środa, 20 lipca 2011

Przerwa (649)



W szczególnych momentach warto przywołać książki,
ludzi i zdarzenia które są ważne,
które podkreślają chwilę.


Poniższą miniaturkę napisał Jerzy Afansjew (proszę koniecznie przeczytać notkę z Wikipedii!) - zapomniany przez wszystkich Autor. Nowelka pochodzi ze zbioru "Biurowiec", wydanego w 1982r, w Warszawie w nakładzie 2 000 egz. Ilustracjami opatrzył je Kazimierz Wiśniak.

* * *

Jerzy Afanasjew – MÓWCA

Cała twarz jego kraśniała zadowoleniem, gdy przemawiał. Żyły nabrzmiewały mu na skroniach jak śpiewakowi, a wspaniały tenor rozlegał się w sali pokrytej alabastrem.

Wiele lat minęło, od kiedy pan Melchior znalazł się na zasłużonej emeryturze. Wprawdzie mówcy w tym kraju otrzymywali większą emeryturę, konkurując ze śpiewakami, niemniej panu Melchiorowi było smutno. Pan Melchior nigdy nie tańczył na przykład charlestona, natomiast przez całe życie uwielbiał zebrania. Odczuwał wzruszenie gdy przypominał sobie pokoje ciemne od dymu, cudowne i wdzięczne sale konferencyjne, stoły, mównice. I ten cudowny szmer oklasków, skandowań, śpiące jakby w zasłuchaniu twarze publiczności – tłumu pomnikowo-drewnianego. Teraz pozostawała już tylko wegetacja. Gdzież ten szalony aplauz pozornie wynudzonych sal, tysiące oczu wpatrzonych w mówcę? Wszystko przeminęło, pozostał żal.

Toteż pan Melchior ustawiał w zaciszu domowym lustro i samotnie odbywał zebrania. Siadał za stołem (odbicie jego siadało za stołem także), wyjmował stary skoroszyt domowy z rachunkami i wiódł swoje konferencje. Czuł, że młodnieje. Włosy jego przestawały być siwe, kark prężył się, a głos grzmiał z euforią. Ptaki cichły wówczas za oknem, słońce jakby jaśniej zaglądało przez szybę, a on przemawiał. Początkowo zadowalał się tylko jednym odbiciem, ale później ustawiał kilka luster i poszerzył swoje audytorium. Wprawdzie wszystkie postacie czyniły to samo co on, ale pan Melchior nie przejmował się tym, cieszył się iż ma publiczność.

Z czasem wyniósł się za miasto, w szczerym polu postawił niezliczoną ilość luster, nabytych z datków i hojnych składek emerytalnych i dalej wiódł swój proceder. Teraz miał publiczności w lustrach bez liku, przemawiał - jak to się mówi – do mas. Czuł pełne zadowolenie z życia, wszystkie twarze w lustrach wpatrzone były w niego, wiedział, że do czegoś jeszcze dojdzie, że coś jeszcze zdziała. A gdy na zakończenie swojej mowy zaczął sam, klaskać, mimo że wszystkie postacie czyniły to samo, słychać było tylko jego. Samotny starszy pan bijąc brawo w szczerym polu wśród luster. Nawet echo mu nie odpowiadało.

Po prostu dziwak.

* * *
Wszystkim który towarzyszyli mi w kolejnej odsłonie
Obserwatora Toruńskiego serdecznie dziękuję!

wtorek, 19 lipca 2011

Na koń! (648)



Co roku w miejscowości Płużnica pod Wąbrzeźnem (ok. 40 km na północ od Torunia) w piknikowej atmosferze odbywa się impreza "Dzień Konia". Oszołomiło mnie to spore przedsięwzięcie! Zwykły mieszczuch nie jest w stanie odczuć tego co tam się działo! To trzeba było zobaczyć.
- Teraz jest już po zupie, ale niech więc zobaczone przez mnie obrazy mówią same za siebie.




Było kogo / co oglądać, było czym się emocjonować!



Takiego wydarzenia wiejskiej Płużnicy mogłoby pozazdrościć niejedno spore miasto: Torunia i Bydgoszczy nie wyłączając. Największe wrażenie zrobiła na mnie prawdziwa familijność imprezy mimo sporego rozmachu z jakim została urządzona. Dziesiątki koni i zaprzęgów, setki ludzi (parę tysięcy?!) i do tego niespotykana gdzie indziej życzliwość dla namola chodzącego, skradającego się czy pełzającego ze swoim aparatem :-)



I z tej okazji Organizatorom, Uczestnikom i innym Pięknym Ludziom których tam spotkałem składam serdeczne gratulacje!
- Oraz podziękowania.



To się może niektórym wydać przesadne ale niech tam... . Po tej imprezie zrozumiałem dlaczego konia należy czcić i honorować. Co więcej: w tym wspaniałym zwierzęciu po raz pierwszy zobaczyłem coś więcej niż tylko zwykłe stworzenie: istotę które ma charakter, która czuje, która potrafi przynieść ludziom tak wiele radości i pożytku, że jest je za co szanować.
- A jest!

niedziela, 17 lipca 2011

Cud zdarza sie tylko dwa razy (646)

Wczoraj było coś o niemożliwości, wyjątkowym zbiegu okoliczności i innej takiej cudowności która niektórym przydarza się wbrew przyjętym prawom i nawet prawu do przypadku.
- Dzisiejsze story pochodzi z tej samej skrzyni z opowieściami.



Kiedy brakuje świeżego pomysłu na fotograficzny temat zawsze warto znaleźć się w Parku na Bydgoskiem. Tam zawsze coś ciekawego się dzieje! Moja ostatnia wizyta była jednak tego twierdzenia stanowczym zaprzeczeniem. Zrozpaczony więc byłem tym, że pusto i głucho, ptaki wysoko albo w dziuplach a oprócz meneli nie było tam żadnych zwierzaków... .

Z przyzwyczajenia więc zrobiłem parę zdjęć kaczek (na które zawsze można liczyć) i - chociaż nie padało - poszedłem jak zmyty do domu.

A tam na monitorze... .
TO.



Na początku kaczka nie chciała rozmawiać z żółwiem.
Potem - jak się już rozkręciła - to nawet próbowała mu zaimponować stojąc na jednej nodze.



W końcu się jakoś dogadali... .



Tak było.

sobota, 16 lipca 2011

Cud albo cichym ścigał on lotem (645)

Proszę Pana!

Czy Pan naprawdę myśli, że te wszystkie cudowne zdjęcia ptaków w wielkim zbliżeniu to powstały ot tak sobie, z przypadku?! ...że gość wyszedł sobie w południe na spacerek za miasto z długim obiektywem - patrzy a tam makolągwa, sokół czy inny orzeł i... i już go pikselami ma?!
- NIE, proszę pana!

Zdjęcie w tym trybie to można sobie zrobić co najwyżej takie:



A te wszystkie cudowne zbliżenia ptaków, te ich gody, walki o terytorium czy pożywienie to powstają zawsze prawie w laboratoryjnych warunkach. I są na to dwa sposoby.

  1. Najpierw jest budowa kryjówki w odpowiednim miejscu. Taka 2 x 3m, żeby przynajmniej 2-3 osobników ze super aparatami wygodnie przez przez parę dób pod rząd się zmieściło. Dach w niej musi być porządny a całość zamaskowana i stale zarastająca zielenią. Do takiej ziemnej budy wchodzi się za ciemnego i tylko o takiej porze się wychodzi, coby ptaki i inne zwierzęta ruchu nie widziały.
    - Oprócz pożywienia dla siebie, butelka i wiadro są tam niezbędne.
  2. Potem przed tą budą wykłada się systematycznie pożywienie. Prawie codziennie przez parę tygodni. Lub miesięcy. Może to być przejechane (a rozćwiartowane zwierzę) od leśników, padlina z mięsnego czy też ćwiartki świeżego kurczaka lub innej krowy z supermarketu.
  3. Jeśli do tego ma się spor-o-o-o--ro wolnego czasu to przepiękne zdjęcie mamy zagwarantowane jak w szwajcarskim banku!
Gdyby ktoś był niecierpliwy a posiadał brzęczący i szeleszczący ekwiwalent dużej ilości wolnego czasu to uprzejmie informuję, że wystarczy dzisiaj zapłacić 250 zł za dobę i odpowiednia czatownia znajdzie się sama.
- I to jest sposób pierwszy.

Drugi sposób wiąże się z posiadaniem większej ilości wiedzy. Wystarczy wiedzieć chociażby tylko tyle co Adam Wajrak. Wiedząc gdzie i co z pierzastych przebywa, jak toto się zachowuje, jakie zwyczaje ma podkłada się takiemu ptaku radyjko z właściwymi głosami i ...już!

Samczyk słysząc wabiącą go samiczkę (lub na odwrót!) przylatuje z pobliża. A my nakryci co najmniej szalem snajperskim, ukryci przemyślnie pod siatką, a odziani maskująco cykamy i cykamy cudowne zdjęcia ptaszka siedzącego na umyślnie wbitym w ziemię patyku na wodą. Takiemu (wymarzonemu przez mnie zimorodkowi) na przykład zdjęcia robimy.
- No i jest wtedy wlepiać w co błękitne oczy swe... .

* * *
Sympatyczny Pan Z Rodziną który raczył był życzliwie słuchać mej przemowy był naprawdę staranie wychowany! Razem z Małżonką i Dziećmi każdy i kolejno dopytywał szczegółów a ja oferując im swoją ubogą wiedzunię na temat fotografii przyrodniczej nadymałem się coraz bardziej... .

Mając tak wdzięcznych słuchaczy, których zainteresowanie wciągało w temat i sprzyjało snuciu coraz bardziej detalicznych opowieści z nieba oka jednak nie spuszczałem! Gadanie gadaniem, ale przytomnie rozglądać się za ptactwem (zawsze i stale!) toć jest to przecież święty obowiązek.

I ten obowiązek został nagrodzony tak.




Świat potrafi być piękny bardzo!

piątek, 15 lipca 2011

Wszystko co lata (644)

Wszystko co lata jest piękne!
Nawet motoparalotnia leniwie mrucząca na niebiesiech.



Nawet jeśli ona nad samą głową przelatuje... .



Nie przeszkadzała mi w przeżywaniu kontaktu z naturą.



Ech, polatać by jak ptaki!



Rzekłszy to chlupnąłem po raz kolejny do wody.
- I dobrze mi z tym było!
...czego wszystkim serdecznie życzę!

czwartek, 14 lipca 2011

Ozdoba (643)

W związku z sobotnią porą letnią udano się rodzinnie nad jezioro.
Była więc okazja przyjrzeć się jak odpoczywają rodacy
na swych szybkich maszynach
w strefie jeziornej ciszy.



Trzeba przyznać, że Państwo byli na swój sposób
bardzo kulturalni, bo kręcili bączki na tyle daleko,
że ino długie oko było w stanie ich wyczyny zarejestrować.
- I za to jestem im wdzięczny!



Obrazy dla zwykłych śmiertelników były tym bardziej interesujące,
że prezentacja trofeów życiowych odbywała się z wdziękiem
właściwym dla tej kasty.



Niepowtarzalnym.

środa, 13 lipca 2011

U wód (642)

Było się w kurorcie to się dywany kwiatowe widziało.



Na świecie zmiany wielkie, a życie w tym miasteczku
jakby nigdy nic toczy się swym leniwym trybem.



Od wielu lat, a dokładnie od 175.



Naturalnem było, że rozglądałem się za ptactwem.
- Ach, gdybyż tak żywego orła zobaczyć! (Wzdychałem)
Póki co kamienny musiał mi wystarczyć... .



Środek dnia poszukiwaniom pierzastych też nie sprzyjał,
ale w tym uzdrowisku (jak na kurort przystało)
zawsze można liczyć na łabędzia.
...i to w dodatku czarnego!



Zdjęcia muszli koncertowej ani (tak charakterystycznych) drewnianych ozdóbek
przydachowych nie zamieszczam. Licząc na zrozumienie.

wtorek, 12 lipca 2011

Drozd śpiewak (641)

Na obrzeżu kałuży sobie siedział.
I śpiewał.



Na obrzeżu kałuży.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Wczesnym świtem (640)

Wczesnym świtem kiedy jeszcze ciemno wstań.
Samolotem, samochodem, rowerem czy na pieszo przybądź tu.
- Posiedzimy sobie razem.



Pamiętaj!
Magiczne miejsca nie zdarzają się wszędzie.



I nie wszędzie można znaleźć wytchnienie.
- Przybywaj!

niedziela, 10 lipca 2011

Gołębie rentgenowskie (639)

Pan Artysta na murze zapytał się czy chciałbym latać w... .



Chyba nie chce mi się lata latać w komorze rentgenowskiej.
Nawet za cenę wiekopomnej sławy wynikającej
z pokazania światu jak piękne mam wnętrze.

sobota, 9 lipca 2011

piątek, 8 lipca 2011

Pewna pliszka (637)

Siedziałem sobie spokojnie, a ta nadleciała i jak się nie rozjazgocze!
Uszy bolały od tego niemiłosiernie.
- A ja siedziałem sobie spokojnie.



...a co ta pliszka wyobraża sobie: orłem ci ona jest?!

Podziel się