Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żart. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żart. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 października 2019

Ufoki w Piwnicach (2114)

- Wiedziałem, no wiedziałem, że coś tajemniczego się TAM dzieje!
- TAM, to znaczy gdzie?
- W Piwnicach pod Toruniem, tam gdzie Centrum Astronomii.
- A co to takiego się dzieje?
- Nasi astronomowie nawiązali KONTAKT.
- Jaki kontakt i z kim?!
- Jak to z kim?! Z ufokami!
- To znaczy... no UFO kręci się w pobliżu i przyłapałem ich jak się CI astronomowie z TYMI ufokami kontaktują!!!
- Y-y-y-y?!
- Panie! Weź pan spojrzyj na zdjęcie i wszystko będzie jasne. Przez tęczę oni, przez tęczę się ten tego... .

(Kurtyna)

piątek, 10 marca 2017

OBJAWIENIE czyli Co dwie głowy to nie jedna (1772)


Jeszcze nie otworzyłem oczu a już wiedziałem, że coś się stało.

Rzeczywistość docierała do mnie zza grubej warstwy jeszcze przed chwilą przeżywanego snu. Coś mi się  śniło, ale dokładnie co to nie zapamiętałem. Przeczucie podpowiadało mi, że za chwilę coś się stanie. I nie omyliłem się, bo zanim zdążyłem otworzyć oczy usłyszałem głos.

- Wykonaj procedurę! - Otwarte oczy i szybki przegląd pokoju upewniły mnie, że na pewno oprócz mnie nie było tutaj nikogo! A więc to do mnie jakiś Ktoś mówi coś - skądś... .

- Czego się rozglądasz, to do ciebie! - Teraz już nie było wątpliwości. Nieco oniemiały (Dobry Panie, słyszę w mojej głowie głosy!) w chwilę potem usłyszałem:

- Idź do łazienki. Zatknij korkiem zlew. Napuść wody do niego. (Do zlewu a nie do korka napuść tej wody!) Przypatrz się gościowi w lustrze. UWAŻNIE! W oczy mu spójrz zanim się woda przeleje na podłogę... .

- To jasne, że jak zlew się napełni, że trzeba zakręcić kran? I że woda ma być gorąca, a nawet wrząca?! No najgorętsza jaka jest możliwa. I teraz najważniejsze.

- Przyjrzyj się dokładnie gościowi w lustrze. SPÓJRZ MU W OCZY. Przestudiuj wory pod oczami, rozmazany makijaż czy to co tam wokół oczu masz.  D o k ł a d n i e . Teraz dopiero jesteś uprawniony by wykonać najważniejsze. UŚMIECHNIJ SIĘ.

- A teraz? ZANURZ DŁONIE W TEJ GORĄCEJ WODZIE. Powiedziałem  Z A N U R Z . Oczywiście, wiem, że parzy. Na chwilę je tylko włóż, no do pierwszego bólu. Pierwszy raz na chwilę, a drugi raz (a może dopiero na piąty raz?) już na nieco dłużej. Staraj się wytrzymać jak najdłużej. Grzej w tej gorącej wodzie dłonie tak długo jak się tylko da! Wkładaj i wyjmuj ręce tak często i długo aż woda całkiem ostygnie! Idź i zrób to.
N A T Y C H M I A S T .

Po usłyszeniu tego wszystkiego trochę mi dziwnie się zrobiło, ale pomyślałem sobie: A co mi tam, a co mi szkodzi? Pójdę jak ON mi każe i zrobię jak ON powiedział.- Tylko kim jest ON?!

- I pamiętaj: po przeprowadzeniu wodnej procedury wróć tu i opowiedz mi co poczułeś! To ważne abyś mi opowiedział. Dokładnie.

No to poszedłem, spojrzałem sobie głęboko w oczy, napuściłem, zatknąłem i zanurzyłem. Najpierw raz na krótko (woda była wściekle gorąca!), ale coraz dłużej za każdym razem.

Teraz już z własnej woli zacząłem - nie podnosząc specjalnie głowy - co chwilę zerkać do lustra. No i zobaczyłem, że ten jeszcze przed chwilą nieszczególnie wyglądający gość zaczyna się z każdym zerkiem wypogadzać. No jakby zmarszczek mniej zaczyna mieć, wory mu się robią jakby mniejsze, no i pogodniejszym, weselszym jest!

A tymczasem woda stygła! Aby przedłużyć przyjemność co jakiś czas dopuszczałem sobie bardziej gorącej. Przyjemne ciepełko zaczęło ogarniać całe ciało a kiedy zaszumiało mi przyjemnie w mózgu zrozumiałem o co chodzi! Krążenie, dobroczynne krążenie pobudzono!

Zgodnie z zaleceniem po raz kolejny spojrzałem na gościa w lustrze. Patrzył na mnie ten sam co przed paroma minutami człowiek, ale jednak nie ten sam: promienny, roześmiany od ucha do ucha, radosny jakiś taki jakiego dawno nie pamiętałem!

Nieco oszołomiony tym odkryciem (nadal uśmiechając się pod nosem) poszedłem do sypialni. Nie, nie chciało mi się kłaść, rozparłem się w fotelu czekając co się dalej wydarzy. I nie zawiodłem się! ON znowu się odezwał:

- No i jak ci tam?! - No to opowiedziałem mu jak było powyżej. Że kości w dłoniach mi się rozgrzały, że w głowie szumi, że raczej przyjemnie mi teraz jest. I jeszcze dopowiedziałem, że katar co to mi się wczoraj zaczynał  od razu przeszedł jeszcze w trakcie trwania procedury... . Dziwne.

- A co w tym dziwnego? Rozgrzałeś krew zaczęła ona szybciej krążyć. I dalej to już wiesz! Nie bagatelizując kłopotów ze zdrowiem pamiętaj : NIE TRZEBA Z KAŻDYM GŁUPSTWEM LATAĆ DO DOKTORA! Czasami warto i trzeba posłuchać jak własny Organizm do ciebie przemawia.

*     *     *
Następnego ranka sytuacja się powtórzyła. ON do mnie zagadał i przypomniał przykazując abym o tym patrzeniu w lustro i uśmiechu (koniecznie!) pamiętał.  I jeszcze dodał co następuje:

- Pamiętaj! Nie odpowiadam za to co ze sobą robisz. Sam jesteś odpowiedzialny za siebie. Jeśli masz schorzenie reumatyczne które nie pozwala dłoni do gorącego wkładać to ich nie wkładaj, ale o lustrze pamiętaj, aby co ranka do niego się uśmiechać. Woda ma być gorąca, ale jak sobie tkankę mięśniową na gościach dłoni obgotujesz to tylko twoja wina. I pamiętaj: nie mówiłem ci abyś dolewał z czajnika, tak aby ci krew w żyłach się także zagotowała... .

I żeby nie było już żadnych wątpliwości. Procedurę wodną powtarzaj codziennie i zawsze kiedy przyjdzie ci na to ochota. ...albo jak nie będziesz na nic miał ochoty!
STOSUJ PROCEDURĘ A ZAHARTUJESZ SWÓJ ORGANIZM.

To nie jest przecież horror wynikający z zastosowania się do doktorskiego zalecenia, aby po prysznicu lodowatym strumieniem się polewać... . Nigdy tego nie stosowałeś, ale za to teraz możesz się hartować łatwo i przyjemnie, nawet kilka razy dziennie.

Aha! ... i najważniejsze:
procedurę wykonuj starannie i czerp z tego przyjemność!


środa, 15 października 2014

Bajka o tym jak zostałem sławny (1424)






















R. jest racjonalistą, a jednak lubi chodzić na ryby.

Możecie mi wierzyć - albo i nie - ale ostatnio złapał
złotą rybkę. A było to tak. Siedział u sąsiada nad stawem... .
Stawem? Jaki to tam staw, toż to zwykła kałuża z której
on zwyczajowo wyciąga płotki, karasie i inne glapy.
I jeszcze takie jedne szare, o całkiem nieznanej nazwie.
Dosyć smaczne zresztą.

Ostatnimi czasy pogoda była ładna nic wiec dziwnego,
że R. nad tym sąsiadowym stawem przesiadywał prawie
każde popołudnie. No i stało się! Kiedy w ramach
podtrzymywania więzi rodzinnych przyjechałem doń,
zostałem obdarzony paczuszką z wypatroszonymi
rybami bo: u mnie wujku to już na ryby patrzeć 
nie mogą, to dlatego ten prezent.

Trochę mnie zatkało na taką argumentację, ale znając R.
soli i pieprzu do wypowiedzi dodał dla lepszego efektu i...
to mu się udało znakomicie. Koniec końców po
przekomarzaniach woreczek z rybami trafił do bagażnika.

Wesoło żegnani pogoniliśmy autko do domu nie spodziewając
się aż   t a k i e j  niespodzianki. Sam R. już nam ją zapowiedział.
- Tylko się nie zdziw wujku, bo tam w tym woreczku jest 
jeszcze niespodzianka. A była nią właśnie z ł o t a  r y b k a .

Trochę oniemiałem na jej widok. Wszystkie rybki takie same
szare, a ona jedna taka... inna, jakby ją jaki malarz przemalował.
Z wrażenia telefon sam się  włączył. Mój drogi R. powiedz mi
coś o tym łowieniu? Jak to było z tym, że ty tą rybkę... złotą...
na haczyk...?

Ano nic specjalnego! Akurat nie miałem żadnego obowiązku 
no to siedziałem sobie i łowiłem. Tego dnia to niespecjalnie brały.
I tak gdzieś po piątej czy szóstej coś mi mignęło na złoto przy
wyciąganiu z wody. Nie, nie i nie! Nikogo ze mną nie było i z nikim
nie rozmawiałem. Czy coś słyszałem? Absolutnie nie! To znaczy
były jakieś hałasy, ktoś coś tam krzyczał coś, ale byłem tak zajęty
łapaniem, że nie zwracałem na te krzyki uwagi.

Że co to były za krzyki? Ano w stylu: No nie bądź taki, 
puść mnie, no puść mnie, a zrobię dla ciebie wszystko 
co zechcesz! Oj, te krzyki to ja znam doskonale i słyszałem
je nie raz. U sąsiada to tak zawsze, niezbyt dobrze mu się
w małżeństwie układa, to co ja tam się będę do nich mieszał.
Na ryby przecież chodzę do nich, no nie - to co mam
się wtrącać?!

Posłuchaj mnie R.! A słyszałeś ty kiedyś - no wiesz jak byłeś
mały - bajkę o Złotej Rybce? Bajkę? Drogi Wujek raczy żartować!
Nigdy, ale to przenigdy nie dosłuchałem żadnej z nich do końca.
Umęczony ganianiem po podwórku, jeżdżeniem na rowerze
zasypiałem po przyłożeniu głowy do poduszki. Natychmiast.

Oj, teraz sobie coś przypominam, że to przecież wujek
- tak właśnie - to przecież wujek próbował opowiedzieć
mi kiedyś bajkę i w niej chyba chodziło o jakąś złotą rybkę!
Ale co to była za bajka, czego dotyczyła to naprawdę nie
wiem. Przecież wiadomo, że już po pierwszych słowach
wieczornego gadania od razu zasypiałem... .

* * *

Ryba jak ryba: przed włożeniem na patelnię w mące
obkulane one wszystkie tak samo wyglądają. Niemniej
jednak trochę mi nieswojo było kiedy ją smażyłem.
I nawet jakby mniej smakowała od tych innych, szarych.

Żona jakoś nie chciała tej rybki posmakować. Mała ona
to sam ją sobie łaskawco zjedz - poradziła mi życzliwie.
A jedząc nie zapomnij pomyśleć o czymś dobrym, aby
ci się spełniło.

No i stało się: żując gumowatą rybkę pomyślałem sobie,
że co jak co ale sławnym to chciałbym być! Pieniędzy
mam przecież w bród, ale za me wiersze, opowiadania
prześwietne nieśmiertelnej sławy to by mi się nieco przydało.

I wyobraźcie sobie, że trzy dni nie minęły jak zamieściłem
pewne mgliste zdjęcie na zaprzyjaźnionym portalu  
"Dziki Toruń". I runęła na mnie sława z wysoka! Ludzie
zaczęli mi masowo gratulować, lajki różne stawiać,
komplementami licznymi obsypywać. Doszło nawet
do rzeczy niesłychanej: zdjęcie to zaczęto zamieszczać
na swoich fejsbukowych stronach głównych z krzepiącymi
słowami, których ze względu na wrodzoną skromność
nie przytoczę. A warto wiedzieć, że pochwały zdjęcia
mego były astronomicznej wielkości!

Nurzając się w cieple narastającej sławy pomyślałem,
po raz pierwszy w życiu, że być może, czasami, warto aby
wybrane osoby całkiem nie znały bajek... .
- No właśnie!






wtorek, 8 grudnia 2009

Skandal. (70)

Ledwie na chwilkę wyjechałem z Torunia a tu proszę!



W dzisiejszych czasach już żadnych autorytetów nie mamy.

Podziel się