Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolno. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2020

Północna Droga Jakubowa - Dzień 11 - TORUŃ - Powitanie pielgrzymów (2171)

Po 11 dniach przejazdu rowerami po Camino Polaco czyli Szlaku św. Jakuba rodzinno-towarzyski komitet powitał pielgrzymów.

Do granicy z Litwą (Ogrodniki) dojechano z kierunku Augustowa. Razem z drogą powrotną do Torunia (już tylko Szlakiem Jakubowym!) przejechano nieco powyżej tysiąca km.

W dzień przeważnie bywało upalnie, choć ranki potrafiły być nieco chłodne. Najczęściej jechało się fantastycznie po wiejsko/leśnych dróżkach. Czasami na trasach przelotowych (nie do ominięcia!) było ciężko, ale DALIM RADĘ!

To była północna część Szlaku Jakubowego na którą składały się noclegi w miejscowościach: Konopaty, Chorzele, Kolno, Zatoka, Ogrodniki, Olecko, Święta Lipka, Olsztyn, Lubawa i Golub - Dobrzyń.
- Teraz przed nami część południowa: Toruń - Zgorzelec - Toruń.

Spotkaliśmy wielu wspaniałych, niezwykłych wręcz ludzi którzy w krytycznych sytuacjach okazywali nam pomoc za co Im jesteśmy po prostu wdzięczni.
- Po powrocie opowiemy wszystko szczegółowo.

Zamysł jest aby w drodze powrotnej jechać inną drogą. Niewykluczone jest, że razem z Piotrem pojedziemy (przynajmniej częściowo) zeszłoroczną trasą jaką jechali "Skołowani".

Teraz do poniedziałku odpoczywamy po trudach pielgrzymowania nabierając sił duchowych i fizycznych w gronie rodzinnym.

Trzymajcie za nas kciuki!



PS. Zdjęcia do dzisiejszej notki zrobił mój kolega fotograf i przyjaciel Zygmunt. za co też składa się podziękowania.

Północna Droga Jakubowa - Dzień 04_KOLNO - STUDZIENICZNA_116 km (2163)

Samoczynna pobudka o 5:15. Podczas porannych ablucji z lustra spojrzał na mnie własny pradziadek: stary nieogolony człowiek z wielkimi worami pod oczami. Zrobiło się wesoło.

Z ręczników i pościeli nie korzystałem zgodnie z obietnicą. Podczas całej pielgrzymki zamierzam korzystać tylko z tych niezbędnych dóbr i usług których sobie sam nie mogę zapewnić.

Mimo chronienia się przed słońcem (krem z filtrem 50) ręce od nadgarstków do łokci spalone. I twarz także.

Pożegnanie się z księdzem Wojciechem było niezwykłe. On doświadczony rowerzysta od którego tak wiele mógłbym się nauczyć mimo obostrzeń sanitarnych serdecznie uścisnął rękę i wręczył. ...bo "pielgrzymowi zawsze się przyda". Mimo moich protestów nie wypadało odmówić. Obiecałem sobie, że przekażę ludziom w większej potrzebie niż ja. To było po porannej mszy.

Rower przez noc schowany był w garażu pod nowoczesnym obiektem. Pokój zwolniłem nie zostawiając okruszków, ani żadnych śladów po sobie.

Wczoraj zdarzyła mi się strata i dzisiaj też. Walcząc na drodze z wiatrem, górkami i tirami w niezauważony w danym momencie sposób  utraciłem zawieszoną na szyi (dlaczego stale?!) muszlę pielgrzyma!  Do teraz mam w uszach dźwięk jej upadającej na asfalt, który skojarzyłem dopiero po jakiejś godzinie... .

Dzień był bardzo ciężki. To była najtrudniejsza droga spośród tych czterech przebytych dni. Zapamiętam na zawsze drogę numer 61. Potok jadących tirów zmuszał mnie co chwilę do zjeżdżania na nieistniejące pobocze i do zatrzymywania gwałtownego się.

Potem dowiedziałem się że tą drogą w ogóle nie powinienem jechać ponieważ jest na niej zakaz poruszania się dla rowerzystów... . Dowiedziałem się o tym dopiero kiedy zjechałem chyba w Grajewie z tej drogi.

Sympatyczna starsza pani w firmowym samochodzie udzieliła mi praktycznej porady żeby już teraz tą 61 nie jechać, ale drogami serwisowymi wokół. Mimo dłuższej o około 30 km drogi. Co było wcale nie mniej męczące, bo okazało się, że droga serwisowa idzie z lewa na prawo, krąży i meandruje wokół głównej arterii.

Drogi serwisowe to praktyczny dla rowerzystów wynalazek, ale jak nie ma oznaczeń to jeździsz i błądzisz i ciągle oraz stale  jesteś wyprowadzany w pole.

W tym wypadku było to najprawdziwsze pole truskawkowe.

W Szczuczynie dało się zjeść kebab.



Kościół pw. Św.-Jana-Pawła II w Grajewie.

Dumny pojazd z kikutem po fladze gdzieś w polach za Grajewem... .


Kościół pw. Narodzenia N.M.P. w Rajgrodzie.


W końcu dotarłem do Augustowa. Chwilkę poczekania, bo pociąg Piotra spóźnił się chyba półtora godziny - przeznaczyłem na wysapanie zmęczenia.


No i zaczęło się leniwe szukanie noclegu.

Odwiedzenie Sanktuarium Matki Boskiej Studziennicznej zaowocowało spotkaniem po mszy czerwcowej z księdzem proboszczem.

Dobroduszny duszpasterz poinformował, że niestety miejsca pielgrzymkowego jeszcze nie mają, ale dookoła jest pełno miejsc noclegowych. Podziękowałem za udzielenie informacji.

Myślę że się zwyczajnie bał o dwie nieznajome osoby w pobliżu. Jak się później dowiedzieliśmy ostatnio tutaj jakiś nożownik grasował, a tu obcy przyjechali... . Pełni zrozumienia pojechaliśmy więc dalej od domu do domu szukać schronienia.

Nocleg znaleźliśmy w oryginalnym miejscu, bo w barze "Zatoka". Miejsce w którym spaliśmy to był domek na wodzie: super oryginalnie i wygodnie.

Zgodnie z obietnicą nie korzystaliśmy ani z ręczników ani z pościeli. Był dostęp do toalety, wykąpać można było się w jeziorze. Woda była taka trochę kwitnąca i zaprószona nasionami, ale dało się wypluskać. Przy okazji zrobiono małe pranko.

Nocleg był bajeczny! Łabędzie pływały wokół pomostu. Każdy z nas osobno przygotowywał sobie posiłek. Palniki syczały, woda bulgotała, noc nadeszła niespodzianie... .



Podziel się