piątek, 6 marca 2015

Tadeusz Gapiński - Spotkanie 1/2 (1520)




















Nie wiem, czy Pan mnie pamięta... . Nazywam się Obserwator
Toruński. telefon do Pana mam z wystawy, tej co to była w
"Domu Muz", na Podmurnej.

















Miałem okazję parę razy Pana fotografować raz i dwa przy pracy.


















Spotykaliśmy się zwykle w terenie przypadkowo, ale teraz
chciałbym z Panem specjalnie umówić się na spotkanie. Gdyby
był czas i gdyby było miejsce to mógłbym Panu przy tej okazji
zrobić na spokojnie parę zdjęć... .
















Ach, więc ma Pan gdzie mieszkać! Bardzo się cieszę. Tak, różnie
z naszymi urzędnikami bywa... . Szczególnie w okolicy wyborów.
No tak, ten akurat wywiązał się z danego słowa. No i chwała mu!
- Cieszę się, że Pana doceniono w ten sposób. 


















To u Pana?! Cieszę się, naprawdę się cieszę na tą roboczą wizytę.



















*     *     *






















Spotkało mnie uważne spojrzenie.  Przywitał mnie porządek i to
wcale nie taki robiony na chybcika. Spodziewałem się artystycznego
nieładu, przygotowany byłem na różności (w końcu Artysta!) a tu...
wszystko poukładane i  żadnych kurzyków w tym mikroskopijnym
miejscu do życia.






















Zwykłe przedmioty jakie są w każdym domu tutaj wyglądają nieco
inaczej, jakoś tak symbolicznie prawie, gotowe do namalowania.
- Zachwyciły mnie te światłocienie przy jabłkach... .
















Tak o uzyskaniu dyplomu przez Pana też słyszałem. Ostatnio nawet
zobaczyłem w pewnym sklepie Pana obraz... . Przypadek, absolutny
przypadek! No i to był ten impuls, żeby zadzwonić, bo przecież już
od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie to, aby się spotkać.






















Mówi pan, żeby kuchni nie fotografować? W porządku! Czy
chodzi o to, że ma Pan nadmierne zapasy jedzenia? (Była kasza,
mąka i cukier. Po kilogramie i po pół)
. Tak rozumiem, nie ma
co kłuć w oczy, że Panu, aż tak się powodzi... .
- Rozumiem, ludzie zawistni są.






















No to może na tle drzwi zrobimy sobie pracownię fotograficzną? Warto
byłoby udokumentować to co ma Pan dotychczas namalowane. Że co,
żeby tych co nie dokończone to nie zdejmować?


















Mam taką prośbę, potraktujmy wszystkie obrazy jako skończone! Jeśli
do dziś nie udało się ich skończyć to widocznie tak ma już być! Od dziś
niech wszystkie te obrazy będą na sprzedaż!
- A póki co sfotografujmy tyle z nich ile się da... .






























Brak komentarzy:

Podziel się