Gdy już odchodziłem skinął mi głową abym podszedł. Złapał mnie twardo za rękę i wprowadził do nawy głównej. - I stojąc przed głównym ołtarzem, wyprostowany zaśpiewał silnym głosem człowieka mocnego wiarą.
Nie wiem jak długo trwała i czego dotyczyła ta pieśń. Czy była to niemiecka odmiana “Kiedy ranne wstają zorze” czy też (co bardziej prawdopodobne) modlitwa za pielgrzyma o dobrą dla niego Drogę. A śpiewał trzymając mnie mocno swoją twardą, spracowaną dłonią. Jego wysoki, śmiały głos zapamiętam na zawsze. (...)
W ciągu dnia jechałem niezwykle pięknymi żeby nie powiedzieć luksusowymi ścieżkami rowerowymi. Ale było też przekradanie się jakimiś polami, na skróty tak polne, że aż wydawały mi się niewiarygodne. Niemniej jednak jadąc tymi skrótami rzeczywiście trafiłem na kolejną wygodną drogę.
- A tam wojna!
Tak jak Niemcy, którzy według powszechnych przekonań odrobili lekcje z defaszyzacji tak i Rosjanie będą musieli kiedyś przepracować swoje poparcie dla raszyzmu.
...ale póki co zamożne Niemcy mając polską barierę przed sobą mogą (nadal mogą?) spać spokojnie!
Z uwagą przyglądałem się pomnikom tych co zginęli na obydwu wojnach światowych. Mieszane uczucia wywoływały we mnie te pamiątki wywołanych przez Niemców konfliktów.
Chyba nie bardzo rozumiem sposobu w jaki Niemcy upamiętniają swoich bliskich. Inna wrażliwość, inna estetyka, inne rozumienie i odczuwanie historii.
- Sprawiedliwie trzeba dodać: aby obraz był pełen warto zgłębić napisy.
Tuż za chwilę objawiła się najnowsza rzeczywistość. Powstająca fabryka firmy "Kronospan" zaprzecza opowieściom, że swoje skażenia rozsiewają tylko i wyłącznie w Polsce czego miasteczko Szczecinek doświadcza na codzień.
A może tam naprawdę będą produkowane tylko super ekologiczne produkty wytwarzane w pełnej zgodzie z matką Naturą?!
Miejscami Droga 83 miała obok położoną ścieżkę rowerową a miejscami tej ścieżki nie było, albo jej nie potrafiłem dostrzec.
- Tak, to też się zdarzało!
Na zdjęciu jest szkoła podstawowa w Grossenhain. Posiada szkolne obserwatorium astronomiczne.
A potem zwykła droga. Było więc i tak, że chwilami jechałem w potoku ciężkich samochodów. Pocieszające było, że kierowcy tutaj naprawdę zwracają uwagę na rowerzystę rozumiejąc jego pobyt na drodze.
Nikt nie straszył podjeżdżając, nikt nie trąbił na zawalidrogę. Po prostu wyraźnie wyższa niż u nas kultura jazdy co dawało się pozytywnie odczuć.
Ciekawa ta droga rowerowa! Środkiem przeznaczona jest dla pieszych i rowerzystów. Pobocza są dla tych co konno.
Do centrum ogrodniczego z kwiatami po drugiej stronie nie zaglądałem.
Jechanie wzdłuż tej rzeki to było trudne zadanie! Czołowy wiatr wiał z taką prędkością, że chwilami powstrzymywał od jazdy.
Ekologicznie tam było. Żywe kosiarki - nie bacząc na okoliczności - niespiesznie gryzły trawę kręcąc.
Cofnąłem się do herbergi wskazanej przez Chrome. Niestety na drzwiach pisało, że od dnia 8 do 18-tego coś tam jest nieczynne i w ogóle zamknięte. Mało nie zapłakałem ze zmęczenia :-)
Z tej całej rezygnacji cofnąłem się do kościoła i odcyfrowałem za pomocą translatora wspomniany napis, który - jak się okazało - głosił wyraźnie, że kościół JEST otwarty! Posiedziałem więc w ławce na uspokojenie myśli, poprosiłem Kogo Trzeba o wiadomo co i... nuże opuszczać teren kościelny.
On był wszędzie i teraz on mi swoją zaradnością pomógł. Okazało się, że donativo czyli 10 € wystarczy na to żeby mieć spanie, bo przecież tutaj jest herberga! I znowu powtórzyła się historia jak z poprzednich miejsc noclegowych, że mało nie zapłakałem ze szczęścia :-), bo taki byłem zmordowany.
- Jakiś taki mocno wzruszający się zrobiłem czy co?
Potem krótka wyprawa z Przemkiem do sklepu. Podczas drogi szybka wymiana zdań: kto, co i gdzie, kim jesteś oraz where are you going to. Przemek swoimi drogami gdzieś tam jeszcze ze sklepu sobie poszedł a ja wróciłem samopas. Potem wspólne pranie w pralce, którą on umiał zarządzać.
W podsumowaniu dnia jeszcze tylko wzięcie prysznica i chwilę potem całość rozwieszona i oczekiwanie na błogi odpoczynek. Była godzina 19:23 gdy padłem. Będę spał w jednym pokoju z Przemysławem, chyba, że nas przeniosą gdyby doszli jeszcze jacyś pielgrzymi. Na szczęście nie doszli. Ponoć chrapałem potężnie co Przemysław wielkodusznie mi wybaczył.
Na co dzień Przemysław wspierany komórką posługuje się zegarkiem typu Garmin Fenix i korzysta z map zamieszczonych na:
www.camino-europe.eu. Idzie z 18 kilogramowym plecakiem dokładnie i zgodnie ze starannie wytyczoną Drogą Jakubową.
- Bez żadnych skrótów on tak idzie! Szacun.





























