Poszliśmy se z kolegą (bo kolega jest od tego) na ptaki, znaczy przyrodę oglądać - a może nawet i sfotografować. Oprócz jednego takiego co to był przy karmniku to więcej nie udało się ich złapać na matrycę.
Nawet wiewióra (no ta, co tak wytrzeszczyła na nas gały jakby ludzi po raz pierwszy zobaczyła!) ledwie co się pokazała to pokazała nam swą końcową część... .
Rozżaleni tym oburzającym faktem udaliśmy się do miejscowości Barbarka czyli tam gdzie stoi bardzo zabytkowa kapliczka poświęcona tej właśnie Świętej Osobie.
I wtedy zobaczyliśmy Ich.
Pierwszy z nich stał ana czatach. Od razu wiedzieliśmy, że coś będzie się niedobrego działo: tak się nerwowo rozglądał po okolicy, dziobem kiwał i nogami przebierał.
Gdy nas zobaczył to się szybko ulotnił w niewiadomym dla nas kierunku, co poświadczamy własnoręcznym podpisem.
Tutaj.
- My.

























































