niedziela, 27 maja 2018

E-bike czyli "Zajedziesz dalej - Przeżyjesz więcej!" (1978)

Onegdaj rodzinnie pojechało się do Turzna. Tego Turzna.

Posiedzieć w Parku Romantycznym nam się zachciało. Poczuć rześki wody wiew od stawu nam się zamarzyło. Dotarliśmy tam i na ławeczce takie oto myśli przyszły nam do głowy.

Luuudzie! Puknijta się własnym kopytem w puste makówki uważając gościa na elektryku za inwalidę!

Schodząc oktawę niżej, przedstawiam argumenty za rowerem wspomaganym elektrycznie. Proszę zwrócić uwagę na rozróżnienie:
a) rower elektryczny
b) rower wspomagany elektrycznie.

Ten pierwszy może mieć mocy ile zachce (choć nie musi!) jego właściciel. Specjalne konstrukcje i po 3 K Wat mają, osiągając w kilka sekund prędkości do 100 km na godzinę.

Młodzi, zdolni a (w swym mniemaniu) nieśmiertelni się w takie urządzenia zaopatrują. I co gorsze (niektórzy z nich!) nawet na ścieżkach rowerowych się oni ****** ze swymi szybkościami pojawiają. Działanie to ewidentnie wbrew zdrowemu rozsądkowi i prawu jest. Takie pojazdy mają pedały tylko dla picu i glancu bezprawnie podszywając się pod rowery. Gwoli sprawiedliwości podać trzeba, że i między młodymi a zdolnymi normalni też są. Święcie staram się wierzyć, że w przeważającej większości.

Cieszy mnie fakt, że już niedługo Unia Europejska zaopatrzy takich ścigantów przymusowo w tablice rejestracyjne. To są skutery i motocykle elektryczne (często samoróbki o doskonałych osiągach) i za takie oficjalnymi blachami odznaczonymi winny być.

Druga grupa zelektryfikowanych użytkowników to dżentelmeni pracujący. Jedzie sobie taki biznesmen lub inny salary man do pracy ekologicznie. Zajechawszy na miejsce (bez stania w korkach z wypalaniem benzyny włącznie) nadal prezentuje się świeżutki jak poranny pączuś, gdyż e-pedałując nie miał okazji spocić się.

Trzecia grupa to ludzie młodzi zdolni i z wyobraźnią, którzy mając końskie zdrowie i nadmiar energii chcą wcielać w życie hasło wszystkich e-bikerów: ZAJEDZIESZ DALEJ - PRZEŻYJESZ WIĘCEJ! Tych jest malutko - ale są. Na co dzień nie widać ich, bo oni się ukrywają. Ciąży na nich bezprawnie pokutujące przeświadczenie jakoby oni tylko byli leniwcami, unikającymi wysiłku. Na szczęście: oni dyskretnie istniejąc wiedzą swoje.

Czwarta grupa też zaopatrzona we wspomaganie elektryczne to sportowcy na emeryturze. Ta emerytura nie oznacza, że oniż tylko w fotelach huśtanych czy na bujaczkach bujają się. Przeciwnie wprost; oni ograniczeni wiekiem czy wypadkami korzystają z e-bików, prądem nadrabiając przeżyte lata czy podpierając nim swe nadwątlone zdrowie. Tak więc, domyślne twierdzenie pewnej toruńskiej organizacji rowerowej, że e-bike to dwukołowa a jednośladowa odmiana wózka inwalidzkiego nijak ma się do obiektywnie istniejącej rzeczywistości.

Boom na rowery elektryczne w takiej na ten przykład przodującej rowerowo Holandii ma wzrost lawinowy, podczas gdy sprzedaż normalnych rowerów spada... . Patrząc na pełen wyższości i politowania wzrok niektórych kołowników myślę, że u nas w Polsce do tego wzrostu to jeszcze musimy dojrzeć.

Zaliczając się do ostatniej grupy zeznaję: w pierwszym miesiącu użytkowania e-bika przejechałem 800 km. Równo. Obecnie po przejechaniu ok. 1400 km mam prawo twierdzić, że e-rower nie tylko zachęca do wysiłku fizycznego a wręcz wymusza dawkowanie go sobie w większej ilości! Dobrze objaśnia to choroba jakiej (podobno) podlega każdy e-biker.

WATOZA - to pragnienie mocy wyrażanej w watach. Masz regulaminowy silnik 250W o prędkości do 25 km/h to chcesz mieć tej mocy i prędkości więcej... . Ponoć jak masz 1 tysiąc Watów to też po pewnym czasie zaczynasz odczuwać tę dolegliwość :-)

Czy jestem zadowolony z tego zakupu? I tak i nie.

NIE, bo:
- za drogi i za ciężki. Elektryki są przesadnie drogie i po schodach trudno wnoszalne.
- mój egzemplarz w mniej ważnych szczegółach jest łatwo psujący się (jakiś odpadnięty a tandetny odblask pedałowy, jakieś otworki ponownie nagwintować trzeba było, farba się z błotnika starła, sprężyna przy podpórce ma (nie wiedzieć czemu) moc sprężyny od tapczanu itp
- kłopotliwy w zabezpieczeniu. Nie można go spuścić z oka w myśl zasady, że: "Swego przyjaciela nie zostawia się samego nawet na sekundę"
- nie nadaje się do jeżdżenia po słabo utwardzonych nawierzchniach. Na leśno - polnych piaskach jeżeli nie jest się odpowiednio silnym można sobie zrobić spore ku-ku. To nie jest żartobliwa uwaga! W luźnych żużlach / szutrach czy kopnych piaskach e-rowerem rzuca i trzeba znacznej siły aby panować nad tym nazbyt narowistym rumakiem.
- potoczne przekonanie jest, że e-bike to jest przedmiot dla gadżeciarzy, niegodny prawdziwego męszczyzny. (Jedynie słuszna stratyfikacja użytkowników została opisana w czterech punktach powyżej!)

TAK, bo:
- pięknie wspomaga pomagając mniejszym wysiłkiem zajechać  z d e c y d o w a n i e  dalej (sic!). Prawdziwi włóczykije rowerowi mogą teraz zaglądać we wszystkie interesujące a poboczne - dotąd omijane drogi i dróżki - bez obawy że pary na powrót zabraknie
- mogę opromieniony przestrzeganym prawem wjechać na każdą ścieżkę rowerową czy do lasu i żadna Osoba Służbowa (a nawet sam Pan Leśniczy!) nie ma prawa mnie pogonić
- jest ciężki, stąd stabilnie trzyma się drogi, nieźle niwelując amortyzatorem przednim i sztycą podsiodłową spotykane na drodze nierówności
- mój egzemplarz posiada naturalne i wygodne miejsce na 1,5 litrową "Muszyniankę". Przypominam: w trasie można nie jeść, ale pić  t r z e b a  często i to z lekkim nadmiarem.
- tani w eksploatacji (koszt naładowania to całe 100 groszy za 100 km. (Niektórzy wykłócają się, że to 70 gr.!)
- w zależności od sposobu eksploatacji (ciężkie leśne piaski na pełnym wspomaganiu czy goły asfalt na minimalu) na jednym ładowaniu przejeżdżam 70 - 160 km
- w pełni wyposażony (światełka, hamulce tarczowe, błotniki i bagażnik) z gniazdkiem USB włącznie. Bajka! Memu telefonu nic mu nie robi włączony na stałe ekran z LOCUS i GOOGLE MAPS jednocześnie, bo  wspomagający akumulator robi za super mocny power bank!

I to by było na tyle.

PS. Ostatnio, na wypadzie rowerowym i na widok e-bika mego przewodnik wycieczki spontanicznie a żartobliwie zakrzyknął: ...ale  t e n  rower się nie liczy! I miał ów przodownik turystyki rowerowej rację; e-bike to klasa sama dla siebie i zwykły rower niech się z nim nawet nie próbuje równać :-)

(c.b.d.u.)

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Nie ma co klasyfikować użytkowników pod względem mocy, można jechać mocnym rowerem elektrycznym po ścieżce z głową nie szarżując jadąc max 30 km/h. Tak samo jedzie większość wytrenowanych rowerzystów MTB , zaś wąskooponowcy niejednokrotnie przekraczają 40 km/h. Pozdrawiam wszystkich jeżdżących z głową i poszanowaniem innych uczestników ruchu.

Podziel się