piątek, 12 maja 2017

W cieniu wielkiego krucyfiksu (1804)

Kościół pw. Bożego Ciała w Tucholi. Budowla surowa i po protestancku poważna, mająca w sobie piętno czasów w których powstawała.

Ta świątynia ma także w sobie dobrą karmę, co objawia się pięknym, zachwycającym światłem w jego wnętrzu.

Tutaj po raz kolejny objawia się prawda, że pewne miejsca nas ulepszają. I wtedy nie ważne czyś buddysta, katolik, ateista czy muzułmanin. To się czuje, że w tym miejscu masz szanse być lepszym człowiekiem, starasz się nim być, jesteś nim.

Prostota i harmonia wnętrza sprawiają, że świat wydaje się tu być mniej pokręcony i bardziej zrozumiały.

Zapomina się o kanciastej, mało zachęcającej bryle zewnętrznej tutaj niespodziewanie zaskakującej dobrocią swojego wnętrza niczym świątynia w Rypinie.

A i ta przytłaczająca bryła ma ponoć swoją tajemnicę związaną z ważnymi dla kościoła osobami. Jeszcze tego nie sprawdziłem, ale podobno... .

 "Patrząc z dołu na wieżę od ul. Garbary, można zauważyć dwie ludzkie głowy przypominające ,,znajome twarze” (tak mieszkańcy mówią): P. Zühlke (w okularach) i ks. K. Kreffta."

Tak jest na zewnątrz, ale teraz nadal jesteśmy w środku i cieszy nas widok rytmicznych arkad z nawy bocznej, także anioł swą bliskością przypominający, że zawsze jest obok.


Zauważając utrwaloną pamięć proszę zwrócić uwagę na sponsorów z witraża.

O ich szczególnej roli w przestrzeniach publicznych Tucholi i okolic jeszcze kiedyś będzie!



Tak, będzie kiedyś, ale teraz... .
- Teraz - nawet gdy stąd wyjdziemy - bądźmy tu nadal.


Brak komentarzy:

Podziel się