wtorek, 5 marca 2013

EL-Ziemiau 1/2 (1158)






















Ten Ich świat jest prawie idealny.
Kiedy go odkryto Książę nie posiadał się z radości. Oto mrówcza praca wielu pokoleń badaczy,
eksploratorów i zwykłych międzygalaktycznych awanturników została w końcu uwieczniona sukcesem!
- Wreszcie znaleziono WMR-y (W Miarę Rozumnych).



Tak bardzo chciałbym Ci o nich opowiedzieć, że aż nie wiem od czego zacząć.

Uspokoiwszy najpierw myśli – zacznę więc od początku - czyli od naszych stałych kłopotów. Jak ci
dobrze wiadomo przeludnienie u nas jest już coraz bardziej doskwierające. Od dawna więc trwają prace
nad skolonizowaniem jakiejś dającej się zamieszkać galaktyki czy chociażby planety. I jeszcze żeby na
niej W Miarę Rozumni byli... .

Samotność w Kosmosie? Wiemy coś o tym.



Jednakże wszystkie dotychczasowe wysiłki, aby znaleźć odpowiednie warunki w jakimś przyjemnym 
zakątku któregoś z Wszechświatów spełzały na niczym! Jak był tlen to ciśnienie dusiło, gdy glebę
określono jako urodzajną to znowu atmosfera okazywała się jadowita. I tak w kółko.



W końcu – w Pasie Drogi Mlecznej - znaleziono planetę, która dawała nam szansę na przeżycie.
I nazwano ją: EL - Ziemiau. Od bajecznych warunków niczym w egzotycznym, luksusowym kurorcie,
które tam znaleziono. No i jeszcze byli tam ci, no ci... Wuemery.

A jak to dokładnie było? Spokojnie, poczekaj – za chwilę wszystko się wyjaśni.

* * *



Kiedy w Centrum histerycznie zapikały systemy skanujące informując, że tym razem to już, że tym razem
to już na pewno Ogół nawet niespecjalnie się tym faktem przejął. Albo to raz czujniki piszczały brzęcząc,
że znaleziono właściwą planetę?! Ktoś tam znudzony podniósł głowę znad swojego monitora, ktoś tam
spokojnie wyszedł na papierosa nie zawracając sobie głowy kolejnym, na pewno mylnym alarmem.
- Piątek, godzina 14:25 to nie jest czas na ekscytowanie się swoją pracą.



W 15 minut potem spokojny jak zawsze Egon przesłał do wszystkich zainteresowanych maila jedno, tylko
jedno słowo: MAMY. I tego faktu już nikt nie zlekceważył, bo przecież przesłał to Egon czyli: ten który 
nigdy się nie myli!



Ktoś tam nie dojadł pizzy (znowu sprzątaczka będzie narzekała, że klawiatura zaświniona!), któryś
z archeologów komputerowych przestał grać w archaiczną „Tetris” (zawsze wiedziałem, że archeolodzy
to ludy prymitywne!). Najciekawsza była jednak reakcja Nadnaczelnego: wyrwał się ze swojego gabinetu
jakby znowu przesadził z prochami... . Widać dostał jeszcze coś więcej niż te cztery litery, którymi zwykle
szaraczków się obdarza.



Mimo, że nikt nie zwoływał Ogółu wszyscy jak na komendę pognali do Audytorium. Kiedy mówię Wszyscy
to znaczy, że  w s z y s c y . Nawet Pan Wojciech (ten co siedzi na szlabanie) też tam pospieszył za nic
mając swoje bramowe obowiązki.

Ogromna przyciemniona sala zapełniała się w błyskawicznym tempie. Nieco stremowany Egon wiercił się
za pulpitem coś tam do ostatniej chwili przeglądając na podręcznym monitorze. W końcu nie zważając,
że nasi jeszcze wchodzili (punktualność się liczy!) swoim przyciszonym, pozbawionym emocji głosem
bez żadnych ceregieli poinformował, że tak, że owszem znaleziono w ł a ś c i w ą planetę.



I – chociaż nie ma jeszcze stuprocentowej pewności – to można z dużą dozą prawdopodobieństwa
stwierdzić, że jak pierwsze obliczenia wskazują, że tak, mamy to co od wielu lat było naszym marzeniem... .

Rozbłysnął wielki ekran pokazując niebo usiane kropkami. Przedzierając się wskaźnikiem przez smugi,
Egon myszkował po obszarze wokół Drogi Mlecznej, stale go powiększał i powiększał. I w końcu
zobaczyliśmy Ją.

Niezbyt duża, nieco błękitna, trzecia planeta od Gwiazdy Centralnej... . Żeby było wiadomo o co chodzi
to tą główną naprędce nazwano „Słońce” czy jakoś tak.



Obraz się powiększał i powiększał a Egon (jak to on!) szemrał, gadał i ciągle przybliżał. Cyferki na ekranie
przeskakiwały w iście kosmicznym tempie pokazując parametry gleby, wód i powietrza. I wszystko się
zgadzało się z naszymi marzeniami: to była TA planeta.

- W trzy miesiące potem plan kolonizacji rozpisanej na 136 lat już był gotowy.























c.d.n.


Brak komentarzy:

Podziel się