wtorek, 15 października 2013

Zaproszenie na lemura 1/2 (1344)

Dnia pewnego na pocztę najzupełniej elektroniczną przyszło zaproszenie, takiej mniej więcej treści: 
"Pewnego określonego dnia w miejskim Ogrodzie Zoologicznym odbędzie się gremialne przywitanie
nowo przybyłych lemurów". Dodano jednocześnie że "do paczki naszej dołączyć warto, bo wspólnie
fotografować będziemy tam wszystko co się rusza, a także nieruchomości, bo zmian budowlanych
zaszło tam tak wiele, że tylko liczne zdjęcia mogą o nich opowiedzieć".

Co do zwierząt lemurów to okazało się, że ich przybycie do naszego zoologa to sensacyja ponoć wielka
i niezwykła, albowiem w ostatnim czasie był jakiś popularny film z tymiż stworzeniami w roli głównej a tutaj
na zasadzie pierwszeństwa a na żywo zbiorowe fotografowanie ich ekskluzywnie zostało załatwione.

Ponieważ dawno nie byłem z aparatem wśród zwierząt to pomysł mi się spodobał. Jednakże z zaproszenia
nie skorzystałem i uzasadniam to tak. Otóż w swym sędziwym życiu dorobiłem się paru maksym, które
z grubsza pomagają mi w miarę bezkolizyjnie przechodzić przez życie. Jedna z nich (boleśnie wyryta na
mych skomplikowanych zwojach mózgowych)
brzmi:

Idziesz na plener w towarzystwie - to masz przyjaciół,
Idziesz na plener 
sam - to masz zdjęcia,
(a nawet czasem i fotografie).

Ponieważ w ostatnim czasie nastawiam się bardziej na zdobywanie zdjęć niż przyjaciół, z żalem ale jednak
wybrałem opcję drugą. Niemniej jednak temat zawisł w powietrzu. Kiedy więc nadarzył się dzień
pogodny nieśmiało zaszedłem do Ogrodu i zdjęć parę z tej okazji prezentuję cały wdzięczny za inspirację.
- Wiadomo komu!





































4 komentarze:

kamiennakamieniu pisze...

Racja!

Maksyma w moim przypadku sprawdza się w stu procentach.

Obserwator Toruński pisze...

Są maksymy które wiszą w powietrzu.
- Nic tylko je brać!

Anek pisze...

Michał, powiedziałabym, że pi... ale tak to napiszę, że głupoty piszesz.

Obserwator Toruński pisze...

Prawdą jest, iż ilość osób na plenerze ma związek z rezultatami w postaci "zrobionych" zdjęć. Udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że przy fotografowaniu nie występuje zjawisko "podzielności uwagi".

Oczywiście objawiony aksjomat nie dotyczy "napoleonów". - Oni potrafią (tak jak pierwowzór) dyktować 7 listów jednocześnie robiąc przy tym foto-pejzaże niezwykłej cudowności... .

Jako zwykły człowiek obstaję więc przy swoim: idę sam - zdjęcia mam, idę w grupie mam zdjęcia do zrobienia. Oczywiście zyskuje się przyjaciół, ale - jak wiadomo - na ich wdzięczność (albo co najmniej zrozumienie) nie zawsze można co liczyć.

A w ogóle to - nie wiedząc jak u Was - jesień mam.
I nie ma na to rady.

Podziel się