Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 sierpnia 2026

Dulnikowy młyn (2419)

Po miesięcznej przerwie od fizycznej aktywności WYRUSZONO.

Wypadło, że na Liście Tras Kanonicznych jest DULNIK, a konkretnie młyn znajdujący się tamże.

Leniwie się jechało, bo: kondycji było dolegliwie brak, wiał przesadnie silny wiatr, nawierzchnie bywały różne.

PODSUMOWANIE. Po raz kolejny ujawniła się słabość planowanych tras. Temat został uroczyście zbadany. I okazało się, ze powinienem opanować przewspaniały planer czyli KOMOOT, bo ten (jak głosi legenda) dosyć czytelnie (ponoć) ujawnia nawierzchnie tras. 

Na razie to widzę tam bezswstydny milion reklam, co podobno likwiduje opłacenie subskrypcji na co akurat nie mam ochoty.

Ponoć jakąś tam początkującą alternatywą (może nawet wielce obiecującą!) dla tego germańskiego produktu jest arcypolski VeloPlaner czy też lokalny dla Torunia BikeMap.

Uznając temat starannego planowania tras za ważny ogłaszam (jakby to kogokolwiek interesowało), że nie mam czasu, zajęty jestem, nie chce mi się oraz tak dalej.
- Może dlatego, że idzie jesień i... nie ma na to rady?

Ogółem tego dnia przejechano 64 km po następującej trasie: https://tiny.pl/j5fv4g4xp

sobota, 27 czerwca 2026

Na rozgrzewkę: SŁUŻEWO (2405)

No nie mogłem się tej niedzieli z tym Starogrodem doczekać! No to sobie pojechałem do Służewa czyli do odhaczenia była pozycja na Liście Tras Kanonicznych nr 24.

Ponieważ na otwartych terenach słońce prażyło aż z mózgu robiła się galareta  (była patelnia, smażalnia, oraz nad_upał) zastosowano chytrą technikę schładzania się w dostępnych cieniach wszelkich.

Oczywiście wcześniej był krem setka i długi rękaw.

Dawało się jechać gdyby nie ten rozmiękczony mózg: przez niego to na drogi polne byłem wyganiany. Skutecznie. (Ostatni odcinek wzdłuż torów aleksandrowskich był po prostu upiorny!)

Szkoda tylko, że kościół w Służewie był zamknięty na głucho.

Jakoś tak dziwnie nieładnie wyjeżdżałem z Aleksandrowa Kujawskiego co raz to myląc drogę co nieodmiennie skutkowało przebijaniem się przez zaspy piaskowe. 

...ale jakoś tam się do domu dojechało!

Ogółem dziś przejechano 70 km co potwierdzam zapisem TRASna wieczną rzeczy pamiątkę.

OSTRZEŻENIE. Proszę nawet nie próbować jechać tym śladem!

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Pamięci Nieznanego Rowerzysty (2396)

Wyrażnie powiedziano; NIE POJEDZIESZ! Nie ma takiej możliwości, bo jutro trzeba TO a nawet TAMTO. Z tak zaplanowanym dniem - poważne obowiązki domowe - żartów nie ma. Sam więc widzisz - o szanowny rowerzysto - że na wyjazd (i to taki na 60 km!) szansy żadnej nie ma.
- Tak postanowiono i zostało to z poczuciem klęski ale jednak przyjęte do bolesnej świadomości.

Mimo takiej decyzji w nocy śniło mi sie, że jadę do tego Ciechocinka. Pobudka była mimowolna i bezbolesna mimo, że o 4:30. Póbowałem zignorować pokusę. Walczyłem z nią wytrwale przez półtorej godziny (sic!). Aż w końcu (równo o 5:50) nie miałem już sił się opierać. No, słaby mam charakter! Pięć minut trwało ubieranie się, 2 minuty i 16 sekund zajęły mi sprawy pozostałe. (Zębów nie musiałem myć, bo przecież guma do żucia jest na trwałym wyposażeniu!).

Jeszcze tylko - na wszelki wypadek - szybkie pożegnanie (oj nie dało się bezszelestnie wymknąć z domu!), jeszcze tylko wytaszczyć rower z piwnicy i... na szosę! 

Tuż za Czerniewicami dopadł mnie krzepki 40-tatek. Mimo iż jechałem żwawym tempem ten mnie minął  jakby nigdy i absolutnie nic. No to się wzburzyłem! Jakże to tak: jam wszak ci porannym królem szosy jest a on mi tu wbrew robi?! Zagotowany dołożyłem do pieca (na grawelu byłem, na grawelu!) i równo pracując miechami pognałem cięgiem wpatrując się w jego plecy, bez żadnego zamiaru wyprzedzania go.

Ze 20 km trwała ta ciężka walka (oglądał się co chwilę!) aż... kolo odpuścił! Najpierw słabo maskując ciężkie dyszenie nieco zwolnił, potem przeskoczył na drugą stronę szosy i skręcił na Wołuszewo pewnikiem też do Ciechocinka pięknym porankiem jako i ja podążając. 

Teraz już nieco wolniej - chociaż dla fasonu jeszcze całkiem szybko - dotarłem do Uzdrowiska. Chyba nie całkiem na chodzie byłem, bo sztandarowego Grzyba coś nie mogłem odnaleźć. Trzy razy musiałem się jak jaki obcy dopytywać gdzież tenże jest. Była chwila rozmowy z Panem Konserwatorem od fontanny (uruchamiam dopiero od 9-tej!) i mając w ten sposób zamaskowane wycharczenie zmęczenia pojechałem na czuja z powrotem.

Nie polecam (oj nie polecam!) tego betonowego odcinka tuż obok wału przeciwpowodziowego. Potem - jak przez mgłę pamiętam - były jeszcze jakieś piaski i wreszcie upragniona cywilizacja: wymarzona SZOSA. 

Do domu się jakoś sprawnie dojechało. Nawet zgodnie z cichym planem udało się 10 minut przed 10-tą przyjechać coby na poranną kawę zdążyć... . 

PS. Pamięci Nieznanego Rowerzysty poświęcona jest notka ta. Całym jest wdzięczny za Jego doping, wszak nigdy bym z siebie nie wydobył takich zapasów energii. Nigdy bym się taką zaciętością w rywalizacji (jaka tam rywalizacja - przecież wiozłem mu się całą drogę na kole!) nie miał szansy się wykazać. Po prostu wdzięczny jestem mu. MU!

Komu się chce analizować trasę - a sobie na wieczną rzeczy pamiątkę - poniższe wyniki z dumą zamieszczam.

https://tiny.pl/cf7-psc8c  


czwartek, 14 maja 2026

SKOŁOWANI: Tam gdzie czas się zatrzymał (2392)

KTO: Program ABSOLWENT UMK, "Skołowane Niedziele" 

CO: Wycieczka SKOŁOWANYCH: Tam gdzie czas się zatrzymał

GDZIE / DOKĄD: Osiek - Taras im. Michała Kokota - Chata Kantora, prom: Stare Rybitwy - Nieszawa, Ciechocinek 

KIEDY: 10 maja 2026r.  (g.10:00 - 18:30)

JAK: Ciężko :-)

"Stary człowiek i rower". Zanim dojechał do Tarasu im. Michała Kokota zmarnowała go ta droga :-) ...i nie tylko jego!

Przejechany odcinek od Osieka jak i ten dojazdowy do Tarasu na długo zostanie w - nie tylko mojej - pamięci. Nie tylko ze względu na głebokie piaski. Otóż jakiś sadysta słynną betonkę od strony Osieka zlecił posypać z grubsza tłuczonym kamieniami... . Będzie się za to smażył w piekle!

UWAGA: "Na wiślanej skarpie" obiecują, że powstanie tam glamping oraz, za chwilę będzie można przepłynąć ich łodzią do Ciechocinka.

Mimo piaskowych przeciwności dojechano jakoś do Chaty Kantora gdzie okazało się, że ona CHATA  żyje!!! Moja radość nie miała granic. Osobiście przecież ogłosiłem kiedyś Requiem dla Chaty Kantora

Poprzednio widziany stan surowy (prawie) zamknięty teraz okazał się obiektem prawie w pełni przywróconym do życia. Przeczucie powrotu do życia jak i historię Chaty pokazano tutaj: 

https://www.obserwatortorunski.pl/2023/11/cud-we-weczu-2305.html  

Teraz pojawiły się w niej eksponaty nawiązujące do życia właściciela i lokalnego życia na wsi.
 
Pierwsze doświadczenia pokazują jak bardzo ta placówka jest potrzebna dla młodzieży.

Warto wiedzieć, ze Chata wróciła do życia za sprawą Stowarzyszenia CZYŻ-NIE, której prezesem jest dyrektor szkoły w Czernikowie p. Dariusz Chrobak. To on i ludzie w jego otoczeniu przez lata całe walczyli o Chatę i... dopieli swego!
- Chwała im.

Jest jeszcze sporo rzeczy do zrobienia, ale to co dotychczas osiągnięto naprawdę imponuje!







Po przeprawie na drugi brzeg miasteczko Nieszawa okazała się faktycznie wymarła. Na dokumentację tutejszych klimatów to trzeba jednak specjalneej uwagi i odpowiedniego czasu. Tym razem nie było takich możliwosci.

Drugim przyjemnym zdziwieniem był  fakt, że zwykle niedostępny dla mnie klasztor w Nieszawie okazał się być otwarty! Możliwe to było za sprawą stowarzyszenia Fundacja Krzywdów i Bieńków, która przejęła ten zespół poklasztorny. 





Warto wiedzieć, że w tym klaszorze przebywały tak ważne osoby jak o. Maria Kolbe czy znany z ziołolecznictwa o. Klimuszko.

UWAGA: Zdjęć samej Nieszawy - jako też i uczestników wycieczki nie zrobiono, albowiem (...). . Będzie je można zobaczyć w innych miejscach, o czym się specjalnie powiadomi.

To już wnętrze kościoła w Nieszawie.

Wracając do Torunia okazało się, że momentami ciężki przejazd przez piachy zdarzał się też i na lewym brzegu Wisły :-)

OGÓŁEM. Super wycieczka, wymagająca odporności na wysoką temperaturę i miejscami trudne warunki drogowe. Zachowam ją długo we wdzięcznej pamięci dziękując Prezesowi SKOŁOWANYCH Włodzimierzowi Deczyńskiemu  (był naszym przewodnikiem).

Pełna foto-dokumentacja wycieczki pokazana zostanie na FLICKR. Niebawem.

piątek, 14 czerwca 2024

Chata Kantora i prom nieszawski (2322)

Otrząsnąwszy się z szoku po wyprawie do Francji zachciało mi się pojechać GDZIEŚ. 

Chata Kantora wydała mi się godnym celem.

Okazało się, że posprzątano teren wokół i... co dalej będzie z tym obiektem to nic nie wiadomo. Świetlica w Osieku - jak się później okazało - była jak zwykle zamknięta.

Dumając nad dalszym ciągiem wyprawy przeszła mi przez głowę zuchwała myśl, że skoro promem Czarnowo - Solec sobie już w tym roku pojechano, to może by i tym Stare Rybitwy - Nieszawa... .

To czego doświadczono na odcinku Włęcz - Stare Rybitwy przez skromność nie opiszę. Musiałbym na najniższych tonach - głosem minorowym - odśpiewać żałobną pieśń na temat zasp piaskowych, które wybijają z głowy jeżdżenie rowerem w ogóle... .

Co by nie wspominać - w końcu zobaczono - wymarzony prom.

A ten dostojnie i bez żadnych takich tam za jedyne 3 złote przewiózł nas na kujawski Wisły brzeg.

Wesoło powiewając banderą zresztą :-)

Wnętrze gotyckiego (jak to na Ziemi Chełmińskiej) kościółka pw. św. Jadwigi Śląskiej w Nieszawie.

Ukwiecony Ciechocinek.

Siedząc naprzeciw tego ciechocińskiego symbola (i pojadając kanapki domowe) zadawano sobie pytanie: a kiedyż to Marszałkowi Województwa uda się przy pomocy tabunu urzędników spowodować, że ogólnodostępny basen solankowy znowuj (jesteśmy na Kujawach!) zacznie działać... .

Wjazd do Torunia nie był specjalnie otoczony jakąś nadzwyczajną oprawą.

Ot, Mała Wisełka po raz kolejny zachwyciła swoją zielonością błagając o to, aby wczesnym rankiem poutrwalać urodę jej... .

Cały tegodniowy przejazd prześledzić można tutaj.

Podziel się