Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 marca 2021

Towarzystwo Anonimowych Kosmitów - 1/2 (2201)

Kiedy zobaczyłem jak Chińczycy (oni zjedzą wszystko i wszystkich!) złapali jednego z Naszych to... postanowiłem już więcej nie milczeć!

Rozejrzałem się wokół i zobaczyłem, że nie jestem sam. 

Doszło do mnie, że kosmici z różnych planet już od dawna są na Ziemi pod tą czy inną postacią!

Co do kotów (nie byłem pewien) ale raz i drugi miałem swoje - jak widać uzasadnione - podejrzenia, że to także Przybysze.

Obserwując Ludzi zrozumiałem dlaczego oni tak doceniają koty i od pewnego czasu zabierają je na statki kosmiczne.

Oglądając odwrócone portrety zobaczyłem tych co na Ziemi nazywając Obcymi.  Przyszła mi więc do głowy myśl, aby stworzyć platformę do komunikacji Naszych z Naszymi. Platforma to za dużo powiedziane! Wystarczy przecież grupa na fejsie... . 

Można by (wzorem innych nacji) na niej głosić to i owo oraz wymieniać się potrzebnymi informacjami.

Oczywiście mam świadomość, że Ziemianie wiedzą o nas.


Wiemy też, że i sama Ziemia nam się przygląda... . 

Tak więc...? Niezależnie od tego z jakiej przybyłeś planety, z jakiego układu pochodzą twoi rodzice... 


Nie ważne w którym miejscu zapuściłeś swoje korzenie na Ziemi...

...nasze Stowarzyszenie stwarza ci wszelkie warunki abyś czuł się komfortowo w każdej sytuacji!

U nas przedstawiciele różnych SIŁ będą mogli zrelaksować się.

Tutaj nikt nie będzie wytykać was palcami czy wykrzykiwał za plecami!

Tutaj, zanurzeni w tłumie sobie podobnych...

...znajdziecie nie tylko potrzebne informacje ale i ukojenie!

Proszę pamiętać: pierwsze wrażenie (czy jak tutaj pierwsze zdjęcie) może mylić. Ziemia to planeta przyjazna wszystkim Kosmitom!

czwartek, 18 lutego 2021

Dzień Kota (2197)

Świat z grubsza dzieli się na dwie części, na tych co: lubią koty i na tych co lubią psy. Dzisiaj (wspomnieniowo) będzie tylko o kotach. Kociego tematu z uwagi na poziom skomplikowania nie da się wyczerpać niemniej jednak próbę zarysowania choćby tematu zaczynamy od: Obowiązków kota. 

Czym są w naszym życiu koty? Jaką naprawdę odgrywają rolę? Wyjaśnia to opowiadanie które mi się kiedyś napisało. Właściwie to był sen, który tylko nieznacznie ozdobiłem paroma dodatkowymi słowami. 

Zarówno część pierwsza jak i druga zaprasza do przyglądania się naszym zwierzakom... . Do odkrywania prawdziwej ich natury i roli jaką spełniają lub mają do spełnienia w naszym życiu.

Siła wzroku (nie tylko kociego) została ujawniona tutaj.

Proszę zwrócić uwagę, że mamy dopiero (a może już?) połowę lutego i "Sezon na koty" właśnie się rozpoczął! W towarzystwie Andrzeja Waligórskiego to jest wydarzenie!

Ostatnia notka przypomina, że dawno nie było się w ulubionej Bydgoszczy. Brakuje mi tego wojewódzkiego miasta, największego w regionie, dyszącego wielkomiejską atmosferą, atrakcjami i klimatem... .  

Drodzy bydgoszczanie! Proszę się nie smucić z tego powodu: zajadę i do Was najszybciej jak tylko można.
- Niech no tylko zakwitną jabłonie!

sobota, 10 grudnia 2016

Faza na koty (1720)






















 Mój znajomy obieżyświat z dalekiego kraju przesłał mi zdjęcia
swoich dzikich kotów. Stworzenia te żyjące na działkach mają
się w jego otoczeniu całkiem nieźle.






















Regularnie karmione pozwalają się czasem nawet sfotografować!
- O pogłaskaniu jednak nie ma mowy; taki kot to może w odruchu
obronnym odgryźć rękę. Albo nogę!



















Co innego ten jego indyjski mruczak.


O północy w Toruniu 2/2 (1719)






















Skumbria w tomacie
koty w kartonie po makaronie
Zegar na ścianie
Cud o północy panowie panie!





















"Niemal założyć się jestem gotów,
bo wątpliwości moich to nie budzi,
że gdzie jest dom szczęśliwych kotów,
tam jest i dom szczęśliwych ludzi."



poniedziałek, 5 grudnia 2016

O północy w Toruniu 1/2 (1718)






















Droga Anshy!

Minęło tyle dni i ciągle nie mogę się uwolnić od uroku spotkania
z Wami w "Domu szczęśliwych kotów"... . O tym, że dobrze się
tam u Was czułem świadczą moje głębokie, takie oto przemyślenia
i wynikająca z nich sugestia. 

















Gdybyście - może przecież tak się zdarzyć - dostali propozycję
natychmiastowej wyprowadzki do Stanów lub innych Niemiec
(tak jak wasza Dobra Znajoma) to wtedy mógłbym - TAK, mógłbym
- przyjąć od Was w prezencie to wasze mieszkanie. Możecie przecież
 być zakłopotani tym nagłym szczęściem które was dopadło. Rzadko
kiedy nieprzyzwoicie bogaty wujek mieszkający far away zostawia
komuś swoją rezydencję pod warunkiem natychmiastowego
w niej zamieszkania... . Niemniej jednak taka sytuacja może
się zdarzyć!

I wtedy proszę pomyśleć o mnie jako o waszym wybawcy.

















Od tego momentu już nie myślcie o tych wszystkich siostro-braciach,
pociotkach czy o innych ubogich krewnych chętnych do
natychmiastowego spadku po Was! To ja - śpiąc na wycieraczce
-
wiernie stoję już od dziś na progu kamienicy i czekam na klucze.
- Na strych trafię sam.

(Od dzisiaj wchodząc do domu rozglądajcie się uważnie: jestem w pobliżu.)

W końcu będę - co tam będę: jestem - u siebie! Świadczy o tym
każdy - doskonale mi znany - przedmiot tam licznie zgromadzony,
każdy mebel wynaleziony, dostany - kupiony.

Buty na półce? ...ależ oczywiście! Sam bym tam je postawił: to
jest ICH właściwe miejsce. Całkowicie trafne i właściwie
wyeksponowane. Kufer jeden z drugim i stare maszyny: do szycia,
pisania czy liczenia. I jeszcze zapamiętałem Przybyszewskiego
(A może to był Wyspiański? Sam już nie wiem z kim wtedy wypiłem
bruderszaft.)
i zegar wybijający godziny! Ten dźwięk w godzinie
pąsowej róży - w tym krótkim czasie gdy u was mieszkałem - też
pamiętam w miejscu pełnym odnalezionych książek.






















No dobra wiem; cuda się nie zdarzają, nie mam co liczyć
na prezent od życia, lunchu za darmo nie dają... . A jednak
szkoda. Myśl, że resztę mojego życia miałbym tam spędzić
nie daje mi jednak spokoju. Więc skoro już nie ma tego wujka
to chociaż może zdjęcia. Na fotografiach mógłbym zachować
- a nie tylko pod powieką - obrazy tak serdecznie miłych miejsc.
I fotel wygodny i hamak... .

Stąd też moja propozycja: a może byśmy tak najmilsi się wzięli
i zrobili te zdjęcia? Już chociażby tylko dlatego, aby temu
nieprzyzwoicie zamożnemu wujkowi - co to się naprasza - wskazać
mu gdzie jego miejsce z tą jegoż rezydencją z 12 sypialniami,
basenem, zespołem garaży na kolekcję "jaguarów": włącznie... .

Jak was znam to pewnie koty zabierzecie ze sobą, ale jakby nie,
to - i owszem, owszem! - nimi też się zaopiekuję.






















Może drugi raz uda mi się je lepiej sfotografować?! ...albowiem
koty wymagają czasu. I cierpliwości. Im się należy przyglądać,
one muszą uznać mnie za swego, aby dały się przyłapać
w sytuacjach absolutnie prywatnych: gdy śpią, się bawią i gdy
smacznie śpią... .

No i koniecznie je trzeba sfotografować gdy śpią!






















A wasz Dom - no cóż - lubię antykwariaty i sklepy
bukinistyczne w których nic nie jest na sprzedaż! Czy muszę
dodawać, że przepadam za miejscami w których mieszka czas,
gdzie mała historia zostawiła swoje starannie wybrane ślady?!

I dlatego szczegółowo obiecuję odkurzać też stary zegar. A do
kufra cechowego - tak jak i do panastachurowej walizeczki - nie
zajrzę za żadne skarby! Są tajemnice których lepiej nie odkrywać!
Nie po to na siedem stalowych kluczy one zamknięte są, nie po to!






















A jeśli już o Stedzie mowa, to można by się do Jego domu
kiedyś wybrać, w końcu to niedaleko... . I tam też jest sporo
książek, takich normalnych, papierowych. Więc jak już by
miało do fotografowania Domu dojść to jeszcze trzeba
abyśmy wszyscy mieli sporo wolnego czasu! ... i jeszcze
tonę światła musiałbym mieć na podorędziu - no i koncepcja
jakaś dojrzała by się przydała.

...bo jak ogarnąć to całe bogactwo?! Jak pokazać urodę
i atmosferę miejsca które od pierwszego wejrzenia "skradło 
serce me"... . Na razie nie umiem, nie wiem, jestem porażony
bezwstydem swojego pomysłu. Na razie oszołomiony jestem
niestosownością własnej propozycji. ("Jak można było?!)






















Nie, oczywiście, że nie pokazałbym Światu waszego sanktuarium
nikomu poza Osobami Upoważnionymi! I w tym miejscu proszę
zwolnić mnie z obowiązku dowodzenia tegoż iż nie upublicznię!

Niczym w klasycznej fotografii wywołać i utrwalić na wieki wieków
tylko to miejsce chcę. Wspomnienia są takie ulotne i to co pod powieką
mam - odnoszę wrażenie - zniknie zaraz i przepadnie bezpowrotnie.

A przecież - nie tylko prawem jest, ale i naszym obowiązkiem
by - Dobro tego świata - utrwalać. I oczywiście przekazywać Ono
wzdłuż osi czasu, żeby nie było na nas, że zaniedbano, że przepadło
niezauważone... . No trzeba coś za sobą wartościowego zostawić!






















*     *     *

Nie Wysoki Sądzie: nic wtedy nie brałem. Później też nie.
Ogólnie przecież wiadomo, żem człek niebiorący, niepijący
i tak dalej. A czemu tak mi się napisało? No cóż... .
- Niektórzy na jesień tak mają.

poniedziałek, 31 października 2016

Londyn - 2,5/07 - East Market, pub i miasto (1702)















Poranne rozleniwienie podsumowane pyszną kawą w koty
polegało na kombinowaniu: "No skąd by tu wziąć ładowarkę
do aparatowej baterii skoro się jej w podróż nie zabrało?"
... .
Dumanie nic nie pomogło trzeba było ruszyć w miasto. I już
po połowie dnia rozwiązanie się znalazło!






















Odwiedzenie East Market przypomniało nam gdzie jesteśmy!
Oglądając zawieszone kury - o urodzie jak z kreskówki - chłonąłem
straganową egzotykę.

A w oddali leciał blues, albo inny gospel. Pokazałem gościowi
z daleka okeja. Ten czarnoskóry gość uśmiechnął się oślepiając
życzliwością. I pewnie obydwoje równocześnie pomyśleliśmy:
- Dobrze jest spotkać kogoś kto lubi dobrą muzykę, taką od serca... .





















Londyńskie metro to temat na osobne a rozległe story! 
Zauważmy drobiazg: na jednej ze stacji - codziennie tuż przy
wejściu -
publikuje się myśl dnia.

Dzisiejsza brzmi:
"Przyjaciel wszystkich jest przyjacielem nikogo"
.




 

Być w Anglii i pubu nie odwiedzić?! W tym akurat zamówiono
piwo Guinness z kija. Pianę wyrabiano (ubijano specjalną szpatułką!)
dość długo. Barman już o to zadbał, aby to było kultowe wydarzenie!























Wpatrując się w ludzi można ni stąd ni zowąd natknąć się na Pokemona.
- Żywego.


Podziel się