Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tutivillus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tutivillus. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 marca 2019

5 kluczowych słów (2051)

Parę dni temu zaproszono mnie do ciekawego przedsięwzięcia. Chodziło o oprowadzenie Grupy OZ (Osoby Zaprzyjaźnione) po naszym pięknym Toruniu. Mój początkowy dystans do projektu (nie jestem przewodnikiem!) został złamany stwierdzeniem: ale w Toruniu mieszkasz więc na pewno coś ciekawego powiesz!
- Alicjo! Ty masz na mnie sposoby!

Rad nie rad (no jak tu odmówić gdy osoby sympatyczne, a dawno w mieście nie byłem) przychyliłem się do i po krótkim wstępie w restauracji hotelowej zaczęliśmy "zwiedzanie". Cudzysłów w tej sprawie jest wyjątkowo na miejscu, bo więcej w tym moim przekazie było bajania niż twardych dat i faktów co zresztą ochoczo zaakceptowano.
- Aniu! Jestem Ci wdzięczny za trafne pytania.

Na początek trafiliśmy do Kościoła Mariackiego. Po dosyć pobieżnym obejściu najważniejszych zakamarków wychodzimy na świat a tu ZONK: lodowaty wiatr pogania deszczem! Wycofano się więc na z góry upatrzone a kościelne pozycje tym razem bardziej szczegółowo podchodząc do przyglądania się freskom, detalom architektonicznym czy szczegółom w wyposażeniu wnętrza.

W końcu temat się skończył (bo przecież Toruń czeka!) a tu na froncie (pogodowym) bez mian. Jak niepyszni więc schowaliśmy się czym prędzej do kawiarni w Dworze Artusa. Tam też opowieści dokończono z lekkim uczuciem niedosytu.

Otóż podczas całego spotkania dawał się odczuć brak komfortu, wynikający tak z warunków meteo jak i z katastrofalnie małej ilości czasu jaki był do dyspozycji. W związku z tym trzeba było się skracać niejednokrotnie wyrzucając z siebie tylko słowa kluczowe.

Coby nie było na mnie, że się do zadania nie przyłożyłem oto 5 z nich zamieszczam odsyłając ich skróty do szerszych objaśnień.

Wąbrzeźno - To hiperłącze odwołuje się do atmosfery znanego mi miejsca.

Tutivillus - Dotyczy tego kto pilnuje porządku w kościele zapisując grzechy na wołowej skórze.

Chełmno - Miasto od którego zaczął się duchowy Toruń.

Stella Polaris - Story o dawnym Toruniu własnoręcznie napisane pod wpływem ekipy komediantów, która swego czasu nasze miasto nawiedziła.

Donatywa - Niedoceniona w Toruniu moneta o charakterze medalu (lub odwrotnie).

Tych słów kluczowych to było na pewno więcej, ale nie ma co przesadzać z tym wirtualnym zwiedzaniem. Toruń po prostu trzeba zobaczyć przez czas dłuższy niż marne trzy godziny, tak aby naprawdę poczuć ów prawdziwy "gotyk na dotyk".

PS. Otwierające zdjęcie wskazuje na to, że tej panoramy też nie było możliwości obejrzeć!

niedziela, 25 czerwca 2017

Zgubne skutki braku wiedzy (1833)

Do chełmińskiej fary (tam gdzie relikwie św. Walentego są) zaszliśmy obowiązkowo jednak z chytrym zamiarem niezbyt szczegółowego przyglądania się detalom.
- Wszak było się tam tak wiele razy, że na pewno wszystko wiemy!

Niemniej jednak z należnym szacunkiem pobyliśmy obok "Chełmińskiej Piety". Należało się, boć to obraz łaskami słynący.
- Chwila wyciszenia i idziemy dalej.

Za to przeszliśmy bokiem nawet nie zatrzymując się przy św. Rochu: patronie chroniącym od zarazy.

Dylemat herb to mularzy czy innych budowniczych czy też raczej znak masoński pozostał dla nas nierozstrzygnięty. Nieco ubodła nas niewiedza na temat tego antependium, ale jakoś daliśmy radę.

No, ale wtedy to już poszło-o-ooo jak z rogów obfitości... . Nadmiar dóbr gotyckich barokowo nas przytłoczył!

Freski oglądane bez przewodnika zdolnego nam objaśnić zawiłe pochodzenie czy symbolikę przedstawianych postaci okazały się nieczytelne.

Niektóre sceny dawało się (ale tylko fragmentarycznie!) odcyfrować, bez możliwości jednak zrozumienia całości.

Po głowie tylko chodziło, że ten akurat to jest ten święty a ten to na pewno Apostoł. Ale jaki? Ale który?!

Apogeum niewiedzy dopadło gdy zaczęliśmy zadzierać głowy. A tam na zwornikach...? Symbolika pierwszych trzech połączeń na sklepieniach była z grubsza zrozumiała.

Bieda niewiedzy otulająca nasze umysły ujawniła się dalej w całej pełni.

Maszkarony jak z bestiariusza gotyckiego (Jaki jest jego tytuł? Gdzie go znaleźć?) przywodziły mi na myśl strachy jakim musieli stawiać czoło budowniczowie świątyni. Po co oni je tam u góry...?

To zamieszanie w umysłach średniowiecznych skojarzyło mi się z tak poszukiwanym Tutivillusem, którego radbym dopatrywać się w każdej dziwnej postaci o szeroko rozwartej gębie co to w niej na pewno hołośnik jest... .

Pozostałe dwie postaci jakby ilustrując prawdopodobną nietrafność naszego domysłu pozostawiają nas w mrocznych otchłaniach niewiedzy... .
- Ciemno, oj ciemno nam jest!

Właściwie to musiało się tak skończyć jak się chodzi po tak bogatej w symbolikę świątyni bez przewodnika!
- Czy ktoś może nas oświecić?

piątek, 25 listopada 2016

Londyn - 07/07 - Limuzyny i Tutivillus! (1711)

Trzeba przyznać, że strona angielska się postarała! Kiedy podstawiono limuzyny - zwykle użytkowane przez członków korpusu dyplomatycznego i przeznaczone tylko dla niego - byliśmy na początku onieśmieleni, ale potem to już było nam po prostu przyjemnie.


No cóż nieczęsto ma się za kierowcę dżentelmena w dyskretnym służbowym uniformie.... . I  te jego białe rękawiczki z jagnięcej skóry!


Ogółem na każdym kroku cieszyło nas, że docenili gości z Polski, zapewnili luksusy i pełne bezpieczeństwo nad którym czuwali niezawodni i niezmiennie sympatyczni Bobies.

Tak, Wasz przedstawiciel "Obserwatora Toruńskiego" nie miał oporów i z przyjemnością rozdawał im autografy.

Z grzeczności skorzystaliśmy jeszcze z możliwości odwiedzenia paru powszechnie znanych turystycznie obiektów. (Skoro tak bardzo chcieli nam je pokazać!)



Te ostatnie punkty do zwiedzania oglądaliśmy wiedząc, że na końcu czeka nas atrakcja nad atrakcjami: sam ON
czyli TUTIVILLUS!


Podsumujmy sobie naszą skromną wiedzę na temat Tutivillusa.

Na razie wiemy, że:
a) zaglądając przez ramię skrybom i drukarzom powodował błędy a i do dzisiaj w składzie DTP potrafi nawet blogerom namieszać
b) znajdując się w pobliżu ambony spisywał grzechy wiernych plotkujących, nieuważnych czy błądzących myślami podczas kazania
c) usadowiony w okolicach prezbiterium wskazywał duchownym na konieczność odpowiednio starannego i nabożnego prowadzenia modłów.

Co do ostatniego, otóż mamrotanie godzinek czy nieprzykładanie się do śpiewów liturgicznych traktowane było dawniej jako grzech porównywalny z niestarannym przepisywaniem świętych ksiąg! Wszak wspomniany powyżej Tutivillus Chełmiński (pod postacią
szkaradnika) widoczny jest tylko dla osób znajdujących się na chórze zakonnym... .

Kiedy więc na zakończenie pobytu dowiedzieliśmy się że londyńscy anglikanie też swojego Tutivillusa mają - radość Waszego przedstawiciela nie miała granic!

Zaproszenie wystosowane przez The Royal Foundation of St Katharine przyjęte zostało z wdzięcznością.

 
Stowarzyszenie to od XII wieku prowadzi działalność charytatywną i społeczną użyczając swoim członkom a także osobom postronnym posiadane możliwości. Można skorzystać z kawiarni czy nawet wynająć elegancki pokój. Renomowane biura podróży i systemy rezerwacji piszą obszernie na temat oferty.

W pełnej skupienia atmosferze jest tutaj gdzie przenocować, i co zjeść, tu można w ekskluzywnym towarzystwie uspokoić myśli czy nawiązać wartościowe kontakty towarzyskie.


Warto dodać, że Fundacja mimo iż jest organizacją o charakterze religijnym to nie podlega - jak to jest w zwyczaju - biskupowi lecz bezpośrednio Królowej! I tym także członkowie Stowarzyszenia szczycą się już od 1147 roku.

I z tego właśnie okresu pochodzą elementy wyposażenia kaplicy uratowane z pożogi wojennej . A wśród nich są sedilla czyli miejsca do siedzenia dla celebransów znajdujące się w prezbiterium, tuż za ołtarzem.

I to właśnie POD jednym z nich - już na koniec ekskluzywnego oprowadzania nas po Fundacji - został nam pokazany Tutivillus!

Ten typ siedzenia znany jest z toruńskich stalli. To misericordia czyli podnoszone siedzenie umożliwiające wsparcie się o nie stojąc podczas wielogodzinnych modlitw.

I to właśnie pod głównym siedzeniem ukryty został Tutivillus! Obecność jego w tym miejscu przypominać miała (i ma!), że prowadzący modły winien dochować wszelkiej staranności. ...albowiem każde jego przewinienie zostanie dostrzeżone!

Dziękując Pani Przewodnik.za oprowadzanie po obiektach i pomieszczeniach Fundacji żegnaliśmy się wdzięczni za okazaną serdeczność i profesjonalizm podczas promowania tego niezwykłego miejsca.

*     *     *

...i tym wspaniałym akcentem ostatni dzień zwiedzania wspaniałości Londynu - jak i cały tu pobyt - został zakończony!

Powrót minął jakoś tak w międzyczasie. Nocny przejazd na lotnisko, odprawa nie została nawet w pamięci i... już! A potem już tylko audiobook i Steve Jobs na uszach.
- W chwilę potem Bydgoszcz.

Dobrze jest być w Bydgoszczy czyli w domu.
...bo przecież Bydgoszcz to to samo co Toruń.
- Tyle, że Bydgoszcz. 

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Diabeł w świątyni (1556)

Tak jak co roku (od iluś lat!) się pojechało do Chełmna.

Miasto czekało by je odwiedzić, ale jako, że byłem nie-sam odwiedzono tylko KLASZTOR. A on co roku piękniejszy, przez to, że z każdymi odwiedzinami to ta - to druga część w nim świeżo odrestaurowana, aż serce cieszy się.


Czas spędzony w tym niezwykłym miejscu był jak zwykle prawdziwym przeżyciem. Mimo iż byłem tu tyle razy atmosfera niezwykłości miejsca towarzyszy mi za każdym pobytem, co było i teraz.
- Czy pisałem już kiedyś, że chełmiński klasztor to MIEJSCE PRAWDZIWEJ MOCY?
- Jeśli nie, to teraz tak piszę: TAK.



Po chwilach ciszy i skupienia, po uporządkowaniu myśli wrócono do rzeczywistości, czyli do oprowadzania i robienia zdjęć. Najpierw o tym pierwszym.

Za każdym razem gdy jestem w pobliżu klasztoru i widzę wałęsających się bezcelowo :-) turystów co to by radzi wejść do klasztoru, ale nie wiedzą jak - biorę ich (zwykle z początku opornych) na przewodnicki hol. No i pokazuję im niezwykłości i cuda klasztornych miejsc.

Jest dziedziniec, wirydarz, przejście krzyżackie, Baszta Mestwina, Kalwaria, skarbiec (jeśli siostra przewodniczka była w pobliżu) i przy odrobinie szczęścia nawet taras widokowy z "najpiękniejszym widokiem na świecie".

Tenże widok takim jest z uwagi, że idąc klasztornymi korytarzami, widząc grubaśne mury, będąc przytłoczonym przez niskie mocarne sklepienia na tymże tarasie naraz... ta-dam! - Widok na dolinę Wisły. Panorama to obszerna, rozległa i bezkresna! Przez kontrast więc ten widok z konieczności staje się najpiękniejszym :-) - I nikomu niech nie przeszkadza niestosowny wtręt w krajobrazie jakim jest papiernia w Świeciu ze swymi kominami.

A więc: oprowadzanie tak zwykle wygląda. teraz jednak przed Klasztorem nikogo nie było. Aby tradycji stało się zadość widząc w kościele nieco zagubionych (?) turystów z Gdańska mimo początkowej rezerwy (przyzwyczajony do tego jestem!) zacząłem Ich oprowadzać.

Słabo jakoś mi to z początku szło. Sympatyczna Rodzina składająca się z pięciu osób była jak to zwykle bywa nieco wycofana i nieufna na temat: czego ten gość może od nas chcieć? Szybko przekonali się żem niegroźny i (mimo widocznego u nich zmęczenia) dali się poprowadzić po różnych miejscach ozdobionych słowem wiązanym jak na przewodnika przystało.

Nie obyło się oczywiście bez prezentacji Chrystusa Chełmińskiego i opowieści o marnej doli naszego Chrystusa od Panny Marii zawłaszczonego przez MO.
- Chodzi oczywiście o Muzeum Okręgowe w Toruniu.

Spotkanie z Gdańszczanami zakończyło w miłej atmosferze  paroma zdjęciami, których i tak nie pokażę, co zrozumiałe: prywatna sesja to była. Natomiast pokażę co innego, znacznie bardziej ekscytującego od najsympatyczniejszej nawet a nieznanej Rodziny.
- O dzięki Wam za cierpliwość z jaką znosiliście moje tyrady :-)

Otóż program fotograficzny jaki sobie założyłem na tą wizytę w Klasztorze brzmiał: szczegół, szczegół się liczy! W stosownej chwili przypięto więc nieco dłuższy niż zwykły spacer-zoom - bialutki jak śnieg mały tele 70-200 mając nadzieję na dostrzeżenie nim pięknych obrazów w szczegółach.
- I nie zawiodłem się!

Piękny, uduchowiony obraz Matki z Dzieciątkiem widziany przez mnie tyle razy tym razem pozwolił mi dodatkowo odczuć świętość miejsca. Słodkie putta, skrzydlate bobaski i oranamenta im w barokowym przepychu towarzyszące stanowiły dopełnienie tej skromnej sesji zdjęciowej.



No i w pewnym momencie stało się, czasu zaczęło brakować, zmęczenie bieżącymi wydarzeniami dało się naraz odczuć spadając ciężarem na me wątłe barki... . W takim to stanie - stojąc o obrębie prezbiterium - wykonałem dwa ostatnie
zdjęcia sklepienia: plan ogólny tegoż i centralny jego szczegół.

*     *     *
Po przyjeździe do domu chciwy przegląd zdjęć! Nic to, że w rawach, zamydlone i wypłowiałe bezkontrastowo, trzeba było od zaraz zobaczyć co udało się na matrycy utrwalić... .

Doszedłem do ostatnich dwóch zdjęć i... nie uwierzyłem własnym oczom! Maszkara jakaś niczym diabeł w świątyni na sklepieniu sfotografowany został! Długo woziłem się z tematem szukając uzasadnienia dla tego stwora wywalającego jęzor, aż w końcu
bezsennej nocy (na ranem to było, nad ranem!) oświeciło mnie: przecież to TUTIVILLUS.


Mimo iż nie mam potwierdzenia autorytetów* jestem więcej jak pewien (o ile się nie mylę) że to właśnie ten który w świątyniach wiernym liczy grzechy. Diabeł specjalny i tylko do tego celu przeznaczony.

*   *   *

Jeśli ktoś chce więcej opowieści o Tutivillusie to można mnie zachęcić wskazując gdzie w waszych świątyniach umieszczony jest wasz Tutivillus.

* Wiadomość z ostatniej chwili: "Tutivillus, postać znana w ikonografii
od XII w. To był właściwie diabeł spisujący codzienne grzeszki śmiertelników. Różnie go przedstawiano - diabeł z rogami, brzydal, pokracznik-człowiek, Żyd itp. W kościele był na zwornikach, kapitelach, a także maskował otwory wentylacyjne. Najprawdopodobniejsze wyjaśnienie (wysokiego umiejscowienia), że ma wszystko na oku... .

Podziel się