Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legenda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 września 2024

Hajnówka: Puchły (2346)

Jadąc do wsi Kaniuki natrafiono na Puchły. A tam uznana za jedną z najpiękniejszych świątyń na Podlasiu: cerkiew pw. Opieki Matki Bożej w Puchłach.

Jak potem mi powiedziano, to "miałeś szczęście, bo ja mimo, że tu tyle lat mieszkam to nigdy wewnątrz tam nie byłem".

Kto chce poznać szczegóły powstania i trwania tej fascynującej świątyni niechaj zajrzy TUTAJ.

Proszę pobyć tu w ciszy i skupieniu tak jak na to szczególne miejsce przystało.

Nie mogę tu dłużej z wami być - spieszę się - jadę dalej.



UWAGA! Proszę wykazać się szacunkiem dla tego miejsca. Za ikonostas nie wchodzimy (ani centralnymi ani bocznymi wejściami), można co najwyżej popodglądać gdy carskie lub książęce wrota otwarte są!

Warto też pamiętać o tym, że świeczkę można zapalić ale tylko na czas pobytu w świątyni osoby duchownej. To jest drewniany obiekt!

Zdjęcia oglądamy na większym raczej monitorze. Przyglądanie się im na telefonie może być uznane za.

Serdeczne pozdrowienia z cerkwi w Puchłach na Podlasiu 
przesyła Wasz OT






czwartek, 29 czerwca 2017

Małe historie z Wielkiej Kloni (1837)

Do Wielkiej Klonii zajechano przypadkowo. Ot wstąpiono, bo po drodze mi było.

Nie próbujcie wydusić coś z tego akurat kamienia, bo się nie uda: nieczytelny. Niemniej jednak można tutaj łupnąć, ale na własną odpowiedzialność.

Pod tym hiperłączem żadnej bajkowej legendy nie ma, ino ktoś zamieścił monografię miejsca od Króla Ćwieczka opowieść o tym pałacu zaczynając.

Precyzjant ów podał w niej wszystko z wyliczeniem ilości świń i kóz tam hodowanych w kolejnych latach... . Plus genealogia i  koligacje wszystkich właścicieli wraz ze zmieniającymi się przekształceniami własnościowymi na przestrzeni wieków. Spory o miedzę też tam są.

A jeśli już mowa o właścicielach ziemskich to ostatni z nich (Tomasz Komierowski) zgodnie z prawidłowościami dotyczącymi losów ziemian został rozstrzelany przez Niemców w 1939r.

W południowo – zachodniej części parku znajduje się staw, a w jego pobliżu ruiny lodowni o kamiennych ścianach.
- Można się podzielić zdjęciem jeśli ktoś takie ma. 

Na odpowiedzialność internetów podaję, że nad stawem znajduje się zdewastowane miejsce spoczynku członków rodziny von Gaertringen – dziadków gen. Heinza Guderiana.
- Tak, to chodzi o tego od wojsk pancernych III Rzeszy, który pochodził z Chełmna. 

Wielka Sieć poinformowała mnie także, że w pobliżu istnieje legenda o dziewczynie zamienionej w kamień. Ani na ten dziewczynopodobny kamień ani na żadną żywą dziewczynę w Wielkiej Kloni nie natrafiłem, więc jakby ktoś miał na ten temat obrazkowego coś to... wiadomo co!

Przypomnienie dla zapominalskich:
dwa zdjęcia potrzebne" lodowni i kamienia.

poniedziałek, 29 maja 2017

Legenda o złotych łabędziach (1815)

Wszyscy w Tucholi i okolicach znają tą legendę, ale tylko nieliczni zapoznali się z jej pełną wersją. A całość brzmi tak.

Św. Małgorzata z Antiochii w średniowieczu należała do znanych i popularnych świętych. Przedstawia się ją z deptanym smokiem na łańcuchu. Zwykle w jednej ręce trzyma krzyż a w drugiej ma gołębia.

Jej wizerunek figuruje w herbach wielu polskich miast, jak Tomaszów Mazowiecki czy Golub-Dobrzyń. W Tucholi tego herbu używano od XIV do XIX w. Współcześnie do tej tradycji powrócono od 1992 r. Zachowując wszelkie reguły prawa kanonicznego dopiero wtedy św. Małgorzata została oficjalną patronką miasta - czego ku zdumieniu mieszkańców - wcześniej nie było.

Chociaż nigdy nie była królową zwykle ma koronę na głowie. Często też przedstawia się ją z gołębiem. Ze względów estetyczno-technicznych to jest gołąb, bo tak naprawdę to powinien być łabędź.
- I to złoty łabędź!

A wszystko to na wspomnienie cudu jaki się zdarzył za jej sprawą. Legenda głosi, że ówże miał się zdarzyć podczas oblężenia miasta. To ponoć za radą Św. Małgorzaty obrońcy dobrze ufortyfikowanej miejscowości (którą można było tylko wziąć głodem) zaczęli wroga wrzącą kaszą polewać a miotać w niego bochny twardego chleba.

W owym czasie był zwyczaj, aby tuż po zbiorach mnóstwo chleba na zapas wypiekać. A one chleby czarne i twarde były! Po paru tygodniach siekierą je rąbać przychodziło a w gorącym mleku przed spożyciem zanurzać... .

I tymi właśnie twardemi chleby wraże wojska porażono szczodrze! Nieprzyjaciele widząc, że miasto stać na obronę w taki żywnościowy sposób od ataków odstąpili.

Do tego miejsca większość osób zna tą legendę. ...ale co było dalej?! Co się stało z owym pieczywem?

Cytuję za miejskim pisarzem tamtego średniowiecznego czasu, niejakim Mateuszem z Tucholi: "Wróg zaskoczony chlebowym atakiem zgłupiał na to doszczętnie! I rzekli byli sobie następująco: ...bo jakże to tak? My w nich z kartaczy, bombard i innych kulomiotów a oni w nas pieczywem wszelkim?!

Powstało wtedy wielkie zamieszanie i - ku radości obrońców miasta - odwrót ogłoszono. Po tym też czasie ciury obozowe przeciwnika widząc sterty chleba na zamkowym przedpolu zaczęli je zbierać, aby po wysuszeniu koniom podawać. Znaczy się suchy chleb dla koni zbierali. ...ale i to nie było wrogowi dane!

W pewnej chwili pojawiły się chmary złotych łabędzi, które to pieczywo zostało przez nich co do okruszka wyzbierane, aby się nic wrogowi nie przydało. I dopiero teraz nieprzyjaciel ostatecznie zobaczył, że miasto nie tylko jest dobrze zaopatrzone, ale i wsparcie sił nadprzyrodzonych ma za sobą... .

Drogi turysto! Jeśli kiedykolwiek trafisz do Tucholi teraz już będziesz wiedział skąd się wziął pomnik złotych łabędzi na rynku. Podobno pogłaskanie po głowie (koniecznie!) każdego z nich od kłopotów, - szczególnie tych o charakterze finansowym - skutecznie uwalnia, ale tego to już bym nie potwierdził.
- Chociaż spróbować nie zawadzi... .

PS. Dzisiaj już łabędzi chlebem nie karmimy! W ten sposób może zostać zakwaszony ich organizm co skutkować będzie deformację skrzydeł. Jeśli ktoś nie wierzy niech sprawdzi w Wikipedii termin "anielskie skrzydła".

Podziel się