Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grubodziób. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grubodziób. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 stycznia 2012

Awantura w "Ptasim Raju" (799)

Ten dzwoniec wyraźnie przesadził.
Wlazł do karmnika jak do siebie i nuże się szarogęsić!



To, że modraszka czy mazurek nie mogły się do słonecznika dobrać, to jeszcze
pół biedy. O trzymającym się zawsze na uboczu ziarnojadzie nawet
nie wspominam!




Gorzej, było, że własnych pobratymców nie wpuszczał ten zabijaka!



Były tam jakieś próby zaradzenia kryzysowej sytuacji, jakieś spotkania pod
drzewem, ale wszystko na nic!



Wcale też nie pomagała obecność pokaźnego stada kwiczołów, które w połowie
stycznia w te okolice zalatują. Ich nic nie obchodzi! One tylko czyhają na swoją jarzębinę... .



...ale o tym tu już będzie kiedyś, następną razą!



Na dzisiaj, w tak beznadziejnie pochmurny dzień już starczy, tego wszystkiego ptasiego.

wtorek, 17 stycznia 2012

Prywatna sensacja (795)

Dowiedziałem się w zaufaniu, że On tu gdzieś jest.
No, że tu bywa czasami.
...że ktoś, kiedyś go widział, że pokazuje się komuś: od czasu do czasu.
- Ciśnienie skoczyło mi na 140 i nie schodziło poniżej.



Przez długie kilkanaście razy w tajemnicy wymykałem się w to miejsce.
Specjalnie dla Niego cicho się skradałem!
- Wiedziałem, że nie będzie łatwo przed czym sam Adam Wajrak przestrzegał*

Marzłem i mokłem, ziębłem i zalegałem tak, że mrówki by po mnie chodziły
gdyby lato było. A bura jesień była tego roku!
Taka która zamiast zimy co raz to śniego-deszczem zacinała.



W okolicznym zagajniku okalającym rzeczony blok znałem już każde drzewo.
Patrzyłem na płot gdzie siedziała kiedyś moja piękna sroka.



O tu na tych drzewkach hasała z szyszką moja wiewiórka, a tam w tym narożnym
domu jest karmnik w którym tylko same bogatki są a modrych nawet na lekarstwo!

A tu na skraju, tuż przy płocie nie raz drętwiały mi nogi i zadek mókł tęgo
od przesiadywania na mokrej trawie.
- I wszystko na darmo - a wszystko na nic!

Aż tu raz pewnego dnia... znowu nic się nie wydarzyło!
Przyszedłem i jak zwykle starannie zlustrowałem rozległy teren.
Cisza i spokój jakby kto ziarnko przy ziarnku makiem posiał.
O sikorkach a choćby i bogatkach to mogłem spokojnie zapomnieć.
Niebo było szare, nogi mokre a nadziei było brak.

Wreszcie coś tam poruszyło się w rzadkich gałęziach.
Gdy ledwo dojrzałem jakąś plamę bardziej z obowiązku i na wszelki
wypadek podniosłem aparat do oka, trzask migawki i... no i do domu, do domu
był czas!

Gdy wrzuciłem do komputera marny urobek z tego dnia, oko mało mi nie
wypadło na orbitę. Zobaczyłem Go, to był On we własnej szanownej osobie:
grubodziób!



Teraz kiedy patrzę na ekran i zajadam pyszne bułeczki to grzeję się w ciepełku
piórek mego ptaszka.
- Ma się to szczęście!



...że co? Że marny jest ten mój ziarnojad?
...że inni mają lepsze, bardziej ostre i albumowe wprost?
A niech mają, ale ten tu mój ci jest on, mój!

Wracałem jeszcze parę razy w to miejsce, ale... .
- Grubodziób zdarza się tylko raz!

* http://wyborcza.pl/1,87710,6935770,Wyczekany_grubodziob.html

Podziel się