Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lis. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 września 2024

Hajnówka: Jesień w muzeum BPN (2344)

Było się w Muzeum Białowieskiego Parku Narodowego. 

Tam koniecznie trzeba być, ale wystarczy tylko raz. Inaczej - pamiętając dawniejszą ekspozycję - można dojść do wniosku, że tamta była o wiele ciekawsza (grzybnia!).

Tak więc ta wystawa jest adresowana głównie do młodzieży, na zasadzie "uni sie nie zajom to uni to kupiom".
Wpiekliła mnie postawa personelu kłębiącego się przed wejściem, który po wykupieniu biletów straciła momentalnie zainteresowanie dla zwiedzających.


To chaotyczne zwiedzanie spowodowane były tym, że poszczególne sektory oświetlały się bądź nie a wysłuchiwane komunikaty nijak się miały do kolejnych prezentacji.


Zgłoszenie, że występują nieprawidłowości przyjęto obojętnie wypychając się stwierdzeniem, że to sprawa osób zwiedzających, bo nie dość synchronicznie (czy jakoś tak) naciskają guziczki na rozdanych audiofonach"... .

Dyrekcja tego przybytku ma zapewne dobre samopoczucie i nie będę tego zmieniać. Nie zamierzam się tam więcej pojawiać, ani tym bardziej zachęcać kogokolwiek do odwiedzenia tego miejsca, które przecież - mimo wszystko -  ma tak wielki potencjał.







Dziwaczne (mające być pewnie dramatycznym!) oświetlenie niektórych scen powodowało mieszane reakcje widzów.

O braku wyczucia przy organizacji tej wystawy świadczy także miejsce eksponowania tej tabliczki... . 
- Łomatko!

PS. Zabrakło mi gaśnicy obok tej tabliczki.

Wyjście na dwór ukoiło mój ból.
- Jesień przyszła: nie ma na to rady.

piątek, 28 kwietnia 2017

Tuchola od początku (1796)

Przyjeżdżając do malutkiej Tucholi (której się dopiero uczę) zaskoczyło i oszołomiło mnie mnóstwo tematów do ogarnięcia. Aby więc nieco uspokoić myśli zaczęto od początku.


A początek Tucholi znajduje się w Muzeum, które jednocześnie pełni rolę informacji historyczno-turystycznej. Od siebie dodam, że pełni ją znakomicie!

Muzeum w tym małym miasteczku jest takie samo jak inne muzea w małych miasteczkach: biedne w metry kwadratowe, niedoinwestowane, wołające o odświeżenie ekspozycji.


Mimo zgłoszonych zastrzeżeń dzielnie pełni swą rolę a to za sprawą personelu, który widoczne braki materialne nadrabia pomocną informacją ustną i drukowaną, serdecznością i żywym zainteresowaniem, aby przybyłego gościa zaopatrzyć w stosowną wiedzę.


Samo Muzeum ma charakter etnograficzno - przyrodniczy. Młode pokolenia odwiedzających znajdą tutaj dziwy niesłychane; kuchnie nieelektryczną, młynek i lampę bez prądu czy stosowne dla tego miejsca (a będące klasą dla samych siebie!) najprawdziwsze monidła.


Osobom nieco starszym te nieobce klimaty przypomną zapewne sceny z - tak nieodległego przecież! - dzieciństwa.
- Jak ten czas leci!.




Wielość przedmiotów aż woła o szerszy oddech, o przestrzeń. Chociaż... . Jak się tak zastanowić to zagęszczenie pewnie nieobce jest zgromadzonym muzealiom. W końcu dawne chaty - nawet te najzamożniejsze - wcale nie miały zbyt wielkich przestrzeni... .


Jeden z kącików to arcydzieło zachwycające wprost aranżacją... . Obiecuję sobie do tej części jeszcze nie raz wracać.

Część przyrodnicza Muzeum daje pojęcie czego można oczekiwać od Borów Tucholskich! Wśród mnogości eksponatów ptasich i zwierzęcych nawet nie zauważyłem braku grzybów które (oprócz przetworów miodowych) są przecież sztandarowym produktem borowiackim.

Wszak moja nieoceniona ciocia A. z Wąbrzeźna na grzybowe żniwa - mając własne lasy pod nosem - wybierała się tylko i wyłącznie do Borów Tucholskich!







Pasąc oczy - niekiedy lekko znajomą - egzotyką leśną zafrapowało mnie pytanie na które jeszcze nie mam odpowiedzi: co robi tutaj żubr?!


 ...bo  o turze to wiem: był i wyginął a na dowód swego istnienia zostawił w gablocie swoje rogi.





Odchodząc zawieszono wzrok na podkowach: szczęście, potrójne szczęście niech mi także przynoszą!

niedziela, 11 września 2016

Przyroda kontra SkyWay 1/2 (1673)
















A poranek był piękny tego dnia!






















Wzruszyłem się widząc kolejny automat. Znaczy się w naszem
miasteczku postęp pełza i pełza nieustannie. Jeżeli w tamtym urządzeniu
było mleko prosto od krowy nie chce mi się domyślać prosto od czego
są te rosówki i inne larwy wędkarskie... .






















Proszę nie winić mnie za podjęcie tematu - relacjonuję tylko
otaczającą mnie (tym razem mniej estetycznie) rzeczywistość.
















Jak łatwo się było domyśleć dzisiejsza notka działa się na drugim
(tym lewobrzeżnym) brzegu. Powyżej każdy widzi, że to kościół
WNMP wyrwany przemocą z cyklu "Przyroda i architektura",
który od dłuższego czasu już mi się kroi i przewija.
- Może kiedyś pokażę go w całości?!
Może, ale to kiedyś, za to na pewno - o ile się nie mylę.
Jak dobrze pójdzie: niebawem.
(...ale pewności mi brak.)

*     *     *

KOMUNIKAT SPECJALNY
Do Bydgoszczy mam drogę dobrymi chęciami wybrukowaną STOP
Naprawdę ckni się mi za największym miastem w regionie STOP
Dodatkowo to cknienie wynika z faktu, że  (jak wasza wieść gminna
niesie)
fontanna "Potop" już dawno jest ukończona STOP I do mojego
ulubionego BWA też warto zajrzeć by STOP

Na razie Zły Los mi nie pozwala Was odwiedzić, ale może wkrótce to
się zmieni STOP Na razie spróbujcie jakoś sobie dać radę beze mnie
STOP Pozdrawiam serdecznie wszystkich oprócz p. Rafała STOP
Ostatnio (jak to na jesieni) znowu mu się pogorszyło STOP.

Podziel się