Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lutego 2021

Dzień Kota (2197)

Świat z grubsza dzieli się na dwie części, na tych co: lubią koty i na tych co lubią psy. Dzisiaj (wspomnieniowo) będzie tylko o kotach. Kociego tematu z uwagi na poziom skomplikowania nie da się wyczerpać niemniej jednak próbę zarysowania choćby tematu zaczynamy od: Obowiązków kota. 

Czym są w naszym życiu koty? Jaką naprawdę odgrywają rolę? Wyjaśnia to opowiadanie które mi się kiedyś napisało. Właściwie to był sen, który tylko nieznacznie ozdobiłem paroma dodatkowymi słowami. 

Zarówno część pierwsza jak i druga zaprasza do przyglądania się naszym zwierzakom... . Do odkrywania prawdziwej ich natury i roli jaką spełniają lub mają do spełnienia w naszym życiu.

Siła wzroku (nie tylko kociego) została ujawniona tutaj.

Proszę zwrócić uwagę, że mamy dopiero (a może już?) połowę lutego i "Sezon na koty" właśnie się rozpoczął! W towarzystwie Andrzeja Waligórskiego to jest wydarzenie!

Ostatnia notka przypomina, że dawno nie było się w ulubionej Bydgoszczy. Brakuje mi tego wojewódzkiego miasta, największego w regionie, dyszącego wielkomiejską atmosferą, atrakcjami i klimatem... .  

Drodzy bydgoszczanie! Proszę się nie smucić z tego powodu: zajadę i do Was najszybciej jak tylko można.
- Niech no tylko zakwitną jabłonie!

piątek, 3 lutego 2017

Włocławek 1/4 - Tam gdzie powstaje smog (1752)


Decyzja była krótka: jedziemy natychmiast! Prognoza pogody zapowiadała słońce, pojawiło się okno czasowe w rutynie codziennych zajęć, więc po co zwlekać? Odkładać po co To co z dawna już zaplanowanym było?
- A zaplanowano odwiedzić Włocławek.


Samo miasto - pamiętne z dawnych wypraw rowerowych - nie wydawało się już wtedy zachęcającym. Beznadziejnie prosta - dla rowerzysty zda się nigdy nie kończąca - droga, potem przygnębiające bruki i domy wygląd których świadczył o tym, że to bezładne zbiorowisko prowincjonalnych budowli mieszkalnych i fabryk oraz fabryk i fabryk, na pewno nie przeżywa rozkwitu.


Wiedząc że czasy świetności Włocławek ma za sobą nie po turystyczne oznaki blichtru się jechało, Oj nie! Zdążało się do niego aby... . Tak, W następnych odcinkach o tym będzie!


A na razie mamy dojazd do miasta od strony Torunia. Mijając tą wytwórnię smogu (Anwil? Orlen?) zadawałem sobie pytanie: czy ta firma, aby na pewno robi wszystko co w jej mocy, aby aż nie tak ostentacyjnie ziać dymami?


Wiem, zwykłemu człowiekowi nie będzie nigdy dane poznać takich tajemnic wobec potęgi Firmy która trzęsie miastem... .

Mimo wszystko zachęcam aby zajrzeć na serwis uchylający rąbka tajemnicy zanieczyszczeń w czasie rzeczywistym, który znajduje się TUTAJ.


Mapa jest wysoce konfigurowalna i komu się chce to może doszukać się całkiem interesujących rzeczy i dla swojej miejscowości. Pod warunkiem oczywiście, że postawiono tam stację pomiarową.


Niemniej jednak nawet jak jest taka stacja to należy zachować daleko idącą ostrożność w uogólnianiu pokazywanych tam wyników. Co więcej cisną się na usta różne niewygodne pytania.


Można by na przykład zadać takie oto:

a) Jaki zakład powoduje, że standardowo nad toruńskim Rubinkowem winna stale i zawsze powiewać czerwona flaga, tak mocno i stale przekroczone są tam normy?

b) A co byśmy zobaczyli gdyby tych czujników po mieście było zainstalowanych więcej i w różnych
miejscach? (Przykład Włocławka jest porażający!)

c) Dlaczego w niektórych miastach (np. Warszawa) obywatele sami muszą się organizować, aby takie punkty pomiaru zanieczyszczenia powietrza mogły powstać?

Ponieważ nie każdy jest na tyle cierpliwy, aby dokopać się do właściwej informacji załączam legendę umożliwiającą czytanie mapy o zanieczyszczeniu powietrza w danym miejscu.

niedziela, 1 stycznia 2017

Miałem odlot! (1734)


Dokładnie to  m i e l i ś m y  odlot, a jeszcze dokładniej to byliśmy grupą rodzinną na spektaklu muzycznym w teatrze Wilama Horzycy w Toruniu pt. "Odlot". 
- Było śpiewnie! 

Osobiście zachwyciła mnie - osobę nieco przygłuchą - znakomita akustyka. Jednocześnie dziękuję komu trzeba za dobór repertuaru śpiewanych pieśni i piosenek. Prawie wszystkie były stosowne. Bez żadnych takich tam wzruszyłem się przy pieśni popularnej w czasach mej burzliwej młodości "Batumi".
- Wykon był bezbłędny! 

Utknięcie w noworocznej sztuce postaci tańczącego księdza (ni w 5 ni w 9!) wywołało we mnie mieszane uczucia i pomijam ten kompromitujący fakt dumnym milczeniem. No, wojujący ateisci tak mają, że im się wszystko ze wszystkim kojarzy kiedy chcą komuś dowalić...
- Puknijcie się w te puste czerepy własnym kopytem! Do teatru przychodzę odsapnąć od sporów ideolo.

Na spektaklu z przyjemnością zauważono także panią Matyldę Podfilipską. Wspominam o niej nie tylko przez znajomość z Sz.P. Wojtkiem Szabelskim.

Dla niewtajemniczonych dodam, że p. Wojtek (nie Wojciech! ...bo się obrazi!) jest świetnym fotografem toruńskiego teatru. O innych, licznych jego osiągnięciach (w tym, że "National Geographic" także publikował Jego prace) przez zawiść nie wspominam.

Ogladając toruński "Odlot" śpiewająco* weszliśmy w Nowy Rok! I tego się życzy wszystkim należącym do KOT'a czyli członkom "Klubu Obserwatora Toruńskiego", czyli wszystkim którzy tu zaglądają.

* i z kalendarzami firmowymi Teatru 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

O północy w Toruniu 1/2 (1718)






















Droga Anshy!

Minęło tyle dni i ciągle nie mogę się uwolnić od uroku spotkania
z Wami w "Domu szczęśliwych kotów"... . O tym, że dobrze się
tam u Was czułem świadczą moje głębokie, takie oto przemyślenia
i wynikająca z nich sugestia. 

















Gdybyście - może przecież tak się zdarzyć - dostali propozycję
natychmiastowej wyprowadzki do Stanów lub innych Niemiec
(tak jak wasza Dobra Znajoma) to wtedy mógłbym - TAK, mógłbym
- przyjąć od Was w prezencie to wasze mieszkanie. Możecie przecież
 być zakłopotani tym nagłym szczęściem które was dopadło. Rzadko
kiedy nieprzyzwoicie bogaty wujek mieszkający far away zostawia
komuś swoją rezydencję pod warunkiem natychmiastowego
w niej zamieszkania... . Niemniej jednak taka sytuacja może
się zdarzyć!

I wtedy proszę pomyśleć o mnie jako o waszym wybawcy.

















Od tego momentu już nie myślcie o tych wszystkich siostro-braciach,
pociotkach czy o innych ubogich krewnych chętnych do
natychmiastowego spadku po Was! To ja - śpiąc na wycieraczce
-
wiernie stoję już od dziś na progu kamienicy i czekam na klucze.
- Na strych trafię sam.

(Od dzisiaj wchodząc do domu rozglądajcie się uważnie: jestem w pobliżu.)

W końcu będę - co tam będę: jestem - u siebie! Świadczy o tym
każdy - doskonale mi znany - przedmiot tam licznie zgromadzony,
każdy mebel wynaleziony, dostany - kupiony.

Buty na półce? ...ależ oczywiście! Sam bym tam je postawił: to
jest ICH właściwe miejsce. Całkowicie trafne i właściwie
wyeksponowane. Kufer jeden z drugim i stare maszyny: do szycia,
pisania czy liczenia. I jeszcze zapamiętałem Przybyszewskiego
(A może to był Wyspiański? Sam już nie wiem z kim wtedy wypiłem
bruderszaft.)
i zegar wybijający godziny! Ten dźwięk w godzinie
pąsowej róży - w tym krótkim czasie gdy u was mieszkałem - też
pamiętam w miejscu pełnym odnalezionych książek.






















No dobra wiem; cuda się nie zdarzają, nie mam co liczyć
na prezent od życia, lunchu za darmo nie dają... . A jednak
szkoda. Myśl, że resztę mojego życia miałbym tam spędzić
nie daje mi jednak spokoju. Więc skoro już nie ma tego wujka
to chociaż może zdjęcia. Na fotografiach mógłbym zachować
- a nie tylko pod powieką - obrazy tak serdecznie miłych miejsc.
I fotel wygodny i hamak... .

Stąd też moja propozycja: a może byśmy tak najmilsi się wzięli
i zrobili te zdjęcia? Już chociażby tylko dlatego, aby temu
nieprzyzwoicie zamożnemu wujkowi - co to się naprasza - wskazać
mu gdzie jego miejsce z tą jegoż rezydencją z 12 sypialniami,
basenem, zespołem garaży na kolekcję "jaguarów": włącznie... .

Jak was znam to pewnie koty zabierzecie ze sobą, ale jakby nie,
to - i owszem, owszem! - nimi też się zaopiekuję.






















Może drugi raz uda mi się je lepiej sfotografować?! ...albowiem
koty wymagają czasu. I cierpliwości. Im się należy przyglądać,
one muszą uznać mnie za swego, aby dały się przyłapać
w sytuacjach absolutnie prywatnych: gdy śpią, się bawią i gdy
smacznie śpią... .

No i koniecznie je trzeba sfotografować gdy śpią!






















A wasz Dom - no cóż - lubię antykwariaty i sklepy
bukinistyczne w których nic nie jest na sprzedaż! Czy muszę
dodawać, że przepadam za miejscami w których mieszka czas,
gdzie mała historia zostawiła swoje starannie wybrane ślady?!

I dlatego szczegółowo obiecuję odkurzać też stary zegar. A do
kufra cechowego - tak jak i do panastachurowej walizeczki - nie
zajrzę za żadne skarby! Są tajemnice których lepiej nie odkrywać!
Nie po to na siedem stalowych kluczy one zamknięte są, nie po to!






















A jeśli już o Stedzie mowa, to można by się do Jego domu
kiedyś wybrać, w końcu to niedaleko... . I tam też jest sporo
książek, takich normalnych, papierowych. Więc jak już by
miało do fotografowania Domu dojść to jeszcze trzeba
abyśmy wszyscy mieli sporo wolnego czasu! ... i jeszcze
tonę światła musiałbym mieć na podorędziu - no i koncepcja
jakaś dojrzała by się przydała.

...bo jak ogarnąć to całe bogactwo?! Jak pokazać urodę
i atmosferę miejsca które od pierwszego wejrzenia "skradło 
serce me"... . Na razie nie umiem, nie wiem, jestem porażony
bezwstydem swojego pomysłu. Na razie oszołomiony jestem
niestosownością własnej propozycji. ("Jak można było?!)






















Nie, oczywiście, że nie pokazałbym Światu waszego sanktuarium
nikomu poza Osobami Upoważnionymi! I w tym miejscu proszę
zwolnić mnie z obowiązku dowodzenia tegoż iż nie upublicznię!

Niczym w klasycznej fotografii wywołać i utrwalić na wieki wieków
tylko to miejsce chcę. Wspomnienia są takie ulotne i to co pod powieką
mam - odnoszę wrażenie - zniknie zaraz i przepadnie bezpowrotnie.

A przecież - nie tylko prawem jest, ale i naszym obowiązkiem
by - Dobro tego świata - utrwalać. I oczywiście przekazywać Ono
wzdłuż osi czasu, żeby nie było na nas, że zaniedbano, że przepadło
niezauważone... . No trzeba coś za sobą wartościowego zostawić!






















*     *     *

Nie Wysoki Sądzie: nic wtedy nie brałem. Później też nie.
Ogólnie przecież wiadomo, żem człek niebiorący, niepijący
i tak dalej. A czemu tak mi się napisało? No cóż... .
- Niektórzy na jesień tak mają.

niedziela, 27 listopada 2016

Kryształowa pułapka 1/2 (1713)
















Spotykaliśmy się przypadkowo raz, drugi i trzeci.
- Ach, to pan w szkle pracuje? ...jakie to interesujące!
- Ciekawe jak by takie szkło należało sportretować?
- Uch, to chyba zbyt trudne dla mnie... .






















"Ten kto potrafi zapanować nad światłem w studio - ten będzie 
radził sobie w plenerze, na imprezie i w ogóle w świetle zastanym."
















Kiedy otrzymałem potwierdzenie możliwej "sesji szklanej" na rodzinę
blady strach padł, albowiem szkło jest tłukliwe i bardzo łatwo skaleczyć
można się. Obawy - muszę przyznać były uzasadnione - ale nic takiego
się nie wydarzyło.
















Całość wyszła wręcz przeciwnie! Okazało się, że fotografowanie
szkła to niekończąca się frajda.


















A co by było gdybym światło dał z tej strony a z tamtej je wyciszył?
Z czego by tu gobosa zrobić? Ten żubr coś mi za mało szklany wydaje
się! Jak by to go jeszcze bardziej szklanym przedstawić?

















Co warto a co nie warto wyszopować w takiej bryłce kryształu?
Pęcherzyki usunąć czy nie? No trochę to trzeba zostawić, żeby
wewnętrzną strukturę szkła pokazać... .
















Za oknem było szaro, buro i ponuro, a u mnie światło, światło
i światło! Tu odbite, tam wyciszone, a tutaj skoncentrowane... .






















I te sztuczki, które trzeba było wymyślać, by osiągnąć zamierzony
efekt! Był więc namiot bezcieniowy, klasyczny i własnmózgowo
wymyślony,  było więc i fotografowanie w wannie, które daje
miękkie pięknie otulające światło.


















Było jeszcze sporo sztuczek wymyślonych, a po każdym odkryciu
ciągle jeszcze odnosiłem wrażenie (i trwa ono nadal) że tak naprawdę 
to jestem na początku drogi w rozumieniu i odkrywaniu
tajemnic światła... . 






















Zapraszam do eksperymentów ze światłem! Jest z tego nie tylko
sporo uciechy, ale i wiele można się nauczyć... .






















I jest to łatwiejsze niż się niektórym wydaje!






















Po prostu kiedyś trzeba zacząć.
- Ruszajmy w drogę do odkrywania tajemnic światła.
Najlepiej od razu.


















W tym zajmowaniu się światłem jest jeszcze jeden wielki pożytek:
bure dni - nawet nie wiadomo kiedy - przeminą.























A nam zostanie w pamięci dobrze spędzony czas i potwierdzenie
tegoż w postaci zdjęć do których zawsze można powrócić.


c.d.n.

środa, 18 lutego 2015

Historie polne (1508)
















Udano się z kurtuazyjną wizytą na pole. A tam się dzieje! A to koziołki
godnie się przechadzają, a to kwiczoły dzielnie się pasą, a to kot
rozbójnik - jak to u Monty Pytona - krwożerczo w trawie czai się.
- Pewnie na te kwiczoły i sarenki.





sobota, 20 lipca 2013

Kot łańcuchowy (1295)

Natknąłem się na Niego zupełnie przypadkowo i aż mróz przebiegł mi po plecach...  .
- A więc to ON?!

Na pozór wyglądał jak każdy inny kot i swym niewinnym wyglądem niejednego starego wróbla mógł zmylić. 
Kiedy w pełnym słońcu stanęliśmy naprzeciw siebie, spojrzał na mnie ironicznie i... nagle przymrużył lewe oko!
- Od razu zrozumiałem co to znaczy: to jest jeden z Nich.
Stanąłem jak wmurowany wiedząc co znaczy to Jego ciche mruczenie.

Wiedziałem, że nawet solidny łańcuch za Jego plecami nie gwarantował mi, że z opresji wyjdę cało.
Powoli - patrząc Mu głęboko w oczy -  wycofałem się.
- Jeszcze raz mi się udało.


środa, 20 marca 2013

Czyn nieładny, lecz chwalebny (1173)

Przy okazji wczorajszego wpisu przypomniał mi się zupełnie inny KOT czyli ciągle jeszcze śpiący
Klub Obserwatora Toruńskiego.

www.obserwatortorunski.pl














Jakby co to ten znak nadal można dumnie umieszczać (proudly present) na swoich
portalach, witrynach firmowych i stronach domowych.

Oczywiście z hiperłączem do "Obserwatora Toruńskiego" i z wyraźnym zaznaczeniem,
że należy się do KOT-a.

*   *   *

Jak Szanowni Obserwatorzy zapewne zauważyli podzieliłem wczorajszy post na dwie części
ucinając cześć drugą i tym sposobem zapewniając sobie początek dzisiejszego wpisu.

Z jednej strony wiosenne lenistwo każde myśleć o tym fakcie nieładnie. ...bo znaczy się o Kole było
wczoraj i dziś to samo jest?! Powtórzenie to przewina wielka zasługująca na właśnie kołem łamanie.
Dlaczego więc mając garotę na czole na tak (pozornie) niecny czyn się zdecydowano?

W trosce o dobro ogółu występuję.
Chociaż samotnie to jednak w otoczeniu tłumu słów.
Następujących.

Najpierw preludium.
Lubię zachodzić na blogi przyjaciół. Ciepło tam i przytulnie, temata znajome a nawet jak nieznane
to ciekawią. Jest czego się douczyć - jest czym oczy napaść! Czasem piękne słowo zachwyci, często
interesująca fotografia da powód do porannej radości.
- Cieszą mnie słowa i fotografie przyjaciół. 

...ale cholery dostaję jak w jednym materiale pomieszczonych jest sto tematów!

Gdy widocznym okiem widać, że wątków nie brak, materiałów źródłowych pełno a wszystko
to wywalone jest na wielki stos w jednym poście. Łażę wtedy oczami po tym galimatiasie i niedobrze
mi. Zawrotu głowy dostaję od tego nadmiaru, przesyt mnie znaczny ogarnia i z tego wszystkiego nie
chce mi się zakopywać w cały ten dżez!

Gdybyż to jeszcze rzeczy banalne były. Zapomniałbym co to powinność przyjacielska i nie zaglądałbym
w taki kąt całkowicie. ...ale tak się nie da! Treści atrakcyjne - zdjęcia apetyczne i... . No i tak zostaję
grzebiąc się myślami w tym galimatiasie, nie wiedząc na czym mózg zatrzymać... .

Wniosek.
Ludzie! Piszta po jednym temacie a częściej.
Specjalnie nie podaję nazwisk ani witryn, boć nie chodzi o to by prosto odreagować własną frustrację.
Cel szlachetny mi w pierwszy dzień wiosny astronomicznej przyświeca.
- Mimo, że śnieg pieroński dookoła i słońca brak.

PS. Czy mi czasami nie wyszły dwa tematy w jednym poście?!

wtorek, 19 marca 2013

Morderca na przednówku (1172)


Zobaczyłem Go!

Widziałem jak szedł po cichu - po wielkiemu cichu.
Zabiedzony skradał się po przyległym terenie do "Naszych Stawów". 
A dzikość wyzierała mu z oczu!
- On też czeka na wiosnę.

Straszny kot

środa, 6 marca 2013

EL-Ziemiau 2/2 (1159)

...ale sam początek nie był ciekawy! Mimo zaawansowanych technologi kosmicznych (chociaż istniały już bezpieczne, międzygalaktyczne korwety) nie było jeszcze takich które mogłyby bezpiecznie przemieszczać się pomiędzy Wszechświatami.

Cały ten bajzel kosmiczny z dalekimi przelotami powstawał powoli i przy wielkich kosztach. Nie tylko technicznych, ale i naszych. Co raz to coś wybuchało w połowie drogi, łączność się zrywała, czy pojawiały się kłopoty przy lądowaniu.

Od samego też początku przyjęto żelazną zasadę, że nie wolno ingerować, w życie Wuemerów. 

Kiedy dotarliśmy na EL-Ziemiau czyli błękitną planetę miejscowe organizmy dwunożne umiały wytwarzać tylko prymitywne narzędzia. Stąd też każdy nasz pobyt planowano w najdrobniejszych szczegółach, tak aby nasza eksploracja była przez miejscowych niezauważona a ich rozwój niezakłócony. ...ale jakoś trzeba było ich dopingować by zeszli z drzew!

Widząc na jak nędznym etapie rozwoju cywilizacji się znajdują co raz to podrzucaliśmy im chyłkiem całkiem nowe pomysły na rozwój. Zaczęliśmy od rzeczy najprostszych: ogień, dzida i pismo.

Potem już poszło szybciej: koło, pieniądze i komputery... . W międzyczasie były jeszcze: piramidy, pizza i coca-cola. Z tą ostatnią była kupa śmiechu, bo początkowo miejscowi używali jej jako lekarstwa na przeczyszczenie, a jeszcze inni jako płynu do odrdzewiania... .

W miarę jak Wuemery pod naszym kierunkiem się rozwijały uzewnętrzniał się coraz bardziej spodziewany kłopot. Utrzymanie naszej eksploracji w tajemnicy było coraz trudniejsze. Szukano różnych sposobów,aby poznać życie tamtejszych dwunogów bez ingerowania w ich życie – prymitywne bo prymitywne - ale jednak W Miarę Rozumne.

I wtedy to - właśnie wtedy - niezastąpiony Egon zadał szereg prostych pytań:

1. Co trzeba zrobić, aby w niewidzialny sposób podglądać życie Wuemerów?

2. Czy jest taka istota, na widok której Wuemery (dla uproszczenia nadano im krótszą, chociaż dziwaczną nazwę „Ludzie”) stają się absolutnie bezbronni?

3. Co trzeba zrobić, aby człowiek podporządkował się całkowicie takiej istocie? (Proszę zwrócić uwagę na niekonsekwencję i kolejne kretyństwo: „Człowiek” to jest liczba pojedyncza od „Ludzie”).

Wszystko byłoby normalnie czyli bez sensownej odpowiedzi (jak to z naukowcami bywa!) gdyby nie to, że Egon znalazł prostą a genialną odpowiedź: KOTY.

Okazało się, że te dwunożne Wuemery – istoty o przecież dość sporej pojemności mózgu – stają się zupełnie bezbronne w obecności kotów. Wystarczy takiemu - nawet dorosłemu osobnikowi - pokazać małego kotka, a natychmiast zacznie się głupio uśmiechać całkowicie obezwładniony.

Warto też zwrócić uwagę na starsze osobniki, które odruchowo na widok kota pokazują maślane oczy. A te zupełnie małe ludziki to już zupełnie wariują bawiąc się z kotami, w sposób, który bardzo je upodabnia do innych człekokształtnych... .

Kiedy fakt o bezbronności Wuemerów w obecności kotów został potwierdzony Decyzja zapadła.

Teraz to już wystarczyło tylko parę zmian genetycznych (No dobra, było ich więcej niż parę!) i każdy – powtarzam każdy z kotów – jest już po N A S Z E J stronie! Te słabo słyszalne pomruki, które
Dwunogi (jakoś nazwa Człowiek brzmi dla mnie zbyt dumnie!) odbierają jako mruczenie w rzeczywistości są tylko zewnętrzną formą tego, że przekaz do nas idzie. Nieprzerwanie, ciągle i stale. Intensywnie.

Nieodbieralne dla cywilizacji ludzkiej (He! He! Co to za cywilizacja!) sygnały emitowane przez kocie mózgi płyną szeroką falą przez Kosmos informując nas o najdrobniejszych szczegółach, barwach, zapachach i myślach błękitnej planety o nazwie EL-Ziemiau.

A my p o w o l i zbieramy informacje. Szczegółowo je katalogujemy. Na razie jeszcze jesteśmy na etapie wstępnych analiz. Za jakiś czas (oj wypali się jeszcze parę słońc!) skończy się jednak to austryjackie gadanie (skąd u nas taki zwrot?) i przyjdzie Czas Na Działanie.

Dlatego też – powiadam Wam – pilnujcie się: idziemy do Was!


Podziel się