi w zorganizowaniu sesji.

I było wśród ruin błądzenie (z zachowaniem należytej staranności!), księżyca podglądanie oraz ogólne zachwycanie się minionym czasem zaklętym w kamieniach dzikiego muru (No nieźle mnie poniosło!).

Uwaga: pojęcie dziki mur jest jedynie słusznym określeniem dla tego typu budowania. 

Miejsce na pewno jest niezwykłe i... szokująco starannie, czysto oraz schludnie utrzymane. Tamtejszy Toi-Toi w swojej kategorii osiągnął mistrzostwo świata jako (bez żadnej przesady!) obiekt elegancki i pachnący tak, że hotele z 5 gwiazdkami mogłyby brać wzór.

O tym, że prawdą jest to co napisano powyżej zaświadczyć może tylko osobista wizyta każdego z czytelników Obserwatora Toruńskiego chociaż skłonny jestem uznać, że Zamek jest znacznie ciekawszy.

Warto, - dla Zamku - po prostu warto tu być! A jak ktoś jeszcze nie przekonany to niech sobie zdjęcia poogląda. Można się podelektować swobodnie. Wiem co piszę, bo NIE JESTEM TU PIERWSZY RAZ.




















Po przeciwnej stronie drogi ten "Ursus" sobie stoi i wygląda tak.



Wracając do domu mogłem beztrosko sobie stwierdzić: piękną mamy wiosnę tego roku

Ogółem tego dnia (8-go czerwca) przejechano 71 km, taką oto trasą:

https://tiny.pl/1m-5kyz5g

Podziel się