Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szutry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szutry. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 października 2026

Konotopie (2433)

KONOTOPIE. Wszyscy tam byli pojadę tam i ja! Tym bardziej, że cel ten został zamieszczony w pliku LISTA TRAS KANONICZNYCH.

Pierwszy przystanek w Osieku. Pogoda piękna, kanapki smakują na ławeczce przed.

Żadnego sensacyjnego dojazdu tam nie było. Ot czasem asfalt, czasem jakaś ścieżyna polna czy wypasiona szutrówka. Jak to na drogach lokalnych.

Przed Jeziorem w Konotopiu już na horyzoncie zauważyłem Figurę.

Mimo, że była coraz widoczniejsza dojechaniu do niej towarzyszyć musiała cierpliwość. Ciągle zdawała się być tuż - tuż, ale szerokie objazdy chłodziły oczekiwanie, że już za chwilę będę na miejscu.

Wreszcie dotarłem.

Obiekt okazał się być tuż obok Drogi Krajowej nr 10. Rozległe, lekko ogrodzone wzniesienie wyraźnie wyznaczało teren sanktuarium.

Po zasięgnięciu wstępnej informacji (Nie ma tam proszę pana żadnej kaplicy - jest tylko Figura i winda dojeżdżająca do wysokości korony) rower wprowadzono na teren.


To nie była najlepsza pora na fotografowanie. Wczesnym rankiem pewnie byłoby lepiej tu być z aparatem.

W miarę zbliżania się Monument robił coraz większe, coraz bardziej przytłaczające wrażenie.

Odbierałem to szczególnie mocno, także dlatego, że rowerowy dojazd był miejscami przyciężki.

Mimo wszystko cieszyłem się, że i tutaj dotarłem.

Zapraszająco otwarte drzwi i do windy. Byłem w niej sam. Jak na prawdziwego parafianina przystało w pewnym momencie przestraszyłem się nie na żarty. Winda na koronę jechała przeraźliwie dłuuuugo! I było tak, że miałem wrażenie, że ona dawno minęła piętro nr 2 i jedzie wyżej, wyżej a nawet... jeszcze wyżej!

Odetchnąłem z ulgą kiedy otworzyły się drzwi! 
- Drogi Przyjacielu!
Jeśli dotrzesz do Konotopia to przygotuj się na długą podróż w górę.


Kiedy znalazłem się na wysokości korony - będąc jeszcze pod wrażeniem jazdy windą - zorientowałem się nagle, że podłoga pode mną nieznacznie pływa!

Pan w sile wieku do którego się zwróciłem ze zrozumieniem potwierdził moje przypuszczenie.

...bo widzi Pan: ten obiekt to prawdziwe cudo inżynierskie. Kiedyś takie budowle robiono na sztywno. Dzisiaj do tematu podchodzi się elastycznie i konstrukcja może a nawet musi pracować.

Wiem coś o tym, bo sam jestem architektem i z zapartym tchem kibicowałem kolejnym etapom powstawania tego Monumentu.

Pomnik Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu
przysporzył niemało trudności projektowych i wykonawczych. Pierwszą z nich był skomplikowany montaż i scalanie dłoni pomnika: sam proces połączenia rąk figury skierowanych w stronę widzów okazał się ogromnym wyzwaniem technicznym. Faza planistyczna i projektowa tego konkretnego etapu prac pochłonęła ponad pół roku pracy inżynierów.

Było też (co się zdarza na tak ambitnych obiektach) niekontrolowane uderzenie żurawia budowlanego w szalunek. Zdarzenie to wymusiło natychmiastowe wstrzymanie prac w celu przeprowadzenia szczegółowej kontroli geodezyjnej i zweryfikowania parametrów geometrycznych obiektu.

Przy okazji wyszły wady konstrukcji pomocniczej: Kontrola geodezyjna po uderzeniu żurawia ujawniła wcześniejsze wady montażowe w konstrukcji pomocniczej. W rezultacie ekipy budowlane musiały dokonać ponownego, precyzyjnego dopasowania szalunku, co skomplikowało prace wykonawcze.

Niezwykłą trudnością też była dotąd niespotykana skala i logistyka prac na wysokości: Połączenie gigantycznego monumentu z żelbetu składającego się z 2,5 tysiąca elementów wymagało precyzyjnego operowania ciężkim sprzętem.

Sama figura (40,6 m) została posadowiona na 15-metrowej konstrukcji cokołu w kształcie korony, wewnątrz której zainstalowano windę i platformę widokową, co wymagało idealnego zgrania elementów konstrukcyjnych oraz instalacyjnych na dużej wysokości.

Dolna, 15-metrowa część monumentu ma kształt gigantycznej korony. W przeciwieństwie do tradycyjnych pomników, ta sekcja pełni zaawansowaną funkcję użytkową i techniczną.

Aby umożliwić płynny ruch turystyczny i obsługę techniczną, wewnątrz konstrukcji nośnej zaprojektowano i zainstalowano trzy windy. Pozwalają one na szybkie i komfortowe przemieszczanie się w pionie bez konieczności pokonywania 420 stopni tradycyjnych schodów.

Windy wywożą zwiedzających bezpośrednio na platformę obserwacyjną (taras widokowy) wbudowaną w strukturę korony. Z tego miejsca, z wysokości kilkunastu metrów nad ziemią, można podziwiać panoramę ziemi dobrzyńskiej oraz z bliska przyjrzeć się detalom architektonicznym samej rzeźby.

Rozmach instalacji wewnętrznych sprawił, że całkowita powierzchnia użytkowa wewnątrz monumentu przekracza 12 tysięcy metrów kwadratowych, co czyni z pomnika obiekt o charakterze wielofunkcyjnym.
- Tyle informacji z Wikipedi i wypowiedzi spotkanego inżyniera.

Drogę na dół (88 schodów) pokonałem już na piechotę.

Jeszcze tylko inskrypcje przy wejściu...



...i wyszedłem pod wielkim wrażeniem.





(...)

Odpoczywając przy niskim budynku pomocniczym (otwarte na szczęście toalety i zamknięa niestety restauracja) pełen wrażeń mogłem zaplanować i zrealizować powrót.





Tego dnia przejechano 111 km po trasie: https://tiny.pl/qz9r-rkh5

wtorek, 29 września 2026

Szafarnia (2430)

Do Szafarni jechano z poczuciem winy... . A kiedyż to było się na koncercie muzyki fortepianowej, kameralnej czy innej szlachetnej w swym klasycyźmie?! Dawno.



W rozpoczynającej się jesieni podążano doń.

Pałacyk do dziś aktywnie wspomina Wielkiego Kompozytora. Znajduje się tam  Ośrodek Chopinowski, który organizuje od 1992 roku Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina dla Dzieci i Młodzieży. 

A dlaczego ten Ośrodek właśnie tam się znajduje?! Fryderyk Chopin spędzał w Szafarni wakacje w latach 1824 i 1825 jako nastolatek w gościnie u rodziny Dziewanowskich. 

Patrząc na tą rzeźbę wzruszyłem się nad wyraz! Czy i tutaj przeżyję coś niezapomnianego? Spotkam GO?! Corocznie a wielokroć odwiedzane przez mnie Turzno też taką podobną skulpturę posiada! Tylko tutaj on jakiś taki młodszy jest.

Gdy na schodach rozparty jak basza kanapki swe podróżne jadłem naraz SPOTKANIE! (...) To była miła rozmowa, którą na długo zapamiętam. Było wspomnienie o Camino też... .
- Czy jeszcze kiedyś wrócę na tą DROGĘ?!

Most co to ponad Drwęcą między Golubiem a Dobrzyniem jest.





Nie zaszczyciwszy swą obecnością Zamku (ostatnim razem za słoną zupę tam podali!) pognałem dalej jeszcze i dlatego, że czas naglił.

Po drodze jeszcze pokazała się Struga, ta co od Kowalewa płynie. Dzika ona taka bardziej w tym miejscu konkretnie jest!

Tego dnia (także wielokrotnie po szutrach premium i tych gorszych) przejechano: 103 km na trasie: https://tiny.pl/rt1cysn5c 

piątek, 28 sierpnia 2026

Dulnikowy młyn (2419)

Po miesięcznej przerwie od fizycznej aktywności WYRUSZONO.

Wypadło, że na Liście Tras Kanonicznych jest DULNIK, a konkretnie młyn znajdujący się tamże.

Leniwie się jechało, bo: kondycji było dolegliwie brak, wiał przesadnie silny wiatr, nawierzchnie bywały różne.

PODSUMOWANIE. Po raz kolejny ujawniła się słabość planowanych tras. Temat został uroczyście zbadany. I okazało się, ze powinienem opanować przewspaniały planer czyli KOMOOT, bo ten (jak głosi legenda) dosyć czytelnie (ponoć) ujawnia nawierzchnie tras. 

Na razie to widzę tam bezswstydny milion reklam, co podobno likwiduje opłacenie subskrypcji na co akurat nie mam ochoty.

Ponoć jakąś tam początkującą alternatywą (może nawet wielce obiecującą!) dla tego germańskiego produktu jest arcypolski VeloPlaner czy też lokalny dla Torunia BikeMap.

Uznając temat starannego planowania tras za ważny ogłaszam (jakby to kogokolwiek interesowało), że nie mam czasu, zajęty jestem, nie chce mi się oraz tak dalej.
- Może dlatego, że idzie jesień i... nie ma na to rady?

Ogółem tego dnia przejechano 64 km po następującej trasie: https://tiny.pl/j5fv4g4xp

Podziel się