Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzeł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzeł. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Pan Antoni 2/2 (1469)


A dawniej? No cóż, było nieco inaczej. Bardzo nieco, nerwowo bardziej, bo a nuż dla mnie nie starczy?! I dlatego zdarzały się kolejki walczące. Ktoś tam dla kogoś nieuważnie lub niezasłużenie "trzymał miejsce w kolejce", ktoś tam próbował się na bezczela wepchnąć przed innymi, występowało zjawisko fałszywych inwalidów czy podrabianych ciąż a wszystko po to by zostać obsłużonym poza kolejnością, bo wtedy była szansa, że dostanie się coś... .






























No i było tak, że taka walcząca kolejka stała przed rzeźnikiem czy przed kinem. A kino w naszem miasteczku (gdzie indziej też takie biedne były!) składało się z wąskiego korytarzyka zamkniętego zakratowanym okienkiem kasowym i nawet dość szerokimi drzwiami wejściowymi (otwarte zawsze tylko w połowie!) na salę kinową. A korytarzyk ten zawsze miał dość paskudną lamperię wymalowaną farbą olejną w kolorze zielonym.

I kiedy ten tłumek przed kinem zaczynał się kłębić, gdy zamiast wzorcowego ogonka ludzie zaczynali się przepychać, pokrzykiwać w złości na siebie p o j a w i a ł się Pan Antoni. I to jak się pojawiał! Stał przez chwilę przypatrując się jawnemu zaprzeczeniu porządku i... . Jak nie ryknie, jak nie obrzuci mięsem, jak nie zdzieli kułakiem jednego i drugiego! I stawał się cud. Najprawdziwszy.

Ta przed chwilą agresywna bezkształtna masa, zbita prze wejściem z kilkoma konkurencyjnymi niekiedy kolejkami naraz zaczynała się sama porządkować. Pospieszana kuksańcami Pana Antoniego klarowała się przekształcając się w długą linię, członkowie której już teraz spokojnie czekali swojego czasu, by zdążyć kupić - lub nie - wymarzony bilet.

No i tak wchodziło się do kina na "Rio Bravo" (pierwszy film w Technicolorze!) pod czujnym okiem Pana Antoniego i nikomu - żadnemu miejskiemu zawadiace, czy pijusowi - nawet by przez myśl nie przeszło, aby sprzeciwić się Jego postanowieniom!

Były oczywiście i durne byczki co to ufne w swoją wsiową krzepę próbowały Mu się przeciwstawić. I to kończyło się dla nich niedobrze! ...bo niechby który nie uszanował decyzji Pana Antoniego! Z kolejki wtedy wychodził zdecydowanie największy stacz i jeszcze przed chwilą hardy delikwent cichł i ogólnie przepraszał, głupio się tłumacząc, że "to już zażartować nawet nie można". - W tamtym momencie z Pana Antoniego zażartować naprawdę nie było można.

Tak samo wyglądało porządkowanie kolejek do mięsa czy do czegokolwiek tam jeszcze, czyli do wszystkiego, bo przecież wszystkiego wtedy brakowało, za wszystkim stały kolejki. A we wszystkich tych ogonkach Pan Antoni pilnował porządku. Myślę, że - wywalczył zasłużenie sobie - nie mniejszy autorytet niż ten socjalistyczny pan władza: milicjant ze służbowym paskiem pod brodą.

Czy pan Antoni był szczęśliwy? Myślę, że na swój pomylony sposób był - szczególnie wtedy gdy udało mu się zagadać do nieznajomej dziewczyny. Po chwilce rozmowy gdy zatrzymał taką niczego sobie nieświadomą ofiarę naraz jeszcze przed chwilką sztywno wyprostowany, błyskawicznie schylał się i... kradł namiętnego buziaka! Prosto w usta. No i był wrzask na całą ulicę i pyskowanie, a Pan Antoni roześmiany od ucha do ucha szedł dalej wyśpiewując ochoczo swoje "tu-lu-lu-lu-lu"... .

W 2005r. na forum jednej z gazet internauta pegas15 napisał: "Ciekawą osobowością był w mieście niejaki "ANTEK". W szczycie swojej formy informował o wszystkich najważniejszych z jego punktu widzenia wydarzeniach i imieninach. To (był) taki chodzący przypominacz. Nikt kto go spotkał nie zapomniał np że jutro imieniny Krystyny, czy Mieczysława, o Dniu Kobiet już 2 tygodnie przed 8 marca informował całe miasto.
- A teraz..... świeć Panie nad jego duszą!"


* * *

Wiadomo od dawna, że każde miasto ma swojego pomylonego, swojego myszygene, waryjata czy jak mu tam jeszcze. My z rozczuleniem wspominamy naszego Pana Antoniego. Jestem przekonany, że teraz wysoko gdzieś tam w przestworzach wyśpiewuje swoje słynne "tu-lu-lu", pilnuje porządku w tych po wąbrzesku niebiańskich kolejkach i na pewno ładnym anielicom buziaki kradnie... .

piątek, 19 grudnia 2014

Pan Antoni 1/2 (1468)


Pan Antoni zawsze był stary. Odkąd pamiętam zawsze miał siwe włosy, zawsze miał ogorzałą pomarszczoną twarz i ten dziwny, przenikliwy wzrok. Kiedy taki nieogolony, patrzył na ciebie jarzącym wzrokiem to aż mrówki po plecach całymi stadami zaczynały chodzić. Może dlatego smarkacze mu dokuczali, że był taki inny? W odpowiednio dużej, bezpiecznej dla siebie odległości biegali za nim i krzyczeli: - Głupi Antek! Głupi Antek!

























A on - wrażliwy na jawnie okazany mu brak szacunku - odpowiadał rozpaczliwym i głośnym płaczem na całą ulicę czy rynek. Potem, gdy już wyryczał swoje poniżenie mruczał do siebie pod nosem, wzruszał ustawicznie ramionami i co raz odwracając się w kierunku prześladowców szedł dalej w sobie znanym celu, klucząc i zmieniając kierunek pośpiesznego marszu.

Zwykle nie był dobrze ubrany. Nawet w najgorętsze lato nosił brudny, nieokreślonego koloru i kroju worowaty płaszcz zakrywający szczelnie nie wiadomo co tam pod spodem. Na głowie zawsze nosił wyszlichcony kraciasty, brązowawy kaszkiet.

Tak więc w naszym miasteczku Pan Antoni robił za odmieńca. Tak dawniej - jak i dzisiaj - nigdy jednak bym go tak lekceważąco nie nazwał. - W głębokiej młodości zrobiła na mnie wrażenie historyjka o tym jak postradał zmysły.

Pochodząc ze znanej, zamożnej kupieckiej rodziny podobno odebrał doskonałe wykształcenie. Nie wiem do jakiego etapu w tym pobieraniu nauk doszedł, dość powiedzieć, iż starsi ludzi mawiali o nim, że postradał zmysły "bo się przeuczył". Co to dokładnie miało znaczyć to nie wiem, ale kiedy nazbyt długo siedziałem nad jakąś fascynującą książką to mogłem usłyszeć pół żartem pół serio uwagę, że "uważaj, bo się jeszcze przeuczysz".

Tak naprawdę to Pan Antoni był przemiłym człowiekiem. Kiedy był w miarę wyciszony lubiłem do niego podejść i przyjaźnie zagadać. Początkowo nieufny, widząc, że serio zasięgam opinii odwołując się do jego szerokiej wiedzy otwierał się i opowiadał.

Chcąc uzyskać precyzyjną wypowiedź należało go jednak co rusz dopytywać. Jeśli pozwoliło mu się na długą a nazbyt niekierowaną tyradę odrywał się od tematu i zaczynał dosłownie błądzić w przestworzach. - Recytował wtedy drewnianym głosem czym jest słońce, co to jest Jowisz i dlaczego Marsa przypisano do boga wojny brnąc w sobie znane, pokrętne i zawiłe schematy myślowe... .

Gdy miała nadejść piękna słoneczna pogoda chodził po ulicach i głośno śpiewał swoje "tu-lu-lu-lu-lu" powstające z obijania językiem wydętych policzków przy jednoczesnym zawodzeniu, ciągnąc niemiłosiernie te irytujące trele w nieskończoność. Ludzie słysząc to dziwne śpiewanie mówili "idzie na pogodę, bo Antek śpiewa!". I faktycznie powiedzenie sprawdzało się! Dlatego też Starsi Ludzie mówili o nim "Antoś tu-lu-lu".

Pan Antoni przydawał się w naszym miasteczku, bo jak mało kto potrafił zaprowadzić porządek. Przypomniałem sobie o tym wczoraj usłyszawszy piosenkę do słów Wasowskiego "Na całej połaci śnieg". Tam w drugiej zwrotce jest, że:

Na naszą równinę - śnieg.
Na każdą mieścinę - śnieg.
Na tłoczek przed kinem
Na ładną dziewczynę - śnieg... śnieg.


I o ten tłoczek przed kinem mi się rozchodzi. Dzisiaj nie ma czegoś takiego jak kolejka przed kinem. Dzisiejsze kina to prawdziwe pałace dziesiątej muzy. Jeśli dziś gdziekolwiek zdarza się kolejka, to nie dlatego, że coś deficytowego rzucili, tylko dlatemu, że coś tam normalnego coś tam.

A te dzisiejsze kolejki z reguły są takie zrównoważone, bez przepychania, spokojne. Ktoś tam po cichutku (albo i nie!) rozmawia przez telefon, ktoś błądzi wzrokiem po witrynach zapełnionych dobrami rozmyślając co by tu jeszcze, no co by tu jeszcze dokupić. I stoi sobie ta spokojna kolejka bez obawy, że czegoś zabraknie, że nie starczy czegoś dla kogoś co najwyżej irytując się tym, że za wolno posuwa się.

(cdn)

Podziel się