Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rajd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rajd. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 maja 2021

Charytatywnie i z przyjemnością (2211)

KTO:
Gazeta GŁOS OBROWA, Stowarzyszenie KURS NA OBROWO, 

CO:  II Międzygminny Rajd Rowerowy Szlakiem św. Jakuba - Charytatywnie dla Lenki

GDZIE: Złotoria - "Daglezjowy Dwór" (Sąsieczno)

KIEDY: 23.05. 2021r.

JAK: Miało się chwilę to do niedzielnego Osieka się pojechało. I tak było, że : "Bumar", Trasa Średnicowa, Rubinkowo, Drwęca. Nagle tuż za złotoryjskim skrzyżowaniem rowerzystów tłum. A ten rajd to dokąd? Do "Daglezjowego Dworu"! Wpisowe ile? Nic, tylko zapisać się trzeba. No to się zapisałem.

Na początku chwila konsternacji, po wyciągnięciu pełnej klatki. Niepewność czy można świeżo poznanemu zaufać rozwiała się w oka mgnieniu. Zostałem życzliwie zdekonspirowany :-) przez liczną grupę rowerzystów z KTK "Przygoda".

Entuzjastyczne przyjęcie przez nich spowodowało, że poczułem się we własnej skórze i teraz już bez przeszkód mogłem robić zdjęcia. Rozpoznali mnie: albowiem przejechało się z Nimi kiedyś pewną trasę.

Ten nastrój akceptacji udzielił się pozostałym członkom rajdowiczów, co zresztą było widać.





Wreszcie pojechalim!


Sam przejazd był komfortowy (jak to na ścieżce osieckiej), dodatkowo bezpieczny, bo asekurowany przez Policję Państwową.

Po przybyciu na miejsce to ciepłe (a nawet serdeczne!) przyjęcie do grupy rajdowej objawiało się co rusz to kierowaniem mnie na ważne tematy.

- A grochówka i kiełbaska już zjedzona?

- Tort dla Lenki będzie dzielony za chwilę!

- A klub motorowy to widziano?

W tle tego rodzinnego pikniku na terenie "Daglezjowego Dworu"  zorganizowano dla dzieci mnóstwo zabaw.

Animatorzy mieli zajęcie zachęcając dzieciaki to do puszczania baniek, malowania twarzy czy zabaw z piłką. Do tego było jeszcze obijanie się wielkimi kulami :-)

W piknikowej atmosferze była okazja porozmawiać z Organizatorami i robić to co tygrysy lubią najbardziej: portrety.



Momentem kulminacyjnym dla mnie była prelekcja Jacka Kiełpińskiego. 

Rarytasem zaś (i sporym zaskoczeniem) była literatura caminowa, którą miał ze sobą! Ku mojemu najwyższemu zdumieniu okazało się, że na pięć zaprezentowanych (już w prywatnej rozmowie) książek 4 (słownie: cztery) były mi nieznane! (Shame on me! Shame on me!). 




Pożegnalną wisienką na torcie była prezentacja pojazdów wojskowych, które obejrzałem na odchodne.

W przeczuciu zbliżającej się zmiany pogody jadąc wraz z małą grupą powracających pognało się do domu.

Wspomnienie życzliwego pobytu w "Daglezjowym Dworze" i takiegoż pożegnania towarzyszy mi do dziś wraz z pamięcią o dobrze spędzonym dniu wśród ludzi przyjaznych fotografikowi i aparatowi jego.

Pozostałe zdjęcia z tego Rajdu znajdują się TUTAJ.

wtorek, 15 maja 2012

II Rajd Graniczny - Część 1/2 (899)

Ach, cóż to był za rajd!

Start przy cmentarzu w Górnym Lubiczu odbył się punktualnie i bez większych
ceremonii. Wystarczył rzut oka pana Jana Młynarczyka (spiritus movens tego
świetnego przedsięwzięcia) aby upewnić się, że 17 wspaniałych zdecydowanych
jest na wszystko! Nawet na przejście o własnych siłach około 20 km.
- No to poszli!



A głowy wszystkich były spuszczone! A czemuż to!? Śladów przeszłości w ziemi
ukrytych szukano. Idąc wzdłuż rowu granicznego (zygzakiem był kopany!)
każdy punkt przełamania się linii zaznaczano kopczykiem z wstawionym do niego
kamieniem granicznym.



Słuchając Przewodnika patrzyłem na tą ziemię szeroko otwartymi oczami.
Przypomniała mi się postać niezwykłego człowieka jakim jest p. Zbigniew
Nawrocki, były miejski konserwator zabytków naszego królewskiego miasta.
Tak jak On potrafi czytać mury (po sposobie wiązania cegieł w murze potrafi
odtworzyć jego historię!)
tak teraz - dzięki Przewodnikowi - ziemia odkrywała
przede mną swoje tajemnice.
- I przy okazji piękne landszafty pokazywały się mi!



Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się, aby omówić jakiś mały pagórek (tu gdzieś musiała
być strażnica rosyjska!), porównywano widoczne punkty orientacyjne z mapami
100-letniej dawności - zadziwiająco aktualnymi do dziś.



Żwawe tempo marszu co raz było przerywane krótkimi objaśnieniami co do mijanych
osobliwości. Najczęściej takich których osoba niezainteresowana tematem (gdyby
nie instruktaż) nigdy by nie zobaczyła.



No i odczytywaliśmy przebieg dawnej granicy śledząc różnice we wzroście drzew,
szukając rowu z jego mocniej wydeptaną ścieżką po lewej stronie. To po rosyjskiej
stronie patrolowano ją tak intensywnie, że ślad dawnych wart niekiedy widoczny
jest jeszcze do dziś... .



Gremialnie zajmując się historią wraz z właścicielem "Piątej Strony Świata"
(redaktor "Nowości" - patrz pyszne zdjęcie złapanego przemytnika, który przebrał się
za wąsatą babę!
) natrafiliśmy na bulwersujący temat.



Porzucony w lesie odpad produkcyjny został opisany fotograficznie oraz danymi
z GPS. Miejmy nadzieję, że barbarzyńcy którzy to zrobili zostaną przykładnie ukarani
przez policję.
- I niech "Nowości" w tym dopomogą!

Uczestnicy rajdu porażeni widokiem na chwilę zdekoncentrowali się. I ta właśnie
chwila postoju została przeze mnie chytrze wykorzystana na zrobienie paru
nieoczekiwanych portretów.



Wkrótce nieomylnie a wieloma wskazówkami prowadzeni - w biblijnym
nastroju -
przekroczyliśmy rzekę Jordan.



Zrobiło się poważnie, gdy zeszliśmy z ubitego traktu na konwaliowisko.



Wkrótce też niektórzy uczestnicy rajdu mogli przedstawić pozostałym świeżo
odnowione mogiły (patrz: "Tak Trzeba") .



Żywe zainteresowanie wywołał fakt, odnalezienia (przeoczonego podczas renowacji
a wtedy poszukiwanego)
fragmentu żeliwnego krzyża.



Przemierzając leśne ostępy w końcu dotarliśmy do miejsca piknikowego "Pod
Wielkim Dębem". Legenda powiada, że rosyjska straż graniczna chowała pod nim
przemytników do których miała prawo strzelać bez ostrzeżenia... .



Odpocznijmy i my pod tym dębem, by jutro doczytać i dooglądać pozostałą choć
nie mniej frapującą część granicznej opowieści.

Podziel się