Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapla. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 maja 2017

W krainie szęśliwości (1814)

Po dyszących z emocji chwilach spokoju mi się zachciało. Do ciszy przyrodniczej zatęskniłem, zamyślonego bociana i głośnego śpiewu ptaków się zapragnęło gwałtownie. Krótko mówiąc jakaś podręczna arkadia by się zdała.

Arkadia?! Skąd ja to znam... .? Ach, tak! To jest przecież panawergiliuszowa kraina wiecznej szczęśliwości mlekiem i miodem płynąca. Także czytane po wielokroć (a na głos!) Tadeuszowe Soplicowo do tej kategorii się nam domowo zalicza. No i jest jeszcze radziwliłłowski Nieborów z Konopnicką i Gałczyńskim przechadzającymi się pod rękę... .
- No i na tym się moje arkadie kończą. 

Jeszcze niedawno tak było, a tu niespodziewany telefon od przyjaciela dawno niewidzianego:
- Tak i tak, jedziem na przyrodę i to od razu a bez możliwości wykręcenia się!

Przyjaźń to wielka sprawa a stara przyjaźń to jeszcze większa. O odmowie być nie mogło mowy, ponieważ druh serdeczny na tą wyprawę zabierał nas swym rozległym mercedesem.

Krótkie ogarnięcie się i jeszcze tylko tuż przed wyjazdem (nie wiadomo po co) pytanie kontrolne:
...ale czy tam będzie to, to i tamto?! ...i na dodatek jeszcze żurawie?
- Będzie będzie, jak nie tym to następnym razem! Jedziemy na razie na próbę. Chcemy żebyście sami zobaczyli to co nam jest doskonale znajome.

No to zobaczyliśmy.






piątek, 10 lutego 2017

Za miastem - Woda 1/4 (1756)


Błądząc pomiędzy Kanałem Nieszawskim a Zieloną Strugą zadreptano w miejsca dotychczas nieodwiedzane. 


No przecież gdzieś ten ogarek - pozostały po Świętach - trzeba było postawić... . 


Cel był jasny: po wrażeniach z ziemi włocławskiej (a jest taka?!) ukojenia na przyrodzie się chciało. 


Czekam na tą wiosnę i czekam. ...ale póki co cieszy mnie to co jest!






piątek, 16 września 2016

Pożegnanie z czaplą (1675)
















Raz staruszek, przechadzając się nad Wisłą,
Ujrzał listek przywiędły i blady
I pomyślał: - Znowu idzie jesień,
Jesień idzie, nie ma na to rady!

I podreptał do chaty po dróżce,
I oznajmił, stanąwszy przed chatą,
Swojej żonie, tak samo staruszce:
- Jesień idzie, nie ma rady na to!

A staruszka zmartwiła się szczerze,
Zamachnęła rękami obiema:
- Musisz zacząć chodzić w pulowerze.
Jesień idzie, rady na to nie ma!

Może zrobić się chłodno już jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
Nie ma rady. Jesień, jesień idzie!

A był wrzesień. Pogoda prześliczna.
Wszystko w złocie trwało i w zieleni,
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni.

Ale cóż, oni żyli najdłużej.
Mieli swoje staruszkowie zasady
I wiedzieli, że prędzej czy później
Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady. 








Podziel się