A z porą dnia i tygodnia ucelowano w samą dziesiątkę! Środek tygodnia był, około południa a stąd i ludzi n i e w i e l e co ceni się nad wyraz. Domyślam się, że w weekendy tu jest młyn napędzany głównie przez turystów.
Nie powiem, że przyciągnął mnie tu tylko Pilzner Urquel prosto z beczki a ciekawość.
Lokal spełnił moje wyobrażenia o tejże przyjaźni czesko - polskiej. Było muzycznie w utworach rozpropagowanych przez Marylę Rodowicz a śpiewanych po czesku.
- Brzmi mi jeszcze w uszach "Niech żyje bal".
Obsługa była czujna i uważnie reagowała na istnienie klientów.
W chwilę potem pojawiła się (jakżeby co innego) golonka! Smakowała PYSZNIE i wyglądała tak jak zapowiadano w menu wystawionym przed lokalem.
UWAGA! Do tego lokalu przychodzi się na głodnego. Porcja była naprawdę obszerna... .
Czy odwiedziłbym ten lokal jeszcze raz? TAK, doceniając klimatyczne walory wnętrza, jakość obsługi i (co najważniejsze!) smaczność posiłku.
















































