wtorek, 12 marca 2019

Kocher czyli oldskulowe gotowanie (2055)

W przeczuciu rowerowych podróży dalekich oraz wielodniowych postanowiono wypróbować historyczny kocher od dziesiątków lat cicho spoczywający sobie w piwnicy.

Jak pokazał przeprowadzony test urządzenie napędzane denaturatem działa a wyposażenie robi wrażenie swoją kompletnością.

Jedno zalanie palnika (ten żółtawy coś w środku garnka) starcza na 15 minut, czyli zagotowanie wody w największym pojemniku znajdującym się w zestawie.
- Znaczy się, że to urządzenie paliwożerne jest!

Z punktu widzenia dzisiaj stosowanych grzewczych urządzeń biwakowych jest to zapewne dziw przedpotopowy i (wydaje się być) jakoś mało bezpieczny.

Niemniej jednak na balkonie pomidorówkę udało się na nim przygotować! I smakowała.

PS. Powyższy materiał w żadnym razie nie jest sponsorowany.
- A szkoda!

Producenci taniej żywności liofilizowanej (a jest taka?!) gdzie jesteście?!

Wiosna na Zaszarpiu (2054)

W Strefie Ekonomicznej CRISTAL PARK (nikt nie używa tej nazwy!) tuż za firmą SHARP czyli na Zaszarpiu są setki kaczek lub nawet tysiące.

Stwierdziwszy ten doniosły fakt rozpoczynamy cieszenie się wiosną!









5 kluczowych słów (2053)

Parę dni temu zaproszono mnie do ciekawego przedsięwzięcia. Chodziło o oprowadzenie Grupy OZ (Osoby Zaprzyjaźnione) po naszym pięknym Toruniu. Mój początkowy dystans do projektu (nie jestem przewodnikiem!) został złamany stwierdzeniem: ale w Toruniu mieszkasz więc na pewno coś ciekawego powiesz!
- Alicjo! Ty masz na mnie sposoby!

Rad nie rad (no jak tu odmówić gdy osoby sympatyczne, a dawno w mieście nie byłem) przychyliłem się do i po krótkim wstępie w restauracji hotelowej zaczęliśmy "zwiedzanie". Cudzysłów w tej sprawie jest wyjątkowo na miejscu, bo więcej w tym moim przekazie było bajania niż twardych dat i faktów co zresztą ochoczo zaakceptowano.
- Aniu! Jestem Ci wdzięczny za trafne pytania.

Na początek trafiliśmy do Kościoła Mariackiego. Po dosyć pobieżnym obejściu najważniejszych zakamarków wychodzimy na świat a tu ZONK: lodowaty wiatr pogania deszczem! Wycofano się więc na z góry upatrzone a kościelne pozycje tym razem bardziej szczegółowo podchodząc do przyglądania się freskom, detalom architektonicznym czy szczegółom w wyposażeniu wnętrza.

W końcu temat się skończył (bo przecież Toruń czeka!) a tu na froncie (pogodowym) bez mian. Jak niepyszni więc schowaliśmy się czym prędzej do kawiarni w Dworze Artusa. Tam też opowieści dokończono z lekkim uczuciem niedosytu.

Otóż podczas całego spotkania dawał się odczuć brak komfortu, wynikający tak z warunków meteo jak i z katastrofalnie małej ilości czasu jaki był do dyspozycji. W związku z tym trzeba było się skracać niejednokrotnie wyrzucając z siebie tylko słowa kluczowe.

Coby nie było na mnie, że się do zadania nie przyłożyłem oto 5 z nich zamieszczam odsyłając ich skróty do szerszych objaśnień.

Wąbrzeźno - To hiperłącze odwołuje się do atmosfery znanego mi miejsca.

Tutivillus - Dotyczy tego kto pilnuje porządku w kościele zapisując grzechy na wołowej skórze.

Chełmno - Miasto od którego zaczął się duchowy Toruń.

Stella Polaris - Story o dawnym Toruniu własnoręcznie napisane pod wpływem ekipy komediantów, która swego czasu nasze miasto nawiedziła.

Donatywa - Niedoceniona w Toruniu moneta o charakterze medalu (lub odwrotnie).

Tych słów kluczowych to było na pewno więcej, ale nie ma co przesadzać z tym wirtualnym zwiedzaniem. Toruń po prostu trzeba zobaczyć przez czas dłuższy niż marne trzy godziny, tak aby naprawdę poczuć ów prawdziwy "gotyk na dotyk".

PS. Otwierające zdjęcie wskazuje na to, że tej panoramy też nie było możliwości obejrzeć!

poniedziałek, 11 marca 2019

Przygoda z "Przygodą" (2052)

A było to tak.

Niepomny informacji na fejsie, że (niestety) ale wyprawa "Skołowanych" na Zamek w Złotorii odwołana (zbyt zimno i za silny wiatr) i tak się wybrałem na miejsce zbiórki, czyli pod OBI.

A nuż kogoś kto o poranku z FB nie skorzystał spotkam tam?!

Pojechałem więc wyposażony w godną naukowca postawę wątpiącą: a może jednak nie będzie tak źle i uda się pojechać w małym ale za to niezłomnym turystycznie towarzystwie?!

Zajechawszy na miejsce zastałem tłum nieznanych mi rowerzystów!
Dowiedziałem się od nich, że owszem parę osób ze "Skołowanych" było, ale już sobie pojechali. Nie dowiedziałem się czy do domów czy na zamek... .

Na cicho wypowiedzianą propozycję to może bym się do Was dołączył skoro już tu jestem (dokądkolwiek jedziecie) rozległo się chóralne ZAPRASZAMY.
- No to jak mogłem nie skorzystać?!

No kiedyś obiło mi się o uszy, że w toruńskim PTTK jest Klub Turystyki Kolarskiej "Przygoda", ale... wrodzona nieśmiałość i tak dalej nie pozwoliły mi na wcześniejsze zapoznanie się. A tu proszę od razu (sic!) i bez podchodów włączyłem się w działalność sekcji rowerowej toruńskiego PTTK.

No i tym sposobem wzięto udział w Rajdzie Pamięci od razu czując, że jestem we właściwym gronie!

Mimo dolegliwego chłodu łagodzonego kominiarką i życzliwością Klubowiczów przemierzyłem wraz z grupą cały rajdowy szlak. Dla mnie tego dnia było to 35 km.

Czy muszę mówić, że czułem się jak ryba w wodzie mogąc portretować?!

Korzystając z okazji intensywnie dopytywałem bardziej doświadczonych ode mnie rowerzystów o szczegóły ubioru czy wyposażenia. Mam przecież  w tym roku wielkie rowerowe plany, do których należy się profesjonalnie przygotować.

A jeśli nie tu i teraz a od Nich to od kogo?!  Przecież wielu z nich to przodownicy turystyki rowerowej, którzy niejeden tysiąc kilometrów mają za sobą i niejeden przed sobą.

Mając nadzieję, że nawiązane kontakty rozwiną się dziękuję za przyjęcie mnie do grupy rajdowej.
- Pozdrawiając Wszystkich proszę o przekazanie szczególnych pozdrowień dla p.Ignacego!

















niedziela, 10 marca 2019

Na trzeci zamek (2051)

Mając do dyspozycji trzy zamki pod nosem wymieniam je:
1. Krzyżacki w środku miasta
2. Dybowski - na lewobrzeżu
3. Złotoryjski.
...i o ten ostatni tym razem się rozchodzi!

W związku z sobotą poprzedzającą  wyjazd "Skołowanych" w to miejsce chytrze pomyślano co następuje: warto by w przededniu na niego spojrzeć obiektywem z lewego brzegu Wisły.

Sapiąc ze złości i wysiłku z przykrością odnotowano dwie rzeczy:
a) głębokie piachy uparcie twierdzące, że to jest jakaś trasa rowerowa
b) starannie wyrzucone w lesie przez jakiegoś troglodytę śmieci czekające na zmiłowanie i wywózkę.

Niestety wobec niemożności dojazdu do samego brzegu Wisły (wiśliska i rozlewiska) zmodyfikowano trasę i postanowiono bezpośrednio sam zamek odwiedzić - co jak widać udało się.

Pokonując chwilami huraganowy i lodowaty wiatr - który parę razy próbował zdmuchnąć mnie z drogi do obranego celu - dotarto na miejsce.



Zauważono wbite wokół zamku kolorowe paliki co może oznaczać, że: bitą drogę doń może ktoś poprowadzić chce lub może nawet go odbudować :-)

Smętna kupka kamieni gotyckich smutno (jeszcze) stojąca w delcie Drwęcy i Wisły nie ma jednak szansy na lepszy niż obecnie żywot. Wszak oddalona jest nieco od ludzkich siedzib i stojąca na terenie zalewowym jest!

Robiąc kolejne zdjęcia miałem świadomość, że z każdym rokiem tego "zamku" będzie, będzie mniej... .

Sprawiedliwie jednak przyznać trzeba: teren zamkowy oddrzewiono i odkrzaczono przez co bardziej dostępny on jest.

Dumając nad przemijaniem cegieł zamyślono się nad przeznaczaniem tajemniczego otworu w grubym murze.

I po wzajemnym spojrzeniu sobie w oczy  wizyta na zamku dobiegła końca.



Podziel się