czwartek, 16 maja 2013

Poradnik obsługi samowaru 2/2 (1230)



1. Posługujemy się tylko prawdziwym samowarem opalanym na węgiel drzewny, a nie żadnym
    elektrycznym. Na prądzie czy innym gazie to my sobie możemy grzańca robić w blaszanym
    wiaderku! Tytuł samowaru przysługuje tylko oryginałowi, co to dym przy rozpalaniu wydaje,
    co cicho zagrzewając wodę mruczy. Obywatel carskiej Rosji pan Anton Czechow zwykł
    był mawiać, że "samowar śpiewa", ale osobiście nie wiem czy literatom w poważnych
    sprawach można wierzyć. Chociaż jak się tak by wsłuchać... .

2. Samowar rozpalamy dopiero wtedy, gdy mamy pewność, że chmara gości nas odwiedzi.
    Wszak jego wodny zbiornik ładnych parę litrów pomieścić może! Szczególnym powodem do
    jego uruchomienia może być przybycie nawet nielicznych, acz specjalnie pożądanych gości.
    Zaproszenie do domu na herbatę z samowara jest wyrazem szacunku i sympatii, stąd
uważanie
    okazujemy podejmując kogoś ceremonialnym czajem. Wszak wiadomo: tylko staraniem
    wielkim i na ekstraordynaryjne okazje samowar jest uruchamiany! 


3. Prawo na jego rozpalenie przysługuje dopiero wtedy, gdy mamy zapewnioną stosowną ilość
    czasu. Jeśli komuś się spieszy to proszę o samowarze nawet nie myśleć! Onże wymaga spokoju,
    dobrej atmosfery i pogody ducha. Dodatkowo zapewniam Was, że samowar ma pewną i w tym
    względzie wspierającą właściwość. Każdorazowo kiedy go rozpalałem ludzie wokół mnie jakby
    stawali się bardziej pogodni. Jestem nawet skłonny stwierdzić, że samowar to urządzenie do
    wytwarzania uroczystego nastroju, stąd też jego obecność podczas jakiegoś Rodzinnego Święta
    jest wskazana i tak naturalna, jakby od pokoleń istniała. Nawet gdyby ów magiczny przedmiot
    "dopieroco" był spoza granicy przywieziony.

4. Miejsce rozpalania samowaru musi spełniać wymogi nie tylko przeciwpożarowe. Do tego
    nam jest potrzebny dom, odpowiednio stary, może być na wsi. Próby rozpalania samowaru na
    balkonie uznaje się za barbarzyństwo równe /za przeproszeniem/ grillowaniu balkonowemu.
    Jeśli ktoś taką rezydencją / gniazdem rodzinnym z ogrodem chwilowo nie dysponuje zawsze
    może się podlizać do swych obrzydliwie zamożnych krewnych mieszkających w willi pod
    miastem. Zapewniam, że zostaniemy przyjęci z otwartymi ramionami, tym chętniej jeśli na koniec
    wizyty zagwarantujemy im samowar w prezencie.

5. Po oczyszczeniu z wiekowego kurzu przemywamy zbiornik na wodę ostatecznie zalewając go
    taką prosto ze sprawdzonej studni. Nalać wodę to rzecz pierwsza! Po założeniu pokrywki górnej
    kominek zasypujemy węglem drzewnym. Zamiana tegoż węgla na żar oraz założenie kapturka
    gaszącego płomień zakończy rozpalanie urządzenia. Aby maszynę herbacianą sprawnie rozpalić
    wyraża się zgodę na korzystanie z podpałki wspomaganej dostępną nam pompką. Można użyć
    dawnego sposobu czyli buta z cholewą. Podpałka i pompka to ukłony w stronę nowoczesności
    i wcale nie muszą być konieczne, jeśli ktoś wychował się przy piecu kaflowym, a nie przy kaloryferze.
    Uwaga! Niektóre podpałki są bardzo skuteczne, ale woniają, stąd też samowar na czas rozpalania
    wynosimy na zawietrzną. Postępujemy tak nawet jeśli - dla zapachu, do kominka - wrzuciliśmy kilka
    sosnowych szyszek, co się aromatycznie zaleca. Ekstremiści to nawet samymi szyszkami palą!

6. Natenczas gdy dym  z komina ulatniać się przestaje, to niechybny znak gotowości samowaru do
    działania. Ceremonialnie stawiamy na niego ceramiczny (a czasem metalowy) czajniczek z czajem
    zawiadamiając Świat o tym doniosłym fakcie. Naród tłoczący się wokół samowaru winien być
    obdarzany naparem według starszeństwa. Z wieku i z urzędu niechaj to się należy.

7. Uwaga decydująca: nic nam po (a choćby i srebrnym a' 20 tys. zł. dziś kosztującym) samowarze
    kiedy do niego stosownych naczyń nie mamy! Onże przedmiot magiczny bez odpowiedniej
    porcelany nieprzydatny jest. Sam czajniczek jak i filiżanki winny mieć specjalnie wyprofilowaną
    (wydłużoną!) podstawę, tak aby można było je pewnie osadzić na podgrzewającym kominku.
    Posługiwanie się oryginalnym zestawem samowar - porcelana zalicza się do kanonu i automatycznie
    wznosi nas na naturalny i przysługujący nam, a ogólnie przyjęty w wyższych sferach poziom.
    W odwiedzonym sklepie z antykami pewien "specjalista" otworzył szeroko oczy ze zdumienia
    kiedy zapytałem go porcelanę do samowaru... . Onże typ nie wiedział, że taka istnieje!
    - O tempora, o mores!

8. Czary z zagrzewaniem czajniczka wrzącą wodą PRZED samym jej zaparzeniem odprawiamy
    starannie i z należytym zrozumieniem ważności chwili. One czynności są powszechnie znane więc
    nie będę tego tematu rozwijał. Wszak wszyscy o tym wiemy, że także filiżanki przed nalaniem
    magicznego naparu gorącymi też być powinny.

9. Dopiero teraz w ogrodowym nastroju, przy konfiturach (koniecznie!) i ciastach o których tylko
    - nasze Mamy i Stare Ciocie wiedzą jak się je przygotowuje -  możemy delektować się
    niezwykłym Czasem Picia Herbaty... . Ach te leniwe rozmowy w uroczystej atmosferze. Wieczorem
    listopadowym gdy deszcz o szyby zadzwoni jesienny, podczas śnieżnej zimowej zamieci będzie
    co wspominać, będzie do czego tęsknić! I to słońce przez liście, mruczenie samowaru i zapach bzu... .

10. A Goście przychodzą i odchodzą w rozmarzeniu, ciasta co chwilę donoszonego z kuchni pod
      jabłonkę ubywa, a kiedy dzień nachyli się ku upadkowi to świadomi dobrze przeżytego czasu
      będziemy mogli sobie powiedzieć:
      - Dobry Pan jeszcze raz pozwolił nam się pięknie cieszyć życiem.


*   *   *

Gdyby komuś mój poradnik się nie spodobał (jako nazbyt cudzoziemski i propagujący kulinarne
urządzenie
kulturowo nam obce) to przypominam: a żłopać wiadrami Coca Colę to bezkarnie 
można, zagryzając ją gumą do żucia?!





















6 komentarzy:

Kocianna pisze...

Rzecz istotna niezmiernie, a w tekście (i na zdjęciach!) pominięta. Samowaru z węglamy gorącymy żadną miarą na stole drewnianym stawiać nie można - wyłącznie na tacy metalowej, o średnicy nieco większej od średnicy samowaru, tak, by wygodnie na niej stała filiżanka ze spodkiem pod kranikiem, jeśli będzie konieczność uzupełnienia naparu wrzątkiem.

Obserwator Toruński pisze...

> Samowaru z węglamy gorącymy żadną miarą na stole drewnianym stawiać nie można
Potwierdzam: NIE MOŻNA. I wcale względy p.poż. nie są tymi najważniejszymi. Pozwoliła Szanowna Pani temu skromnemu hołdowi dla samowaru wznieść się na wyższy poziom. Za co jestem wdzięczny.
- Dozgonnie i radośnie.

Anonimowy pisze...

A jakby tak mości Samowar - kultywator napisał cocacolapijcom i innym prymitywom .
Poza liturgią:
ile tego wągla nawalić .
jak się to długo pali ?
czy żar nie wylata
czy tam je, we środku, jaka krata?
jak drewek podłożyć od spoda
A co, jak kipi woda?
A może żar z wąglem od góry wdupcyć i ju..
Wytarczy mu?
Jak to wszytko wypieprzyć i gdzie
jak się , wypije i zje.
Ja przepraszam za niektóre wyrazy
i no ..bez obrazy :)
od 16 godzin już trzepie po necie
Nic tak nie wk... na świecie
jak sama liturgia bez treści
siemi wręcz w pale nie mieści...

ja proszę !
Ciupinke kunkreta , ot za 3 grosze




Obserwator Toruński pisze...

> ile tego wągla nawalić.
Tyle się go sypie aby wystarczyło :-)
Drzewny on ma być i sypie się go na wyczucie.

> jak się to długo pali?
Długo, tak by żar z niego powstał i wodę zagotował.
Ten co grilla chociaż raz odpalał to wie.
A ponieważ każdy grillował - to każdy wie jak rozpalać.

> czy żar nie wylata
Żar od dołu faktycznie może wypadać, ale jakoś nie spotkałem się z tym - zda się być - groźnym zjawiskiem. A gdyby nawet to... wspomniana przez Sz.P. Kociannę taca metalowa skutecznie potencjalnym szkodom zapobiegać może. My bez tacy tej doskonale się obchodzimy, gdyż ceremonia uruchamiania samowaru odbywa się w miejscu absolutnie bezpiecznym, bo w sadzie, pod jabłonką. Niemniej jednak sama taca ładnie by całości dopełniała, a choćby i tą możliwą do postawienia na niej filiżanką.

> czy tam je, we środku, jaka krata?
Coś tam takiego chyba jest.

> jak drewek podłożyć od spoda
Urządzenie zaopatruje się w paliwo tylko od góry.

> A co, jak kipi woda?
Woda kipi tylko "białym szumem", nigdy nie "daje bulgotu".

A co z pozostałościami?
Trzeba poczekać aż samowar wystygnie, żar się wypali.
Popiół na stertę kompostową się wysypuje, a niespalony węgiel drzewny (jeśli resztki się ostały) - po upewnieniu się, że na pewno się nie żarzą - odkłada się go na bok, przeznaczając na następne samowaru grzanie.

* * *

Nie jestem do końca pewien, czy zgodnie z oczekiwaniami udzieliłem odpowiednio wyczerpujących odpowiedzi. Ostatecznym i rozstrzygającym jest zdanie: "Jeśli jest w domu samowar to po prostu - mając odpowiednio dużo dla niego zarezerwowanego czasu - należy go uruchomić".
- Tylko tyle i aż tyle.

Cała opisana ceremonia wydaje się być skomplikowana a taką przecież nie jest!
Wystarczy tylko na nią odważyć się. Ten nasz samowar zdobił pokój kilkadziesiąt lat (sic!) i jakoś nikomu do głowy nie przychodziło, aby go rozpalić. Kiedy został po raz pierwszy użyty, okazało się, że to przedmiot magiczny, służący do (...) oraz wytwarzania magicznej atmosfery.
- No tak, ale trzeba mieć dla niego czas.

Tego dobrego czasu wszystkim uprzejmie życzę.

Anonimowy pisze...

Serdeczne dzięki !! :)
>Nie jestem do końca pewien...
W wielkim stopniu Tak
>"Jeśli jest w domu samowar to po prostu..
No jakby był...
To nie było by pytań. :)
Grill jest płaski i dostępny a ja unikam podpałek .
Sam grill to trochę zamorskie barbarzyństwo, a jeszcze dykta czymś nasączona fuj. Wygląda, że powinienem rozpalić mikro ogniseczko na dnie rury ,albo wsypać żar i na to węgiel.
Pytałem o wydajność bo interesuje mnie czy samowar mógłby utrzymać 'kipiatok' kilkanaście godzin.
Mam wrażenie że tak robiono czasem, ale czy popiół nie zatka od spodu ? ... No ale to już pewnie muszę wypróbować sam.
Wielkie dzięki.
I miłego samo-ważenia !
Pajk


Obserwator Toruński pisze...

O wszystkim rozstrzyga praktyka! :-)

Kilkanaście godzin nie wchodzi w grę, ale kilka to i owszem.

> ale to już pewnie muszę wypróbować
Oto, oto właśnie chodzi!

Sukcesów życząc
uprzejmie pozdrawiam

Podziel się