Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sójka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sójka. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Zimowy spacer (1503)
















Wybrałem się z kolegą, bo kolega jest od tego
By w przyrodę na spacer z nim iść
I było nam miło, ale się skończyło
na zrobieniu paru dobrych min

Jakieś ptaszki tam były, coś po lesie skakało
..ale jakoś euforii nie przeżywam
Towarzysko nam było, ale i tak i tak
Na plenery wolę chadzać sam!

*   *   *

Tyle razy to mówiłem! Idziesz na plener w najprzedniejszym choćby
towarzystwie (tak było i tym razem!) to wrócisz bogatszy o miły,
pozytywny kontakt. Do tego to poczucie bezpieczeństwa. Ma ono
znaczenie, gdy ostępami leśnymi, gdy bezdrożamy brodzisz... .

Przepełniony uczuciem wdzięczności, że ktoś zechciał mi towarzyszyć
poświęcając swój cenny czas nie zapominam, że o zdjęciach z takiego
wydarzenia należy zapomnieć! O fotografiach z takiej wyprawy nawet
we śnie marzyć na próżno jest.
- Robienia zdjęć i życia towarzyskiego nie da się pogodzić żadną miarą.

Jakby komuś się chciało może nazwać pokazane ptaszki.










wtorek, 2 października 2012

Księżyc Żniwiarzy (1021)

Zapowiadała się bogata niedziela. Najpierw ptaki w Muzeum Etnograficznym, potem "Piknik Militarny"
(organizowany przez Toruńskie Towarzystwo Fortyfikacyjne w Skansenie Fortyfikacji Pancernej
Twierdzy Toruń
i pokazy na Lotnisku Aeroklubu Pomorskiego. Do tego Niedzielne Zadania Planowe,
a całość na tle Wydarzenia Rodzinnego z którym te wszystkie imprezy miały konkurować... . 
- No to zacząłem godzić wodę z ogniem.

"Etnomuzeum" pod względem towarzyskim okazało się interesujące, ale zdjęć żadnych. Jakaś marna
zięba,  (ponoć najpopularniejszy ptak w Polsce!), zabiedzona sójka oraz parę innych takich pierzaków
nie dających się sfotografować. Do tego parę jak zwykle niezłych Obiektów Niezwykłych, które tam stale
są. Całość ładnie opowiadana, bo Osoby Oprowadzające to ludzie kompetentni i gościom życzliwi.
- Co się odbiera z przyjemnością.


















Po tym wstępie mając za sobą Niedzielne Zadania Planowe, Wydarzenie Rodzinne, korek na moście
drogowym i karambol 4 aut na Poznańskiej lekko zadyszany trafiam na końcówkę "Pikniku Militarnego" 
cały wdzięczny za zaproszenie Koledze Michałowi, bo impreza świetna, bo tam jest wszystko czego się spodziewałem!
- Bogato, barwnie i atrakcyjne fotograficznie.




Wielkie działa i haubice na gąsienicach (prawdziwe, 
z hurgotem i kurzem jeżdżące!) buda sztabowa jakim
to (dziś już archaicznym) terenowcem jeszcze w wojsku
jeździłem, auto z katiuszami i parę jeszcze innych
pojazdów. Do tego stoiska, no i udostępnione obiekty... .













Jeśli do tego dodać grupy rekonstrukcyjne - czyli to co tygrysy lubią najbardziej - to byłem w swoim
żywiole! Z uwagi na małą ilość czasu pośpieszne tylko rozmowy i zdjęcia, zdjęcia zdjęcia! Tam stylowy
Pan Starszy w pikielhaubie godnie kroczy! Tutaj atrakcyjne żołnierki w rosyjskich mundurach (co za
wspaniałe dziewczyny!) tutaj umundurowana grupa w pełnym oporządzeniu. Spontaniczne zdjęcia,
zdjęcia, zdjęcia!

A tu jeszcze zbroja Husarza okryta pysznym płaszczem i prawdziwie po staropolsku podgolony kark
(co za postawa!), tu z boku (tuż przy zasiekach z drutu kolczastego) malownicza grupa w pełnym
żołnierskim oporządzeniu z II światowej...  . Radosne zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia!






















Na tym pikniku tematycznym było wszystko to co mogłem sobie zamarzyć! Najważniejsi jednak byli
ludzie: sympatyczni i życzliwie współpracujący. Końcówka imprezy miała jeszcze ten dodatkowy walor,
że wszyscy byli zbyt zmęczeni, żeby przed mną uciekać. Odjeżdżałem zachwycony i pełen dobrej energii
promieniującej od ludzi, którzy podzielili się ze mną fragmentem swojego - jakże interesującego 
fotograficznie - życia.

Po przyjeździe do domu natychmiast obowiązkowe zgrywanie zdjęć ("Piknik Lotniczy" czeka - czeka,
trzeba się więc pospieszyć - pospieszyć!) odpalam komputer i okazuje się, że mam NIC....
To niewiarygodne, ale nie mam żadnych zdjęć! Błąd techniczny i zero ZERO zero obrazków.
Oszczędzając szczegółów:  ż a d n y c h możliwości ich odzyskania.
- Zawał był blisko - nie mogłem uwierzyć własnym oczom... .

Naturalnym było, że na "Piknik Lotniczy" już nie było po co jechać.
- Co mi po imprezie jak nie mogę fotografować?!

*   *   *

Kiedy już odchoruję w pełni przeżytą traumę tematowi i ludziom nie daruję. Wrócę i spotkam ICH. Jeśli od
razu nie odrąbią mi głowy, to jeszcze może kiedyś pokażę wszystko i od nowa. A może i lepiej!
- Chociaż wiem, że tak ulotnych chwil już nic nie wróci.

Póki co zdjęcie zrobione na lotnisku przez Sigisfoto - zaprzyjaźnionego Fotografika.





Komentarz do tego zdjęcia brzmi:
- Ach, ci Nikoniarze!

niedziela, 29 stycznia 2012

Sobota (807)

Ostatnio coś się tam sporo pokomplikowało.



Jako miłośnik światłocienia z trudem znoszę ten czarno-biały bałagan.



A dzisiaj w duszy gra mi coś tam bardziej kameralnego.



Na pojedyncze epizody raczej apetyt mam... .



Do ptactwa więc uciekam!
...a zapowiadało się tak pięknie!

  • Sztalugi rozstawione były
  • Podpięto właściwy obiektyw
  • Farbki rozrobiono
  • Akumulatory buchały energią
No to przybyłem!
Zjedzono pysznego muffina (sic!), zapito słuszną ilością czaju i... chodu!
- Są miejsca i sytuacje gdzie się nie robi zdjęć.

Ptaszek poniżej nie został rozpoznany.

wtorek, 17 stycznia 2012

Prywatna sensacja (795)

Dowiedziałem się w zaufaniu, że On tu gdzieś jest.
No, że tu bywa czasami.
...że ktoś, kiedyś go widział, że pokazuje się komuś: od czasu do czasu.
- Ciśnienie skoczyło mi na 140 i nie schodziło poniżej.



Przez długie kilkanaście razy w tajemnicy wymykałem się w to miejsce.
Specjalnie dla Niego cicho się skradałem!
- Wiedziałem, że nie będzie łatwo przed czym sam Adam Wajrak przestrzegał*

Marzłem i mokłem, ziębłem i zalegałem tak, że mrówki by po mnie chodziły
gdyby lato było. A bura jesień była tego roku!
Taka która zamiast zimy co raz to śniego-deszczem zacinała.



W okolicznym zagajniku okalającym rzeczony blok znałem już każde drzewo.
Patrzyłem na płot gdzie siedziała kiedyś moja piękna sroka.



O tu na tych drzewkach hasała z szyszką moja wiewiórka, a tam w tym narożnym
domu jest karmnik w którym tylko same bogatki są a modrych nawet na lekarstwo!

A tu na skraju, tuż przy płocie nie raz drętwiały mi nogi i zadek mókł tęgo
od przesiadywania na mokrej trawie.
- I wszystko na darmo - a wszystko na nic!

Aż tu raz pewnego dnia... znowu nic się nie wydarzyło!
Przyszedłem i jak zwykle starannie zlustrowałem rozległy teren.
Cisza i spokój jakby kto ziarnko przy ziarnku makiem posiał.
O sikorkach a choćby i bogatkach to mogłem spokojnie zapomnieć.
Niebo było szare, nogi mokre a nadziei było brak.

Wreszcie coś tam poruszyło się w rzadkich gałęziach.
Gdy ledwo dojrzałem jakąś plamę bardziej z obowiązku i na wszelki
wypadek podniosłem aparat do oka, trzask migawki i... no i do domu, do domu
był czas!

Gdy wrzuciłem do komputera marny urobek z tego dnia, oko mało mi nie
wypadło na orbitę. Zobaczyłem Go, to był On we własnej szanownej osobie:
grubodziób!



Teraz kiedy patrzę na ekran i zajadam pyszne bułeczki to grzeję się w ciepełku
piórek mego ptaszka.
- Ma się to szczęście!



...że co? Że marny jest ten mój ziarnojad?
...że inni mają lepsze, bardziej ostre i albumowe wprost?
A niech mają, ale ten tu mój ci jest on, mój!

Wracałem jeszcze parę razy w to miejsce, ale... .
- Grubodziób zdarza się tylko raz!

* http://wyborcza.pl/1,87710,6935770,Wyczekany_grubodziob.html

czwartek, 27 października 2011

Dzień sójki (713)



Tak długo zwlekała, tak długo marudziła, aż przyszła jesień.



Nie wiem czego chciała ode mnie!
Faktem jest, że ciągle się gdzieś w pobliżu kręciła.



Niby to nic nie chciała, ale bez przerwy słyszałem jej tupot i szelest.
Przy okazji jadła tak jakby pierwszy raz w życiu żołędzie.
- A pochłaniała je w całości tak:



Po każdym takim łyku - cała zadowolona - podlatywała na pobliskie drzewo
za każdym razem coraz bardziej dysząc z przejedzenia.



W końcu moja audiencja została zakończona.



Mogłem popatrzeć na coś mniej ruchliwego.

wtorek, 10 maja 2011

Dzień sójki (578)

Proszę Państwa!

Dzisiaj zapoznamy się ze sójką (Garrulus glandarius), typowym ptakiem leśno-parkowym.
Jak wszyscy wiedzą sójka składa się z... .
- A co ja tam będę mówił.
Proszę popatrzeć!



I na nią też!

środa, 20 kwietnia 2011

Stary przyjaciel (558)



Spacerując próbowała udawać, że mnie nie zna. Kiedy się zbliżałem nie protestowała, tylko odwracała głowę. A ja ją pamiętam! Spotkaliśmy się przecież tuż przed Świętami w grudniu. I spędziliśmy nawet parę miłych chwil!



Przenosząc się wyżej dość długo nadal się do mnie nie przyznawała.
- Aż w końcu... .
Lepiej późno niż wcale! Tylko po co ta kwaśna mina?!



Wiem, że trzeba jej wybaczyć, bo krukowate już tak mają!

wtorek, 28 grudnia 2010

Moja druga sójka (445)

Spotkałem ja na Bielanach. Siedziała spokojnie, tak jakby miała sporo czasu. Jakby się niegdzie nie wybierała. A tu zima, a tu mróz.
- Minus 15 było... .

Podziel się