Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CSW Toruń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CSW Toruń. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 kwietnia 2013

Stonoga toruńska (1204)

Wzmocniony posilnym rosołkiem niwelującym trudy minionej niedyspozycji wyruszyłem do Miasta.
















Patrzę, a tam Centrum Sztuki Współczesnej, stonoga turystyczna i do tego jeszcze parę wystaw.
No to coś tam zachciało mi się obejrzeć będąc niepomnym przykrych doświadczeń. (CSW jest tubą
propagandową lewackiego genderyzmu w dosyć przykrym wydaniu).
- Liczyłem na to, że tym razem jak to kiedyś było będę miał szczęście.



No i w tym domyśle się nie zawiodłem, ale pewnie dlatego, że w obecnym sezonie para w CSW jest,
ale tylko w gwizdku.
- Dowody na powyższą tezę zostaną podane w niedługim czasie.

*   *   *

Wiekopomne materiały polemiczne dotyczące ciągu faktów składających się na temat "Jak 
wybijano mi z głowy zainteresowanie sztuką współczesną" w obfitej ilości można znaleźć
jeśli wpisze się hasło "CSW" do wewnętrznej wyszukiwarki znajdującej się z lewej strony ekranu,
pod napisem "Przeszukaj Obserwatora".

Jednocześnie proszę zarezerwować sobie na lekturę sporo czasu i co najmniej jedno opakowanie
walium. To, że tabletki na uspokojenie mogą być potrzebne to fakt, ponieważ sztuka współczesna
w toruńskim wydaniu dramatyczną jest.
- Miłej lektury!

*   *   *


Nawiązując do wczorajszej notki informuję, że panu H.M. napisało się kolejną książkę, która wyszła
w Japonii w imponującym nakładzie 1 miliona egzemplarzy. Jeżeli ten ciąg przemyśleń  zostanie przełożony
na jakiś zrozumiały dla mnie język to - biorę na świadków kwiaty kwitnącej wiśni - na pewno jej nie
przeczytam.
- Potrafię bez owczego pędu znaleźć sobie coś bardziej wartościowego.

piątek, 11 maja 2012

Na przekór (895)

Było się na oszałamiających wakacjach.
Leniuchowało się intensywnie.
Warto by coś z tego pokazać i opisać.
Nic z tego! ..są sprawy ważniejsze.
- Dzisiaj.

 (...)

 Lubię sobie czasami tu i ówdzie wpaść z gospodarską wizytą.
Odwiedzić znajomych i przyjaciół znienacka ich zaskakując,
aby prawdziwie zajrzeć do ich życia takim jakim ono jest.
No, wścibska natura ma mi się objawia i na wierzch wychodzi sama.
- Takie mając uzasadnienie zajrzałem cichaczem do CSW.


 Tej deklaracji naściennej proszę nie brać do siebie, chociaż... .
- I tyle byłoby mojej zgody wliczając w to dwie (f)rapujące kreski.



Proszę pominąć oglądanie tych dwóch zdjęć!

Sztuka na usługach bieżącej polityczki? Dosyć niesmaczna sprawa z użyciem symbolu... .
A Tata ciebie kocha! Mocno i serdecznie. Hough!
I proszę niech mi tu autorytet pani Dobrili nie gada, że jest inaczej.

Są zdania i są słowa których nawet w ramach prowokacji artystycznej się nie wypowiada.
Dzieci trzeba stopniowo do sztuki przyzwyczajać. I nie każdym sposobem.
I ostrożnie, bo to są delikatne mechanizmy i można coś zepsuć. Na zawsze.
Więc proszę mi tu po nieznalsku (biedna potłuczona istota!) nie wyjeżdżać z tandetną prowokacją.
- Lepiej już obrazami niż obrażaniem się zajmować.


Ludzie z papieru... .
Widzę ich codziennie. Chodzą mi po monitorze w te i nazad.... .
W końcu ich zobaczyłem całych poubieranych w te słowa.
- Dzięki.


Pozostała mi jeszcze do obgadania smuga światła i smuga cienia.
Pani była Italianką (chyba). Coś tam zagadała, coś tam się broniła i wreszcie zrozumiała.
Mimo, że w obcym dla niej i dla mnie języku, ale jednak się porozumieliśmy.
- Chyba.

 

Ona zostanie w mojej pamięci.
- Na pewno

niedziela, 18 grudnia 2011

CSW - Teatr Rysowania (765)

Zawiadamiam, że z przyczyn niezależnych ode mnie nie wziąłem udziału w zeszłopiątkowych
"622 upadkach Bunga" spowodowanych stuleciem ZPAP w okręgu toruńskim. Niemożliwym
jest, aby ten kompromitujący fakt jakoś nadrobić: ostatecznie chodzi o jedno z najważniejszych
wydarzeń wystawienniczego roku w Toruniu.

Tym sposobem przepadła mi bezpowrotnie możliwość zobaczenia luminarzy naszego
lokalnego światka plastycznego w aureolach i przeróżnych orderach - właściwych
dla tego typu celebr.

Z tym większą gorliwością więc odważnie postanowiłem, że w możliwy dla mnie
czwartek, (pomny interesujących doświadczeń), entuzjastycznie wezmę
udział w akcji performance "Teatr Rysowania" z udziałem Xaviera Bayle.
- Ludzkim magnesem był dla mnie właśnie ten artysta.

Na początku jednak byłem nieco... zakłopotany!?
Tak, to jest właściwe słowo.

Z działaniami artystycznymi z pogranicza filozofii i sztuk wizualnych zawsze mam kłopot
dokładnie taki samo jak z odbiorem fotografii czarno – białej. W ujęciu popularnym
foto w CB to jest dla mnie rzecz NIE do zaakceptowania. Doskonale przecież wiem,
jak to jest z tą czernią bielą!

Nie raz się na ten temat żołądkowałem. Głównie chodzi o to, że jak domorosły artysta
nie radzi sobie z kolorem to suwakiem desaturacji na podłogę i już jest takiemu
człekowi "artystycznie", bo przecież robi w "szlachetnej technice", którą z definicji
trzeba wielbić choćby to był (a najczęściej jest!) knot patentowany. To samo zresztą
fotonaród robi chytrze dowartościowując lukę w kompozycji swego dzieła. Tak na
co dzień tuszuje się brak pomyślunku w postaci słabego zdjęcia uparcie prezentowanego
jako osiągnięcie.

W odniesieniu do pogranicza dla sztuk plastycznych i filozofii (a ten performance
do takich się zalicza)
moje doświadczenia zwykle wskazywały na cośkolwiek mocno
podobnego. I tak (w odniesieniu do innych) to jak pan artysta nie ma nic do powiedzenia
to protezuje swoją wypowiedź przeintelektualizowaną nowomową, której celem jest
sprowadzenie słuchacza w rejony dostępne tylko dla niego i innych nielicznych, mocno
wtajemniczonych a także niezwykle delikatnych bardzo osób.
- No o elitę się rozchodzi, w precyzyjnym ujęciu mym: "elitkę'.

Krótko mówiąc, ten skraj – dla człowieka z ludu i zwykłego zjadacza razowego chleba
jest mi on (ten skraj) absolutnie niekonieczny i bezwzględnie zaliczam go takiego do
karygodnego pożeracza mego jakże krótkiego czasu.

Z takimi zastrzeżeniami odważnie wstąpiłem do CSW, by tam w samym jego środku
przeżyć kameralny spektakl w wykonaniu czterech artystów. W tym wypadku bez
wątpienia Artystów świadomych środków wyrazu jakie postanowili użyć: światła,
muzyki, gestu, ruchu, węgla i publiczności.

A na dodatek Liderem Zespołu był człowiek dojrzały, ukształtowany o zdecydowanych,
żeby nie powiedzieć nawet radykalnych poglądach: Xavier Bayle. To artysta
bezkompromisowy, o skrajnie radykalnych poglądach tak na życie jak i na sztukę, który
ku pokrzepieniu osób tak niezdecydowanych w życiu jak niżej podpisany naprawdę
imponuje konsekwencją!
- ...i co tu dużo gadać: stanowi pewien niedościgniony wzorzec.

Bliżej na ten temat pisano tutaj i tutaj:
http://obserwatortorunski.blogspot.com/2011/10/swieta-czesc-dalsza-696.html
http://obserwatortorunski.blogspot.com/2011/10/inne-zycie-xaviera-b-694.html


* * *
Na początek się nieco wystraszyłem: nadto głośna (aby nie rzec agresywna)
melodeklamacja Narratora nieco mnie zdeprymowała. I wprawiła w stan pobudzenia
emocjonalnego z którego już do końca spektaklu nie dało mi się wyjść. W miarę
zarysowywania przestrzeni ten bardzo dostojewski stan się nawet mi pogłębiał,
gdyż wrażliwą jestem osobą.

Tyle jeśli chodzi o teatr, którego głównym aktorem był Narrator.


Ten sam który aktywizował publikę do czytania wiersza, przechadzający się który
wprowadzał dynamikę do całego przedstawienia. Ruchem, słowem i czynem. W tej
emfazie czytelnie było widać nawiązanie do średniowiecznych spektakli gdzie "sztuki
pokazywali"
. Przyznam się, że zanim do mnie dotarła ta konwencja to byłem nieco
właśnie... zakłopotany.

To epatowanie jasną formą wyraźnie kontrastowało z treścią którą zajmowali
się rysownicy. A u nich to rzecz szła o Człowieku, w konkluzji Człowieku co to
zwierzęciem, żeby już nie powiedzieć canisem jest... . Jak wszyscy pamiętamy
to Piłat miał wypowiedzieć "Ecce Homo" tutaj sparafrazowane do "Eccce canis"... .


W tak symbolicznym przedstawieniu duszno aż było od metafor, poezji i niedopowiedzeń.
Nieco zakłopotanym więc byłem i co tu dużo gadać: trudno mi się było przed dłuższy
czas się znaleźć. Proszę się jednak nie dziwić: w końcu jestem człowiekiem który wszedł
do "Pokoju z Kuchnią" tak jak stał: w butach i prosto z ulicy, bo do firmowego garażu
wpuszczali tylko znajomych króliczka.

Dzisiaj pogodniej i z większym zrozumieniem (świadomością) patrzę na performance
który przeżyłem razem z innymi. Jeśli zobaczyć go w kontekście twórczości Lidera
projektu to całość była wzbogacająca i wartościowa.

Nie daję jednak gwarancji, że zjawię się na następnym Wydarzeniu jako pewnik.
Twardym – a nie miętkim – podczas takiego spektaklu trzeba być!
...a u mnie ostatnio ze zdrowiem nietęgo.

Cały performance oceniam jako Wydarzenie na wysokim poziomie, aż do ostatniego
momentu jakim było pyszne zakończenie w stylu Grand Finale. Podczas spektaklu
Artyści pokazali po prostu wysoką klasę. Mając niełatwe treści do przekazania
potrafili przeciągnąć publiczność na swoją stronę. Profesjonalizm z jakim to zrobiono
każe mi z szacunkiem myśleć o tych którzy współtworzyli "Teatr Rysowania".

A kto z nami nie był: ten stracił!

* * *
Uprasza się Dyrekcję CSW o udostępnianie firmowego garażu nawet dla zwykłych użytkowników
takich Wydarzeń. Głupio było mi jak Pan Strażnik tłumaczył
(nie tylko mi jak zdążyłem
zaobserwować)
, że: "Garaż o tej porze jest już nieczynny. Godziny otwarcia są przecież
widoczne na słupku wejściowym"
.

- No, faktycznie są! ...ale jakoś nie zwiększa to mego zrozumienia dla braku dbałości
o swoich widzów czy niewykorzystanych
km2
garażowego podziemia. I- jakoś tak
automatycznie nie zmniejsza to także mej zadyszki z tytułu galopu w poszukiwaniu miejsca
gdzie "no-gdzie-by-tu-do-licha" można było zaparkować swój powóz.

czwartek, 1 grudnia 2011

PS. Kropka po "ą". (748)



Pośpiesznie ulepiając swoje myśli zapominam o wszystkich składnikach pasztetu który przyrządzam.
Nie swoimi zresztą rękoma.



Na szczęście zanim zamknąłem za sobą ostatnie drzwi (spaliłem mosty?)
coś jeszcze zdążam pokazać / czemuś się przyjrzeć.
- Pożyczonym okiem zresztą.



Do spraw ważnych warto wracać!

środa, 30 listopada 2011

Król Maciuś Pierwszy żyje! 3/3 (747)

Coś ten czas coraz częściej mnie dotyczy.
Jeszcze przecież nie tak dawno byłem w dawnym Trojanowie opisując (także) "Zegar czasu".
http://obserwatortorunski.blogspot.com/2011/10/trojanowo-687.html

Teraz jednak moja banalna historia zatoczyła koło i mamy właśnie
prawdziwe koło prawdziwego czasu = "Koło czasu".
- Na szczęście w ostatniej odsłonie.

Ni w 5 ni w 9 o tym wspominam, tak jakbym skalę i miarę z rożnych światów pomieszał... .
Ach ten eklektyzm... .

* * *

Ostatni happening też był o wódce i patriotyzmie, czyli o dwóch elementach bez których
prawdziwy Polak obejść się nie potrafi.
- No, prawie każdy prawdziwy Polak... .



Po symbolicznym rozpiciu wódki (sypnęło mocno rozbitym szkłem!), tak jak to teraz jest
w najnowszej modzie artysta poszargał sobie przyrodę, patriotyzm oraz polskość.
- Ab
y było bardziej sprawiedliwie - i siebie samego też.



Zaczął jednak od egzekucji.
Kolejno i z namaszczeniem liść po liściu obcinał małego, niewinnego krotona.
A wszystko przez niekumatą publiczność!

Artysta przecież zwlekał szczękając nożyczkami nad kolejnym liściem! Oczekiwał od Publiki
ułaskawienia niewinnej rośliny. Nikt jednak oprócz niżej podpisanego nie podniósł kciuka do góry.
- Nikt się nawet nie poruszył!
...i wszyscy byli odwróceni.



Trzeba oddać sprawiedliwość Artyście, że właściwie ocenił ten akt barbarzyństwa. Aby samego
siebie ukarać za to okrucieństwo Pan Performer przypiął sobie do ciała żałobę po krotonie.
Wielką szpilką.



Następnie swym ekspresyjnym działaniem samokrytycznie stwierdził, że te trzy wcześniej
wspomniane wartości (patriotyzm, polskość i on sam) to nic innego jak tylko: kanał, kanał
i jeszcze raz kanał.




Nie szło przeżyć: trzeba było spłukać ten niekomfort.



* * *

Zastanawiam jak to będzie z tym małym dziecięciem. Co zapamiętało z całego spektaklu, co utkwiło jej
w głowie, czego się nauczyła... . Może powinno zapoznać się z hasłem "nihilizm"?
- A co z Królem Maciusiem Pierwszym!?



Dorośli mają lepiej!

Mogą:

  • zauważyć zjawisko z mądrym pobłażaniem,
  • przejść obok patrząc w swoim kierunku,
  • starannie fakt zarejestrować, bo a nuż się przyda do pracy magisterskiej



PS. To się może wydać niewiarygodne, ale dopuszczam bluźnierczy pogląd, że w swych
jedynie słusznych sądach mogłem się jakąś odrobinę pomylić.
- W końcu, nie muszę się przecież na wszystkim znać!
O zrozumienie tego świata mi tylko się rozchodzi.

wtorek, 29 listopada 2011

V FESTIWAL PERFORMANCE „KOŁO CZASU" 2/3 (746)

Zawsze ceniłem sobie w sztuce szczerość.

Teraz wystąpił prawdziwy artysta.
Bez strojenia się w piórka i wpadania w pseudofilozofię przykrywającą miałkość idei
z "prześcieradłowego" działania Onże Artysta w ciągu paru minut wypił pod palec pół litra.
- Co mnie zachwyciło.

Na początku było jak się należy expose.



Story dotyczyło człowieka, który na zapyziałej stacji kolejowej - ni stąd ni zowąd - odśpiewał
wszystkie zwrotki hymnu. Głośno i na baczność. Po każdej zaś zwrotce nabierał oddechu
i pociągał z flaszy wódkę. Artystę tak poruszył surrealizm sytuacji, że postanowił ją przekazać
w jedynie dobry sposób.
- Odtworzył spektakl aż do ostatniej kropli.



Zadeklamował z kartki hymn i przerywał każdą ze zwrotek pociągając z butelki najprawdziwszą
strażacką wódkę. I nigdy się nie skrzywił, chociaż odór napitku aż zatykał. Publiczność na ten
spektakl patrzyła jak zahipnotyzowana prawdziwością sytuacji.



Lojalnie zostaliśmy uprzedzeni, że nie ma obowiązku czekać do końca działania, które równie
dobrze mogło potrwać 5 jak i 50 minut. Na dobro performera trzeba zaliczyć, że - chociaż
czasu nie mierzyłem -
Artysta wykazał się umiarkowaniem.



Podczas spektaklu rozglądałem się gorączkowo, kto wśród publiczności jest jeszcze tym
performerem. Pan Konferansjer objaśnił nam wszak, że jedno z działań polega na tym, że akcja
artystyczna trwa, a przeprowadzający je performer znajduje się wśród publiczności.



Efekt zamierzony przez performera udał się znakomicie!
Publiczność teraz patrzyła się już nie tylko na artystę, ale i podejrzliwie przyglądała się samej
sobie.



Gubiąc się w domysłach razem z innymi poszukiwałem odpowiedzi na palące pytanie:
co z tą sztuką współczesną panowie i panie?

Ciąg dalszy i całkowity jego koniec nastąpi jutro.

Podziel się