środa, 21 października 2026

Inowrocław smutny bardzo (2436)

Pokazało się okienko pogodowe?
- No to w drogę do Inowrocławia w którym się było już nieraz!

Jakoś tak się pojechało, że trafiłem na wiadukt w Kąkolu. Przed wdrapaniem się nań trzeba było się do tego przygotować. A więc: koszula won! ZA GORĄCO.

Patrząc na tego Księcia w Gniewkowie zjedzono kanapkę.

Przekraczano budowaną  dwupasmówkę coś jakoś tak obok. 

No i w końcu trafił się Kłopot. 



Dojazd do Inowrocławia jakimiś szutrowymi bokami nie był porywający. Być może z uwagi na tą kiepską trasę sam Inowrocław zastano smutnym. 

Z czystego obowiązku  jednym okiem zauważyłem dwa kościoły.

Może kiedy indziej by mi się chciało pobyć w tym miasteczku, ale świadomość krótkiego dnia wskazała, że im prędzej stąd wyjadę tym lepiej będzie... .   



Była jeszcze gniewkowska chwila na pizzę. No niby wszystko w niej było oki, ale... . 

Samo Gniewkowo też opuszczałem w pośpiechu. 

Z rzeczy godnych uwagi: tego dnia to zauważona lokomobila w Małej Nieszawce. 



Miałem nawet okazję porozmawiać ze współwłaścicielką tego obiektu.
- To pasja mojego męża. On ją odnawiał.

PS. Wyjazd z Inowrocławia był upiorny! Przez dłuuugą godzinę (albo i dłużej!) od wyjazdu z miasta  towarzyszył mi potężny hurgot latających śmigłowców.
- Co to za życie mają mieszkańcy Latkowa i okolic?

Nie dość, że w Inowrocławiu i okolicach zupełnie nie mają ścieżek rowerowych (sic!) to jeszcze ten potężny miarowy huk... .
 
Prawdziwą frajdę sprawiło mi posługiwanie się serwisem Mapy.com. Wskazanie, że z Ino do Torunia jest ciągle z górki (serio, serio!) osłodziło dokuczliwe niekiedy działanie wiatru. 

Tego dnia przejechano 98 km po trasie: https://tiny.pl/r2gyyf5ds

czwartek, 8 października 2026

Stanisławki (2435)

STANISŁAWKI?! A gdzie to i po co tam jechać?! Prywatny skansen tam  jest założony w 1983 roku. CHATA POD OKIENNICAMI czyli dom rodzinny dr.Ireny Szymion wypełniony pamiątkami z bliskich i dalszych okolic.

Zgromadzono tam setki (tysiące?)  eksponatów historycznych jak: dawne narzędzia rolnicze, przedmioty codziennego użytku, naczynia, instrumenty, pamiątki szkolne i dokumenty. A wszystko to związane z życiem dawnych mieszkańców wsi – zarówno Polaków, jak i osadników olenderskich/niemieckich.

Jechano tam wiedząc, że cel jest ważny ale droga też się liczy.

Dawno nie byłem w tych okolicach gdzie ma się wrażenie, że jesteś pośród niczego. Głębokie i rozległe wyrobiska, jakieś stawy po nich... .

Zachłannie korzystając z jesieni przemierzano szutry, ktore cieszyły.

Pojawienie się Wronia przywołało dobre wspomnienie sprzed niedawnego czasu. Odnoszę wrażenie (a nawet pewność!), że powinienem intensywniej zabiegać o to, aby tu jeszcze raz przyjechać. 
- Ten Dwór Myśliwski z parku kusi :-)

A przydrożna jesień zachwycała całą paletą barw.

Nie byłem umówiony, więc nie zdziwiło mnie, że nikogo nie zastano.

Pod nieobecność Gospodarzy nie śmiałem myszkować po obejściu.

Ot, na pamiątkę zdjęć kilka i...

..."Chata pod Okiennicami" - odhaczono pobyt.

Przed wjazdem do Nowej Wsi Królewskiej skromnie na uboczu ten malenki pomnik stał. Nie było kogo się zapytać, kto, co, kiedy i dlaczego... . 

Kościół pw. św. Jana Chrzciciela.

Pożywiano się w przydrożnej gospodzie.

Autostrada w okolicach Świętosławia.

Tak, piękną jesień mamy tego roku!

Tego dnia przejechano 95 km, po trasie: https://tiny.pl/hxs_hb7vn 

wtorek, 6 października 2026

Dobry Den (2434)

Raz na jakiś czas trzeba by się wybrać do restauracji. No to się wybrano, bo akurat i stosowna okazja się nadarzyła  i przypadkowo dysponowano niezbędnym nadmiarem śródków płatniczych.

Wybór padł na DOBRY DEN - czesko - polską restaurację w samym centrum Torunia. Niech nikogo nie zmyli podtytuł TANKOVA HOSPODA, że niby trafiliśmy do jakiejś pijalni piwa: to naprawdę elegancki lokal jest! Nie przesadzając: to miejsce jest doskonałą wizytówką przyjaźni czesko - polskiej.

A z porą dnia i tygodnia ucelowano w samą dziesiątkę! Środek tygodnia był, około południa a stąd i ludzi  n i e w i e l e  co ceni się nad wyraz. Domyślam się, że w weekendy tu jest młyn napędzany głównie przez turystów.

Nie powiem, że przyciągnął mnie tu tylko Pilzner Urquel prosto z beczki a ciekawość.

Lokal spełnił moje wyobrażenia o tejże przyjaźni czesko - polskiej. Było muzycznie w utworach rozpropagowanych przez Marylę Rodowicz a śpiewanych po czesku.
- Brzmi mi jeszcze w uszach "Niech żyje bal".

Obsługa była czujna i uważnie reagowała na istnienie klientów.

Dużym plusem piwnicznego lokalu pod ratuszem  (świetna atmosfera!) była jednolitość starannie dobranego wyposażenia. 

Piwo rżnięte (řezané pivo) dało się wypić ze smakiem. Pani fachowo ubijała je szpatułką niczym barman z londyńskiego pubu.

W chwilę potem pojawiła się (jakżeby co innego) golonka! Smakowała PYSZNIE i wyglądała tak jak zapowiadano w menu wystawionym przed lokalem.



Drugie piwo spożywane w relaksowej atmosferze także zrobiło dobre wrażenie.
 
UWAGA! Do tego lokalu przychodzi się na głodnego. Porcja była naprawdę obszerna... . 


Czy odwiedziłbym ten lokal jeszcze raz? TAK, doceniając klimatyczne walory wnętrza, jakość obsługi i (co najważniejsze!) smaczność posiłku.

Z uwagi na pewne a dzikie tłumy weekendowe, może też niekoniecznie w porze happy hour :-)


piątek, 2 października 2026

Konotopie (2433)

KONOTOPIE. Wszyscy tam byli pojadę tam i ja! Tym bardziej, że cel ten został zamieszczony w pliku LISTA TRAS KANONICZNYCH.

Pierwszy przystanek w Osieku. Pogoda piękna, kanapki smakują na ławeczce przed.

Żadnego sensacyjnego dojazdu tam nie było. Ot czasem asfalt, czasem jakaś ścieżyna polna czy wypasiona szutrówka. Jak to na drogach lokalnych.

Przed Jeziorem w Konotopiu już na horyzoncie zauważyłem Figurę.

Mimo, że była coraz widoczniejsza dojechaniu do niej towarzyszyć musiała cierpliwość. Ciągle zdawała się być tuż - tuż, ale szerokie objazdy chłodziły oczekiwanie, że już za chwilę będę na miejscu.

Wreszcie dotarłem.

Obiekt okazał się być tuż obok Drogi Krajowej nr 10. Rozległe, lekko ogrodzone wzniesienie wyraźnie wyznaczało teren sanktuarium.

Po zasięgnięciu wstępnej informacji (Nie ma tam proszę pana żadnej kaplicy - jest tylko Figura i winda dojeżdżająca do wysokości korony) rower wprowadzono na teren.


To nie była najlepsza pora na fotografowanie. Wczesnym rankiem pewnie byłoby lepiej tu być z aparatem.

W miarę zbliżania się Monument robił coraz większe, coraz bardziej przytłaczające wrażenie.

Odbierałem to szczególnie mocno, także dlatego, że rowerowy dojazd był miejscami przyciężki.

Mimo wszystko cieszyłem się, że i tutaj dotarłem.

Zapraszająco otwarte drzwi i do windy. Byłem w niej sam. Jak na prawdziwego parafianina przystało w pewnym momencie przestraszyłem się nie na żarty. Winda na koronę jechała przeraźliwie dłuuuugo! I było tak, że miałem wrażenie, że ona dawno minęła piętro nr 2 i jedzie wyżej, wyżej a nawet... jeszcze wyżej!

Odetchnąłem z ulgą kiedy otworzyły się drzwi! 
- Drogi Przyjacielu!
Jeśli dotrzesz do Konotopia to przygotuj się na długą podróż w górę.


Kiedy znalazłem się na wysokości korony - będąc jeszcze pod wrażeniem jazdy windą - zorientowałem się nagle, że podłoga pode mną nieznacznie pływa!

Pan w sile wieku do którego się zwróciłem ze zrozumieniem potwierdził moje przypuszczenie.

...bo widzi Pan: ten obiekt to prawdziwe cudo inżynierskie. Kiedyś takie budowle robiono na sztywno. Dzisiaj do tematu podchodzi się elastycznie i konstrukcja może a nawet musi pracować.

Wiem coś o tym, bo sam jestem architektem i z zapartym tchem kibicowałem kolejnym etapom powstawania tego Monumentu.

Pomnik Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu
przysporzył niemało trudności projektowych i wykonawczych. Pierwszą z nich był skomplikowany montaż i scalanie dłoni pomnika: sam proces połączenia rąk figury skierowanych w stronę widzów okazał się ogromnym wyzwaniem technicznym. Faza planistyczna i projektowa tego konkretnego etapu prac pochłonęła ponad pół roku pracy inżynierów.

Było też (co się zdarza na tak ambitnych obiektach) niekontrolowane uderzenie żurawia budowlanego w szalunek. Zdarzenie to wymusiło natychmiastowe wstrzymanie prac w celu przeprowadzenia szczegółowej kontroli geodezyjnej i zweryfikowania parametrów geometrycznych obiektu.

Przy okazji wyszły wady konstrukcji pomocniczej: Kontrola geodezyjna po uderzeniu żurawia ujawniła wcześniejsze wady montażowe w konstrukcji pomocniczej. W rezultacie ekipy budowlane musiały dokonać ponownego, precyzyjnego dopasowania szalunku, co skomplikowało prace wykonawcze.

Niezwykłą trudnością też była dotąd niespotykana skala i logistyka prac na wysokości: Połączenie gigantycznego monumentu z żelbetu składającego się z 2,5 tysiąca elementów wymagało precyzyjnego operowania ciężkim sprzętem.

Sama figura (40,6 m) została posadowiona na 15-metrowej konstrukcji cokołu w kształcie korony, wewnątrz której zainstalowano windę i platformę widokową, co wymagało idealnego zgrania elementów konstrukcyjnych oraz instalacyjnych na dużej wysokości.

Dolna, 15-metrowa część monumentu ma kształt gigantycznej korony. W przeciwieństwie do tradycyjnych pomników, ta sekcja pełni zaawansowaną funkcję użytkową i techniczną.

Aby umożliwić płynny ruch turystyczny i obsługę techniczną, wewnątrz konstrukcji nośnej zaprojektowano i zainstalowano trzy windy. Pozwalają one na szybkie i komfortowe przemieszczanie się w pionie bez konieczności pokonywania 420 stopni tradycyjnych schodów.

Windy wywożą zwiedzających bezpośrednio na platformę obserwacyjną (taras widokowy) wbudowaną w strukturę korony. Z tego miejsca, z wysokości kilkunastu metrów nad ziemią, można podziwiać panoramę ziemi dobrzyńskiej oraz z bliska przyjrzeć się detalom architektonicznym samej rzeźby.

Rozmach instalacji wewnętrznych sprawił, że całkowita powierzchnia użytkowa wewnątrz monumentu przekracza 12 tysięcy metrów kwadratowych, co czyni z pomnika obiekt o charakterze wielofunkcyjnym.
- Tyle informacji z Wikipedi i wypowiedzi spotkanego inżyniera.

Drogę na dół (88 schodów) pokonałem już na piechotę.

Jeszcze tylko inskrypcje przy wejściu...



...i wyszedłem pod wielkim wrażeniem.





(...)

Odpoczywając przy niskim budynku pomocniczym (otwarte na szczęście toalety i zamknięa niestety restauracja) pełen wrażeń mogłem zaplanować i zrealizować powrót.





Tego dnia przejechano 111 km po trasie: https://tiny.pl/qz9r-rkh5

Podziel się